niedziela, 12 sierpnia 2012

Orgia u Arka

Miewacie takie sny
Wiem, wiem - publicznie wstyd się przyznać, ale tak między nami, internautami, przyznajcie, że macie... 
Może zamiast Was zachęcać do mentalnego striptizu, po prostu Was ośmielę. Nie czym innym, jak własnym wyznaniem. 

Miałam taki sen. Proroczy. A nie mówiłam, że wstyd się przyznać? Błagam, tylko nie myślcie, że wróżę też z fusów, a przed kupnem czekolady w supermarkecie spoglądam w kryształową kulę, byleby dokonać najkorzystniejszego wyboru. Prócz tego, że uprawiam kulinarne czary mary, a i uprawiałam inne czary mary z Panem Magikiem, bliżej mi do pospolitego mugola. 

Zazwyczaj moje sny są znacznie nudniejsze, niż moje życie. Nie wiem czy świadczy to o miałkości mojej wyobraźni, czy też niezwykłości mojej doli, w każdym bądź razie, tak jest i  nie zmieniłby tego hiperoptymizm Krzysztofa Ibisza. Raz na dekadę przyśni mi się jakiś koszmar, nieco częściej erotyk, w każdym razie nic szczególnego... O wiele bardziej warto napisać o tym śnie. Panowie i damy, oto i on:

Byłam w restauracji. I jadłam owoce morza.

I to ma być bardziej porywające, niż pikantne senne fantazje z czekoladą w tle? Owszem.
Zapewne nie przekona Was stwierdzenie, że sen był tak realistyczny, że do dziś jestem w stanie określić jakie zapachy czułam i jakiego koloru były ściany lokalu. Niezwykłe było to, że wiedziałam, co to za miejsce. Było to miejsce, w którym gotuje Arek. Kim jest Arek nie bardzo natenczas wiedziałam. Wszak był jednym z bardzo wielu blogerów, których czytam. Stąd całe wydarzenie wydało mi się tak dziwne, iż napisałam o tym samemu Arkowi. I o całej sprawie zapomniałam, jak to mają w zwyczaju ponad przeciętnie roztrzepani ludzie. 

Do czasu.

Jakieś pół roku później poczułam znane mi z snu zapachy. I zobaczyłam znane mi z snu ściany. Dziwne. Bo to nie był sen. A rzeczywistość.

O mojej podróży do Londynu pisałam już w ostatnim poście. Wizyta w kuchni Arka w Portobello Gold wydała mi się tak niezwykłą i ważną częścią tego wypadu, że postanowiłam poświęcić jej oddzielny wpis. Ile raz bowiem ma się szansę podejrzeć profesjonalistę w kuchni? Ba, nadto skosztować jego rarytasów! I za to wszystko zapłacić tylko uśmiechem.

Mówi się, że pomieszczenia mają duszę... Z całą pewnością, Portobello Gold to właśnie jedno z takich miejsc. I to nie dlatego że, jak wieść niesie, w zakamarkach hotelu czai się tajemnicza zjawa... Tym duchem, który z niepozornej kuchni czyni miejsce niezwykłe jest szef kuchni - Arek w sosie własnym. Wulkan (pozytywnej!) energii, który potrafi w tym samym czasie smażyć, mieszać, kroić i wałkować. Do tego wszystkiego przytaczać kolejne ciekawe opowieści z barwnego życia Portobello Gold. W ten oto sposób dowiedziałam się, między innymi, że Daniel Craig, nim stał się agentem 007, pracował tu jako barman!

Miejmy nadzieję, że Arka nie spotka ten sam los i nie zacznie uganiać się z pistoletem za złoczyńcami, bo gotowanie wychodzi mu naprawdę świetnie! Z resztą, co tu dużo gadać, musicie koniecznie odwiedzić Portobello Gold w Notting Hill. Albo przynajmniej bloga Arka "Eat after reading". Gwarantuję, że każdemu zasmakuje. No, może z wyjątkiem pani Magdy Gessler. Mam wrażenie, że wszystkich pozostałych zachwyci lekkie, fantazyjne, bardzo "rock'n'rollowe" podejście do gotowania. I życia w ogóle.


Jak już pisałam uprzednio, wykazałam się dużą nieroztropnością odnośnie planowania wyjazdu, stąd goniłam za samolotem. Zdążyłam na lot. Niestety nie zdążyłam pożegnać się należycie z Arkiem. Może to i dobrze. To znak, że jeszcze tam wrócę.

Tymczasem wróćmy do tematyki snów. Chcieliście erotyka, to macie erotyka.









Czyż mój spełniony sen nie był bowiem istną orgią - smaków i zapachów.





 




Cieszcie oczy, a prorokuję, że przyśnią Wam się wyjątkowo smakowite sny. Kto wie, może się spełnią...





P.S. To mit, że nie powinno się najadać na noc, bo przyśnią się koszmary. Ja tamtej nocy spałam wyjątkowo smacznie. Ale może to dlatego, że pysznościom towarzyszyły kolejne lampki wina... i tequilli... i guinessa...

30 komentarzy:

  1. Ha ha no takie orgie to ja uwielbiam! :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie, całe szczęście, żem przed kolacją, przynajmniej nie grozi mi jeszcze nocny skręt kiszek. Co za pyszności.
    A tak propo jedzenia na noc, ja nie cierpię zasypiać przy akompaniamencie burczenia w brzuchu, dlatego miażdżę system - syte kolacje są najlepsze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. orgie smaków i zapachów z facetami w roli głównej... ehhh... zazdrość mnie zżera choć w snach czasami bywam w takich niesamowitych miejscach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko pozazdrościć takiej smakowitej wizyty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Yhm w snach to.. można rozwinąć skrzydła ;-) ale takiego to tylko pozazdrościć :-) Same przysmaki! pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  6. No właśnie, a powszechnie wiadomo że po winku tudzież innych alkoholowych przyjemnościach śpi się błogo jak niemowle :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna historia w śnie i na jawie. Smakowita wręcz, można by powiedzieć :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Przejrzałam Twojego bloga i zgłodniałam :)
    Pozdrawiam i życzę więcej smakowitych snów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. orgia ? :) ten talerz czeka na wylizanie :D można jakieś odważne nazwy wprowadzić do menu ? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ale pyszności!!!!!!!:*
    cudnie:*
    pozdrawiam kochana:):* i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie orgie to są.. smakowite, powiedziałabym ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. ee tam taka orgia, podczas orgii trzeba wszystko wylizać do czystości, a tu jakieś niedolizane talerze... :D

    OdpowiedzUsuń
  13. chce do tego Arka;oooooo ;D
    p.s.Kochana kartka przyszła bardzo Ci dziękuję:D

    OdpowiedzUsuń
  14. Odpowiedzi
    1. Chciałam napisać,że odnośnie nagłówka Twojego bloga `Czeko ... lada`, ten post o owocach morza, skojarzył się mi z orgią `małż ... eństwa` ;))

      Usuń
  15. Moje pierwsze skojarzenie to kuchnia jako Arka noego;) no nie wiem sama why?;P

    a w ogóle
    to głupio dopytywać, no ale spytam
    dostała Aurora kartke ode mnie?

    to smacznego pobytu raz jeszcze!!:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak, udało Ci się odstraszyć wegankę ^^
    Punkt dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  17. nono! :-) Musiało być... pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Po takiej uczcie chyba trudno mi by było spokojnie zasnąć, wirujący brzuch by mi nie dał! :)))
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj już wiem co będę robić dzisiaj przed snem :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Najpyszniej pachnie to ciasto z lodami :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kurka! Przeczytałam Arek i od razu stanął w głowie obraz bloga EAR :)))
    Zazdraszczam wizyty, tym bardziej, że było smacznie. Nie to co w Oryginal's... ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. //dzięki ;-) i zapraszam częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Hm... no ja po najedzeniu miewam dziwne sny ;p ostatnio śnił mi się Rayan Gosling!!! Hahaha :) sama nie mogłam w to uwierzyć... nawet do fanklubu nie należę... a może powinnam ;p


    Życzę Ci więcej takich wspaniałych snów :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj, dobrze się Ciebie czyta! Tylko kiedy ja znajdę czas żeby przejrzeć cały blog? (Pomyślę o tym jutro w pracy ;))
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?