poniedziałek, 5 marca 2012

To COŚ

Nie jestem już dzieckiem i doskonale wiem, że ludzie są z sobą z różnych powodów. A to dlatego, że on ma obficie zaopatrzony portfel, a ona równie obficie zaopatrzoną klatkę piersiową. A to dlatego, że on nosi się niczym prezenter z telewizji, a ona nosi się co dzień z zamiarem zrobienia mu golonki.

Można by pisać opasłe tomiska poświęcone fenomenowi dobierania się ludzi w pary. Równie dobrze można by streścić je w jednym krótkim zdaniu:
 on/ona ma to coś!

To krótkie zdanie stało się tematem jednej z długich nocnych rozmów z moim Magikiem. W wyniku owej rozmowy, którą co wrażliwsi mogliby obwołać sprzeczką, doszło do jednego z moich nielicznych fochów. Jakkolwiek jesteście fanami fochów lub nie, zapewne okażecie mi zrozumienie, gdy dopowiem, że zamknęłam się w sobie jak krem w ptysiu, gdy mój Magik stwierdził, że ja nie mam tego czegoś w sobie. Wyobrażacie to sobie w ogóle?!?! A to dlatego, że w ogóle nie istnieje owo „coś”.
Po kilku minutach leżenia twarzą do zimnej i nagiej ściany, stwierdziłam, że nie ma sensu się tak dąsać o coś, co według opinii niektórych w ogóle nie istnieje. Odwróciłam się i wtuliłam również w nagi, ale w przeciwieństwie do ściany gorący tors mojego faceta. Przecież głupi foch nie przekreśli tego, że zwyczajnie chcę z nim być. Lubię go. A może nawet coś więcej?
Hola! Jeśli coś więcej, to musi być jakiś grubszy powód... W końcu Magik mi się nie napatoczył, lecz wybrałam go spośród całej chmary innych facetów.





Na początku spodobało mi się jego przenikliwe i  hipnotyzujące spojrzenie. Oraz piegi (tak, wiem, że w języku polskim nie zaczynam zdania od "oraz"). Nie ma tych piegów zbyt dużo, ale w sam raz by mnie zauroczyć.

Podoba mi się jego szczery śmiech, gdy oglądamy razem stare bajki.
Cenię go za to, że odprowadza mnie na przystanek.
Lubię, gdy mnie namiętnie całuje tu i ówdzie.
Zaimponował mi, gdy przeniósł mnie przez kałużę błota.
A jeszcze bardziej, gdy zrobił na śniadanie wyśmienity omlet.

Przy nim czuję się... magicznie? Hm. Raczej po prostu sobą. I to jest najprawdziwsza magia. Na czym ta sztuczka polega? Hm. To jest właśnie... to coś. Kombinacja unikalnych cech, które ja w ludziach uwielbiam, a które mój Magik posiada (jakimś cudem!). I szczypta czegoś niewidzialnego, a wyczuwalnego.

A więc jednak... To coś, nie yeti, naprawdę istnieje!
Znając sceptycyzm mojego Magika i tak zapewne mi nie uwierzy. Trudno. Tu nie chodzi o słówka, a o mnie. Grunt żeby mój Magik wiedział dlaczego akurat ja.


Choćby mój facet miał to coś, do tego mercedesa, rolexa, modną fryzurkę i rudego psa, nie widzę większej potrzeby i sensu bycia kimś, kto nie wie dlaczego tak właściwie jest ze mną.

Z braku laku? 

Bo lubi słodycze?

Oby był świadom, że jestem cenniejsza, niż wszystkie ziarna kakaowca na tej planecie. 

35 komentarzy:

  1. "tocoś" - odwiecznie zagadkowe i trudno definiowalne! to taki wewnętrzny magnesik, który nas przyciąga do danej osoby tudzież odpycha od tej, która "tegocosia" nie ma!
    Cieszę się Kochana, że coś jest na pewno między Tobą a M. :)
    Pozdrawiam ciepło z mroźnego nad ranem Torunia (-5!) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak się zastanawiam... czy te Cosie rosną na drzewach? :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo faceci zastanawiają się czym jest to "coś" a kobiety raczej mają to w swoich pięknych pupach, tylko ufają temu, że to "coś" po prostu jest i nie warto się zastanawiać nad czymś więcej. Patrzysz na faceta, lubisz jego uśmiech, piegi i nie zastanawiasz się czym jest "coś". Kogo to obchodzi? Ważne, że działacie na siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. maaamo, zakochani ludzie mnie otaczają. chcę umrzeć.

    PS. kto powiedział, że nie zaczyna się zdania od "oraz" i dlaczego? idiota.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze muszę to napisać: przepięknie piszesz... Nie chcę się przestawać czytać i za każdym razem żałuję, kiedy wpis zaczyna się powoli kończyć :)

    A po drugie: to COŚ moim zdaniem istnieje, nawet jeśli początkowo jest to "dobrze zaopatrzona klatka piersiowa" to w końcu i tak znajdzie się jakieś inne COŚ, co przyciąga tak naprawdę i na dłużej (oczywiście jeżeli o konkretnym związku można powiedzieć, że to jest TO)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby wiedział. A ja się boję, że może i na początku związku jesteśmy razem, bo każde z nas widzi w drugim właśnie to COŚ. Ale niestety z czasem to coś znika i jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia, albo lenistwa - bo nam dobrze i nie chce nam się pracować na tym co jest albo czymś innym. Takie właśnie przemyślenia mam po wyjeździe na narty, gdzie nasi znajomi właśnie z przyzwyczajenia ze sobą są. I żadne z nich nie jest szczęśliwe. Udają, że coś ich łączy a to już dawno minęło. I po co to tak udawać?
    Ja się cieszę, że widzę to COŚ w moim R. I że Ty widzisz to COŚ w swoim Magiku. Miejmy nadzieję, że oni widzą to COŚ w nas i że będziemy sobie żyli wszyscy długo i szczęśliwie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zdecydowanie mam to COŚ ;p (I znowu ze sobą zerwaliśmy...);p :/ hahahahaaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah pocieszny jest Twój facet. Jak ja zrywam to już nie wchodzę do tej samej rzeki. Tzn. kobiety.

      Usuń
  8. Już po samym wstępie turlałam się ze śmiechu, dzięki za miły poranek :D

    A co do cosia. Może być tak, że ten ktoś to coś ma. A może być tak, że ten "coś" wytwarza się, kiedy jest z właściwą osobą. I dla tej osoby "coś" jest wyczuwalny i dostrzegalny.
    No bo przecież inni cosia nie widzą, prawda? :)
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyli z Pana Magika racjonalista :D
    W to "coś" wierze bezsprzecznie bo z jakiegoś powodu facet, który kompletnie nie był w moim typie jest teraz moim mężem i ojcem moich brzdąców. Uśmiech, oczy z iskierką, i mięśnie pleców napięte podczas rąbania drwa... a to, że łysy, niewysoki i nie blondyn... nie istotne bo ma to COŚ!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze przyznam, że i ja nie wiem co odpowiedzieć na pytanie "Dlaczego mnie kochasz?". Bo mogę wymienić setkę powodów, ale dla mnie żaden nie jest wystarczająco dobry, żeby być powodem do tak ważnej sprawy. I dochodzę do wniosku, że ważniejsze od moich słów są uczucia i czyny ;) Zamiast widzieć to coś w L., wolę wiedzieć, że to ten.

    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. A to ciekawe, bo to "coś" zazwyczaj od początku jest wyczuwalne i właśnie ono ludzi do siebie przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
  12. to coś... jak nie ma, jak jest :) tylko może nie warto zgłębiać jego tajemnicy. w tym cały urok :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Aurora masz rację - czuć się przy kimś sobą to najprawdziwsza magia! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. e tam! Ja myślę, że On wie, czemu z Tobą jest. Faceci po prost nie umieją ująć w słowa tego co czują ( najczęściej) :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ;)
    szczęścia pozostaje mi tylko życzyć no i marzyć, że ja kiedyś też będę mogła się czymś takim pochwalić.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeżeli "to coś" da się rozbić na konkretną kompozycję cech, zalet, czy sposobów zachowania - to w takim razie wierzę w "to coś". Ale jeśli ktoś tylko mówi, że "masz to coś" a nie potrafi zwerbalizować co to takiego, to może lepiej w to nie wierzyć? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiesz kiedy kobieta pasuje do mężczyzny???
    Kiedy ma dorobione klucze od domu:):):):)-

    OdpowiedzUsuń
  18. Bo to coś powinny mieć obie strony :) Ze wzajemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  19. W sumie to jakbym miala wybrac miedzy dwoma "cosiami" to wole ziarno kakaowca od tlustego portfela :D A chyba najlpiej jak owe "cos" jest niedookreslone... Pozdrowienia Aurora ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Facet żeby być facetem musi wiedzieć czego od kobiety i życia chce. Tyle na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  21. Hmmm...moze zwyczajnie , nie masz tego czegoŚ, ale masz TO WszystkO czego mu brakuje:)) Czasem "to coś' to dla faceta mały pikus, gdy przesłania mu piękny obraz pełni! :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Ta magia istnieje i nawet powiem Ci co to jest to "coś"! To feromony ;) Kobiety niestety przy wyborze idę za zapachem, świadomie, czy nie, czując go, czy nie. Im bardziej podoba Ci się zapach Twojego faceta, tym bardziej jesteście różni genetycznie, co oznacza zdrowe dzieci. A do tego zaprogramowała nas natura przecież ;)

    Tak samo w pewnych badaniach ujawniono, że face na dyskotece nie podejdzie do najpiękniejszej kobiety, tylko do płodnej w tym czasie. Nawet jeśli będzie to wbrew jego typowi, będzie mu się najbardziej podoba ta, z którą może mieć dzieci już. Ciekawe nie?

    OdpowiedzUsuń
  23. oj też bym focha strzeliła. i to jakiego! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Podobno jestem mistrzem fochów :)))-to słowa mojego M :)))

    Myślę, że On wie,że jesteś bezecenna :)))

    OdpowiedzUsuń
  25. I na pewno Masz to COŚ tylko Twój Magik się wstydzi powiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  26. chyba urok tego czegoś jest taki, że nie chcemy wiedzieć czy to coś jest. :))

    OdpowiedzUsuń
  27. Ależ oczywiście, że nie chcesz za dużo. Każda kobieta ma prawo chcieć, by o niej pamiętano i by jej słodzono od czasu do czasu, a mężczyzna, choćby nie do końca tę potrzebę rozumiał - powinien ją zaspokajać :)

    OdpowiedzUsuń
  28. ale że co boli? przekłuwanie uszu?! a w życiu! zero bólu! mnie jedynie zabolało przy jednym uchu, bo kobitce kolczyk spadł na ziemie, więc musiała go wyspirytusować - wsadziła mi spirytus w dopiero zrobioną dziurę. :D ale poza tym nie bolało. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja jedynie żałuję, że "to coś", mamy okazję spotkać na swojej drodze tak rzadko...

    OdpowiedzUsuń
  30. W takim przypadku, to lepiej późna rehabilitacja niż żadna :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Gorzej gdyby okazało się, że to coś było tylko przelotnym paprochem, który wpadł nam do okaz i zaburzył normalne widzenie:)Życzę więc żeby to coś było prawdziwym to cosiem:)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?