niedziela, 27 listopada 2011

Post optymistyczny

W przeciwieństwie do relacji damsko-męskich nabycie depresji należy do rzeczy nieskomplikowanych i dostępnych dla wszystkich.

Jeśli już o związkach mowa, to depresja o wiele bliższy związek ma z muffinkami. I to tymi czekoladowymi. 
Serio. Jak mi nie bardzo ufacie, to Wasz problem. W każdym bądź razie, tak do muffinek jak i do depresji potrzeba niewiele

Do tego drugiego w zasadzie to wystarczy, że jest ciemno. Rano, w południe i wieczorem.
Chandra. 
       D
        ó
        ó
        ó 
        ł.





Depresja.
Nim się spostrzeżemy będziemy znali tuzin więcej określeń na ten paskudny stan i dołączymy do grona ludzi pijących ziółka. Żeby tylko...
By z ciemności listopadowych nie pogrążyć się w ciemnościach swoich mrocznych myśli typu "nic mi się nie chce", należy jeść spore dawki ciemnej czekolady, wykraczające poza zalecaną przez uczonych - dwie kostki.

Przychodzi jednak taki dzień, kiedy może nie wystarczyć i cała tabliczka.
Nie, nie, nie... W tych sprawach u mnie różowo. Nie wiem jak on to robi, ale  Pan Magik sprawia, że o poranku mam zawsze rogala. I wcale nie udaje mu się to dlatego, że mieszka nieopodal piekarni. Rogala bowiem mam na twarzy, nie na talerzu.

                                    Rogal z mej buzi został pożarty bez pytania przez coś co nazwałabym
wrednością losu. Czasem naprawdę wszystko idzie nie tak jak powinno... Zauważyliście?
Niniejszym muszę w tym momencie postąpić sprzecznie z mą odwieczną naturą i przytoczyć Wam tu bardzo ponurą historię tego, co przytrafiło mi się ostatnio. Przytrafiło? - to pretensjonalny kolokwializm wobec tego, co mnie dosłownie przygniotło w miniony weekend.

Wszystko zaczęło się jakiś miesiąc temu, kiedy to wydawało mi się, że niczym Leonardo Di Caprio stojący na dziobie Titanica, jestem panią tego świata. Było to zaraz potem jak zabukowałam sobie bilet do Londynu, załatwiłam nocleg u kumpeli mieszkającej pięć minut od Big Bena i uzmysłowiłam, że mam w brytyjskim banku spore oszczędności, z czasów, gdy tam mieszkałam.

Wystarczyło załatwić zwolnienie do pracy, spakować walizkę i poćwiczyć wymawianie frazy "What a georgeous man!".

Dalsza część historii nie była już tak georgeous. Być może moje wesołe plany nie pasowały do jesiennej aury. W każdym razie, zgodnie z zapowiedzią, stało się ponuro. Innymi słowy -  okazało się, że kumpela nie może udzielić mi noclegu, pani lekarka zaś - jak gdyby idąc tym tropem - nie może mi udzielić L4 (?!). Jak na ironię losu, rozchorowałam się...

Bilet przepadł, wraz z okazją na poznanie jakiegoś georgeous mana...

Ja zostałam zaś na śląskiej wsi, pełna pretensji do nie wiadomo kogo...
ha ha 

Leżąc w łóżku, nasłuchując wycia wiatru, uświadomiłam sobie, że mam pierwszą bezsenną noc od wielu miesięcy. Ale to nie jedyne, co sobie uświadomiłam...
Tamtej nocy odkryłam, że wszystko jest dokładnie tak jak być powinno.

Obojętnie, gdzie jestem.
Obojętnie czy moje plany zostały spełnione czy wszystko wzięło w łeb.
Obojętnie nawet czy za oknem szaruga... I czy mi się chce, czy może NIE...

I tak kocham moje życie takim jakie ono jest. Bo z życiem tak jak z czekoladą. Obojętnie jaki ma kształt i tak mi zawsze smakuje. Taka już jej czekoladowa natura.


I może właśnie w tym tkwi tajemniczy sens deszczowych dni? I może właśnie dlatego zamiast do Londynu, zostałam na śląskiej wsi? - by uświadomić sobie to, co w życiu najważniejsze.


41 komentarzy:

  1. sens deszczowych dni... u mnie przeraźliwie wiatr jęczy na strychu, jest klimat, gorący kubek herbaty,tylko mojego mężczyzny mi jeszcze tutaj brak. Niestety - praca.

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję za ten post, tak poprostu.
    moja jesienno-zimowa depresja sięga już maksymalnych granic, ale Twoje ostatnie słowa mi uświadomiły, że tak już jest. raz jesteśmy w dołku żeby zaraz potem odbić się do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie słyszeć (czytać w zasadzie), że kochasz swoje życie. Tak dawno nie słyszałam żeby ktoś powiedział w ogóle, że jego życie jest w miarę ok. Ciągle tylko wszyscy marudzimy. A tu proszę :) Dziękuję za to bardzo, bo daje kopa i wiarę, że choć ciemno rano, wieczór, we dnie, w nocy to światełko w tunelu świeci się zawsze. Nie daj się chandrze i choróbskom. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Optymistyczna myśl w taki jesienny wieczór:)
    Uświadomiłaś mi, jak cenne jest takie spojrzenie na życie:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli jednak ta cała historia Cię nie przygniotła, a tylko po prostu się przytrafiła:)

    OdpowiedzUsuń
  6. o jeju! już myślałam, że rzucasz szkołę ;) szkoda tego biletu..no i co to za lekarka, która "nie może" dać L4?! ehh..no cóż..ważne są konkluzje:) nie ważne jak wyboista jest droga, zawsze prowadzi nas do celu. Witaj w klubie kochających swoje życie:))*
    uściski
    J

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale pozytywny i ciepły post. Dobrze jest zdać sobie sprawę, że jest się szczęściarzem :)Oby tak przez całą zimę, aż do wiosny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Auroro, żarty żartami i bardzo je lubię u Ciebie, ale zakończenie postu jest piękne i optymistyczne:). Bo koniec końców wszystko ma swój sens, prawda?
    Pozdrawiam Cie mocno i czekoladowo, bo u mnie ciasto z czekoladą - ale jaką...:)

    OdpowiedzUsuń
  9. We wszystkim co się dzieje wokół nas jest sens... jak widać:) i tak jak z tym pudełkiem czekoladek, nigdy nie wiemy na co trafimy... i to chyba w tym wszystkim jest najfajniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
  10. cieszę się z dwóch rzeczy:

    a)że kochasz swoje życie
    b)że w tych sprawach w gruncie rzeczy myślimy podobnie

    A marudzić można zawsze, grunt to fakt, że tak na prawdę myślimy inaczej niż w chwilach słabości. A co by się nie działo i tak prawdopodobnie zmierzamy w dobrą stronę. Trzeba godzić się na zmienność a wtedy jest naprawdę miło ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. sad, sad story.
    Ale nie ma tego złego, może jakiś wspaniały facet plącze się gdzieś w okolicach apteki, do której pójdziesz kupić Flegaminę dla całej rodziny, na kaszel suchy lub mokry, bo kaszel minie po Flegaminie, a facet pozostanie na całe życie. Czego ci życzę

    OdpowiedzUsuń
  12. Często mam podobne przemyślenia ;) Nieważne jak byłoby mi źle to i tak dochodzę do tego (zazwyczaj z tabliczką czekolady w okolicy), że jestem szcześciarą pod wieloma względami i uwielbiam swoje życie tak na prawdę!

    Londyn nie ucieknie, jeszcze się tam wybierzesz. Pomyśl sobie, że ja jeszcze nigdy tam nie byłam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Trafniej bym tego wszystkiego nie ujęła! pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Marudzenie z powodu paskudnicy pogodowej jesiennej jest rzeczą ludzką, oczywiście jeśli nie kończy się jakimiś radykalnymi czynami typu odprawiania szamańskich tańców na poprawę takowej, w listopadzie, na golasa w centrum miasta...
    A tak na poważnie to czasami jakieś zdarzenia nas omijają by potem powrócić i dać dużo więcej radości. Życie jest krótkie i trzeba czerpać je garściami bo nie wiadomo do będzie jutro. To tak jak z jedzeniem... nie warto sobie wszystkiego odmawiać w imię diety cud w chwili gdy jutra możemy nie doczekać. Jedzmy czekoladę, pochłaniajmy risotto z fura masła i sera, cieszmy się, że nie tylko słychać wiatr ale jeszcze widać słońce :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekoladowa opowieść z morałem. Się mi bardzo podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajny wpis (jak zwykle). Też miałam rogala na twarzy, nie na talerzu (hmm kiedy ostatnio miałam go na talerzu?). I doceniam takie dni, kiedy się czuje, że wszystko jest tak, jak ma być mimo miliona trudności.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. drogie panie, Aurora was przygotowuje na trzęsienie ziemi, a przynajmniej tak mi się wydaje, że niedługo na blogu wybuchnie erupcja szczęśliwości.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aurora, najważniejsze, że dzięki temu wszystkiemu wiesz co dla Ciebie jest ważne :).
    A jesień i zimę naprawdę da się lubić! I nie ma co mówić o depresji - chyba to zbyt górnolotne określenie na chandrę? ;)

    P.S. Co tam Londyn... Wieś to jest to! :D

    OdpowiedzUsuń
  19. ;) troszkę się słów poczepiam :) uważam bowiem, że strasznie nadużywamy słowa "depresja"...
    Byle chandra to nie depresja :) byle gorszy dzień trzeba przespać i już!!

    A z kolei kocham słowo "georgeous"!! :) Boskie :)

    Udanego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  20. Auroro, masz niesamowicie giętki sposób ujmowania myśli w słowa :) i niecodzienne skojarzenia. Jak dla mnie, mogłabyś wydać swoje notki w formie książki.
    Nie przesadzam.

    :):)

    OdpowiedzUsuń
  21. Depresja to może zbyt mocne słowo...
    Chandra bardziej odpowiada zwłaszcza, że trwa jakiś czas i (prędzej) z konkretnych powodów.

    Nie wszystko zawsze idzie zgodnie z naszym planem, ale to nie znaczy, że nie można spróbować jeszcze raz innym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  22. świetna notka, święte słowa a pointa to już w ogóle!
    życzę miłego, czekoladowego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  23. dachówki mi z dachu pospadały przez ten okropny wiatr, mąż 600 km ode mnie i jeszcze się naczekam zanim wróci, to jest smutne, ale cieszę się, że mam kogoś kto za mną też tęskni oraz, że mam fajnego tatę i może coś wymyśli z tymi dachówkami

    OdpowiedzUsuń
  24. trochę mi lepiej ;) w ten deprechogenny wieczór ;O
    No i grunt, że rogal jest, zresztą, czymże London wobec croissanta ;D

    OdpowiedzUsuń
  25. życzę więcej zdrówka i mniej katastrof weekendowych... oby rogal na twej twarzy po prostu trwał:)))

    OdpowiedzUsuń
  26. Czekoladowe myśli działają na mnie kojąco....i tak sobie myślę, że życie to jedna wielka niespodzianka////

    OdpowiedzUsuń
  27. Widzę że nie tylko mój weekend był średnio udany... Depresja z mufinkami łączy mi się przeważnie w ten sposób że mufinki powodują pozbycie się depresji, ale tylko wtedy kiedy zostaną zakupione przez jednego osobnika tylko pech chciał że moja depresja jakoś dziwnie ma podłoże w tym osobniku.... eh... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. ja tam uważam, że każdy powód do zjedzenia czekolady jest dobry, a depresja jest doskonałym powodem do zjedzenia jeszcze większej jej ilości :-P

    OdpowiedzUsuń
  29. mądrze napisane Aurorko;)
    ja,akuratnie ciągle jestem na etapie poszukiwań siebie samej...jakkolwiek niefrasobliwie by to zabrzmiało.
    Myślę,że 2013 rok,wbrew pozorom będzie strzałem w 10!Teraz muszę sobie radzić ostatkami sił,ale będzie dobrze.
    ps.chyba przynosisz mi szczęście;)przed chwilą zadzwonili do mnie z propozycją pracy!
    Pozdrawiam M.

    OdpowiedzUsuń
  30. Kochane Czekoladożerczynie i drodzy Czekoladożercy - bijąc się w pierś, głośno wołam do Was: sory za brak odpowiedzi na Wasze komentarze, rzecz jasna, wszystkie czytam i smakuję za radością :))

    OdpowiedzUsuń
  31. piękny post!!!od razu zaczynam inaczej myśleć o moim życiu:) z kawałkiem śliwki w czekoladzie naprawdę jest fantastyczne!!! dzięki Tobie zwróciłam na nie teraz uwagę!!!

    OdpowiedzUsuń
  32. Może właśnie dlatego czasem los płata nam takie figle. Mi też w tym roku spłatał wielkiego i okropnego, ale dzięki niemu również doszło do mnie, że kocham to życie :)

    OdpowiedzUsuń
  33. zrobiłam coś, co miało być korzystne, ale wyszło jak zwykle.

    Lubię Cię czytać, poprawiasz mi humor ; )

    OdpowiedzUsuń
  34. Wybaczam :)


    P.S. Auroro :) prawe lico zarumienione, lewe też! Dziękuję Ci za takie słowa :) urosłam o 3cm!

    OdpowiedzUsuń
  35. Początek sprawił, że sama miałam ochotę zagłębić się w ponurych rozmyślaniach, otulić się kocem i tak wegetować do kwietnia. Z każdym słówkiem jednak robiło mi się cieplej, cieplej...
    Precz melancholii - czekajmy na święta. (:

    OdpowiedzUsuń
  36. mmm czasem tak właśnie bywa, że doceniamy w pełni to co mamy, dopiero kiedy coś nie wyjdzie.. pozdrawiam cieplutko i będę zaglądać

    OdpowiedzUsuń
  37. oj, nie cierpię jak mnie dopada coś takiego , ale mój sposób to lody i dużo czekolady :P Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  38. Bo życie nastraja optymistycznie, sęk w tym, że nie wszyscy potrafimy to dojrzeć w codziennej pogoni.:) Zdrowiej:)

    OdpowiedzUsuń
  39. a wszystko to z zgodnie ze stwierdzeniem: "jeżeli nie lubisz siebie i swojego własnego towarzystwa -nawet na rajskiej wyspie możesz umierać z nudów i mieć doła" :)

    OdpowiedzUsuń
  40. trzymaj tak dalej, a w końcu musi się do Ciebie uśmiechnąć los :) już nie mogę się doczekać Twoich postów opływających w szczęśliwe zdarzenia :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?