sobota, 21 lipca 2012

Randka w Kuchni

Przychodzi taki dzień, kiedy wszystkie szafki są wysprzątane, wszystkie podłogi umyte i wszystkie okna wypolerowane na błysk. Co tu robić? Co tu robić? Pora wejść do kuchni. Czyżby zlew był pełny brudnych garów? Nic podobnego! Pora na to, by zrelaksować się w sposób typowy dla normalnych ludzi. Spałaszować coś? Owszem. Czymże jednak byłaby przyjemność jedzenia, bez rozkoszy gotowania?

A jednak tamtego dnia przyszło mi ominąć piec szerokim łukiem i zjeść na mieście. Mimo wszystko znalazłam się w Kuchni, bo tak nazywała się przydrożna jadłodajnia. Dzień był gorący, moje ciśnienie wysokie, toteż zdecydowałam się na chłodnik z botwinki. Pozostał jeszcze miły obowiązek wybrania deseru. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Kątem oka zarejestrowałam Postać, która przyglądała mi się tym samym skupionym wzrokiem, jakim ja badałam wszystkie smakowite pozycje w menu. Speszona (ja speszona?), zajęłam miejsce w kolejce. Zważywszy na to, że ostatnią osobą w kolejce była owa Postać, mogłam zauważyć, iż był to mężczyzna, sztuk jeden, z lekką siwizną na włosach i płaskim tyłkiem. Nie żebym lubiła facetów z pupą Beyonce, ale nie był w moim typie. Na nieszczęście ja w jego byłam...

Najpierw zagadał w stylu znudzonej staruszki na bazarze, u której nikt nie chce kupować jej zwiędłej pietruszki. Jeśli sądziłam, że moje niemrawe odpowiedzi osłabią jego zainteresowanie moją osobą, to byłam naiwna. Gdy tylko zajęłam miejsce przy stoliku, Postać zjawiła się pożyczyć pieprzu. W rzeczy samej, głodnemu piep... chleb na myśli. Nie zdążyłam przypomnieć sobie, co też z takimi natrętami robiła Carrie Bradshaw, gdy Postać znów zjawiła się przy moim stoliku. Nie po sól. Rzecz jasna, dosiadł się. Zaczęliśmy rozmawiać.

Doprawdy nie wiem, czy ten chłodnik był tak dobry, czy może biometr tak korzystny, w każdym bądź razie, wychodząc z lokalu, czułam się kwitnąco jak... po randce! I to udanej! Komplementy, oczka i uśmieszki. Wszystko było na miejscu, ponieważ...

W rzeczy samej... toż to była randka! 

Disney tak twierdzi, ja tak twierdzę, a i ręczę ostatnią kostką belgijskiej czekolady, że twierdzi tak też 99% globu, łącznie z Oprah Winfrey i papieżem -

dobre jedzenie + dwoje ludzi = randka



Ma się rozumieć, nie mam tu na myśli dwoje nazbyt poważnych panów w garniturach, którzy nad talerzem dobroci rozprawiają o rzeczach tak skomplikowanych, że trudno mi nawet o tym przez moment myśleć, a co dopiero napisać. Chociaż i w tym przypadku niewyraźnie widać to, co  z całą mocą wychodzi w przypadku tego, co zwiemy randką - jedzenie zbliża do siebie ludzi. Ileż to razy pierwsze lody zostały przełamywane przy pałaszowaniu deserów lodowych! Ileż to razy, przy otwieraniu puszki z tuńczykiem, otwierałam się na kogoś!

Bez wątpienia, Postać miała apetyt na więcej, niż to, co znalazł u siebie na talerzu. Oby się jednak bez deseru... Nie żebym była na diecie, w każdym razie nie tylko do jedzenia odnosi się poczciwa zasada "lepszy niedosyt od przesytu".

Nie wymieniliśmy się numerami. Ba, nawet imionami!

Przecież tak jak jedzenie nie służy tylko wypełnianiu pustego żołądka, tak randki nie służą tylko wypełnianiu pustego miejsca w łóżku. I życiu... Gdyby każdy mężczyzna, z którym umówiłam się na randkę miał zostać moim chłopakiem, miałabym ich na swojej liście więcej, niż Carrie Bradshaw szpilek! W taki wypadku nie byłoby zapewne tego bloga, bo odchowywałabym teraz czwarte dziecko, nosiła obrączkę i nazwisko Chmura. Tak bowiem nazywał się chłopczyna, z którym dawno temu, gdzieś wśród wirującego na parkiecie tłumu straciłam pocałunkowe dziewictwo.

Być może Disney, Oprah i papież się mylą... Ale ja nie mogę się mylić! Nie w tym wypadku!
Jedzenie, randki, przyjemność - wszystko to znajdziecie, gdy przestaniecie się zastanawiać, czy to ma jakiś logiczny i fizjologiczny sens, a zwyczajnie rozsmakujecie się.
Szukajcie, a znajdziecie w kuchni!

Wieńcząc, chciałam Wam życzyć przyjemnego dnia. I jeszcze przyjemniejszej nocy! Hehe. 


47 komentarzy:

  1. zagadał w stylu znudzonej staruszki na bazarze, u której nikt nie chce kupować jej zwiędłej pietruszki.... ale Ty to swietnie wszystko opisujesz .....:)) super przeczytalam od deski do deski:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie się czytało - chociaż nie w kuchni, ale musisz mi wybaczyć:) I wiesz, miałabym ochotę czytać Cię w wersji papierowej:) Jakieś szanse?

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam czytać Twoje "przygody" ;) Randka czy nie randka, miłe towarzystwo przy jedzeniu to zawsze fajna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oto dowód, że w zasadzie miłość można znaleźć wszędzie ;-)
    Może następnym razem zamiast szpakowatego Pana będzie to jakieś superciacho :)

    OdpowiedzUsuń
  5. lubię to! ten stan oczywiście! stan, który Cię dopadł przy wychodzeniu z lokalu;)
    uściski!
    J

    OdpowiedzUsuń
  6. czyli śniadania, obiadki i kolacje z mężem można nazwać randką, czy jednak trzeba wyjść z własnej kuchni? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A kto to Carrie Bradshaw?! :D No dobra, I know that.
    Miał nieco siwe włosy? Ech te kobiety, zawsze lecą na starszych ;d

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale fajna zdarzyła Ci się sytuacja, niemalże jak z komedii romantycznej - niemożliwa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Auroro o d pierwszej literki do ostatniej kropki czytało mi się niezwykle miło i lekko.
    W kuchni mówisz..., teraz mam tam naczynia do umycia, bo właśnie odwiozłam gości na dworzec, ale skoro mówisz , że tam to idę...
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale się miło czytało:)
    W końcu podobno to życie pisze najpiękniejsze scenariusze:)

    OdpowiedzUsuń
  11. kochana, podpisuję się pod kazdym slowem!

    OdpowiedzUsuń
  12. Hah, wszystko niesamowicie napisane! Również obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba muszę zacząć jeść na mieście

    OdpowiedzUsuń
  14. Jedzenie w miłym towarzystwie jest niesamowicie przyjemne! Ja może bym tego randką nie nazwała, bo jedzenie w towarzystwie kojarzy mi się ze szkolną stołówką. Ew. wyskoczeniem z kumplem na chińskie żarcie w przerwie między zajęciami.

    OdpowiedzUsuń
  15. Co prawda, to prawda, dobre jedzonko zbliża ludzi ;> Ale to dobrze, bo gdyby tak nie było, to nie możnaby było mieć smacznych randek :( więc cieszmy się, że ty, papież i Oprah mają rację!

    OdpowiedzUsuń
  16. Biomet a nie biometr! Sweet:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się w 100%, to była randka. Ale z jedną małą poprawką, dla Karolci Bradshaw z pewnością nie byłaby to randka ostania, mus spotkałaby Postać przynajmniej jeszcze jeden raz :)))

    OdpowiedzUsuń
  18. hahahaha umarłam ze śmiechu dobre kilka razy, jestes genialna xDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  19. Czasami odrobina zwykłego zainteresowania wystarczy, by wyrosły nam skrzydła.

    OdpowiedzUsuń
  20. No i o to chodzi, właśnie o to, żeby smakować takie spotkania i nie nastawiać się od razu na dalszy ciąg :)
    Przyjemnie było i to najważniejsze!
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  21. kocham gotowac. i szczerze-jedzenie, połączone z cudną alchemią przyrządzania wpierw, jest dla mnie cholernie zbliżone do miłości- gra wstępna i danie główne, moje dwie najwięszke przyjemności zatem- i muszą, po prostu muszą być od czasu do czasu połączone. co dziwne właśnie- mają podobne zasady:>

    OdpowiedzUsuń
  22. Cóż jedzenie to przyjemność, a jesli mamy przyjemność ot i wszytsko wokół wydaje się przyjemniejsze, nawet obcy ludzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Masz bardzo fajny i ciekawy blog :)
    Dodałam twój blog do obserwowania
    Liczę na to samo ♥

    OdpowiedzUsuń
  24. :)) Jedliście razem? Fiuu, fiuu!

    OdpowiedzUsuń
  25. Przeczytałam, lubię Twoje pióro, no to do Kuchni :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Randka jak nic ;) Ale widzę, że mądrości życiowe Carrie Bradshaw musisz odświeżyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. No i fajnie. Żadnych chmur na horyzoncie, można zacząć miły tydzień. Tylko czemu te poniedziałki są takie ciężkie ;).

    OdpowiedzUsuń
  28. ach, natchnelas mnie przede wszystkim do porządków domowych. Czas się wziąć za siebie
    Jedzenie zbliża, mimo wszystko, a to chyba jego największa magia :-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Z moim podejściem pt. jedyne, co może mieć sens na tym padołku, to kuchnia - zgadzam się całkowicie. Jeśli już w ogóle coś ma sens (realizm, not pesymizm;)). Aha i taka mała przestroga - lepiej nie sprzątaj, bo przyjdzie dzień, że... http://www.youtube.com/watch?v=XoRJQEUGYBE

    OdpowiedzUsuń
  30. ja ostatnio spędzam w kuchni za dużo czasu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. a mi to się marzy taka randka w kuchni <3
    ;D ale wiesz.. taka z (najlepiej) kucharzem
    Buzia!

    OdpowiedzUsuń
  32. "przychodzi taki dzień" - u mnie on nigdy nie przychodzi :/ ;)):D
    Ty to masz fajne życie, a na pewno świetnie opisujesz wszystko. Jestem Twoja wielką fanką. Choć też nie zaglądam zawsze, jak się uda tylko. Ja też bym chciała randkę, niezobowiązującą, przelotnią, nic nie znaczącą, ale + 100 do samopoczucia i samooceny za to ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. jedzenie w dobrym towarzystwie smakuje lepiej. :)
    można też jeść przed lustem, bo my sami jesteśmy świetnym towarzystwem.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  34. Piszę się na takie randki bez imion =)

    OdpowiedzUsuń
  35. No i jak tu się z Toba nie zgodzić! :))

    OdpowiedzUsuń
  36. też nie przepadam za płaskimi tyłkami u facetów :) i z całą resztą zgadzam się z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Zgadzam się, jedzenie zbliża ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  38. http://bodyy-rockk.blogspot.co.uk/ powstal nowy blog :) zapraszam wszystkich :P
    obserwujemy czekam na odpowiedz xD

    OdpowiedzUsuń
  39. przemyślenia kwitnące jak wakacje. jesteś pożeraczką męskich serc!

    OdpowiedzUsuń
  40. rozsmakować swe intrygujące zmysły,zasmakować dotąd niemożliwego..podoba mi się:))

    trzymaj się ciepło!

    PS a ten chłodnik to na pewno świetny był;)

    OdpowiedzUsuń
  41. jak zwykle jestem zachwycona, że nie jesteś typową panią katechetką, a kobietą z krwi i kości, o której można byłoby zrobić serial, albo napisać książkę. bo nawet ten tekst świadczy o Twoim niebywałym dystansie do siebie, do mężczyzn i do... miłości. ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie spodziewane randki muszą być takie ekscytujące!

    OdpowiedzUsuń
  43. Ciekawie piszesz. Bardzo ciekawie... :) I racja w tym, że randka nie prowadzi do związku. Jak delikatnie, a zarazem mądrze powiedziane! A jedzenie... Takie przełamywanie lodów, dokładnie. Pomaga na pewno. :)
    Co do romansideł - racja. Jakoś zmieniają mój punkt widzenia w ciągu dnia. Patrzę przez jakiś pryzmat na świat. A może to różowe okulary? :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?