poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Jak wydać 400 zł, nie mrugnąwszy okiem

Z dumą i wyższością ludzi wszystko wiedzących lepiej, stwierdzam, że znacznie częściej kupuję w małych przydrożnych straganikach, niż supermarketach. Tak czy owak do  supermarketów też zaglądam. Ba, nawet w nich kupuję. Wydawać by się mogło, że w wypadku przyrządzania kolacji dla większego, niż dwuosobowego grona, to korzystniejszy wybór.  Przede wszystkim większy wybór produktów. Do wyboru, do koloru - ketchup pikantny, łagodny... Wszystko na jednym miejscu. Tańsze.

A jednak, trafem nie tylko dziwnym, ale i paskudnym, wychodząc z zakupami poczułam zastanawiającą lekkość. Zakupy były ciężkie. Więc co to takiego? Portfel.
Kiedy? Jak? Gdzie? - wydałam 400 złoty?! 



Ach... przy całej wygodzie jaką dają supermarkety, mają jedną wadę. Otoczone są orszakiem butików, drogerii i innych pokus.
Mimo wszystko, to znaczy mimo tego, że skusiłam się na nowe kolczyki, bransoletkę, leginsy oraz podkład do twarzy, zachowałam również lekkie sumienie.

W końcu dziś wieczorem to nie byle kolacja w babskim gronie! Ani też nie jakaś pospolita randka.To połączenie, boska fuzja obu tych wydarzeń !!!
W związku z tym, że ja i moja współlokatorka mamy na pęczki przyjaciółek singielek, a jej chłopak ma tyle samo wolnych kumpli, postanowiłyśmy ich poznać.

Czy i w tym wypadku zaszła owa boska fuzja?

Spiesznym krokiem, z rozwianym włosem i wielką ciężką skrzynką zmierzałam do mojego mieszkania. Z drżącym sumieniem wertowałam w głowie listę zakupów.
Mąka, masło, mleko i drożdże? Są!
Nachosy? Kupione.
Limonki też.
No i martini. 
A więc wszystko. Wszystko? Gdy moja noga przekroczyła próg mieszkania, uświadomiłam sobie, że zapomniałam  o najważniejszym. Szpilki! I jak ja teraz wkroczę na salony?

Po sekundzie uświadomiłam sobie, że nie jestem jedną z Grycanek. Jednym słowem, ktoś tu za bardzo się nadymał.
W końcu chodzi o wydanie małego przyjęcia, a nie o wydanie kogoś za mąż. Chociaż... kto wie?
Z wielką nadzieją czekałam na ten wieczór.

Ja, moja Starsza Siostra, Matylda, Magdalena oraz Maja z jej Bożydarem. No i kumple Bożydara.

Jak to jest kiedy w jednym miejscu i czasie spotykają się babki i faceci chętni do pozbycia się statusu singla? - pytałam sama siebie, podczas robienia nuggetsów z kurczaka. Czy wtedy jest jak w romantycznym filmie, tylko bez muzyki w tle? - pytałam siebie podczas zagniatania krucho-drożdżowego ciasta na chrupiące paluszki. 
Można myśleć i myśleć, ale gdy zabrakło mi ciasta do robienia kolejnych paluszków, przyszła pora na konfrontację z rzeczywistością.

I wydało się, że nie jest wcale jak w bajce. Bo ludzie, choć mają te same pragnienia, są z innych bajek... Co prawda był tam jeden kucharz i dwóch braci, ale podejrzewam, że najlepsze, co możemy razem zgotować to wspólne schabowe zjedzone następnie w braterskiej atmosferze.

Z swatania nic nie wyszło. Ale wyszło na jaw coś bardzo ważnego. Wydać 400 zł, nie mrugnąwszy okiem, jest śmiesznie łatwo. Co innego wydać siebie za mąż. Albo w ogóle znaleźć Tego Kogoś. Ten Ktoś nie tylko mi się musi wydawać fajny. Musi rzeczywiście być fajny i to przez duże F. A to dla wielu okazuje się sztuką na miarę ugotowania tak dobrego rosołu jak u mamy.

Mnie udało się upiec pyszne paluszki, nuggetsy, szaszłyki warzywne oraz ten oto wpis. A więc warto było!

32 komentarze:

  1. I tak jestem pod wrażeniem wydania 400zł :pp

    Ciekawy pomysł na wieczór :) Chociaż przyznam - myślałam, że to się tak właśnie skończy. Bo w filmach też to tak się kończy. Niestety, nic na siłę, a czasem okazja znajdzie sama (tak jak z zakupami :pp).
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. ale sam pomysł swatania, czasem może wypalic , ludzie teraz tego juz nie robia, a szkoda, czasem zdarzaja sie fajne pary i prawdziwa milosc, ktora inaczej by sie nie poznala, sama kilka osob mi sie udało ze swatac,a sama mam pecha;/

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm, nigdy nie uczestniczyłam w takiej imprezie, ale to musi być...dziwne :) w sensie, że czuje się wróżkę swatkę nad sobą!

    i taa, pana Fajnego to ze świeczką - i to za dnia i ze świeczką! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię ideę swatania, jednak dziś dobra swatka to rzadkość. Znaleźć kogoś o podobnych temperamentach i nieróżnych płaszczyznach życia to zadanie niemal niewykonalne! Ale trzymam kciuki. Może przez kolegów Bożydara poznasz jakiegoś zacnego mężczyznę, co nie gardzi dobrą czekoladą :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zostałam zeswatana i jestem już szczęśliwa od czterech lat.

    Ale moja koleżanka zeswatała kogoś, i żałuje tego do dzisiaj. Bardzo.

    A u Ciebie - nic na siłę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wierzę w swaty gdzie potencjalnych par może być więcej niż jedna. Po prostu jedyna szansa na swaty to jedna kolezanka plus jeden kolega. Wiesz co bylo najtrudniejsze w tych grupowych swatach? Wystarczy, że dwóm z chłopaków spodobała się ta sama dziewczyna. I już problem. Także lepiej jak się ludzie sami dobierają, chyba, że swaty są przeprowadzone perfekcyjnie, w dwie osoby.

    OdpowiedzUsuń
  7. Swaty nie wychodzą na dobre, można się najwyżej śmiertelnie pokłócić. Związek powinien zawiązywać się spontanicznie, wtedy, kiedy dwoje ludzi wpadnie sobie w oko, bez z góry zaplanowanej sytuacji.
    Niemniej jednak, zazdroszczę całej imprezki :) Bardzo brakuje mi takiej posiadówy u znajomej, z nuggetsami i w ogóle. Ah, chyba sam taką rozkręcę :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydać 400 zł jest łatwo, ciężej na nie zarobić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Krzysiek
      I co z tego, ze swaty nie sa spontaniczne? Czy zjesc dobre jedzenie mozna tylko, jesli nagle Cie glod zaatakuje i spontanicznie cos sie upichci/siegnie do lodowki?Czy tez moze lepiej sie przygotowac?

      Usuń
  9. Aurora probowala speeddatingu?

    OdpowiedzUsuń
  10. nie ma co. pomysł dobry i był, ale one zawsze spisują się na straty. swatanie niestety rzadko wydaje się być boską fuzją. tylko nieliczne przypadki dosięgają tego zaszczytu. ale kto wie? może po czasie ktoś na kogoś kiedyś wpadnie w autobusie? ktoś od kogoś wziął przypadkiem numer telefonu pospiesznie między ubieraniem kurtki a związywaniem sznurowadeł? czas pokaże!

    OdpowiedzUsuń
  11. Moim zdaniem bardzo dobry pomysł z tym swataniem. Przecież nie od razu trzeba wychodzić za mąż, a poznawanie nowych znajomych to też zawsze coś ciekawego i fajnego :) A przecież nigdy nie wiadomo, może akurat przyszedłby królewicz z bajki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. o tak, w markecie te pieniądze się rozpływają, jak mówiła moja babcia: są okrągłe i dlatego łatwo się kulają i gubią:) ale najważniejsze, że z tych zakupów, które przywiozłaś z marketu udało ci się wysmażyć, tyle cudnych przekąsek... i ten post:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Końcowe rozważania niestety ale bardzo prawdziwe... A może recepta na znalezienie kogos to po portsu przestać szukać?

    OdpowiedzUsuń
  14. oj kurka ale mi narobiłaś smaka :D na jedzenie... oczywiście.. ;)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale za to wyszło pyszne jedzenie. We wszystkim trzeba się doszukiwać plusów, co nie? :D
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  16. Czyli szanowna koleżanka powróciła do grona imprezowiczek poszukiwaczek... nowych smaków oczywiście :) pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  17. no pięknie :)to znaczy, że więcej wieczorków nie będzie? zwykle jest tak, że jak się człowiek najmniej spodziewa, to się poznaje kogoś wyjątkowego

    OdpowiedzUsuń
  18. zawsze warto:))a pieniądze to tylko pieniądze , trzeba je wydawać przede wszystkim na przyjemności np. jedzenia drożdżowych paluszków i popijania martini.

    OdpowiedzUsuń
  19. dziękuję! :D

    ja nie mogę wchodzić do rosmanna i wszelkich sklepów z kosmetykami. Nawet jak idę np. po tusz, bo akurat się skończył, wychodzę z reklamówkami pełnymi innych rzeczy, które akurat są niby mi potrzebne xD

    jako studentka, to ja tęsknię za schabowymi mamusi...mmmm ^^

    OdpowiedzUsuń
  20. Swatanie chyba nigdy nie przeminie:)< zawsze znajdzie sie ktos kto bedzie chciał byc zeswatany albo tym kto swateć chciał będzie:)). A tak wogóle jakbym miała teraz szukać pana właściwego, to czuję, że miałabym z tym spory problem:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakby mnie wpuścić do księgarni, to bym bez mrugnięcia w mig wydała. Może być też internetowa. Duży supermarket też. Nie,żeby wydac i zaraz zjeść, ale a to ser, a to przyprawa, owoców, rózności, winko i by się uzbierało. Nie mieszkam w kraju już długo, ale dwa lata temu zjechałam do miasta rodzinnego, późną nocą i poleciałam zrobić od razu zakupy, małe, żeby na śniadanie było. Pytam kolegi czy mi 20 zł starczy, bo tyle miałam 'na sobie' jak tu mówimy. Wyśmiał mnie skandalicznie głośno. Poszłam po kawę, wodę, bułki, wędlinę sery, owoca jakiego, nabiału trochę sera itp, maleńka siateczka, woda w ręce - 50zł pękło. Biorąc ten przykład za odneisienie - kochana, co to jest 400

    OdpowiedzUsuń
  22. pieniądze łatwo przeciekają przez palce :)
    ale jeśli są wydane na rzecz miło spędzonego wieczoru, to chyba nie tak źle, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  23. gdyby tylko tak łatwo przypływały, jak łatwo wypływają z portfela :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oh Kochana znam ten lekki portfel po wydaniu 400zł i zastanawianiu się na co! Ja to już za Maż wyszłam więc zostało mi wydawanie a że jestem oszczędna zdarza mi sie takie szaleństwo niezwykle rzadko, jednak gdyby wypuścić na miasto (do sklepów) mojego Lubego on by zrobił to z łatwością:P Buziaki i dzięki jeszcze raz za czeko prezencik:) - Kobiecemysli.pl

    OdpowiedzUsuń
  25. Fajnie piszesz, przyjemnie się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. ;) tak to już jest.. pieniądze płyną szybkim lekkim strumieniem... niczym katar sienny :) ale ważne jest zadowolenie :) żyjemy krótko, dlatego powinniśmy sprawiać sobie przyjemności :) zwłaszcza tak górnolotne jak umilanie życia innym (jedzeniem)!

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja wczoraj po długiej nieobecności wpadam do delikatesów Alma, no i przewidziany na weekend budżet mi się rypnął :) Ale smacznie było, jest i przez najbliższe 2 dni będzie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. Heh... myślę, że głównym problemem są karty płatnicze. Jak ma się kasę w portfelu, to się widzi jakie banknoty się wydaje, że robi się pusto. A jak się płaci kartą, nie czuć tego dopóki się nie sprawdzi konta... ;/

    to moja główna pułapka.

    OdpowiedzUsuń
  29. łatwiej wydać 400 zł nawet w minutę niż wydać się za mąż :) świetne hasło :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?