wtorek, 27 marca 2012

Żonglerka

Góra.       Góra.         Góra.       Góra.
            Dół.          Dół.            Dół.          Dół. 


Nie jest łatwo. Zwłaszcza o poranku. I do tego z Panem Magikiem.  
Co? Jak to co? Żonglować!  
Kiedyś mu jeszcze pokażę! Dojdę do perfekcji w obsłudze jego magicznych kuleczek!  Będę mistrzynią! W końcu co miesiąc pobieram darmowe lekcje żonglerki. Moim nauczycielem jest nie kto inny jak ja sama. A w zasadzie moje  ciało owładnięte hormonalną burzą. PMS. Niby trzy niewinne literki, a tyle cyrku... 










Żonglerka w tym wypadku okazuję się nie być jedynie sztuką, ale sposobem bycia... Najgorsze zaś jest to, że ja w czasie PMSu czuję się nie jak żongler, a piłeczka, która bezwolnie przemieszcza się raz w górę,
                                                                      raz w dół.
Bywa, że dó              ół
                     ó          ó
                       ó     ó
                         óó
                          ó
jest głęboki. Chodzicie po mieszkaniu w gigantycznym swetrze  zajadając się suszoną żurawiną, przegryzając ją batonem czekoladowym i wędzonym łososiem. Czujecie się jak mokry zimny koc. W tle leci piosenka zespołu Roxette, a wy ryczycie, jak wtedy, gdy mieliście tylko sześć lat i zdechł Wasz pierwszy chomik. Tyle, że nikt nie umarł. No, co najwyżej gdzieś - jak się zdaje - na zawsze odszedł Wasz dobry humor. 

Jeśli istniałby wśród rekordów Guinessa konkurs na pobicie rekordu w użalaniu się nad sobą, nie miałabym sobie równych.  

Tak się składa, że mój osobisty rekord w tej kategorii pobiłam w minioną sobotę. Nie zarejestrowała tego  żadna telewizja, ale dla potwierdzenia faktu dodam, że przespałam wtedy pół dnia. Drugie pół przepłakałam. Jako mało obiektywny sędzia nie potrafię rozstrzygnąć,  ile z tego paskudztwa było efektem PMSa, a ile mojego focha. 

Foch ten polegał na tym, że postanowiłam nie spotykać się z Panem Magikiem. Może i słuszny. Może i zgodny z zasadami bycia zołzą. Ale ja nią nie jestem. Jestem sobą.

Przerwałam oficjalnie fochy w momencie kiedy przypomniałam sobie powyższy fakt oraz kiedy uświadomiłam sobie, iż foch ten nie tyle, że nie przynosi dobrych rezultatów, co szkodzi. Głównie mnie samej. 


Spotkałam się z moim Magikiem. I to nie było spotkanie "rozstaniowe". Przeciwnie.


Być może to, co wyprawiam przypomina zbyt szybką żonglerkę. Raz za nim szaleję, zaraz potem on doprowadza mnie do szaleństwa... Wolę jednak, by mój związek przypominał żonglerkę, niż tanią telenowelę, w której ona rzuca go tylko dlatego, że zupa była za słona.


Jasne, że oczekuję od niego szacunku. Jasne, że nie chcę by taka sytuacja jak ostatnio powtórzyła się. Nim się jednak kogoś rzuci, można wpierw temu komuś uświadomić, co jest nie tak, na tysiące i jeden różnych sposobów. Ja wybrałam rozmowę twarzą w twarz. 


Opcja trudna. Może poskutkować albo i nie.
Ale warto podjąć próbę. Jeśli nie jedną, to nawet kilka kolejnych. W końcu nawet w żonglerce dochodzi się do perfekcji po kilkuset próbach, a przecież związek to sztuka o wiele trudniejsza. Piłeczką jest ludzkie serce. Oby moje się nie wyśliznęło z zręcznych rąk Magika.  


Jeśli pozostanie przy opcji oddzielnego spędzenia majowego weekendu, będę zadowolona. Mam jednak nadzieję, że ten czas spędzi na trenowaniu żonglerki. 
W końcu przed nami jeszcze tyle moich PMSów...                                                  

33 komentarze:

  1. Nie wiem czemu, przypomniał mi sue ten wiersz, kiedy przeczytałam Twojego posta:

    http://nora-domlilki.blogspot.com/2011/02/diabolo-m-pawlikowska-jasnorzewska.html

    Powodzenia z Panem Magikiem:)

    P.S. Ja też czasem nie mam już cierpliwości do tego, co ze mną robi niekiedy PMS :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam, że tak to się nie skończy ;) I mam nadzieję, że będzie trwało jak najdłużej. Chociaż życzę Wam wielu spokojnych chwil bądź też bardziej pozytywnych emocji.
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też podejrzewałam, że to nie koniec. W końcu nieczęsto spotyka się Magików. I potwierdzam: zawsze lepiej jest stanąć twarzą w twarz z problemem. Czasem warto postawić wszystko na ostrzu noża, ale warto wiedzieć, czego można się spodziewać po upadku z tego ostrza. Życzę powodzenia :*

      Usuń
  3. Ten "jedyny" wytrzyma każdy, nawet najgorszy, PMS ;) Mam nadzieję, że tak będzie i w twoim przypadku ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj moja PMSowa towarzyszko. Moje peemesiki też są okropne. A prócz tego, że szkodzę sobie, to szkodzę innym dookoła. Ale jesteśmy kobietami, w pms się nie liczy ; ) A czasami warto sobie popłakać i poużalać się nad sobą, chociażby dlatego, żeby uświadomić sobie, że płakałyśmy o głupoty.

    OdpowiedzUsuń
  5. przepraszam widać ze mną coś jest nie tak...Bo ja ani żonglerki ani telenoweli nie chce tylko mój związek w którym zupa może być za słona i wpadki też ale brak szacunku na prawie każdym kroku już nie...Nie rozumiem, ale życze jak najwięcej cierpliwości i szczęścia.

    ps ...tylko pamiętaj, że jak się już to serce wyślizgnie, albo on je wyrzuci specjalnie to nie jest to ulubiony kubek który można wymienić na inny, na przeszczep serca czeka sie latami ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AniuM, nie martw się o mnie :)
      Braku szacunku na każdym kroku bym nie zniosła, bo nie uważam siebie za ścierkę. Pamiętaj, że mój blog to tylko pewien wycinek mojej rzeczywistości. Buziam! :))

      Usuń
    2. ależ ja wiem że to tylko pewna część Twojego życia wzięłam to pod uwagę, jednak od sylwestra powtórzyły sie takie sytuacje które dla mnie osobiście oznaczają brak szacunku, a o uczuciach już nie wspomnę...Czasami kilka momentów wystarczy(szczególnie w tak krótkim czasie)...

      Ale rozumiem, że uczucia są silniejsze!


      ...


      mój Mąż czyta także Twojego bloga gdy tylko ma czas i ostatnio powiedział, że "jak jest głupia to z nim będzie" i na tym zakończyliśmy rozmowę na Twój temat...
      Oboje wiemy ile w miłości się zmienia, ile nawet głupich nawyków trzeba uszanować u drugiej osoby (szczególnie, że w niczym nam nie uwłaczają )...a z naszego punktu widzenia Magik to egoista.

      Usuń
  6. Nie wiem co to PMS, ale wiem jedno: jeszcze jeden obserwator i urządzę Ci jubileusz z okazji trzechsetnego obserwatora bloga :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej żebyś nie wiedział co to jest PMS ;-P
      Mam nadzieję, że prześlesz mi z tytułu powyższego czekoladki jakieś nadziewane ;-P

      Usuń
  7. Twojego bloga obserwuję chwilę, niezbyt długą, ale zauważyłam, że mam bardzo podobne problemy z powodów tych samych.. Wytrwałości w kontaktach z Magikiem życzę! ;]

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiedzialem, ze tak bedzie. Widac, ze Magik wie jak postepowac. Podoba mi sie!

    A tak w ogole to fakt, ze nie chce z Toba spedzic dlugiego nie oznacza braku szacunku. Oznacza tylko to, ze ma inne plany, ktore Ciebie w danym momencie nie uwzgledniaja...

    OdpowiedzUsuń
  9. oswoić PMSa- w moim przypadku awykonalne:DDD
    cóż jest nas więcej, to i można założyć grupę wsparcia:DDDDD
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  10. Przy PMS-ie trzeba się szybko schować w sobie. ni dy rydy. taka lajfa.
    a mężczyźni muszą Nam wybaczyć i współczuć. i opiekować się Nami. ale nie pytać za wiele. i przytakiwać. o.

    OdpowiedzUsuń
  11. żonglerka...hmmm jak ja to dobrze znam..tylko 'mój magik' chyba już dawno przestał być magikiem :/ no cóż samo życie. Wiesz co Auroro Ty to jednak jesteś rewelacyjna- nawet o tak trudnych rzeczach potrafisz tak lekko i przyjemnie napisać :))

    OdpowiedzUsuń
  12. życie z kimś nie jest łatwe, to ciągłe staranie się, zabieganie, walka z samą sobą, ze swoim egoizmem i chęcią postawienia na swoim, bo nigdy nie będzie łatwo, różowo i sielankowo...

    OdpowiedzUsuń
  13. pozostaje mi tylko życzyć sprawnego żonglowania. choć taka nieustanna zabawa też nie jest dobra

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie pozostaje nic innego jak życzyć wytrwałości i powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. hehe, ja też mam ostatnio niezłe wahania hormonów - biedny ten mój miśku, on musi to wszystko znosić cierpliwie. staramy się rozładowywać te napięcia śmiechem. stworzyliśmy nowy wyimaginowany byt Hormony, które mówią przez mnie mimo woli oraz personifikujemy Kłapouchego, maskotkę, która jest domowym kozłem ofiarnym i który zapomina wyrzucić śmieci, odkurzyć, pozmywać, skarpetki wrzucić do kosza na pranie. takie zabiegi skracają okres Focha do minimum:))) polecam!

    OdpowiedzUsuń
  16. hehe... :) na PMS mój Szynszyl się chowa do domku a facet zaszywa się w pokoju żeby przypadkiem mi w drogę nie wejśc :))

    OdpowiedzUsuń
  17. hormony buzują z różnych przyczyn... Małżon te wahania zna i nauczył się z nich podkpiwać.
    Oj też miewam poczucie, że świat się zaraz skończy a ja jestem najbardziej niespełnioną kobietą na świecie... a potem wszystko mija i jestem znowu najszczęśliwszą :)

    OdpowiedzUsuń
  18. hmm rozmowa jest dobrym wyjściem... chyba najlepszym bo najwięcej problemów wynika z tego że ludzie z sobą nie rozmawiają... pytanie teraz jak się Magik będzie zachowywał po rozmowie... Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj, kobietko, kobietko... Ty sama nie wiesz, czego chcesz. Albo bierzesz Magika takim, jakim jest i nie marudzisz, albo nie bierzesz, bo naprawdę szkoda najlepszych lat życia na użeranie się z kimś takim.

    Gdy miałam sześć lat rzeczywiście płakałam po chomiku. Tyle, że był to chomik numer dwa i... rozdeptałam go.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozmowa nie zaszkodzi, a może pomóc! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. PMS...eh, wczoraj między wyciąganiem kolejnych chusteczek i wycieraniem mokrych oczu zastanawiałam się czy tylko ja wpadam w AŻ TAK podły nastroj, ale widzę, że jednak nie.
    powodzenia z Magikiem! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. mąż mi wczoraj powiedział, że mam szczęście, ze mnie kocha, bo ocieram się o śmierć w te dni:)

    OdpowiedzUsuń
  23. czasem mam wrażenie, że mam dwie osobowości - w trakcie PMS i po... przeraża mnie to! Ale cieszę się bardzo bardzo, że PMS nie zawładnęło Tobą całkowicie i porozmawiałaś z M.! Super! i oby było tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  24. Serdecznie informujemy, że ocena bloga została ukończona i opublikowana. Zapraszamy do jej przeczytania. Opóźnienia były związane z wymianą oceniających. Przepraszamy.
    Jednocześnie przypominamy o umieszczeniu odnośnika do naszej strony.

    Pozdrawiamy
    www.blogowa-krytyka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Coś w tym jest, że taka żonglerka w związku jest chyba lepsza od spokojnej telenoweli...

    A swoją drogą zawsze zadziwiało mnie zjawisko PMS, ono naprawdę istnieje??? (Nigdy nie miałam "przyjemności" tego doświadczyć, albo po prostu nie wiem, że To jest TO )

    OdpowiedzUsuń
  26. halo, halo ! cieszmy się oczyszczającą siłą pmsów ! :D
    ps no a w innych sprawach - duuużo cierpliwości hehe - w końcu to facet ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Moja Droga Czekoladowa, z radością informuję, że otrzymałaś One Lovely Blog Award.

    Uzasadnienie jednoosobowej schizofrenicznej kapituły konkursu:
    "zza apostolstwo w sprawie i upór (Czekolada nadal nie chce przyznać, że na śniadanie najlepsza jest kanapka z kiełbasą)."

    Co z tym szczęściem dalej zrobić, dowiesz się u Bebe. Macham łapką i gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  28. Masz świetny talent do pisania ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. PMS to jest Polska Myśl Szkoleniowa. Czyli powód, dla którego wciąż przegrywamy mecze w piłkę nożną!

    PS

    Teoria niestety nie jest moja, ale dzielę się nieswoim...

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?