piątek, 20 stycznia 2012

Pomocna rączka

Przyznajmy to szczerze sami przed sobą
MacGyverami nie jesteśmy i prędzej czy później

 każdy z nas potrzebuje 
pomocnej dłoni.





Znacie to?


Ręce całe obklejone zbyt lepkim ciastem drożdżowym, a tu trzeba mąki dosypać.
Albo - złamana ręka, a tu trzeba autograf złożyć (hahaha).

Czy jednak nie bardziej potrzebujemy tej dłoni, gdy złamana jest nie któraś z kończyn, a... serce?

Och, ileż to razy razy moja dłoń przy tak przykrej okazji osładzała komuś żywot podając kolejną chusteczkę higieniczną. I zapewniam Was, że nie były to tylko kobiety...

Na szczęście, do złamanego serca daleko mi jak do bycia wąsatym kominiarzem. Choć przyznam, że przyłapałam się ostatnio na tym, że i ja wypatrywałam wyciągniętej ku mnie pomocnej dłoni... I to nie dlatego, że bolała mnie już ręka od kreślenia czerwonym długopisem po uczniowskich wypocinach. 
Był piątek, a w powietrzu czuć było, że lada moment spadnie pierwszy tej zimy śnieg. Miałam okienko, więc jak każdy normalny nauczyciel sprawdzałam zaległe kartkówki. Nagle zaprzestałam. Przecież ja nie jestem normalną nauczycielką. Są ważniejsze sprawy, niż praca.
Serce, właśnie. 

Nawet jeśli się akuratnie nie łamie, to i tak pracuje non stop. Pomijając względy fizjologiczne, które jedynie potwierdzają moje bajdurzenie, trzeba mi powiedzieć, że nawet jeśli   ono już jest przez kogoś wyjątkowego zajęte i tak jest zajęte rozstrzyganiem, dywagowaniem, roztrząsaniem i innymi bzdurami. 


Wszystko zaś przez Pana Złota Rączka... Pamiętacie go jeszcze? Jakieś pół roku temu próbował mi zawrócić w głowie zabierając mnie na romantyczną przejażdżkę motorem i naprawiając zepsute gniazdko w pokoju. Otóż, ubzdurało mu się ostatnio, że jeśli zacznie wypisywać do mnie codziennie sms rano, po południu i wieczorem, wpadnę nie tylko w jego dłonie, ale i całe ramiona. Śmiechu warte. 
Najśmieszniejsze zaś w tym wszystkim jest to, że ja... 


...
Tamtego wieczoru ja jechałam do Krakowa. I to Pan Złota Rączka obiecywał przyjechać, by zabrać mnie na lody, nie mój magiczny mężczyzna. Naszły mnie paskudne w smaku wątpliwości.  W tym wypadku ja potrzebowałam pomocnej dłoni, by wiedzieć co z Panem Złota Rączka... Czyżby jemu zależało na mnie bardziej, niż mojemu magicznemu mężczyźnie?! 
Och, gdzie ta dłoń?! 










Zamiast dłoni, w moje ręce wpadło co innego. Książka. "Pokłosie czekoladowej wojny" - brzmiał tytuł. Nie dlatego ją wzięłam, a dlatego, że kosztowała 1,50. A może jeszcze z innego powodu?
Dziwnym, zaiste bardzo dziwnym trafem jeden z głównych bohaterów był domorosłym magikiem. Jeszcze dziwniejszym trafem drugi nosił ten sam pseudonim, co mój magiczny facet. A trzeci... Tego zbyt wiele jak na jedną Aurorę!


Czyżby los podawał mi pomocną dłoń w roztrząsaniu sercowego dylematu
Może. 
A co z Panem Złota Rączka i jego propozycjami? Mimo wszystko srogą niesprawiedliwością byłoby pominięcie jego wkładu. Przecież nie kto inny jak właśnie Pan Złota Rączka udzielił mi w tym wypadku swej pomocnej rącz... dłoni. Dobrze, że się pojawił. Nie wiem dlaczego tak jest, ale bez cienia wątpienia tak jest, że dopiero ktoś z boku pokazuje nam wartość tego, co tuż przy nas. 
Albo w nas. Bo wybory są w nas. Nie w szklanej kuli, nie w książkach za 1,50zł, nie w dobrych radach Cioci Marceliny. Nikt inny bowiem nie może decydować za mnie komu robię trochę miejsca w łóżku, sercu i życiu. 


Dokładnie w momencie, gdy podjęcłam decyzję więcej nie odpisywać na smsy Pana Złota Rączka, zadzwonił do mnie mój Magik. Magia?


Po takiej dawce rozstrzygania idę coś zjeść, bo jeszcze coś mi się pokręci i zacznę uważać, że pozjadałam wszystkie rozumy. A czekolada lepsza. 


31 komentarzy:

  1. Dobrze dostać taki "znak" (czasem jest to kopniak w pewne okrągłe cztery litery) od Kogoś, który ustawi znów to nasze bicie serca na właściwy tor ;)
    Ale pomocna dłoń zawsze się przyda, a na złamane serca to ja podaję piwo zamiast chusteczek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah, czyli jak przestaje Ci zależeć to samo przychodzi.
    Ładne rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. pomocna dłoń to ta, która podaje czekoladę :p ona ukoi rozterki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kto by chciał trzymać złotą rękę ? To już chyba magiczna lepsza?
    Wiesz, ja niemal zawsze mam taką sytuację, że jak już ktoś mnie upoluje, to akurat trafiają się dwie kobiety. Podrywam parami ; p W każdym razie grunt to wybrać tą właściwą osobę. Chciałbym posiąść tę umiejętność dobrego wybierania

    OdpowiedzUsuń
  5. Los bywa całkiem zabawny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nikt inny bowiem nie może decydować za mnie komu robię trochę miejsca w łóżku, sercu i życiu." hahaha ŚWIĘTE SŁOWA a ich kolejność bLogosławiona :DDDDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, tak, prawo przyciągania się kłania:) Według mnie-zawsze działa:) Słodko:))

    OdpowiedzUsuń
  8. dobrze jest mieć kogoś, kto poda tę pomocną dłoń :-)

    Ja tam uważam, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Może właśnie Złota Rączka napisał po to być doceniła Magika? :-)
    Wszystko dzieje się po coś :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widocznie Magik podskórnie wyczuł, że dobrze będzie dać Ci chwilkę czasu, abyś miała możliwość rozstrzygnąć wątpliwości. Magicy chyba się znają na rzeczy :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Złamane serce i pomocna dłoń to chyba niezły duet :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Magicznie to napisałaś... :)
    Chyba sama się zastanowię, czy przypadkiem ktoś, kto jest dalej nie pomaga mi spojrzeć na to, co jest blisko w zupełnie innym świetle i docenić to, co blisko.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne napisane, jak zawsze! Jestem uzależniona od czytania Ciebie podobni jak od jedzenia czekolady;)

    OdpowiedzUsuń
  13. No jednak, jak nie ma, kto dosypać mąki, to frustrująco bywa (przynajmniej ja tak reaguję;)). A co do wyborów, to z daleka wszystko może wyglądać pięknie, a jak się przyjrzeć, to PZR może wcale taki błyskotliwy nie jest? Ale normalna sprawa, że czasem się ma wątpliwości. Najważniejsze to móc na kogoś liczyć:) Oczywiście - nie na "BYLE KOGOŚ" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ;) no ale zadzwonił i co? Bo ja Go ostatnio bardzo nie lubię... i co z tego, że zadzwonił? :) Przecież ręce w mące ;D Mam nadzieję, że był miły i kochany...

    P.S. Auroro :) "Rum diary" zobaczony? Czy na marne się powstrzymywałam i nie zdradzałam zbyt wiele? :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytam zajadając się czekoladą z kremem karmelowym :P Ja tam jestem MacGaywerem i już ;)
    A co do Złotej Rączki i Magika gubię się. Nie wiem czy to późna pora, ale chyba muszę się cofnąć w lekturze i się skupić :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Czekoladko! nie będę się odnosić do macgayerowego posta, nie tym razem. ja z innej beczki chciałam. czy te cudne rysunki, które miewasz na swoim blogu (np. ten z rękami) są Twojego autorstwa? sama się ostatnio uczę panować nad mazakiem w ręku, więc mnie zafascynowały :)pzdr!

    OdpowiedzUsuń
  17. No no Kochana... ten Magik to i ja Go ostatnio nie lubię... , bo jakoś te Jego czary nie już takie magiczne. A i co powiedział w rozmowę? Pewnie słuchawka i w mące no nie? :d

    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  18. myślę, że gdybyś była moją nauczycielką, to mimo dzielących nas lat chciałabym poznać Cię bliżej. jeśli mówisz tak sympatycznie i twórczo jak piszesz... :)
    wraacaam!

    OdpowiedzUsuń
  19. uwielbiam czytać te twoje opowieści:) a z tą książką to faktycznie prawdziwa magia!:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czasami też pomocna noga by się przydała, albo chociaż drewniana - skręcam kolano średnio raz w roku, wiem co mówię!

    OdpowiedzUsuń
  21. Czasem tego nie rozumiem (i myślę, że nie zrozumiem nigdy!) - czy też zawsze (no dobra, przeważnie!) musi być tak, że jak nikt, to nikt!!!, a jak już się ktoś pojawi, to i potem zaraz drugi, trzeci też zza krzaka się wychyli... no na litość god'ską...

    OdpowiedzUsuń
  22. chwilowe wątpliwości to normalna rzecz, ale ważne że potem czuje się większa pewność i dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nigdy nie doswiadczyłam aż tylu sms'ów. Ciekawe jak to jest i jak trzeba byc niezłomnym by im nie ulec. Ależ ty masz karuzele z tymi amantami!

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziękuję serdecznie za odwiedziny...
    Słodko tu u Ciebie, a i pikantnie czasem:)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  25. zdaj się na intuicję :)
    a ja nie potrafię sobie wyobrazić życia, bez mojej pomocnej dłoni, albo i całej ręki :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Adnotacja do Twojego komentarza u mnie:

    A wiesz, że z małych kawałeczków czekolady... może się uzbierać cała tabliczka??? :) Ja tylko ostrzegam... ;p

    OdpowiedzUsuń
  27. Gdyby nie ludzie wokół nas, nasze życie stałoby się egzystencją i niczym więcej. Naszą misją jest pomagać ludziom, a czasami potrzebujemy pomocnej dłoni. Zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  28. czasem ratunek czyli tzw. pomocna dłoń pojawia sie nie tylko w "Rodzinie Adamsów"... a znajdujemy ją w najmniej oczekiwanej osobie.
    A ja dzisiaj zapraszam Cie do zabawy :)
    szczegóły u mnie http://kuchennewojowanie.blogspot.com/2012/01/seriale-i-zaproszenie.html
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  29. tanie książki są dobre, bo są dobre i tanie:)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?