niedziela, 2 grudnia 2012

Rozsypka

                                                                                                                         cholera jasna!
Rower
                                                      czekolada 
          ptaszek 

                                                                                                           wniosek 19a 
                                     Papier                      chmura 
                                                                                                                     
                                                                                                                           proszek do pieczenia


Czy potraficie tą rozsypkę słów ułożyć w logiczną  całość? Nie?
Nie martwcie się. Ta rozsypka to zwykły chaos. Powody do zmartwienia mam ja. Bo ta rozyspka to moje obecne życie. Chaos ten trwa w najlepsze i – jak podwyżki cen za czekoladę – nie ma zamiaru ustać. Ale podobno nic nie dzieje się przypadkiem. Z całą pewnością dowodzi temu to, co wydarzyło się owego pochmurnego poranka, w dniu, w którym chaos zapukał do drzwi mojego życia.
Wpierw jednak, jeszcze nim zapukał, to ktoś mógłby się popukać w czoło, widząc mnie obładowaną jak cyganka zmierzająca na targ. Rzecz jasna, ja wybierałam się do pracy. Czy muszę dodawać, że byłam spóźniona i mokra od potu jak nowojorski szczur, o ile nowojorskie szczury w ogóle istnieją, a nie są wytworem wyobraźni filmowców. Choć, to co wydarzyło się następnie, było całkowicie realne, bardziej przypominało film puszczany w przyspieszonym tempie. Najpierw na rower załadowałam jedną torbę, potem drugą, kolejno trzecią, a na samym końcu mój – jak twierdzi Luby – boski zadek. Ruszyłam z impetem, jak uczestnik Tour de France nie znający słowa „przegrana”. I nie ujechałam ani metra, kiedy usłyszałam dziwny świst, poczym znalazłam się w wielkim białym obłoku. 





Jestem w niebie
A może to nagły opad śniegu?  
Nim w mojej głowie zaczęły roić się co dziwniejsze pomysły, które mogły by się stać powodem zarzutów wobec statusu mojej normalności, spostrzegłam między szprychami jedną z toreb zawieszoną na rowerze. W niej zaś wielką dziurę i wystającą zeń mąkę. 
Całą w rozsypce... 
A więc nie upieczemy już dziś czekoladowych muffinek na zajęciach...   
Cóż, dobrze, że przezornie upiekłam jedną porcję muffinek wcześniej. Przynajmniej je udekorujemy czekoladowym kremem. 
Udekorowalibyśmy. Gdyby tylko muffinki przetrwałyby rowerowe turbulencje. Niestety zamieniły się w coś, co jedynie mogło przypominać ciastka. I to tylko tym, z dużą wyboraźnią. Miazgę wyrzuciłam do kosza, okruszki rozsypałam ptakom. Ważne że ja się trzymałam. Jeszcze... 
Z każdym kolejnym dniem mój los zbliżał się niebezpiecznie do losu muffinek... Szprychami, które już wkrótce miały mnie zmiażdżyć były terminy. I telefony do wykonania. I wnioski do wypełnienia.






Zasypana nadmiarem obowiązków, poczułam że wszystko mi się sypie. I nie chodziło o łupież i chaos w szafie z ciuchami. Ja jestem w rozsypce A jeśli ja, to i mój związek... Ech... A może to nie mój związek się posypał, tylko rozsypała się moja misternie uknuta teoria, w której lekiem na całe zło świata tego ma być "facet"?
 
Jeśli lekiem nie okazał się facet, to co? Postanowiłam czegoś poszukać. Coś, do stu piorunów z tym wszystkim zrobić. Nie zrobiłam jednak nic. Byłam w rozsypce. Rozsypka to rozsypka... Człowiek leży sproszkowany i czeka. I czasem to wystarczy. Przeczekać. I uświadomić sobie, że bycie w rozsypce nie jest takie złe. W końcu proszek do pieczenia też jest w rozsypce, a to właśnie dzięki niemu powstają puszyste i wyrośnięte muffinki.

Ja z słownej rozsypki ułożyłam - mniej lub bardziej sensowny - wpis na bloga. 





I byłaby to historia z happy endem, gdyby nie fakt, że w trakcie jej pisania w pociągu musiałam zapłacić mandat za podróż bez legitymacji.
Cóż, być może proces rozsypki nadal trwa. Ale to dobrze. Im więcej proszku, tym więcej muffinek, prawdaż?                                                                     

26 komentarzy:

  1. Ważne, żeby ostatecznie coś zbudować ;) Np. bałwana ze śniegu albo domek z pierników. Ja mam nadzieję, że czwartkowy pociąg się po drodze nie rozsypie ;) I że w domowym chaosie znajdę moją mikołajową czapę.

    OdpowiedzUsuń
  2. pozostaje mi jedyne...trzymaj się!i może nieco banalne w dzisiejszym świecie,ale jakże prawdziwe...co Cię nie zabije,to Cię wzmocni:)!/zawsze to sobie powtarzam na równi ze słowami,że wszystko ma swój ukryty,głęboki sens.

    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. będzie dobrze, każdy chaos da sie ogarnąć, a jak nie to go zamieć na szufelkę i wyrzuć do kosza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż. Poniekąd to znam; ostatnio będąc słomianą wdową probuję byc wystarczająco dobrą matką, doktorantką i pania domu. W związku z czym za dnia doglądam potomka, ktory sie znów pochorował, wieczorem przygotowuje ćwiczenia, w międzyczasie pisze, a o wpół do pierwszej w nocy usiłowalam upiec ciasto dla gości, którzy mieli najechać dnia kolejnego; kiedy przekładałam formę z surowym ciastem, omsknęła mi sie ona i wszystko wypłynęlo na gorąca blachę piekarnika. Więc rozumiem, czym jest rozsypka i że na pewnym etapie nie da się z nią walczyć, trzeba pozwolić jej się przewalić.

    OdpowiedzUsuń
  5. z chaosu powstają piękne rzeczy. Przecież na początku był chaos...

    OdpowiedzUsuń
  6. taka rozsypka, jeśli świadoma i niedaleko czai się ktoś życzliwy,może być twórca :) trzymam kciuki za Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cukier puder też jest w rozsypce, a bez niego szarlotka, którą wczoraj jadłam nie byłaby taka idealna ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Każde dno ma swoje dno i jak już je osiągniesz to wystrzelisz w górę jak talala (mówię z autopsji:) Będzie dobrze, będzie lepiej, ciepło pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po pierwsze najważniejsze jest to, że zdajesz sobie sprawę z rozsypki :) Na wszystkich terapiach to usłyszysz ;) Kolejny etap - wyznaczanie celów ale takich możliwych do realizacji (tzw. małe kroczki). A tak podsumowując... ja zawsze ale to zawsze powtarzam sobie jedno zdanie "co ma się zdarzyć zawsze znajdzie sposób by zaistnieć" także Kochana daj się ponieść losowi, wrzuć na luz, trochę odpuść a wszystko samo wróci na właściwe miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  10. z rozsypki wychodzi czasami fantastyczny zlepek....:****

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozsypka do kupy złożona może dać coś bardzo pozytywnego. Zbieraj się więc Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja zawsze i wszędzie powtarzam: pozytywne mysli przyciągają pozytywne zdarzenia! Rozsypki bywają chwilowe, a nóz ktoś przyjdzie i ładnie pozbiera Cię do kupy, doda tego i owego i już się uformujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj! Głowa do góry! Czasem bywają takie dni, ale trzeba spiąć pośladki "boskiego zadka" i machnąć na niepowodzenia ręką! :) Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam Twoje wpisy:)
    Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam:):):)


    Widocznie od czasu do czasu potrzebujemy chwilowego sproszkowania się... ale...
    Nie ma tego sproszkowanego, co by na muffiny nie wyszło? :D

    Całe mnóstwo muffin:-)

    OdpowiedzUsuń
  15. I kakao dodawane do muffinek jest w proszku! No może niezbyt to odkrywcze, ale chciałam się dołączyć do sproszkowanych pozytywów :P Trzymaj się Czekoladowa Damo i głowa do góry! Może następnym razem uda się dowieźć wszystko w całości :))

    OdpowiedzUsuń
  16. och, wierzę, że chaos jak się pojawił, tak i zniknie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. czasami taka rozsypka jest dobra, bo.. można się potem złożyć od początku!

    OdpowiedzUsuń
  18. felietony do gazet pisz koniecznie :)))
    mam nadzieję, że ktoś Cię wyniucha w tym blogowym światku :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Musimy się do czegoś przyznać, wywołujesz w nas apetyt:
    a) na życie
    b) na czekoladę

    Genialny blog!

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdarzyło mi się w życiu parę rozsypek. I po każdej z nich wyszło coś nowego, lepszego. Choć na początku wydawało mi się, że już nic dobrego mnie nie spotka. Zawsze kiedyś gorsze kończy się, by mogło zacząć lepsze. A potem jeszcze lepsze:))

    OdpowiedzUsuń
  21. to ci historia! tylko jednego nie ogarniam... nadal pracujesz w szkole, prawda? po co do szkoły wieziesz mąkę?:))) mufinki, powiadasz... ach te pomoce dydaktyczne, czasy się zmieniają:)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja mam teraz okres pt:" Nic mi się nie chcę" jest podobny do rozsypki, czekolada trochę pomaga, trochę kawa, czas mija ale jakoś nie zaczyna mi się chcieć...
    Trzymam kciuki, będzie dobrze, przesyłam buziaki:*
    I zrobię muffinki chyba:P

    OdpowiedzUsuń
  23. Czasem potrzebna jest rozsypka, żeby się potem na powrót posklejać :)
    Facet nie jest lekiem na całe zło, może być miłym dodatkiem do życia.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  24. Te kanary wszystko psują ;P

    OdpowiedzUsuń
  25. też jestem jak ta rozsypka, jak cukrowa posypka na ciastka. nie lubię tego czasu. :-))

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?