środa, 30 maja 2012

W sieci randek w sieci

Randkowanie przez internet jest dla zdesperowanych singli, patologicznych nieśmiałków oraz pracoholików, dla których udany związek znaczy mniej więcej tyle, co kolejny awans w pracy. Hm. Jeśli to prawda, to jedyne, co mnie zastanawia, to w której grupie umieść moje imię. Tak. Zrobiłam to

Zapłaciłam 130 złotych polskich na rzecz dostawania uśmiechów, wysyłania oczek i przeglądania setek zdjęć nieznanych mi panów w wieku 25-35. No, ale po to to zrobiłam. By kogoś poznać. Czyżby? Czy to w ogóle jest możliwe? 

Tak. Jeśli internet potraktujemy jako miejsce do pierwszego kontaktu. Ludzie poznają się przecież w najróżniejszych miejscach i okolicznościach. Doszły mnie słuchy o małżeństwie, które poznało się tylko dzięki temu, że stali w tej samej kolejce do toalety. I to na pielgrzymce. Chwała Bogu, chciało by się powiedzieć. I chwała koedukacyjnym toaletom! Jeśli w takim miejscu można znaleźć miłość swojego życia, to dlaczegóż by nie w internecie





Dzień bez stanika obchodzimy raz w roku i wypada on właśnie dziś. Dnia bez internetu nie wyobraża sobie chyba nikt i wypada również tam zajrzeć w poszukiwaniu tego Kogoś. W końcu, w przeciwieństwie, do pielgrzymek, na internet nie wchodzi tylko pewna określona grupa osób, a każdy. Tylko czy cechą zasadniczą owych portali nie jest właśnie określanie swych matrymonialnych gustów? Właśnie owo precyzowanie swych preferencji ma - ponoć! - pomóc w znalezieniu właściwego partnera. A

Wiek. Wiara. Waga. Wiarygodność... Czy to wszystko, co ludzie wypisują o sobie na internecie jest prawdą?  I czy pewne liczby oraz fakty są wstanie zapewnić nas, że ten ktoś to ten Ktoś. Tak jak smaku ciastka z witryny sklepowej nie da się sprawdzić, póki się go nie kupi i nie włoży do ust, tak nie przekonam się kim de facto jest facet z wyszczerzonymi zębami o imieniu Anatol, póki... hm. Póki z ust do ust nie przejdzie kilka podstawowych informacji. W postaci słów, nie płynów. Nie na żadnym portalu, tylko face to facet - nie na Facebooku, a na żywo, ma się rozumieć.

Zacisnęłam zęby, przymknęłam oczy na przykre doświadczenia z Panem X i kliknęłam "tak". To znaczy, umówiłam się na randkę. Ba, nawet kilka. I to dzień za dniem. Chyba już znam odpowiedź na pytanie, dlaczego w tym tygodniu piję więcej czekolady, niż zwykle... Co za dużo to nie zdrowo. I to nie czekolady, ale  randek z nieznajomymi z internetu.





Był jeden rozwodnik, który kawiarnię potraktował jak gabinet psychoterapeutyczny. Miał długie włosy i cichy głos. Ale nie dlatego powiedziałam mu "nie".
Kolejny absztyfikant, dobrze zbudowany przedsiębiorca trenujący boks uderzył mnie na plus. Z tym, że drugie uderzenie było bardziej bolesne, bo to on powiedział mi "nie".
Trzeci kawaler, Ukrainiec, nie tylko zapewnił mi zapas czekoladek do końca miesiąca, ale również wiedzę z zakresu sianokosów oraz żniw. Jest rolnikiem. Wzbudził we mnie pozytywne wibracje.
Czwarty z kandydatów zamiast czekoladkami, zasypuje mnie smsami... Jest łysy. Nosi się w garniturze i interesuje blogosferą (zapewne zdobędę u niego wiele plusów hehe).

Nie będę pisała tu o tuzinach oczek i buziaczków od innych sympatii i darlingów, ponieważ to zgoła nudne. Ja bynajmniej się do żywego znudziłam. I umówiłam się na normalną prawdziwą randkę. Ale to już zupełnie inna bajka i trochę za wcześnie, by pisać tu o pikantnych szczegółach. Poza tym mój blog istnieje w sieci, więc powinnam pisać o sieciowych randkach. Nie martwcie się, abonament wykupiłam na trzy miesiące, zapewne znajdzie się ktoś warty napisania o nim wpisu, a może i warty mnie samej. Oby. W końcu pojutrze Dzień Dziecka, a ja - jak wiecie - poszukuję ojca mego potomstwa.

Tyle bełkotu na dziś, bo jeszcze natknie się na tą pisaninę owy ojciec mojego przyszłego potomstwa i co sobie pomyśli?!

46 komentarzy:

  1. Prawdą jest, że miłość można znaleźć wszędzie ;) Podobno nie należy też jej tak poszukiwać, bo ma przyjść sama. U mnie się sprawdziło :) I mam nadzieję, że i Ty odnajdziesz tego odpowiedniego. Może to będzie Twój prezent na Dzień Dziecka?

    OdpowiedzUsuń
  2. A może zamiast na jakiś portalach randkowych powinnaś znaleźć partnera przez tego swojego bloga?

    OdpowiedzUsuń
  3. I wpadłaś jak kakao w czekoladę. A rolnik fajny, czekoladą mogłabyś handlować :) a może założylibyście razem plantację kakao? tak czytam i czytam o Twoich poszukiwaniach...i przypomniało mi się, że znalazłam Wiewióra w momencie gdy poszukiwań zaprzestałam. Nie wiem jednak czy to działa na wszystkich. Mua!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł z tą plantacją :D
      Mam wrażenie, że znajdę kogoś, gdy zaprzestanę szukać. Ale coś mi daje to ciągłe poszukiwanie i nie jest to tylko świetna zabawa i tematy do pisania, ale coś znacznie więcej :) Mua :*

      Usuń
    2. Może trzeba przejść swoją drogę, żeby móc ze spokojem na przydrożnym kamieniu usiąść i poczekać?

      Usuń
  4. e-darling?:) oglądając reklamy tego portalu można odnieść wrażenie, że stworzono go dla nadętych anorgazmików. Ale, mogę się mylić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie mylisz się, niestety... ;)

      Usuń
  5. Te reklamy randkowe to trzeba nauczyć się czytać. Kiedyś pewnie to opiszę...

    I proszę sporządź całą listę wymagań :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo to wszystko ciekawe, pożyjemy zobaczymy jak dalej się potoczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja! Ja! Ja jestem żywym dowodem na to, że miłość można znaleźć nawet tu w wirtualnym labiryncie! A zaczęło się niby przypadkiem...chciałam tylko coś zobaczyć, sprawdzić.... i wpadłam jak śliwka w kompot...i kocham i jestem kochana...i mamy swoje gniazdko...i powiedzieliśmy Tak...i planujemy zaludniać planetę...a jeszcze 6 lat temu gdyby ktoś mnie zapytał...powiedziałabym, że bankowo nie znajdę męża w internecie...nigdy nie mów nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pisz wszystko, co ci sie przytrafi. To bardzo ciekawe - dla mnie kompletnie zakazany owoc, bo kocham męża jak głupia, ale poczytać kto mi zabroni? A na marginesie, to znam kilka par, które poznały się w internecie i sa szczęśliwi. Może to jednak jest możliwe? ; )

    OdpowiedzUsuń
  9. A czy nie za dużo spotkań,poszukiwań na siłę z wieloma, wieloma,wieloma? I przestać się wygłupiać z wymaganiami? Tylko uśmiechnąć się jak najlepiej się umie do całego świata? Wyjść do ludzi z czekoladą i zacząć się cieszyć facetami takimi jacy są bez wymagań i castingu i bajeru z czterema na raz?
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, za dużo jak na jedną Aurorę i jeden tydzień... Uff...

      Usuń
  10. Kochany jest ten post!Jak ja lubię Ciebie czytać. Dla pocieszenia, mam wiele koleżanek, które są w szczęśliwych związkach rozpoczętych właśnie na necie.Z tego co opowiadały trafiali się też takie egzemplarze, że można by było o nich książkę napisać.Powodzenia na randce klasycznej!

    OdpowiedzUsuń
  11. Powodzenia w randkowaniu. Poznałam swojego męża przez internet i jak na razie, 6 lat później, nadal jest fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Warto działać według schematu: można poznać w internecie, ale od razu przenieść to w kontakt na żywo. Wtedy jest nadzieja, że z kimś będzie fajnie :) Ja tak zrobiłem i nie narzekam

    OdpowiedzUsuń
  13. Sama szukałam w taki sposób, było wiele randek, dwie krótkie znajomości a serce oddałam komuś całkiem nie z netu, choć informatykowi :) mi takie umawianie się pozwoliła na przełamanie jakiejś bariery wewnątrz siebie, ośmieliło do wielu rzeczy. A znam takie dwie pary, które na Sympatii się poznały i pobrały :)
    udanych poszukiwań i doświadczeń pozytywnych :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Prawda jest taka, że pewnie też bym w Sieci szukał, jakbym Żony nie miał z Realu (nie sklep!!!!!).

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  15. Zycze ci z calego serce zebys znalazla ta prawdziwa milosc, no a pozniej zeby z tego cudnego uniesienia powstal wasz owoc czyli dzieciatko.Trzymam kciuki i do kolejnej imprezki:)milusiego poszukiwania tego jedynego.buziaki

    kuzyneczka

    OdpowiedzUsuń
  16. jej, przegapiłam pana Magika.
    Co z nim?
    ps: nie, randki w sieci nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja znam dwa związki z długim stażem pożycia, które dobrały się właśnie przez internet:))) więc chyba da się, ale nie wiem od czego to zależy, że się akurat tak trafnie drugą połówkę w sieci wyhaczy:))))

    OdpowiedzUsuń
  18. czyżby sympatia.pl? Ja właśnie tam poznałam swojego Męża. Po nie udanym długim związku koleżanka uraczyła mnie taką niespodzianką i założyła tam konto. W sierpniu minie 6 szczęśliwych lat:)

    A do poznania tego jedynego każdy sposób jest dobry, tylko nic na siłę a z humorem i wtedy wszystko może się zdarzyć:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedyś buszowałam w tych sieciowych portalach i nawet jeden długi związek powstał ;), ale inne negatywne wspomnienia też mam, więc w końcu sobie odpuściłam :)
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Z tymi sieciowymi randkami to bywa różnie - widzę, że miałybyśmy o czym rozmawiać ;)))

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja kiedys sie tez w takie rande vous internetowe bawiłam jednak miała o wiele mniej szczescia niz Ty bo spotykałam samych napalonych sexoholików :(

    OdpowiedzUsuń
  22. a ja jestem przykładem, że w sieci można poznać kogoś wartościowego i się zakochać nawet! Ale jestem też przykładem, że można poznać i być w związku z kompletnym idiotą poznanym w sieci. Oba zjawiska nie są mi obce. Na szczęście teraz jestem w tej pierwszej sytuacji i oby w tę drugą się to nie przerodziło nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Portale randkowe to nowe pole do eksploracji. I fajnie, że masz na to odwagę i że Ci się chce. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, umawiałam się z panami poznanymi na czatach, ale nic dobrego z tego nie wynikło. Oby dla Ciebie wyszły z takiego randkowania same pozytywne rzeczy - jak zapas czekolady czy choćby pozytywne wibracje przez chwilę. A nuż się też trafi jakaś perełka? :)

    OdpowiedzUsuń
  24. i super! pozdrawia taka jedna, co ma narzeczonego z internetu :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja po sobie patrząc przestaję szukać. Trochę nie mam już na to sił.Choć chęci są. Mam nadzieję, że owy Mąż i Ojciec moich(naszych) dzieci pojawi się niebawem.
    Tylko niech będzie na to gotowy. Myślę, że może robi coś szalenie ważnego i teraz jeszcze nie jest ten czas.
    A Tobie życzę powodzenia.
    p.s: miło się ciebie czyta
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
  26. 10 lat temu poznalam Wspanialego wlasnie w internecie, od 7 lat jestesmy malzenstwem i jest BOSKO:))) Liczba par malzenskich, o ktorych slysze, lub znam osobiscie idzie juz w dziesiatki (ok. 40tu) wiec tutaj to bardzo popularna i jak widac skuteczna forma.
    Co prawda troche mnie zaskakuja te "buziaczki" i "cmokaski", "usmieszki" czy jak to sie tam jeszcze zwie, bo brzmia troche (sorry) odpustowo, ale jesli dzialaja to niech sobie tam brzmia jak chca;))

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja swoją miłość znalazłam dwa lata temu właśnie w necie. A w sumie to tylko zaczęło się przez internet, a w niedługim czasie przeniosło na grunt iście zwyczajny. I dalej już było tak jak to się zaczyna w świecie realnym. Miesiąc temu się zaręczyliśmy, za rok planujemy ślub. Zatem dowód na to , że można. Miłość potrafi nas zaskakiwać wszędzie i nigdy nie wiadomo kiedy się przytrafi. A to, że początek znajomości był nie w kawiarni,nie w kolejce do toalety;), nie w parku, nie w sklepie... jakie to ma znaczenie? Kiedyś też sądziłam, że to głupota, ale tera tak sobie myślę, czy spotykając kogoś w pubie i starając się go poznać bliżej mamy pewność, że to jest osoba fer? Zatem to chyba nie o miejsce a o człowieka chodzi:-) Życzę znalezienia tego przeszłego opiekuna twojego potomstwa:-)

    OdpowiedzUsuń
  28. dobra oj dobra ta dzisiejsza czekoladka ;DD i grafika rewelka!
    a mnie dziś też czeka nader interesująca randka. może wreszcie nastąpi koniec nudnego już fatum spotkań pierwszych i ostatnich x)
    czekoladowe całusy:D

    OdpowiedzUsuń
  29. Dziękuję za wizytę u mnie :)

    Łoł! Prześwietny blogas!- dołączam do obserwatorów, chętnie będę tu zagladała :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    _____________
    mojaszafa-mylittleworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Moim zdaniem jak najbardziej można znaleźć miłość w internecie - jak wszędzie indziej :) W dzisiejszych czasach w końcu dość ciężko poznać grono nowych osób w tradycyjny sposób - a Internet stoi otworem ze swoimi możliwościami :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Hm, ten pomysł z plantacją kakao nie jest zły :D Tak czy inaczej życzę powodzenia na tych randkach!:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  32. Moje kochane Czekoladoholiczki! - dziękuję za liczne komentarze, jestem prze-zachwycona Waszymi osobistymi wpisami, które dementują ciche pogłosy w moim umyśle, że te randki internetowe nie mają sensu. Jak widać, mają! :-*

    OdpowiedzUsuń
  33. Kto nie próbuje, ten ma małe szanse na znalezienie kogokolwiek :) Nie zaszkodzi, ale najtrudniej przebrnąć przez te nieszczęsne nieudane randki.
    Trzymam kciuki, żebyś dała radę i może odsiała kogoś rozsądnego :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Właśnie przypomniałam sobie moje różne przedmałżeńskie randki i jak się cieszę, że już mam obrączkę na palcu:))

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie mogłam się skupić na reszcie posta po tym jak przeczytałam, że 130 zł ;o)
    Oby było warto...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  36. Na temat randek za pośrednictwem internetu nie wypowiem się ,bo nie mam zdania. Natomiast chętnie na temat: "Czy to wszystko, co ludzie wypisują o sobie na internecie jest prawdą?" - w odniesieniu do blogerów. Miewam różne odczucia. Czasami kobiety opisują swoje ogromne szczęście z powodu spełnionej miłości, a faktycznie wieczory spędzają na popłakiwaniu w poduszkę, z powodu braku partnera. Na jakimś forum przyznała się do tego jedna z komentatorek. Mnie w kontekście tej sprawy zastanawia co innego, czy zakładanie z góry - a tak właśnie czynimy - że osoba pisząca o swoim nudnym, czy samotnym losie faktycznie jest nim dotknięta. Zwłaszcza jeśli chodzi o panów. Kiedyś, przypadkowo, usłyszałam rozmowę dwóch młodzieńców .Jeden chwalił się do drugiego ile to ma wejść na bloga, bo udaje porzuconego przez dziewczynę, i ile dziewczyn poznał w realu, z tego samego powodu. Wynikało z tego, że świetnie się bawi.
    Co do mówienia prawdy o sobie w ogóle, to przecież w realu nie raz zdarza się spotkać osobę, która łże na swój temat. Musimy zdać się na własną intuicję, zarówno w wirtualnym świecie,jak i rzeczywistym.

    OdpowiedzUsuń
  37. Wiesz, że Ciebie po prostu uwielbiam :) Dzieki Tobie i Twojemu blogowi można uwierzyć, że codzienność może być niezwykła;)

    Szukaj drugiej połówki, bo warto. I dobrze, że masz sprecyzowane oczekiwania. Ale przy tym nie zapominaj o dobrej zabawie ;) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  38. Hmm... w takim razie trzymam kciuki :) Uważaj na siebie :*

    Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Dziecka!

    OdpowiedzUsuń
  39. Jakbym słyszała siebie!!! Ale ja jeszcze nie odważyłam się zapisać do żadnego portalu :P nawet facebooka nie mam

    OdpowiedzUsuń
  40. What a stuff of un-ambiguity and preserveness of valuable know-how regarding unpredicted
    feelings.
    Also visit my homepage ... flirten tipps

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?