poniedziałek, 29 października 2012

Zakalec

Receptura jest prosta. Trzeba ubić jajka. Utrzeć cukier z żółtkami. I to wszystko połączyć w odpowiedni sposób z mąką. Z tak podanego przepisu powinien wyjść żółty, puszysty biszkopt.

Wyszło to


Zakalec


Czy wyszło przy tym, że się nie znam na wypieku ciast?  Powinnam może jeszcze popróbować kilka lat, zanim na poważnie wezmę się za wyrób tortów? 

Otóż, nieudanych prób mam za sobą wystarczająco sporo. Przeżyłam w moim życiu wiele randek, które mogłyby by posłużyć jako podręcznikowe przykłady randek idealnych.  Mimo wszystko, zawsze kończyło się... zakalcem. Nie było dzieci. Ślubu. Ani nawet kolejnej randki. Nie dlatego, że coś ze mną lub z nim było nie tak. Zakalec to nie kwestia nieodpowiednich składników!

A więc czego?
Czasem jest to nieodpowiednia temperatura. Czasem smętna piosenka w radiu. Czasem pośpiech. A czasem... A czasem po prostu tak bywa. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, po prostu nie wyjdzie. I - niestety- nie istnieje winny, na którym mógłby spocząć spokojnie nasz palec wskazujący.

Dzięki nieudanym randkom nauczyłam się radykalnego postępowania. I ciągłego próbowania od nowa. W ten oto sposób, zamiast płakać, jeszcze tej samej nocy zrobiłam kolejny biszkopt. A z niego tort. Czekoladowo wiśniowy.
Owszem, wymagało to zainwestowania kolejnej porcji czasu i kolejnej porcji mąki. Ale warto było zobaczyć zachwyt jedzących.

Co zrobiłam inaczej? Czego dodałam więcej? A czego mniej? Nie wiem. Wiem jednak jedno. Zakalce są nieuniknione. I potrzebne. Do tego byśmy każdy udany wypiek traktowali jako coś absolutnie wyjątkowego

A jeśli inwestowanie w wypieki popłaca, to o ile bardziej inwestowanie w miłość?!


Ten post dedykowany jest Łukaszowi z bloga Invest in love. 
A także wszystkim, którym wyszedł zakalec.

40 komentarzy:

  1. Dziękuje Czekolado ;) Twoje posty zawsze pozytywnie na mnie wpływają, a zarazem dają coś do przemyślenia. Powinnaś książkę napisać, masz talent i genialne poczucie ironii ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie chwilowo zakalec... ale staram się o jakiś lepszy wypiek - życiowy wypiek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja zbierałam ostatnio jabłecznik ,który wypłynął mi z foremki na dno piekarnika. nie dało się uratować resztki jabłecznika, trzeba było ratować piekarnik i płuca rodzinki.
    mam za sobą tysiące upieczonych jabłeczników, pysznych i w formie i proszę taka wpadka. ej ! Rutyno :) wpadki i trudne wybory wpisane są w nasz żywot.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój Tata też lubi zakalce ii zamiast narzekać mówi, że mu smakuje to, co upiekłyśmy z Mamą ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. wszelkie niepowodzenia są po to, aby doceniać powodzenia!
    Łukasz mam nadzieję, że też o tym wie!

    OdpowiedzUsuń
  6. e, dobry zakalec nie jest zły. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak myślałam, że to dla Łukasza :)
    Bardzo ładny gest Auroro!

    OdpowiedzUsuń
  8. zakalce..bez nich świat byłby zbyt idealny:D

    OdpowiedzUsuń
  9. ja ostatnio zrobiłam zakalec dyniowy - był pyszny:))) na szczęście nie musiałam go nikomu pokazywać, więc zjadłam go sama:)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak planeta Ziemia po zderzeniu z czymś BAAARDZO dużym! Wiesz, rok 2012, kalendarz Majów się kończy, zakalce...

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja jakoś choćbym się i nie starała to jakoś zakalce mi nie wychodzą :) Ale preferuję jedno lub dwuwarstwowe placki - bo im więcej warstw to większe ryzyko, że nie wyjdzie :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze to wszystko ujęłaś ... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja Babcia piekła najlepsze ciasta na świecie ale jednego specjalnego dla Dziadka nigdy, uwielbiał bowiem zakalce :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakie to prawdziwe, aby docenić coś trzeba doświadczyć czegoś gorszego...
    Pochwal się tortem;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mądry wpis. Poprawił mi humor, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi też wiele razy zakalec wychodzi, też do końca nie znam przyczyny ;) całe szczęście mój mąż uwielbia zakalce i nawet one się u mnie nie marnują ;) A jak mam wenę do pieczenia to piekę ile mogę ;) czasem wychodzą cuda, czasem nie, ale nie zniechęcam się ;)
    P.s Piękny wpis
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. Cóż więcej mówić... Dziękuję Ci bardzo, a może i bardziej niż bardzo. Czasem się zastanawiam, że jak to jest, że zakalec wychodzi mimo, że składnikiem jest tak ciekawy facet jak ja. Nigdy nie mam odpowiedzi. Może to tylko kwestia szczęścia, a może w nieodpowiednim piekarniku piekłem? Jedno wiem na pewno. Takie gest są zawsze czymś czego nie da się nie docenić. Ja doceniam. Dziękuję Ci, że dobrze mi życzysz.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mój piekarnik się chyba zepsuł. Zawsze przypala od spodu wszystko, przez co cóż... ciasta idealne nie są. Nie tylko Tobie nie wychodzi ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdopodobnie masz uszkodzoną górną grzałkę i kiedy dół się już pali to góra surowa jeszcze. pzdr.

      Usuń
  19. zakalce miewam rzadko :) i na szczęście aktualnie jedynie w kuchni :) a o do biszkopta... rzucałaś nim kiedyś??? polecam taki rzucany! mi zawsze oklapł jak wyjmowałam z piekarnika ale od tygodnia rzucam i jest jak trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  20. i dlatego jak robię tort, kupuję gotowy biszkopt :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Powiedziałabym nawet, że zakalce są w jakiś sposób wpisane w nasze życie. Nie zawsze da się przecież upiec ciasto idealne!

    OdpowiedzUsuń
  22. Przypomniały mi się słowa piosenki Lady Pank ze ścieżki dźwiękowej do "O dwóch takich co ukradli księżyc" - "bo trzeba nieraz i pół świata obejść, by się przekonać jak to w domu jest". Podobnie trzeba czasem nażreć się zakalców aż do wyrzygania (excusez le mot), by wreszcie posmakować wiśniowego tortu z Czarnego Lasu :-)))

    OdpowiedzUsuń
  23. Też zaliczyłam kilka zakalców, ale dzięki temu wiem jak upiec idelany biszkopt będący podstawą wspaniałego tortu :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Najczęściej zakalec wychodzi mi bardzo się staram, a czas nagli :)Czyli jak w życiu...

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak na razie biszkopty zawsze mi wychodziły, ale nie ukrywam, że za każdym razem, kiedy mam przygotować tort, jestem spanikowana. Ale jak inaczej się czegoś nauczyć, jak nie na własnych błędach, prawda? Uwielbiam sposób, w jaki piszesz. A miłość? Miłość jest, jak taki zakalec... Wydaje Ci się, że wszystko gra, w końcu ciasto na zewnątrz wygląda pięknie, a w środku bagno.

    OdpowiedzUsuń
  26. Mnie wczoraj obiad nie wyszedł ;).
    A są przecież zakalce najpyszniejsze na świecie - brownies!
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  27. Każdy ma swojego zakalca jak to mówią :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Mi nie raz wychodziły zanim to opanowałam , choć nadal mi się zdarza.

    OdpowiedzUsuń
  29. Fajny wpis. Miałam ostatnio zakalec, ten życiowy. Coś nie tak z temperaturą. Szkoda tylko, że w tej kwestii nie zawsze ćwiczenie czyni mistrza, czasem mimo wielu ćwiczeń nadal nie można trafić na "perfekcyjny biszkopt" :)

    OdpowiedzUsuń
  30. dokładnie, gdyby nie było zakalców, byłoby zbyt łatwo;) a tak doceniamy, że coś się udaje:D

    OdpowiedzUsuń
  31. Ejże, a Tyś mi obiecała czekoladę! ;) Smaka narobiłaś, i co? Jak najmniej zakalców życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Praktyka czyni mistrza pamiętaj ;)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?