niedziela, 15 stycznia 2012

uWAGA !!!

Czy godzina 23.00 to odpowiednia pora na jedzenie czekolady? Nie?! Że niby o tej godzinie nie powinno się jeść w ogóle?! Rety!
A może by tak od razu zaprzestać jedzenia w ogóle?
Doprawdy nie zdziwiło by mnie, gdyby wkrótce taka opcja znalazłaby się na szczycie listy noworocznych postanowień. Przesadzam? To może ktoś raczył oszacować ile na 100 kobiet chciałoby zrzucić - co najmniej - pięć kilo. Dwie? Trzy kobiety? Nie, jakieś 90... Jeśli nie wszystkie 100. Zastanawiające jest tylko pytanie:

dlaczego ?!?!
Och, naiwna ja... Przecież odpowiedź jest prosta, oczywista i puszysta - te kobiety są za grube.
Z resztą nie tylko te kobiety ze statystyk... Niemal wszystkie moje znajome, z Starszą Siostrą na czele, są otyłe. I nie dziwiłaby mnie ich chęć do pozbycia się nadwagi, gdyby tylko... ona istniała. Tymczasem wokół mnie ani grama tłuszczu, tylko same laski szczupłe, chude albo zwykłe patyki, przy których Merylin Monroe mogła by uchodzić za foczkę, a Nigella Lawson za wieloryba.

Dlaczego problem wagi nabrał w czasach współczesnych aż takiej wagi? Skąd pomysł na to, że obwód w pasie, biodrach tudzież pośladkach świadczy o wartości kobiety, ba! - o jej szczęściu w ogóle?!
Nie wiem... Nie chcę obarczać ani Anji Rubik, ani rodziców moich uczennic, które na basenie, wciągając brzuch podbiegają do mnie zadowolone wołając: "Psze pani, psze pani, jestem anorektyczką!". Niech mnie piorun strzeli, jeśli ja w ich wieku w ogóle wiedziałam, co to takiego te kalorie.

Kalorie są dobre. I jedzenie jest dobre. Tyle wiem. I wiem także, że nie jestem żadnym autorytetem w tej dziedzinie. Nie mam powalających argumentów, by przekonywać innych do tego, co myślę. To, co mogę przytoczyć, to banalna anegdotka o tym, jak zapytałam mojego faceta o to, którą z części mojego ciała lubi najbardziej, a on odpowiedział... "paznokcie". Śmiejecie się? To przestańcie, bo jest jeszcze ważna puenta! Otóż, nie muszę pytać, by wiedzieć, że jego ulubioną częścią mojego ciała jest mój  wcale nie płaski brzuch. Brzusio, żeby być w zgodzie z prawdą. To on najczęściej pada ofiarą pewnych magicznych dłoni. I zębów. I ust też.
Pozostałe miejsca podium zajmują dwie inne partie ciała, składające się głównie z tłuszczu. Błogosławiony tłuszcz! Że niby tylko tak piszę? Że niby pustosłowie?

Godzina 23.00 to moja ulubiona pora na robienie czekoladowych łakoci! Owszem, na stygnięcie pralinek trzeba poczekać do jutra. Ale wylizywać garnek moża, a nawet trzeba na gorąco!




Receptura na aksamitne praliny czekoladowe

Potrzeba niewiele, bo:
1) tabliczka gorzkiej czekolady
2) tabliczka mlecznej czekolady
3) dobre chęci
3) garść suszonej żurawiny
4) garść grubo siekanych migdałów
5) miłość do czekolady
6) opakowaie śmietany kremówki 30%

Na początku należy powstrzymać się od zjedzenia czekolady, a zamiast tego rozpuścić ją w zagotowanej uprzednio kremówce. Wymieszać. Dodać migdaly i żurawinę, przelać ostrożnie do foremek. Ja użyłam silikonowych foremek zakupionch w promocyjnej cenie w przezabawnym sklepie Flo.

Wylizywałam palcem, żeby nie skrzywdzić języka. Ten ostatni może się jeszcze do czegoś przydać.

Jeśli nadal Was nie skusiłam i nadal nie przekonałam do zajadania się czekoladą to... trudno? Nie, jest jeszcze coś, co może nawrócić niejednego czekoladofoba! Otóż, nawet jeśli ktoś boi się boczków po takim nocnym łakomstwie, to przypominam, że czekolada jak nic innego pomaga się pozbyć owych boczków. I to właśnie w nocy. Taka dziwna już natura afrodyzjaków.
Nie mam im za złe.

Za złe miałabym sobie, gdybym od jedzenia, podjadania, smakowania, gusotwania oraz rozkoszowania się zdecydowałabym, że pora się odchudzać. Coś bym straciła... I nie byłyby to zbędne kilogramy. Brzuszek traci się nie koniecznie robiąc brzuszki, a zaprzestając mieć mu za złe, że on w ogóle jest.
A już na pewno nic - poza wiecznymi pretensjami do świata, genów, Stwórcy oraz uśpionego metabolizmu -  bym nie zyskała.
O ile bowiem mogłabym się odchudzić do rozmiaru Anji Rubik, o tyle nijak nie zmienię tego, że zawsze będę mierzyć w całości tyle, co same nogi Anji.

To mnie cieszy. Różnorodność. Nic tak nie raduje bowiem jak bombonierka z czekoladkami o różnych kształtach. Czy nie uderza Was, że tak jest i z ludźmi?
Podobnie też jak z czekoladkami, tak i u ludzi uWAGĘ zwracać nie na ich wagę, lecz nadzienie.

Smacznego dnia!







42 komentarze:

  1. Ja z milosci do czekolady wybralam sie w zeszlym roku do Prawdziwej Praliniarni, gdzie przez osiem godzin jadlam czekolade, robilam czekolade, mowilam o czekoladzie i znowu ja jadlam. To byl najpiekniejszy dzien w moim zyciu:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kalorie to takie małe, wredne bestie, które mieszkają w szafie i co noc zwężają trochę ubrania :pp

    Oczywiście żartuję, bo się całkowicie z Tobą zgadzam! Jedzenie jest zbyt dobre, żeby jeść tylko rzeczy fit i 0% tłuszczu. Chociaż ja i tak pozostaję fanką dobrego jedzenia z umiarem, odpowiedniego łączenia składników i jak największej ilości ruchu. Ale najważniejsza rzecz - ma to nam sprawiać przyjemność!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba mnie namówiłaś:)

    Mniammmmm

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli ty się nie odchudzasz i Bebe się nie odchudza, to jest już tylko 98 kobiet, które potencjalnie to robią. Dodam, że dokonałam eksperymentu na własnym ciele i jedząc czekoladową kaszankę grubo po północy, schudłam 4kg. Chyba opatentuję czekoladową kaszankę i będę już niemal Dukan! YEah! p.s. paczka doszła?

    OdpowiedzUsuń
  5. ja też się nie odchudzam - 97! ja mam zawsze tak, że im zimniej, tym bardziej chce mi się jeść. czasami mam wrażenie, że zachowuję się jak niedźwiedź, który szykuje się do zimowego snu i robi zapasy przed zapadnięciem w zimowy sen. z tym, że ja zawsze kończę inaczej niż on - BUDZĘ SIĘ szybciej niż zamierzałam... i kończy się na tym, że wraz z końcem zimy tylko wyglądam jak niedźwiadek. Dlatego póki co - wszystko co ciepłe - gorąca czekolada, ciasto czekoladowe, naleśniki z nutellą, biszkopciki z kakao... :) mniam :) słodkiego dnia moje czekoladki p.s. nadziana kokosem

    OdpowiedzUsuń
  6. O, zgadzam się z Tobą! Ale tylko czasami, bo innymi czasami jestem gruba, gdy nawet nie jestem. Ale i tak jem, bo lubię, o. A głodzić się nie lubię. Tylko sobie wtedy narzekam i od razu samoświadomość wybacza mi wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  7. no to sięgam po czekoladę, dziś biało-mleczną (tak się w ogóle mówi?) z wsadem orzechowym - dziwny to stwór, ale przepyszny!

    OdpowiedzUsuń
  8. :-))))))))))))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  9. a mnie guzik obchodzi, o której godzinie jem i co jem. Mam ochotę i tyle. Dopóki mieszczę się w spodnie, to jest gicior:-) Nawet jak mi rodzice mówią "zwolnij z tym jedzeniem"... eh

    OdpowiedzUsuń
  10. uwielbiam Cie ;DDDDDDDDD hahaha
    a właśnie się gryzłam czy dojeść czekoladę do końca... czy zostawić na później....... ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. ależ Ty jesteś słodka w tej swojej akceptacji dla siebie i innych :))) Gdyby choć 30 % dziewczyn miało takie zdrowe podejście do siebie szansa, że na randce nie musiałbym słuchać, że są grube byłaby znacznie mniejsza.
    A brzuchy kobiece jeśli są to uwielbiam. Jak wszystko w dziewczynach, które tu i ówdzie mają słodkie zaokrąglenia. A jak ich nie mają to nie powinny się cieszyć, a wręcz smucić.

    Bo drogie panie muszą sobie zdać sprawę, że nic tak nie podnieca faceta jak ładne piersi, jędrna pupa i miękki brzuszek. O ile piersi się nie wybiera to co do pozostałych można przynajmniej nie głodować :D

    No, ale niech są te patyczaki, niech są wielkie kobiety, żeby była szansa na wybór czegoś unikatowego.
    Świetny wpis, mam nadzieję, że zainspirujesz dziewczyny, by zaczęły patrzeć na siebie realistycznie i czuły się dobrze w swojej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pełna akceptacja!
    Wiesz, tu mi się naprawdę spodobałaś, bo gdziekolwiek się nie spojrzy, kalorie, kalorie, kalorie... Pozwól, że zacytuję fragment, gdzie ujął mnie i stary, dobry pan Osbourne: "(...) dzisiaj bierzecie coś do ręki i zaraz słychać "o, to ma 200 kalorii". albo: "o, to ma 8 gramów tłuszczów nasyconych". jednak w tamtych czasach nie istniało coś takiego jak jebana kaloria. na talerzu leżało tylko żarcie. którego zresztą, jeśli o mnie chodzi, zawsze było mało".

    Przyznam, że ja czasem muszę sobie to powtarzać, gdyż dziwne rzeczy się w przeszłości robiło, jednak... Ano, trzeba normalności. Takiej jak tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  13. przynacie jednak,ze pewnie wiele dziewczyn sie odchudza dla i z powodu swoich facetów,którzy coś tam mruczą,że mogłaby trochę schudnąc albo się patrzą spod oka na te ałdki....
    dla mnie najważniejsze,żebym się sobie podobała i może kiedyś chciałabym,żeby był to rozmiar mniejszy ale im starsza jestem i dzieci są na świecie to już się nie marzy...ale pracuję nad sobą, nie przesadzam i jem duż gorzkiej czekolady - dla zdrowego serduszka :) polecam

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja się zaliczam do tej NIE grubej mniejszości o jakiej wspomniałaś. Owszem, w latach wczesnej młodości czytaj liceum, odchudzałam się i liczyłam kalorie ale to było dawno, dawno temu, teraz po pierwsze czuje się kochana taka jaka jestem, więc po drugie sama siebie lubię taka jaka jestem, od lat jest to stan niezmienny, nawet teraz w ciąży. Nie ubolewam nad wagą raczej nad np sucha skórą ale to inny wątek. Poza tym jem racjonalnie, dość świadomie, nie odmawiając sobie niczego na co mam ochotę no chyba, że akurat miałoby mi to zaszkodzić. Kocham jeść, uwielbiam smakować, delektować się... czekoladą szczególnie więc i o północy i w nocy jem ja jeśli przyjdzie mi taka ochota :)
    Czekoladoholicy Górą!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. jestem szczęściarą, mogę jeść każdą ilość czekolady i nie widać, chyba że po uśmiechu

    OdpowiedzUsuń
  16. Aż tak za czekoladą nie przepadam ale za podjadaniem o
    23-ciej jak najbardziej :)Kobiety z odrobina tłuszczyku mam wrażenie,że są milsze, bardziej otwarte.

    OdpowiedzUsuń
  17. PS. Jeśli Twoja siostra jest otyła to ja jestem facetem, który Cię kręci...

    No dobra, to złe porównanie. Tak, czy inaczej Twoja siostra jest głupia w tej sprawie ;p

    OdpowiedzUsuń
  18. Rewelacyjny tekst. I cieszy mnie to, że nie tylko ja jestem wzrostu Ani Rubik. Yyyy... wzrostu jej nóg :).
    I wiesz co? Faceci lubią miękkości - miękkie uda, brzusio i inne ;). Przynajmniej ja nie spotkałam takiego, który by NIE lubił :D. Więc tym bardziej nie wiem skąd to parcie do... anoreksji :/. Szkoda zdrowia - psychicznego. Na otyłość też szkoda - fizycznego. Ale małe miękkości czyli bycie po prostu szczupłym to chyba złoty środek :).

    A pralinki mniam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. hehe, ja się nie przejmuję wagą, choć może powinnam:) a mój Brzusio niedługo urośnie nawet bardzo, ale to z zupełnie innych powodów niż czekolada:)))

    OdpowiedzUsuń
  20. O matko kochana :)) ja się zastrzele chyba bo mam smaka na czekolade po tym Twoim poście a nie mam w domu ani kawalka... HELP :(

    OdpowiedzUsuń
  21. aaa tam! czekolada o każdej porze dnia i nocy jest wporzo :)

    OdpowiedzUsuń
  22. kurczę!zazdroszczę Ci pozytywnego nastawienia i normalnego podejścia,na prawdę!
    podoba mi się puenta!
    Pozdrawiam ciepło/M.

    OdpowiedzUsuń
  23. Mmm... czekoladowe pralinki takie zrobię. Zrobię na pewno. I to zrobię już niedługo. I będę codziennie czytać sobie ten wpis aż w końcu dotrze do mnie, że to podejście jedyne słuszne do całej sprawy wagi i kalorii.
    Uwielbiam to miejsce :)
    Idę coś przekąsić...
    Albo nie, wypiję kakao :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kochana, o 23 się śpi albo... wiemy co

    ;-)

    Pzdr ciepło

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja przestaję jeść kiedy nie jestem już głodna :P Raz to jest 20:00, raz północ. Nigdy nie potrafiłam zastosować zasady, że po 18 nie powinno się już niczego nie jeść. Od 18 do rana co mi grozi, to śmierć z głodu :P
    Nie lubię siebie w wersji chudej. Lubię swoje krągłości. Nie uważam się za grubą. Jestem kobieca.
    Oczywiście zdarza się, że myślę o zrzuceniu kilku kilogramów. Bo jest dla mnie granica, kiedy zaczynam się źle czuć w swoim ciele. Ale nie osiągam tego nigdy za sprawą drakońskich diet, a już broń Boże na skutek głodówki. Jak można rezygnować z jednej z największych przyjemności życia - jedzenia?! Chudnę za sprawą ruchu tylko i wyłącznie. (Pomijając okres przedślubny kiedy stres zjadał więcej niż ja sama ;))

    OdpowiedzUsuń
  26. kuszące ale ...

    pomijając kwestie kalorii, wieczorne jedzenie jest przede wszystkim niezdrowe, pełny żołądek w czasie snu wytwarza dużo więcej kwasów,
    a co do odchudzania, to uważam że szczupła kobieta to piękna kobieta, nie kupuję tych ideologii pokochania swojego tłuszczyku, bo mam inny ideał piękna, czuję się sobą kiedy dbam o siebie, swoje ciało, o kondycję o to co jem i kiedy jem, nie uznaję diet, uważam, że 2 tygodniowa zmiana nawyków żywieniowych to oszukiwanie siebie, dieta jest na całe życie, a takie rujnowanie organizmu przypuśćmy dietą białkową, zrzucanie nagle 8 kg dewastuje organizm by potem wrócić do chipsów i jedzenie na noc...
    w ciągu zeszłego roku schudłam 2,3 kg, prowadząc zdrowy tryb życia, odżywiając się prawidłowo, uprawiając sport, w tym roku mam zamiar zrzucić jeszcze 2 kg i osiągnąć wagę która jest według mnie optymalna, nie widzę tu żadnego fanatyzmu czy aspirowania do wieszaków z wybiegów lub okładek magazynów, nie zaakceptuję tłuszczyku i już ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. czasami nasze zdrowie coś nam nakazuje a nie my sami, ja nigdy sie do niczego nie stosowałam, jednak gdy zaczęłam pracę siedzącą w domu okazało się ze moja waga pokazała 10 kg do przodu, potem małymi kroczkami udało mi sie zrzucić 5 kg a gdy to sie stało dostałam takie leki (i nie piszę tu o antykoncepcji dla jasności) ze wszystko wróciło i wcale łatwo mi nie jest utrzymac jaką kolwiek wage przy mojej chorobie choć powinnam i staram się bardzo przestrzegac kilku zasad - choćby to jedzenie nie później niż 4 godziny przed snem...

    I chcę schudnąć dla zdrowia a nie bo modelka czy ktoś...Po prostu czasami kilka kg nadawagi potrafi dobijac człowieka zdrowotnie:(

    Ale jestem przeciwna głodówkom i innym podobnym dietom cud.
    Zdrowy tryb życia, czyli ruch i więcej warzyw niz mięsa może wiele zdziałać:)

    KobieceMysli.pl

    OdpowiedzUsuń
  28. Przez trzydzieści lat walczyłam z niedowagą (48-50 kg przy wzroście 1,64 m), która spowodowała u mnie kompleksy tak silne, że przeszkodziły mi one w znalezieniu drugiej połówki, bo przecież facet nie pies, na kości nie poleci, więc po co w ogóle do płci przeciwnej startować i złudne nadzieje sobie robić?

    Po trzydziestce machnęłam na wagę ręką i... przytyłam. Nie, nie dlatego, że magiczną liczbę przekroczyłam, po której rośnie się wszerz. Bo zaczęłam dzień w dzień na obiad zapychać się moimi ulubionymi kluchami okraszonymi smalcem ze skwarkami - pyzami, kopytkami, pierogami... I ciągu trzech lat 12 kg od pasa w dół mi przybyło. A jak mi przybyło, to spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że jednak wolę siebie w rozmiarze XS i te 48 kg wcale nie było takie złe. No i teraz, w połowie drogi między 30 a 40 znowu jestem w swoim, znienawidzonym kiedyś rozmiarze z równie znienawidząną wtedy wagą 48 kg. Łatwo przyszło, łatwo poszło. I niech nie wraca.

    OdpowiedzUsuń
  29. u mnie 23 to idealna pora na czekoladę, a jeśli w grę wchodzą jeszcze takie cuda to się z pewnością nie pohamuję

    OdpowiedzUsuń
  30. mmm..sprawiasz, że ostatnio mam ochotę na wszystko co czekoladowe!

    OdpowiedzUsuń
  31. No niestety nie dołączę się do zwolenniczek jedzenia późnym wieczorem, bo źle takie podjadanie znoszę.

    OdpowiedzUsuń
  32. Oh Auroro, moje nadzienie sie ciagle martwi tą zewnetrzna fasadą, a najbardziej martwi je brzuch ....karpaty magiczne, fale dunaju ech...chętnie wyczarowałabym sobie jakiś równinny kształt..może wafel? ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Anja ma rzeczywiście piękne nogi :)

    OdpowiedzUsuń
  34. ze mną to jest tak, że mogę jeść dużo, a wcale nie przytyję. nawet myślę, że byłam trochę zbyt szczupła, ale teraz mi się udało i moja waga jest w normie :-) podoba mi się punkt piąty w przepisie :-)

    OdpowiedzUsuń
  35. wiesz? wielka prawda jest w Twoich słowach.
    Ps: U mnie z moim Najmilszym coś się wczoraj wydarzyło, nareszcie!:D hurrrrra.
    Ach.. imprezy zbliżają ludzi, bardzo. (serce wali mi ja oszalałe, co robić?:)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  36. a jeszcze co do wagi, to mam to szczęście, że jestem osobą drobną i na szczęście jedzącą normalnie, ale wśród moich koleżanek (18-stolatek) jest przeświadczenie, że są za grube, ba! mało tego niektóre z nich wciąż katują się dietami. totalna pomyłka moim zdaniem. ale cóż robić skoro internet, magazyny, wszelkie poradniki, reklamy z nie obrażając nikogo Anją Rubik wmawiają nam, że chude jest sexy? ;(

    OdpowiedzUsuń
  37. Mnie do czekolady nie trzeba wcale przekonywać. Gdyby na świecie nie było czekolady, to na pewno ktoś by się znalazł, kto by ją wynalazł, bo czekolada jest DOBRA! Waga jest istotna tylko wtedy, gdy jest to waga czekolady :) No a przepis na praliny w życie wdrożę wkrótce.

    OdpowiedzUsuń
  38. niestety do wagi przywiązujemy zbyt dużo uwagi! wiadomo, że otyłość jest niezdrowa, ale twierdzenie, że rozmiar 38 jest już otyłością jest jeszcze bardziej niezdrowe. to jest psychiczne...

    dziękuję za przepis na pralinki :*

    OdpowiedzUsuń
  39. Chyba i ja muszę napisać posta o wadze ;)
    Nie do końca się zgadzam. Jako osoba uwielbiająca jeść czuję wręcz podniecenie smakując różne rzeczy, zarówno czekoladę jak i inne smaki.
    Tyle, że ciało to nasza świątynia. Tak się mówi, nie? Coś w tym jest. Ciało nosi Twoje organy, jest wazne. Ważne jest, aby było zdrowe. A nie jest jeśli jest otyłe... Życiowa moja zasada o złotym środku sprawdza się i w kwestii diety. Życzyłabym sobie lepiej się odżywiać. W moim środowisku jest raczej odwrotnie, nie znam NIKOGO kto by świadomie jadł. Świadomie to nie według kaloryczności, ale zapotrzebowania organizmu. Nie żeby mi się nie zdarzało jeść czekolady w nocy ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Wybaczysz mi że zapomniałam, że istniejesz? a tu taka depresja się wije wokół mnie, wije i nawet zwija mnie w jakis taki kłębek duszący się. Jest jednak czekolada. I jesteś ty ... wystarczyło parę wersów bym już poczuła się lepiej.
    ale przechodze do sedna ja bym chciała na ciebie zagłosować, bo Kofeina tak krzyczy a ja z wielka ogromną (puszystą) chęcią to uczynię, tylko co gdzie i jak?

    OdpowiedzUsuń
  41. Jak dobrze, że Ty trafiłaś na mnie, a ja na Ciebie:) Obiecuję zaglądać po Twoje smakołyki. PS. Mnie nie musisz namawiać do czekolady:)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?