czwartek, 11 października 2012

A dupa rośnie

Zdecydowanie nie byłabym sobą, gdybym nie była spóźniona do pracy przysłowiowe pięć minut. Nie mam pojęcia, kim wtedy bym była, jeśli nie sobą. Ciasteczkowym potworem? Nie wiem...  Jeszcze bardziej nie mam jednak pojęcia jakim cudem mnie jeszcze nie wyrzucili z ponurej placówki, dalej zwanej szkołą, za te spóźnienia. Być może dlatego, że ostatecznie pedałuje na moim rowerze trzy... phi, cztery razy szybciej, niż przeciętny uliczny cyklista i ostatecznie wchodzę do placówki równo z dzwonkiem?A może to moje niewinne spojrzenie spod zielonego kaptura? Przecież to nie moja wina, że się spóźniam. To wina kluczy, których nigdy nie ma w torebce. Zaprawdę już tracę do nich cierpliwość.

Tamtego poranka to nie klucze zawiniły. Oczywiście, ja również nie... Sprawcą porannej paniki był guzik. Guzik, który odpadł, gdy się schylałam. Peszek.

Gdzie są igły?! Gdzież nitki?! Gdzie się podział spowalniacz czasu. O dziwo, czas zatrzymał się. Wraz z akacją mojego serca, gdy spojrzałam na zegarek. 10 minut spóźnienia. Panika przez duże... nie, gigantyczne P. To nie spóźnienie ją wywołało.

Pędząc co tchu na rowerze myślałam tylko o jednym - czy mi się przytyło? Wchodząc spóźniona do szkoły już nie patrzyłam na zegarek, tylko do lustra. Dodatkowej opony brak. Pomyślmy... może to ten dzień cyklu kiedy moje ciało gromadzi wodę jak gąbka? A może jestem w cią... nie, nie, nie... Takie rzeczy zdarzają się tylko na filmach! A więc to muszą być te podstępne komórki tłuszczowe, które na jesień atakują ze zdwojoną siłą. Tylko skąd one się wzięły?! Nie patrzcie tak nam nie. Ja ich nie wpuściłam do środka, jestem niewinna... 

No dobra... może trochę... Tyci, tyci





Nie wiem czy uczyli Was tego w szkole, ale istnieje kilka sytuacji, kiedy człowiek zaczyna jeść więcej, niż zazwyczaj i nic na to nie poradzi. Dzieje się tak, kiedy: nadchodzi jesień, idzie zima i kiedy człowiek nie powinien jeść. 

W związku z tym, że liście lecą, temperatura spada i muszę się w ten weekend zmieścić w sukience rozmiaru S, jasnym się staje, iż jem. Na umór.

Cóż, ważniejsze od dylematu jeść czy nie jeść, jest prawda o tym, że człowiek musi jeść. Co prawda, niekoniecznie musi być to czekolada. Owszem, można żyć bez czekolady tak jak i bez seksu. Tylko co to za życie?! 

Ciekawe, co powie Luby jak mnie jutro zobaczy? Jeśli kocha to...  nie będzie czekał, aż zrzucę zbędne kilogramy. Zapewne żadnych zbędnych kilogramów nie dojrzy. Mimo wszystko pospieszy mi z pomocą, wymyślając jakiś sposób na ich zrzucenie. Wpierw będzie musiał jednak zrzucić to i owo ze mnie( żeby zobaczyć ile tych kilogramów...). Hihi.

Być może na jesień bardziej chce się jeść, ale niezależnie od pory roku zawsze mam wzmożony apetyt na małe co-nie-co ... Hihi. 

Smacznego!

39 komentarzy:

  1. uwierz mi, Auroro, że uczniowie ubóstwiają Cię za to, że się spóźniasz. nienawidzi się tych nauczycieli, którzy są zawsze na czas.

    wiesz, kiedy jest najgorzej na świecie.? nie wtedy, kiedy jesz i tyjesz - wtedy masz przynajmniej przyjemność z jedzenia. najgorzej jest, kiedy nie jesz i wbrew wszelkim zasadom biologii i zdrowego rozsądku nie chudniesz - ani przyjemności z tego, ani efektów. także polecam jeść na zdrowie, a zbędne kilogramy może gdzieś przypadkiem same spadną :D

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja napiszę inaczej - klasy, do których idę punktualnie, to klasy, które najbardziej lubię. A te, których "wolę nie..." mają więcej minut przerwy.

      pzdr

      Usuń
    2. Ale do nauczyciela, który przychodzi punktualnie i trzyma dyscypline ma się większy respect.

      Usuń
  2. Ale guzik nie oznacza, że Ci się przytyło..
    Nitka się mogła poluzować, guzik w praniu lekko naderwać, materiał przetrzeć...jest tyle wersji, tą z przytyciem zawsze ja stawiam na końcu;p
    Albo z tego pośpiechu po prostu zbyt go szarpnęłaś...;)
    A luby to nawet jak Cię rozbierze ;p to nie zauważy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. gdy tylko kończy się lato i zaczyna jesień mój organizm zaczyna krzyczeć "JEŚĆ, DAJ JEŚĆ"!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj znam to :D Chciałabym utrzymać swoją wagę, ale jakoś ciężko o to :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No ja na przykład spóźniam się do pracy 4 minuty zawsze - no bo autobus zawsze jakoś tak przyjeżdża, a na przykład teraz wcinam kopytka w sosie kurkowym - faktycznie tej jesieni mam jakiś bardziej wzmożony apetyt :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hehe u mnie na odwrót - jesienią mój wilczy apetyt przechodzi w sen zimowy. budzi sie na wiosnę, kiedy człowiek chce się wbić w letnie ciuszki a ten mu przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
  7. oj tak bez czekolady i seksu... życie marnym się staje :) ALe ALe jak jednego i drugiego dużo to równowaga jest zachowana i nie ma czego się obawiać :)
    niestety nadal tęsknię za czekoladą... a z tym seksem... nie jem czekolady wiec sił i humoru mi brak hihihi :)
    nie narzekaj więc kochana tylko przyszyj guzik, schowaj lustro i siup w objęcia lubego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak niestety jak robi się chłodniej chce się więcej jeść.
    Jestem tego przykładem:)
    Na dzisiejsze śniadanie zjadłam jajecznicę ze świeżo upieczonymi paluszkami chlebowymi.. nie dałam rady. Musiałam zjeść 2!

    OdpowiedzUsuń
  9. No właśnie! Po co zrzucać kilogramy skoro przyjemniej zrzucać coś z kogoś lub z siebie ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Z dużym humorem piszesz o tym co jesienią dotyka co drugą kobietę, gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak kocha naprawdę - to te 2-3 kg nie będą robiły żadnej róznicy :D wueirz mi - ja dzieki mojemy P. pokochałam siebie bardziej niż kiedykowliek wcześniej! Czego i Tobie z całego serducha życzę - a by the way czego Ty uczysz - bo chyba mi umknęło :(

    OdpowiedzUsuń
  12. To był guzik-prowokator, odpadł nie z powodu przytycia, ale po to, by namieszać w głowie!
    A schudnąć można przez różne harce z Lubym, także... ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesienią jest zawsze u mnie tyyyyle do roboty, że dodatkowa tabliczka czekolady nie jest w stanie zachwiać moją wagą. Jak każda kobieta chciałabym schudnąć kilka kilogramów, ale lepiej pozostać z zaokrąglonymi boczkami niż chudnąć ze stresu... :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Każdemu zdarza się spóźnić :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A na weselu będzie tyle pyszności, że będziecie mieli co spalać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. pęknięty guzik jest doskonałą okazją na małe co-nie-co :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Mężczyźni pewnych rzeczy nie zauważają, które nam kobietą spędzają sen z powiek. Przyciasne spodnie, odrobina cellulitu - oj tam, więcej do kochania :D

    OdpowiedzUsuń
  18. a niech rośnie ,będzie wygodniej na rowerowy siodełku :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja myślałam, że to w lato się tyje... Tzn osobom, które mają wakacje. Luźne sukienki, gorąc, lody, alkohol... Potem wraca jesień, i do szkoły.na studia/do pracy, człowiek znów wpada w rytm i nie ma czasu na podgryzanie słodyczy.
    No ale może Ty jesteś inna ;P

    OdpowiedzUsuń
  20. ja tez ostatnio aptetyt nam jak nie wiem co.... to jesien tak na mnie dziala...

    OdpowiedzUsuń
  21. hehe, to tak zawsze jest: jak nie można przytyć (patrz: fajna kiecka, która pasuje na styk), to wtedy ma się największy apetyt:))) życie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja tam nie narzekam na moją grubość, a raczej chudość, bo na szczęście mogę dużo szamać bez konsekwencji w kilogramach.

    Dawno nie zaznaczałam swej tu obecności, więc nadrabiam zaległości. Z rymem, który czuję, więc czułym :D

    Smacznego Tobie także ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kochanego ciałka nigdy za wiele =)
    Luby z pewnością pokocha i pomoże Ci zrzucić nadprogramowe kg.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ponoć jesień to najlepsza pora roku na małe conieco :)
    U mnie się sprawdza. I z tego co widzę, nie tylko u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. ja teraz też jem na umór..szkoda, że odzwierciedliło się to w cyferkach na wadze.. no ale ćwiczę i to już drugi tydzień ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam ostatnio dokładnie to samo, tylko bym jadła, jadła, jadła. Gdyby jeszcze dupa rosła, to pół biedy, w cycki oczywiście też nie pójdzie, tylko na pewno w brzuch i uda, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  27. do moze zacznij do pracy biegac :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Jesień i zima od wieków są wspaniałą wymówką na nieograniczone wpychanie w siebie wszystkiego co pyszne. Ja tam nie narzekam, raz się żyje, więc co mam sobie odmawiać? ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. no ja też tak mam ciągle się spóźniam do pracy (tak twierdzi mój kierownik) ale wg mnie to wcale nie tak... bo po pierwsze wchodzę punkt 7:30 czyli się wg mnie nie spóźniam (bo na taką godzinę powinnam stawić się w pracy), a po drugie TO NIE MOJA WINA, że akurat rano wszystko się sprzysięga przeciwko mnie a jak już wychodzę to okazuje się, że pada deszcz więc trzeba wrócić po parasol, a to klucz nie jest tam gdzie powinien być, nie wspomnę o tym, że nagle nie mogę trafić odpowiednim kluczem do odpowiedniego zamka i w ogóle wszystko rano idzie na przekór...... a pewnie wystarczyłoby nie zajmować się porankiem niepotrzebnymi rzeczami tylko wstać, umyć się, umalować i wyjść.......

    OdpowiedzUsuń
  30. mnie się chce jeść niezależnie od wszystkiego ( w tym i pór roku:)

    OdpowiedzUsuń
  31. A mój popęd zwłaszcza do czekolady wzrasta, gdy pojawia się w życiu nowy stres i kłopoty. Jedni sięgają po kieliszek, inni kopcą, ja odwijam tabliczki czekolady. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. hahahh to właśnie taka jedzeniowa pora roku;)
    pozdrawiam:*

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  33. Dokładnie jesień to jedzeniowa pora roku :)

    OdpowiedzUsuń
  34. podoba mi się ten blog :)
    będę zaglądała :)
    zapraszam:
    http://zyj-kochaj-smiej-sie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  35. mam osobny żoładek na słodycze :) Alf miał ich siedem :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?