czwartek, 27 września 2012

Do góry nogami

Śpię. Budzę się. Piję wodę z cytryną. Idę do pracy. Pracuję. Wracam z pracy. Gotuję. Jem obiad. Jem czekoladę. Oglądam serial. Czytam blogi. Przy odrobinie szczęścia sama bloguję. Uprawiam jogging. Przy odrobinie szczęścia uprawiam co innego. Jem grejpfruta. Biorę kąpiel. Idę spać.

Nuda. Powiem więcej - nuuuuuuuuuuda.

Czasem moje życie przypomina zwykłą mleczną czekoladę. I to taką z dolnej półki z supermarketu. Owszem, bywa, iż ktoś lub coś je urozmaici. A to listonosz przyniesie rachunki. A to spalę ręcznik kuchenny. A to dostanę kataru. Generalnie jednak bez fajerwerków. Cóż, Sylwester dopiero za trzy miesiące. Nie ma co się czepiać  życia. Przecież życie to nie bajka.

Ale może chociaż film? Nie żebym sięgała do oscarowej półki... nie żaden "Titanic" (w końcu mieszkam nad Odrą, nie żadnym oceanem). Wystarczy jakiś hollywoodzki wyciskacz łez, w którym ona biegnie za nim aż na lotnisko. Potem długo się całują. Świat się zatrzymuje, a czas stoi w miejscu. 

Czy zastanawialiście się z jakiej choinki urwali się scenarzyści, którzy wymyślają takie historie? Wielkanocnej raczej nie, bo ta wydaje się zbyt normalna... Świat, który przedstawiają ci ckliwi optymiści jest co najmniej wywrócony do góry nogami. Wygląda tak jakby pieniądze, czas i praca w nim nie istniały. A może istnieją tylko ukryte są pod grubą warstwą lukru? A może zamiast dumać i krytykować sama to sprawdzę? 

Jeśli nie ja, to kto? Amelia Poulain swoją misję już spełniła. Frodo Baggins też. Teraz pora na mnie.

Środek tygodnia. Godzina 20.30. Zakładam szalik. Do torby wkładam kilka wafli ryżowych. Ruszam. Jak to gdzie i po co? Na lotnisko. By spotkać się z moim Lubym. Dokładnie tak jak zalecają sprzedawcy marzeń. 
Co prawda, nie jadę tam taksówką, by w ostatniej minucie zatrzymać Lubego przed odlotem na roczny staż do Uzbekistanu. W każdym bądź razie na lotnisko.
 Z lotniska na dworzec. Z dworca. Do mieszkania Lubego. By o bardzo bezbożnej godzinie razem usmażyć frytki. I maczać je w sosie pomidorowym. Skoro nie czosnkowym to i całus był. A może dwa? Albo i trzy? Straciłam rachubę... W tle leciała muzyka (z laptopa... ale filmowa!) a świat przestał istnieć. Podobnie jak upływ czasu. 

Do czasu. 

Godzina 5.50. O, rety kotlety! Już?! Brutalny dźwięk budzika budzi mnie ze snu.
Okazuje się, że praca istnieje. I czas też. Ale i cuda. Oto udaje mi się ubrać i pomalować w 10 minut. Mija kolejne 10 minut i oto jestem znów na dworcu. By zachować filmową konwencję, Luby macha mi z peronu na pożegnanie i wysyła całusa.

Jaki mamy dzień? Jaką mam pierwszą lekcję? Czy zabrałam z sobą coś (czyt. czekoladę) do jedzenia, prócz tej suchej bułki? Urwanie głowy... Mój nudny i poukładany świat stanął do góry nogami. 





No cóż... Sama tego chciałam. Stanąć do góry nogami? Zobaczyć jak to jest maczać frytki w keczupie? A może sprawdzić czy scenariusz amerykańskiego filmu da się przełożyć na polskie realia? 

Nie. Chciałam zobaczyć Lubego.

Doprawdy, to miłość wywraca nasz świat do góry nogami.

37 komentarzy:

  1. Miłość składania do różnych szalonych pomysłów ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój świat został dziś wywrócony w pozytywnym sensie...nasz w negatywnym...widać równowaga na kuli ziemskiej musi być idealnie zachowana...

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku zawsze jest bałagan;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli rzeczywiście jesteś pewna, że to nie tylko problemy z grawitacją, to gratuluję ;)

    (Natomiast do hollywódzkich scenarzystów komedii romantycznych czuję jedynie zembarasowaną pogardę...)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przesłodkie:)
    Przeczytane z zapartym tchem:)
    I uśmiechem na ustach;)

    OdpowiedzUsuń
  6. I takie dni/ noce są najlepsze, najbardziej zapadają w pamięć i dają najwięcej emocji;)

    OdpowiedzUsuń
  7. I czasem mamy swój własny film, wyreżyserowany przez życie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój dzisiejszy wpis to miły akcent na zakończenie dnia!

    Czekoladowych snów i dobrej nocy ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Proszę o więcej takich pozytywnych historii! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. chyba podsunelas mi dobry pomysl na oslode rozstań o świcie: czekolada....:D

    OdpowiedzUsuń
  11. i bardzo dobrze, oby tak dalej:)

    OdpowiedzUsuń
  12. I takiego "do góry nogami" Ci życzę, kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  13. a moje jest dopiero nudne, z mojego rozkładu dnia wyrzucić należy caly fragment o wychodzeniu do pracy, pracy, i powrocie do domu... To dopiero nuda...

    OdpowiedzUsuń
  14. a u mnie wszystko jakieś czekoladopodobne . muszę wdrapać się na najwyższe półki i zawisnąć głową w dół...no nie widzę innego wyjścia :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Więcej takich dni!
    A na to, że świat je zrozumie nie liczmy, ważne byś Ty była szczęśliwa, bo dla takich chwil warto żyć... i nie mam tu bynajmniej na myśli frytek maczanych w sosie pomidorowym:D

    Pozdrawiam popijając czekoladę!:)

    OdpowiedzUsuń
  16. oj wywraca wywraca :) ale jaki to przyjemy "wywrót" głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A tam się czepiasz tych scenarzystów holyłódzkich. Jak chcę oglądać prozę życia to oglądam siebie w lustrze, a jak chcę bajki to nawet się skuszę na jakąś "Bezsenność w Seattle"!

    Ach miłość... kto jak nie autor szacownego bloga, mający obsesję na punkcie miłości ma się o niej wypowiadać??? Miłość jest... no nie wiem jaka jest, ale bez niej nawet Twoje wpisy słodkie jak czekolada smakowałyby jak wyrób czekoladopodobny!

    Życzę miłości gorętszej niż najgorętsza czekolada. Ba! Nawet gorętszej niż ja!

    OdpowiedzUsuń
  18. ale takie wywracanie jest bardzo przyjemne :)

    OdpowiedzUsuń
  19. miło się czyta takie optymistyczne historie:))) cieplutkie pozdrowienia:)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Życie jako czekolada Allegro (taka z dolnej półki)...

    ładnie zyciowo brzmi.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  21. Mnie zazwyczaj rutyna nie przeszkadza, a może sobie jakoś urozmaicam moje nudne życie, nie zdjąć sobie z tego sprawy? :) Ah, szalonaś! Czasem szkoda, że życie to nie amerykański film ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. ty wcinasz jeszcze czekolade to nic ze zdolnej polki
    ja zajadam sie wyrobem czekoladopodobnym

    OdpowiedzUsuń
  23. Uzbekistan ostatnio staje się modny, moi znajomi niedawno stamtąd wrócili. Powodzenia w związku na odległość!

    OdpowiedzUsuń
  24. Prowadzisz bardzo ciekawego bloga. Z miłą chęcią będę, tu wpadał częściej!

    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam na mojego, męskiego fashion bloga: http://individual-form.blogspot.com/

    'Mateusz

    OdpowiedzUsuń
  25. Miłość stawia do góry nogami. Oj tak. I do dołu głową. I w ogóle wywraca wszystko nie tak jak powinno być. Ale jaka jest przy tym piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  26. oj, miłość potrafi namieszać, prawda.. ale czasami chyba warto ;) Pozdrowienia Czekoladko ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. Dzisiaj czuje potrzebę tulenia się do kogoś, oby nie zakończyło się na całusie - czekolady.
    =)
    Ps. Dobrze, że czujesz niedosyt, to lepsze niż ból głowy spowodowany nadmiarem, BO JAK WIADOMO człowiek za długo nie może przebywać w nienaturalnej pozie "do góry nogami"

    OdpowiedzUsuń
  29. Tak miłość bywa piękna, bądź... Ci rani...

    OdpowiedzUsuń
  30. jak pięknie! :)
    ale nuda też jest potrzebna, bo dzięki niej docenia się te chwile wywracające nasze życie

    OdpowiedzUsuń
  31. czasem nuda czasem ekscytujące momenty, takie to życie :) buziaki

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?