czwartek, 16 lutego 2012

Jak pączek w maśle

Mam dach nad głową.
Stałą pracę. 
Dwie ręce i dwie nogi. 
Co do garnka wrzucić.
Faceta, co mnie gilgocze w każdy weekend. 

Nic dziwnego, że mam i uśmiech na twarzy.
Bo mam się jak pączek w maśle

A jednak... nie o to chodzi co się ma, a co człowiek chciałby mieć. W profesjonalnym żargonie nazywa się to niespełnionymi pragnieniami, tam skąd ja się wywodzę, zachciankami. Ja osobiście lubię mówić o takim stanie, że coś sobie ubzdurałam.

Człowiek ubzdura sobie, że od czegoś zależy jego szczęście i od mamy równię pochyłą ku nieszczęściu przez duże N.

Zupełnie hipotetycznie załóżmy, że jest Tłusty Czwartek.


  


Choć w każdy inny dzień mogę zjeść pączka, akurat w ten dzień pączek będzie za mną chodził, nęcił i mamił dopóki, dopóty go nie capnę w swoje zębiska. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy wszyscy wokół zajadają się pączkami, opowiadając nam jakiż toż to pyszny wynalazek, mając w kącikach ust dżem z dzikiej róży.
Gdy wracamy zaś pracy, w piekarni nie ma już ani jednego pączka. Nawet wyschniętej połówki.

Co z tego, że jutro znów będą?

Czujecie tą frustrację?
To teraz przełóżcie to na język relacji damsko męskich i będziecie wiedzieć jak się czułam w Walentynki. Jeśli już mowa o Tłustym Czwartku, to powiem tylko, że miałam ochotę zrobić wtedy jedno ...





Poszłam smutna spać.
Ale prawdziwy cios przeżyłby mój Magik, gdyby się dowiedział, co go ominęło tamtego wieczoru... Tamtego wieczoru czułby się jak... pączek w maśle? Hm. Raczej pączek w czekoladzie.

Człowiek potrzebuje wielu lat by zrozumieć, że do szczęścia niewiele potrzeba. A w zasadzie to trzeba tylko jednego: umiejętności olewania(nie licząc czekolady...). 

Możemy mieć w naszym życiu wszystko. A nawet więcej. A i tak zawsze wymyślimy sobie coś czego jeszcze nie mamy. Jak nie my wymyślimy, to wymyślą za nas twórcy reklam. To czego nie możemy mieć najlepiej zwyczajnie olać. Przecież najważniejsze to być, a nie mieć.

Nie miałam walentynkowej randki z moim Magikiem. Ale facet, nie pączek, nie przeterminuje się. W sobotę będzie smakował równie rozkosznie. Poza tym, przecież ja nie chcę go mieć na jeden walentynkowy wieczór. Tylko z nim być.

Erich Fromm byłby ze mnie dumny.





Tymczasem ja z dumą ogłaszam, że zjadłam dziś dwa pączki, loda, paczkę żelek i dwa czekoladowe serduszka.

29 komentarzy:

  1. A ja tylko jedno biedne pain au chocolat... ZADNYCH paczkow. Tragedia mowie CI...;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. :D :D :D Po prostu pięknie to ujęłaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie to ujęłaś:
    "Człowiek ubzdura sobie, że od czegoś zależy jego szczęście i od mamy równię pochyłą ku nieszczęściu przez duże N."

    Prawie zawsze myślimy, że jak: kupimy sobie mieszkanie, wygramy milion złotych, znajdziemy miłość itd. to będziemy szczęśliwi. Tylko gdy już to osiągnięmy chcemy czegoś następnego, nie ciesząc się przesadnie z naszego nowego "nabytku". I tak na okrągło. A szczęście tkwi dokładnie w czymś odwrotnym: tym, co już mamy. Tylko naprawdę trudno zacząć żyć z tym przekonaniem, bo łatwiej myśleć, że kiedyś w przyszłości, to już na pewno, ale to na pewno będziemy szczęśliwi, bo ... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. w walentynki mój mąż najpierw rano w panice i chaosie się pakował (przez co mocno zaburzył mój codzienny poranny rytm i spóźniłam się do pracy), a następnie wyjechał (na tydzień), zostawiając mi ten chaos do ogarnięcia. gdy późno wieczorem wróciłam po pracy do domu, okazało się, że zepsuła się lodówka i nie wszystko z jej zawartości tę awarię przetrwało. spanikowana zadzwoniłam do teścia (który użytkował tę lodówkę od kilkunastu lat) i okazało się, że przeszkodziłam teściom w romantycznej walentynkowej kolacji - a przez to wszystko mi już dawno udało się o jakichkolwiek walentynkach zapomnieć ;)) ech. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. cóż, ja kupiłam pączki, ale okazały się niejadalne. ciągnące, niedosmażone i można było nimi tylko o ścianę rzucać , pomstując na marnego cukiernika...co też uczyniłam :) czasami dobrze, że czegoś nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  7. hehe ja wczoraj zdecydowanie nie czułam się jak pąk w masełku... cała noc sensacji żołądkowych i zamiast robienia pączków leżenie i dogorywanie w łóżku. Dobrze, że Córcia była grzeczna i nie absorbowała zbytnio. A po południu skurcze i pomysł na rodzenie... w szpitalu jednak mnie odesłali bo jeszcze za wcześnie a skurcze za małe :) za to na stacji benzynowej były pączki i jeden czekał specjalnie na mnie :D a w nocy znowu sensacje ale Wiewióra to głupia istota. Po co mi to było?

    OdpowiedzUsuń
  8. hehe, dobre porównanie z tymi pączkami i oczekiwaniami:))) zgadzam się w 100%

    OdpowiedzUsuń
  9. Też się sfrustrowałam na walentynki, ale podobnie doszłam do tego, że tylko "Spokój [i słodycze!!] nas wyzwoli". ;)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ano... to wszystko działa dokładnie tak jak napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  11. o umiejętność olewanie mam opanowaną do perfekcji i niestety muszę przyznać, że nie jest to za dobre podejście (a przynajmniej u mnie występuję zbyt często)... ale walczę z tym :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Umiejętność olewania też wymaga długich lat praktyki.
    Całe szczęście umiejętność polewania (ciasta czekoladą na przykład) zyskuje się dość szybko ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zjadłam faworki, później faworki, pączka i jeszcze dwa razy faworki :D
    Zgadzam się z tym że najczęściej chcemy tego czego właśnie nie możemy mieć.

    OdpowiedzUsuń
  14. ;) a poza słodyczami jadłaś cokolwiek? ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z Tobą w 100%! I muszę się jeszcze podszkolić w sztuce olewania, jakoś za bardzo przejmuję się właśnie tym co chciałabym , żeby było, a niestety nie jest...

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobry tekst. Dużo w nim racji. Tak właśnie jest, że ludzie nie widzą ile mają, widzą tylko to czego jeszcze nie posiadają. Strasznie głupia cecha. I dobra pożywka dla wszelkich reklam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak... mam to samo. Czasem chciałabym umieć wszystko i wszystkich po prostu olać. Zlewać na ich ignorancję i obojętność. Ale nie umiem... niestety

    OdpowiedzUsuń
  18. Ech...no właśnie... Mieć czy być oto jest pytanie :D

    OdpowiedzUsuń
  19. w wymyślaniu podobno jesteśmy mistrzyniami ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Pączki...u nas pączkowa "posucha" :(

    I bardzo dobrze, że chcesz z Magikiem być, a nie mieć go na chwilę. Walentynki to urocze święto, ale ja kocham Kogoś cały rok!

    OdpowiedzUsuń
  21. Pączki w TEN dzień stają się dziwnie drapieżne i kuszące. Wzbraniałam się przed jedzeniem ich, a i tak 2,5 pączka jakoś odnalazło drogę do mojego żołądka ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mówił Ci ktoś że jesteś naszą polską Carrie Bradshaw? :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Zapraszam na mojego bloga
    www.pmachol.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. Tłusty Czwartek jest dla mnie o tyle magiczny, że ponoć te zjedzone pączki nie tuczą. Ale ... tak samo jak i walentynki, dzień to jak co dzień. A co za różnica, czy zjem pączka dziś czy jutro, albo czy on powie, że kocha dziś czy jutro (albo dziś i jutro?) Ważne żeby w ogóle powiedział. I tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  25. a,ja pałaszowałam wtedy ogromne racuchy z jabłkami;)
    wychodzę z założenia;chcieć to móc i nie ma nic prostszego od wdrożenia naszych,nawet dalekosiężnych,ambitnych planów wżycie,może do tej pory nie poukładane i czuć się w końcu dobrze z samą sobą w swoim własnym zyciu..poleciałam trochę prywatą,ale czyż nie klasyczną;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  26. Ojjj... mnie zawsze to w tłusty czwartek denerwuje ze paczki sa na ilosc robione i nie są takie pyszne! Ehhh....Pozdrawiam i odmeldowuje swój powrót :P

    OdpowiedzUsuń
  27. a ja dla odmiany proponuję zaspokojenie głodu w tonie pianochocolate :)

    http://www.youtube.com/watch?v=0_hGjSEUsvo&feature=related

    OdpowiedzUsuń
  28. No no Pani Uczycielko ;) tĘ frustrację ;))
    Umiejętność olewania - czasem chyba nie zdajemy sobie sprawy jaka to ważna umiejętność :). A do tego dorzuciłabym ogromną porcję DYSTANSU :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?