sobota, 17 grudnia 2011

Pradawane emocje

W czasach wzmożonego robienia, wykrajania i zjadania pierniczków pytanie:
"co ma piernik do wiatraka" byłoby nonsensem... Wszyscy bowiem dobrze  wiemy, że pradawne młyny, gdzie wyrabiano mąkę do wypieków, posiadały wiatraki. A z czego, jak nie z mąki przemielonej przez taki wiatrak piecze się pierniki?

Lepiej zapytać, co ma pies do Pana Magika, a i tych dwoje do choinki bożonarodzeniowej.

Otóż, czekanie.

Że niby plotę? Poczekajcie sekundkę i nadstawcie uszy do słuchania albo jeszcze lepiej, oczy do czytania, wszystko Wam wyjaśnię.

Zacznijmy od psa. Pies, prócz tego, że szczeka, macha też ogonem. Zgodnie z tym, co zauważył niejaki Ks. Jan Twardowski w pewnym wierszu, pies wyjątkowo ochoczo macha ogonem, gdy uwiązany pod sklepem, czeka na swego pana. Z całą miłością do twórczości tegoż Księdza, ale zdaje się, że podczas pisania tego wiersza, nie wziął on pod uwagę pewnej ewentualności. Ewentualność ta to przed-świąteczne wariactwo. Polega ono głównie na tym, że prócz czerwononosych reniferów, w sklepach roi się od kilometrowych sznurów, nie z świecidełkami, a żywymi ludzkimi istotami.


Kooooooooooleeeeeeeeeejkiiiiiiiiii
Biedna psina zamachałaby się tym ogonem na śmierć, nim pan wyszedłby z bożonarodzeniową szynką z mięsnego.

Nie tylko w mięsnym, ale i w Tesco, i na poczcie. Wszędzie trzeba czekać w kolejce.
A już najbardziej, gdy się podróżuje Koleją Polską, zwaną dalej PKP, dalej zwaną - przeze mnie - niesmacznym psikusem.
O ile bowiem czekanie w kolejce w sklepie ma miłe aspekty (jak, na przykład słuchanie "Last Christmas") i posiada aspekty edukacyjne (jak, na przykład, uczenie się cierpliwości!), o tyle czekanie na Kolej Polską przyprawia raczej o dreszcze. I nie tylko o przeciągi tu chodzi. Gdy przybiegam na stację w godzinach szczytu i do pociągu mam zaledwie trzy minuty (nagła zmiana rozkładu jazdy!), a otwarta jest jedynie jedna kasa, w mojej krwi więcej jest adrenaliny, niż lampek na domu rodziny Griswold. Dzięki tej dawce adrenaliny udaje mi się pokonać bariery czasoprzestrzeni i wsiadam do pociągu dosłownie w ostatniej sekundzie. Uff...
To, że wygrywam jedną bitwę, nie świadczy, że wygrałam całą wojnę z PKP... Dwie stacje dalej pociąg się zatrzymuje...

Znów to samo... Czekanie...
... ... ...





Gdy pociąg staje i nikt nie raczy wyjaśnić dlaczego i kiedy raczy ruszyć człowieka zalewają... pradawne emocje. Dzikie. Nieokiełznane. Złowrogie.
I nawet gdyby w przedziale rozbrzmiał rozkoszny głos Chrisa Rea w piosence "Driving home for Christmas" nie umniejszyłoby to mojej srogiej irytacji. W rzeczy samej, nie jadę home for Christmas, lecz jestem umówiona na randkę. Z Panem Magikiem. Tak, tak, tak... Mimo, że pociąg stoi, mój pociąg do osoby Pana Magika nabiera prędkości. I jego też.

Hmm... Ale czy tylko o pociąg chodzi?
Co kieruje Panem Magikiem? Pradawna chuć? Czy coś więcej?

A może to paskudne czekanie ma jakiś sens?
Co jak co, ale pociąg to dobre miejsce na tego typu rozważania, a nie łóżko, gdzie miast zdrowego rozsądku  rządzą pradawne emocje z pociągiem (fizyczny, cielesny, och... przecież wiecie, o co chodzi!) na czele!

Delikatne mrowienie od nasady stóp po czubek nosa, drżenie całego ciała i lekkie jego napięcie w oczekiwaniu na ten moment, na wybuch euforii. Oj, tak - czekanie ma sens i... bywa przyjemne.
Do Wigilii już tylko tydzień, a we mnie już buzują te wszystkie pradawne emocje.

Jeszcze ostatnio tak psioczyłam na ślimacze tempo podejmowania decyzji damsko-męskich, tymczasem... jak kocha to poczeka? Powiem inaczej! Po swojemu!
Jeśli i mną, i Panem Magikiem targają (póki co) pradawne emocje to dobrze. Bo to, co pradawne jest prawdziwe. A jeśli prawdziwe to ma szansę przetrwać. I stać się Czymś Więcej. Ale z tym Czymś Więcej, jak z Wigilią. Obojętnie czy czekać będę z cierpliwością, czy też bez przerwy się wiercąc, nadejdzie na  pewno.

P.S. Czy to przypadek, że właśnie dziś moja wspólniczka zastrajkowała i musicie CZEKAĆ na grafikę do posta aż do jutra? 

38 komentarzy:

  1. :DDDDDDDDDDDD To trzymam kciuki!!
    Twoje porównania mnie rozbrajają ;DD

    OdpowiedzUsuń
  2. KONIECZNIE czeka nas rozmowa przy winie... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lafle - źródłem tychże jest samo życie ;)

    Ula - KONIECZNIE :D Ale może grzane? Z goździkami? :))

    OdpowiedzUsuń
  4. czyli pociąg jednak dojechał? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Eh te pociągi...
    A czekanie się opłaca ;) bo w czekaniu się dojrzewa do pewnych rzeczy, a inne pewne rzeczy nabierają nowego sensu i takie tam ;)
    Życzę doczekania czegoś więcej

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby czekanie naprawdę się opłacoło....

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio myślałam o tym że w obecnych czasach ludzie są coraz mniej cierpliwi i chcą wszystko na już i na teraz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pociągi bywają zaskakujące. Grunt by trwały jak najdłużej, chociaż, jak wszystko w przyrodzie i komunikacji państwowej... kiedyś ma swój koniec. Pociąg dojeżdża do dworca, emocje opadają, mrowić i przestaje... ale zaraz zaraz! Nikt nie powiedział, że droga powrotna może być gorsza! No i znów pociąg rusza.

    Życzę Ci pociągu, który będzie trwał mniej więcej tyle co pociąg na trasie Suwałki-Zakopane, czyli bliżej nieokreśloną... nieskończoność.

    Wczoraj bawiłem się w konduktora, więc jak widzisz znajomość PKP nie jest mi obca. Ach te metafory, kto się w nich odnajdzie? Mam nadzieję, że kieruje Tobą pociąg w odgadywaniu ukrytych, pociągających znaczeń.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za poranną dawkę uśmiechu :D

    Czasem na pierniczki też trzeba poczekać ;) A PKP to PKP, ostatnio tak rzadko jeżdżę, że to niesamowite trafić na punktualne pociągi (chociaż stanie gdzieś przed Kędzierzynem przez 20 minut, bo tak jest w rozkładzie to dość dziwna sprawa).

    Czekam na poznanie pana Magika :D jeszcze 6 dni do Wigilii!
    Czeko buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. wiesz zdarzyło mi się kilka razy jechać pośpiesznym ...opóźnionym i myślałam, ze zwariuję (i jechałam ponad 5 lat temu latem, gdzie ładne piosenki nie leciały, upał był 40 stopni, tłok jak w słoiku z ogórkami i zakonnica na przeciwko mnie...)...Jednak ja nie o tym chciałam, ja mając 24 lata nie nauczyłam się czekać, nie umiem na nic czekać...Nawet robiąc niespodziankę Ukochanemu potrafię mi ją zdradzić, gdyz sama nie potrafię się doczekać... czekanie zła rzecz, ale cierpliwości dobrze jest się uczyć. Ania -Kobiece Myśli

    OdpowiedzUsuń
  11. ja jestem na maksa niecierpliwa! czekanie mnie dobija i to nie tylko w kolejkach, czy na PKP... w miłości jeszcze bardziej:))) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. nie znoszę kolejek.
    ani tych przedświątecznych ani żadnych.
    serio!

    a Twoje teksty mnie rozbrajają... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cieszę się, że w tym roku (tzn. od wakacji) nie miałam okazji jechać pociągiem :)
    A czy są kolejki czy nie, świąteczny klimat w sklepach i wszędzie to jest to co uwielbiam!

    I odpisuję też tutaj:
    Auroro, ja je już sprzedałam, ale zawsze, jeśli chcesz, mogę oczywiście zrobić takie dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ooo tak, kolejki i masa ludzi biegających po centrach handlowych z wypiekami na twarzy szukających prezentów światecznych bo 'przecież to już za tydzień!', sarkastycznie bardzo to kocham.

    chociaż, o ironio, wczoraj sama biegałam razem z tłumem szukając odpowiednich prezentów.

    a co do pradawnych emocji przedświątecznych - nie doznałam jeszcze tego najlepszego - gdy wstaję rano, podchodzę do okna i nie mogę nacieszyć się bielą śniegu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mimo, że w życiu ciągle na coś czekam, jeszcze się nie zdołałam nauczyć cierpliwości. Wciąż się burzę. I czasem sobie myślę, że może to dlatego, że za dużo czekam. Mam przesyt czekania, z którego niewiele wynika. Może trzeba by wyśrodkować i odtąd czekać bardziej czynnie. Ach, pora jesienno-zimowa sprzyja moim czekaniowym refleksjom. W napięciu czekam na wiosnę (zewnętrzną i wewnętrzną)!

    OdpowiedzUsuń
  16. @Aurora: zgadzam się na wszystko co wymyślisz :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. naczekałam się tryliardy lat pod dziekanatami, insze kolejki mi nie straszne :)

    OdpowiedzUsuń
  18. twoja notka przyprawiła mnie o uśmiech na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  19. no i się wydało, wspólniczka robi te piękne graficzne wtręty. Kocham u Ciebie grafikę i bym sobie wspólniczkę, nawet taką zastrajkowaną (przecież kiedyś musi przestać) chcętnie zaanektowała na jakiś czas.
    O kolei i podróżach osiem godzin w jedną stronę do domu z Warszawy, na weekend z college do mamy, mogłabym ci wiele opowiedzieć. Do tej pory mąż wypomina mi skarpety marynarskie otrzymane od pewnego plutonu marynarzy w noc, kiedy pociąg stanął na kilka godzin w zimowej głuszy, wyłączono światła i ogrzewanie i kiedy ruszył, tylko ogrzewanie się ciałami współtowarzyszy spowodowało, że trupy nie dojechały do stacji docelowej. Bez zbereźnych myśli mi tutaj. Aż to chyba opiszę, bo mi się przypomniało ze szczegółami i z oczu pewnie nie pójdzie dopóki z tego zgrabnej historyjki na blogu nie ułożę. Dobranoc

    OdpowiedzUsuń
  20. Jako znawca kolejek, oświadczam co następuje: kudy tam współczesnym ogonkom do wypasionych kolejek lat 80-tych kiedy to ludziska rozbijali obok sklepów namiociki, przynosili składane krzesełka i czekali aż rzucą coś, cokolwiek, za ilekolwiek, nieważne potrzebne czy nie:))
    A co do chuci - to przeciez normalne, że coś musi wyznaczać azymut żeby mu się (temu Magikowi) drogi nie poplątały. Lepiej niech to będzie chuć niż na ten przykład pazerność (na Twoje miliony).
    Niech się chuci tej zimy:)

    OdpowiedzUsuń
  21. PKP...na randkę się PKP wybrałaś? I myślałaś, że planowo wszystko pójdzie? Że bilet bez problemu kupisz? Naiwna Ty :) Ale widzisz, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Postój pociągowy dobrze czasem człowiekowi robi. Bo się zastanowić można, pomyśleć...
    No ale dojechałaś na tą randkę z Panem Magikiem?

    OdpowiedzUsuń
  22. Cierpliwośc... hm, taki deficytowy towar w naszych czasach :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ostatnio to nawet samoloty duże opóźnienia mają - wiem, bo leciałam kilka dni temu.

    Z całego przedświątecznego galimatiasu, właśnie kolejkowanie lubię najbardziej, bo i pomagam i... leniuchuję jednocześnie. I nikt mi nie może zarzucić, że nic nie robię - przecież stoję w kolejce.

    Czekanie w miłości? Hmmm... Czasem warto poczekać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziękuję za uznanie :)) Bardzo mi miło, że blog i ulepki Ci się podobają :))

    OdpowiedzUsuń
  25. Interesująca wypowiedź na temat irytujących sytuacji z PKP :):) Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. jakiż piernikowy baner u Ciebie :)
    uroczo!
    posłusznie melduję, że niespodziewajka z dniem dzisiejszym wylądowała w mojej skrzynce!
    spasiba :*

    OdpowiedzUsuń
  27. o tak, czekanie na pkp nie należy do przyjemności, zwłaszcza jeśli temperatura waha się około 0 stopni i dmie silny wiatr, a obok na ławeczce przesiaduje z lekka nieświeży przyszły towarzysz podróży, wraz z pokaźnym- i równie nieświeżym- dobytkiem...
    Pierwszy obrazek (z zegarem) nastraja mnie sylwestrowo, a tu jeszcze cały tydzień do świąt :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  28. eee a ja myslalam ze ty to sama te grafiki robisz,za 100 lat pkp bedzie wygladac inaczej a ze wierze w reinkarnacje , masz jeszcze szanse tego doswiadczyc ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Kibicuję,aby Twój Pociąg;) nabierał coraz większych rumieńców:))
    A Chris Rea,nawet w najmniej sprzyjających okolicznościach,czy to natury fizycznej,czy z jakże frustrującej psychicznej..strony stwarza magiczny klimat!:)po prostu kocham tę piosenkę;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  30. Uhuhuhuh, te złe kolejki... Ale nie, nie tym razem, nie stoję! Zakupy zrobione i o, jestem człowiekiem spokojnym.

    OdpowiedzUsuń
  31. tak planowałam, żeby uniknąć jak najwięcej kolejek nauczona wcześniejszymi latami, ale są kolejki których nie da się pominąć :) trzymaj się

    OdpowiedzUsuń
  32. Pradawne pociągi i emocje są najprawdziwsze, życzę abyś dobrze to rozegrała i aby Wasze wspólne przeżycia doprowadziły Was nieco dalej, niż tylko do odjazdu pociągu :)))
    Pamiętaj, że mężczyzna lubi sobie czasem trochę poczekać... :) Powodzenia!
    A blog bardzo ładnie wygląda, szczególnie tytułowa grafika!

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie takie pradawne te młyny, niektóre stoją po dziś dzień. Zgodnie z wiarą, że wiatrak umiera, nie można go zburzyć i zostawia się go, by siły natury dokonały reszty. ;)

    I dlatego przesiadłam się z pociągu na autobus. ;)

    I powiedział Pan: czekanie jest dobre. :)

    OdpowiedzUsuń
  34. No i dobrze ;) pisałam Ci już o czekaniu :) nic na siłę! :) Trzymam kciuki za pociąg i za Posiąg :)

    P.S. Auroro :) ależ świetna tradycja! Taki wspólny rodzinny spacer... ja chyba nie będę miła szans na taki spacer... zazdroszczę Ci :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Naprawdę trzymam za Was mocno kciuki! :-)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja zwykle mawiałam z tego właśnie względu: "Co ma wiatrak do kurczaka", dopóki nie zauważyłam, że jedno i drugie ma skrzydła. Od tamtej pory całkiem zrezygnowałam z tego powiedzonka... ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
    dużo szczęścia i słodyczy
    każdy z Dwóch Włóczykijów
    Ci dzisiaj szczerze życzy! :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Samych cudowności, serdeczności, radości, wesołości...:)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?