środa, 22 sierpnia 2012

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Jedni zaczynają dzień od kubka kawy, inni zielonej herbaty, a jeszcze inni od Facebooka. Może Was rozczaruję, ale ja nie zaczynam dnia od czekolady. Właściwie nim cokolwiek zjem albo wypiję, myślę. Tak, mnie się to również zdarza. Raz na jakiś czas nachodzą mnie  naprawdę głębokie przemyślenia. Dumam, na przykład, nad pytaniem o arche. Skąd się wszystko wzięło? Z czego powstał świat? Tak się składa, że nie jestem oryginalna z tym pytaniem, bo przed wiekami uprzedzili mnie wielcy filozofowie przyrody. Taki Heraklit z Efezu mówił, że prapoczątkiem rzeczy jest ogień. Nie wiem czy jemu na złość czy z innych dziwnych przyczyn, Tales z Miletu głosił, przeciwnie, że wszystko wzięło się z wody. Ja upieram się, że u początku wszechbytu stoi czekolada. Anaksymander wycwanił nas wszystkich, stawiając tezę, że praprzyczyną jest po prostu bezkres. 

A jeśli już przy bezkresie jesteśmy, niedawno tupetem bezkresnym wykazał się pewien osobnik płci męskiej wobec mojej osoby. Nie, nie był to pan sprzedawca Tesco pytający mnie o dowód, gdy chciałam kupić piwo imbirowe. To bym w pełni zrozumiała, a nawet z radością przyjęła. 
Był to mój "Eks".  Owszem, nie ma żadnego rozporządzenia zabraniającego moim "eks" kontaktu ze mną. Ale żeby po czterech latach braku jakiegokolwiek kontaktu zapraszać kogoś na wesele, nie upewniwszy się uprzednio, czy w ogóle żyję. Nie zapytawszy, czy przypadkiem nie wyszłam za mąż i spłodziłam czwórkę bobasów. Litości... 

Jeśli początek tego wpisu tyczył się pytania o początek wszystkiego, wypada i tu przypomnieć pokrótce historię poczęcia się tego osobliwego "związku". Użyłam cudzysłowu, bo rzecz działa się krótko i skończyła się w nader osobliwych okolicznościach. Chłopak nagle zwiał do Indii, nie mówiąc mi nic na do widzenia... 

Nie przystałam na jego zaproszenie. Zgodziłam się jednak na niezobowiązującą kawę. Albo raczej wodę z cytryną, bo lepiej gasi pragnienie. Tymczasem mnie paliło pragnienie powiedzenia mu jakim dupkiem był. No właśnie - był. Może się zmienił? W końcu pantha rei, wszystko płynie. Ludzie się zmieniają, prawda? Prawda?! Niestety z upływem niedługiego czasu przekonałam się o słuszności innego przysłowia. Najpierw mój Eks wystawił mnie do wiatru, bo miał coś ważnego na głowie (to on w ogóle ma głowę?!), następnie bo mu się dni tygodnia pomyliły. Nie, to ja się pomyliłam, zgadzając się w ogóle na jakiekolwiek spotkanie z nim. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki






Stare jak świat. Znane i dostępne jak coca-cola. A jednak zrobiłam to. Próbowałam wejść do tej samej rzeki. I się sparzyłam... Koleś zachował nietknięty zębem czasu poziom idiotyzmu.  Co mogę zrobić wobec zaistniałej sytuacji? Mogę nad sobą gorzko zapłakać. I wyciągnąć  poważne wnioski. 

Nie wrócę do Pana X. Bo mu się nie urosło ani centymetra.
Nie wrócę do Pana Żołnierza. Bo mu się ożeniło. 
Nie wrócę do Pana Magika, bo nigdy z sobą tak naprawdę nie byliśmy. 

Hm. Tylko czy chodzi o faktyczne osoby czy może  raczej o pewne schematy działania? Jeśli nie chcę znów się topić w żadnej rzece, nie tyle nie powinnam zmieniać ludzi, z którymi przebywam, co samą siebie. Sposób mojego myślenia. 

Trzeba zatem siebie obmyć, mówiąc patetycznie. Albo wylać szambo niekorzystnych myśli, mówiąc moim językiem, by de facto coś zmienić na lepsze. Wtedy dopiero wszystko zacznie płynąć. I to w dobrym kierunku. Dokładnie tak jak w moim życiu obecnie. 

P.S. Ciekawa jestem tylko czy po tych czterech latach, mój Eks nadal nosi tą samą niebieską - jak woda - koszulę?



56 komentarzy:

  1. Najtrudniej zmienić w sobie te schematy. I sposób myślenia. Ale pewnie TACY właśnie EKS nam w tym bardzo pomagają :)
    Chociaż, a może i aż w tym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesli nie znalazł sobie kobiety, to możliwe bardzo, że nosi.
    Warto jest trzymać dystans do każdej znajomości, ażeby się nie topić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mądre słowa! Ja teraz walczę sama ze sobą żeby nie wejść do tej samej rzeki bo wydaje mi się, że a nóż widelec coś się w nim zmieniło (również po4 latach). Wiem, że jak wejdę do tej rzeki ponownie to mogę baaaaardzo się sparzyć więc walczę, a walka odbywa się pomiędzy sercem a rozumem.

    OdpowiedzUsuń
  4. jak słyszę o takich to mi ciśnienie skacze, idę po melisę x)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma sensu zawracać sobie nim głowy ;)
    W moi przypadku powiedzenie, że nie wchodzi się do tej samej rzeki zawsze się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może to i dobrze, że podobne dylematy żonaci mają już za sobą?

    Choć tęskni się za dreszczem pierwszych randek...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  7. tak ludzie sie zmieniaja ale niekonieczne na lepsze ;) niczego w sobie nie zmieniaj, badz taka jaka jestes , bo jak sie zmienisz na sile tylko po to zeby jakiegos tam dupka przy sobie miec to bedzie ci baaardzo zle :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To po prostu źli mężczyźni byli. Nigdy nie obwiniaj siebie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Raz jeden weszlam do tej samej rzeki. Lekcje zapamietalam raz po wsze czasy:)) Od tamtej pory jesli nawet jakis eks zadzwonil odbieralam telefon i mowilam "to pomylka, ja nie znam nikogo o takim imieniu/nazwisku" i odkladalam sluchawke. Cudowne uczucie:)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm, serce nie zabiło mocniej przy kawce...wodzie z cytryną?

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam.Znalzałam Twój blog u Jedynej singielki w mieście-co akurat jest chyba nieaktualne :) Można zostac na dłużej?Chyba mamy coś wspólnego...Napisałas,że "Wtedy dopiero wszystko zacznie płynąć. I to w dobrym kierunku " i wezmę sobie to do serca.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja tych samych rzek nawet nie mijam, a co dopiero mowa o wchodzeniu do nich. To jest zasada, która działa zawsze. Nie bawię się w powtórki z rozrywki. A niebieska koszula mówi wszystko :P Za bardzo ufasz ludziom, a już tym "eks" na pewno, ale na Twoje szczęście pewnie kobiety taki ktoś sobie nie znajdzie :P

    OdpowiedzUsuń
  13. bo to zawsze trudno rzeką nazwać, to bardziej ścieki już są, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  14. nie wiem, czy czekolada była na początku, ale napewno jak nie będzie czekolady to stanie się koniec świata.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale czy to nie jest tak, że podświadomie wybieramy partnerów według pewnego schematu? To wbrew pozorom wcale nie jest takie łatwe, zmienić swój sposób myślenia i postrzegania rzeczywistości, ach.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdecydowanie nie wchodzę i nigdy nie wchodziłam do tej samej rzeki, już pomyje płynące czasami w mojej dawały mi nieźle popalić :)
    Dobrze, że ten okres mam za sobą, i Tobie też życzę przede wszystkim zmiany stosunku do siebie samej.
    Bo po takim oburzeniu na pewno nie skusiłabym się na spotkanie z takim dupkiem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wchodzi się! Ja weszłam i nie tylko się sparzyłam, było tylko gorzej. Ale i zrozumiałam i utwierdziło mnie to, że jestem szczęściarom, że ten związek się zakończył. Niech inna z poziomem kretynizmu eks się męczy, jeśli takowa wytrzyma... ;) A zmieniać, faceci się nie zmieniają. Zwłaszcza z charakteru. Z ubioru, myślę, że też nie;p

    OdpowiedzUsuń
  18. "Koleś zachował nietknięty zębem czasu poziom idiotyzmu" piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Powiedzonko jak najbardziej prawdziwe. A tego weselnika niech szlag trafi, bo jak ostatni cham się zachował. Są ludzie i parapety, ale żeby klamką się urodzić?
    Znam pary, które stale się rozchodzą, schodzą i ciągle źle na tym wychodzą ; )

    OdpowiedzUsuń
  20. A to dziad jeden! Dupek i tyle. Szkoda Twojego czasu na takiego idiote! Sorry za te epitety ale ta opowieść bardzo mnie wzburzyła bo i ja kiedyś miałam podobną - jeśli nie identyczną historię. Ech...

    OdpowiedzUsuń
  21. Kilka tygodni temu miałam również ciekawą sytuację z mężczyzną. Nie był nigdy on moim facetem, był kumplem, choć kiedyś wyznał, że się we mnie podkochuje. Straciliśmy kontakt kilka lat temu, kiedy zaszłam w ciążę. Ale nie to było powodem kilkuletniego milczenia. Po prostu ów delikwent zniknął, podobnie jak Twój "eks". Nie płakałam za nim, bo i po co. Nagle jakiś czas temu zaatakował mnie na gg, że jak ja mogłam, że dlaczego ja (sic!) się nie odzywałam przez tyle lat (3 z hakiem), że jak mogłam tak go potraktować, że milczę tyle czasu, a on się martwi (que?). Gdy grzecznie wytłumaczyłam mu, że to nie ja zniknęłam, że blebleble, to zaczął wypytywać, co u mnie. Niespecjalnie miałam ochotę na tę rozmowę, ale widać, że się chłopaczyna przygotował, bo nagle wypalił: "czy to prawda, że masz dziecko?". I się zaczęło... Najciekawsze jego stwierdzenie, to "jak ja mogła mu to zrobić?"... Nie wiem, o co mu chodziło. Pożegnałam się w środku tych idiotyzmów, zablokowałam gg i podziękowałam Bogu, że w trakcie tych kilku lat milczenia zmieniłam nr telefonu i miejsce zamieszkania :)
    Ech, faceci ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Trudno jest czasami zostawić to, co w jakimś stopniu znamy, ale - Czekoladko moja - do przodu ;D Nie przejmuj się eks-dupkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wchodzi się dwa razy to tej samej rzeki. Oczywiście, że nie. Bo to nigdy nie będzie ta sama rzeka przecież. To w czym kiedyś pływaliśmy lub się topiliśmy jest teraz setki kilometrów dalej, przeszło w inną rzekę, a może wpadło do morza? Nie ma już. Nie da się więc w tej samej rzece topić się dwa razy. A i z eks dokładnie jest tak samo. Niestety, albo stety. Nie ma co wracać. Bo i po co? Z jakiegoś powodu eks jest eksem i pozostać tak musi. Nie wszystkie szanse da się wykorzystać. Trudno. Myśl pozytywnie i płyń w swoim dobrym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Niektórzy po prostu są dupkami i za grosz nie mają poczucia taktu. Cóż na to poradzić?

    Wiesz, może lepsze to, że okazał się znowu dupkiem niż mój eks, który okazał się zwykłym kapciem i chyba trochę idiotą. Po prawie 2 latach nie odzywania się stwierdził, że chciałby mieć znowu ze mną kontakt i wrócić do naszej przyjaźni. Na szczęście udało mi się wyleczyć z niego, więc stwierdziłam - Ok, możemy przecież czasem pogadać. Tak więc rozmawialiśmy co jakiś czas, aż tu pewnego dnia dostaję wiadomość przez znany wszystkim portal społecznościowy od jego obecnej dziewczyny, czy raczej (jak sama to określiła) "partnerki".
    Bardzo bezczelną (mi byłoby wstyd tak pisać do obcej osoby), z której wynikało tylko jedno - mam się odchrzanić, tylko w dłuższej formie i ładniejszych słowach.
    No cóż, to nie mi zależało na tym kontakcie, jednak zwykły szacunek do mojej osoby nakazywałby, żeby to on załatwił ze mną tę sprawę, prawda? I w nieco milszym tonie. Ale uznałam, że skoro człowiek dorosły, w Twoim wieku, znowu wybiera sobie o wiele młodszą dziewczynę, bo 2 lata młodszą ode mnie, co ledwo maturę zrobiła i rozwiązują swoje problemy w związku przez osobę trzecią to ja dziękuję za taką znajomość, resztki dobrej opinii o nim straciłam.

    OdpowiedzUsuń
  25. ...bo rzeka nie ta sama i człowiek nie ten sam.
    A Ty Kochana pomimo, że weszłaś do rzeki to wiedziałaś kiedy w porę się wycofać. Tak jak piszesz- wszystko płynie. I z reguły człowiek się zmienia, ale istnieją takie oporne męskie żyjątka, które za wszelką cenę starają się trwać w swoim samolubnie wykreowanym świecie- i właśnie tam nie warto wchodzić.
    Życzę powodzenia :*

    Ps. ufff jak to fajnie znowu Cię czytać :))

    OdpowiedzUsuń
  26. Piszesz w taki fajny sposób. Interesujące.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie wchodzi, potwierdzam! Do przodu, do nowych facetów - powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  28. poczucie bycia wystawionym jest okropne ;/

    OdpowiedzUsuń
  29. Zgodziłaś się mając nutkę nadziei? =)Emocje są, nie jest Ci obojętny skoro chciałaś mu wypomnieć.
    W sprawach sercowych nie wchodzę drugi raz do tej samej rzeki,
    w sprawach zawodowych podobno też nie...a jednak ostatnio zgodziłam się na jednorazowy wyczyn. Nie żałuję.
    Ps. polubiłam wzmianki o Twoim Panu Magiku =)
    Miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
  30. ale jak zwykle nadzieja umiera ostatnia:)

    OdpowiedzUsuń
  31. szkoda, że przed spotkaniem nie zapytałaś mnie! Bo nauczona doświadczeniem - wiem, że nie włazi się dwa arzy do tej samej rzeki i to bezapelacyjnie! skoro coś się kiedys skończyło - nie było zbyt silne i warte...życie jest pełne niespodzianek...ja jestem żywym dowodem - mam najcudowniejszą niespodzianke w postaci TEGO JEDYNEGO przy którym codziennie zasypiam i się budzę...

    OdpowiedzUsuń
  32. Prawda, ludzie się zmieniają. Jest tak. Ale nie w każdym przypadku.
    A jeśli taki człowiek żyje zatwardziale bez zmian w swoim, jak to ładnie napisałaś,nietkniętym zębem czasu poziomie idiotyzmu, to nie ma co zawracać sobie nim głowy i pozwalać by hamował nasz rozwój i nie pozwalał nam się zmieniać.
    Bo każde doświadczenie uczy czegoś człowieka, wpływa na niego i po części go zmienia. Takie doświadczenia również.

    OdpowiedzUsuń
  33. przykro mi, ze nie masz szczęścia do miłości, ale wierzę, że kiedyś w końcu ci się ułoży <3 bd trzymała kciuki! :))
    witaj w klubie XD
    obserwujemy? c:

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie odgrzewamy. Najlepsze są świeże potrawy :)

    OdpowiedzUsuń
  35. najgorzej jest, kiedy z takiej rzeki nie mogą wyjść o własnych siłach. trzeba rzucać koło ratunkowe ,jednak pewni osobnicy toną i nawet brzytwy nie chwytają :(

    OdpowiedzUsuń
  36. Nigdy rzeka nie jest taka sama :) wszystkie czyny, nasze postępowania mają na nas wpływ, dają jakiś efekt, zmiany. Nie zawsze zauważalne ale będąc już "doświadczonymi" wiemy co i jak. Przynajmniej wg mojej teorii. Chociaż szczerze mówiąc... 4 lata i ucieczka... Zaproszenie na ślub... Brzmi jak motyw z filmu, a nie prawdziwego życia! :)

    OdpowiedzUsuń
  37. noooo i tak ma byc!♡ a faceci dziela sie na konkretnych i dupków! dlatego mogłas zamówic czekolade zamiast wody z cytryna i mu wylać w spodnie, żeby wyglądał jak po ataku biegunki!

    OdpowiedzUsuń
  38. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  39. Dla kogoś widać ten facet jest całkiem do wytrzymania - przecież nie sam ze sobą się żeni :-)
    Mi się też dzisiaj zebrało na refleksje o byłych - zapraszam przy okazji :-)

    OdpowiedzUsuń
  40. widocznie nie dla ciebie oni wszyscy byli:)
    ja sobie dalej czekam na Księcia.
    Buziak

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki... Ja niestety wchodzę ciągle. chociaż tyle razy się sparzyłam wciąż łudzę się, że tym razem będzie inaczej. I... nigdy nie jest ;) Także masz stuprocentowa rację, no ale jednak...

    OdpowiedzUsuń
  42. odgrzewane kotlety... to nie jest dobry pomysł moim zdaniem

    OdpowiedzUsuń
  43. Ja weszłam do tej samej rzeki i szczerze muszę powiedzieć, że narazie jak do tej pory się układa. Wcześniej byłam z Ł.tylko trzy miesiące..później 'spora przerwa' i teraz prawie rok razem ;) nigdy nie wiadomo,ale ja też czasami nie uczę się na błędach co irytuje :(

    OdpowiedzUsuń
  44. Pytanie jaki jest dla swojej dziewczyny skoro go zechciała, i czy wystarczająco dobrze go zna... cóż... nie jest to już Twój problem. Na każdy związku coś się nauczyłaś i na pewno będziesz ostrożniejsza, i szybciej dostrzeżesz pewne mankamentu ew. przyszłego faceta ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  45. Wiesz co? Nie walcz z tymi falami, nie płyń pod prąd - daj się ponieść nurtowi:) W końcu i tak w życiu wszystko jest kwestią przypadku:)Ale za każdym razem wybieraj inną rzekę.Chociaz...ja weszłam 3 razy do tej samej rzeki, za trzecim razem ...zaraz..no...płyne już 25 lat i narzekac nie mogę:)Bo ród męski tez się uczy na swoich błędach:)

    OdpowiedzUsuń
  46. już mi się tu podoba:D tak słodko:)

    zapraszamy do nas: http://rainbowfashion2.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  47. "nietknięty zębem czasu poziom idiotyzmu" - spodobało mi się. zwłaszcza, że historia znam aż nadto takich przypadków :) właściwego nurtu szukaj...

    OdpowiedzUsuń
  48. Dokładnie bo nie ma co się pakować kolejny raz w to samo skoro wiadomo, że nie warto...

    OdpowiedzUsuń
  49. Nie wiem, jak to jest z tymi schematami. Bo czasem okazuje się, że wchodzisz do rzeki dość podobnej. Słyszysz te same słowa, zdarzają się te same sytuacje. Tylko ty reagujesz inaczej, bo nauczyłaś się czegoś już wcześniej.
    Ale z eksami racja. Won ;).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  50. Fajnie, że masz świadomość, że wszystko płynie w dobrym kierunku. Pozytywne myślenie na pewno w tym pomaga. Życzę udanego wejścia do innej rzeki :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Wszystko co napisałąś to prawda !

    OdpowiedzUsuń
  52. No cóż rzec mogę o Garach...My po latach prawie 10 wrócili do się:) I Żoną i Mężem zostaliśmy. Podpisuję się jednak pod Twoją dewizą o panta rei:) Zapraszam ponownie na odrdzewiały i pomalowany Hemmeritem bloog. Pomylony Gar

    OdpowiedzUsuń
  53. O tak, to powiedzenie jest jak najbardziej ponadczasowe. Ludzie aż tak bardzo się nie zmieniają, nigdy. Cóż, oby tylko mniej takich... Delikatnie mówiąc (żeby nie przekląć...) niepoważnych osobników na drodze.

    Martyna

    PS: Trochę się u nas zmieniło. Od teraz można odwiedzić dwa blogi:

    lifestylowo-modowy:
    ladiesteaparty.blogspot.com

    oraz kulturalny:
    ladiescoffeeparty.blogspot.com

    Zapraszamy:)

    OdpowiedzUsuń
  54. :) 3mam kciuki za ten dobry kierunek kochana:):*
    ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★ ★
    całusy i zapraszam:*:*:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  55. oj, nie wchodzi, nie wchodzi się :) Do mnie też się odezwał jeden. Po 3 latach milczenia, z pytaniem czy pomogę mu napisać wniosek do UE na otwarcie działalności, bo ponoć jestem w tym dobra. Takiego wała! :p nie jestem instytucją charytatywną, a w tym czasie moglam trzy razy umrzeć i jakoś się nie zainteresował ...

    OdpowiedzUsuń
  56. no jak na ten krotki opis to nawet ciekawie jak zdazyssz tyle wciagu dnia zrobic
    zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?