wtorek, 1 listopada 2011

Co by było gdyby...

W jakimś poradniku, nie mam najmniejszego pojęcia jakim, przeczytałam niegdyś, że nigdy, ale to nigdy nie należy zadawać sobie jednego pytania: co by było gdyby...
Jako ze jestem tupeciara i jak pisałam  poprzednio, poradniki czytam jedynie w sytuacjach wysoce ekstremalnych, postanowiłam zaryzykować swoje zdrowie psychiczne i zadać sobie owo pytanie. Jako ze zatęskniłam za patosem, pokusiłam się dokończyć je w następujący sposób: 

co by było gdybym jutro miała umrzeć

...

Wygląda na to, że się zapowietrzyłam...
Wszystkie znaki na niebie i ziemi, nadto reakcje mojego ciała, wskazują że pytanie jest z gatunku trudnych, by nie powiedzieć grubych. I wymaga zadumy.
Ufff... Jak dobrze, ze dziś wypada 1 listopada
Między paleniem jednego znicza a drugiego, można bezstresowo się zadumać i zrobić smutna minę bez narażania się na pytania rodziny, czy rzucił mnie chłopak. 

Z wielkim planem zadumy udałam się zatem na cmentarz. A tam... Hm. Procesja. Ksiądz, któremu głośnik przerywał, tak że jego śpiew brzmiał jak Lady Gaga w "Poker face". Do tego moja komórka, która zapomniałam wyłączyć. I Starsza Siostra obok, której myliły się słowa pieśni religijnej... Jeśli by było mało, to pogoda nie dopisała... Jak tu się bowiem porządnie zadumać, kiedy ani mroźno, ani deszczu nie ma... Lipnie.
Bywa. Grunt, że przechadzając się dziś po cmentarzach, ostatecznie pogrzebałam wspomnienie Pana X. A wygrzebałam z siebie ochotę na coś nowego...
Zabawne, ze w okolicach Dnia Zmarłych, moje tzw. "love life" ożyło z cala mocą.
Ale o tym innym razem.

Zniesmaczona brakiem patosu, poszłam skosztować babcinego bigosu. Taka rodzinna 1 listopadowa tradycja. A jako ze głodna byłam zadumy, zjadłam owego bigosu cala michę!
Cóż, babcia robi najlepszy bigos na świecie. A może on mi tak smakuje, bo zajadam się nim siedząc przy stole z cala rodzina? I panuje przy tym zupełnie nie 1 listopadowa atmosfera...
 ?

Najedzona i rozbawiona porzuciłam wszelkie ambicje metafizyczne... Aż tu nagle... Mnie olśniło!
Otóż właśnie tak spędziłabym ten ostatni dzień mojego życia!
Przy stole pełnym domowego jedzenia, rodzinnych dowcipach, które rozumie tylko opowiadająca je osoba. A i byłabym zapomniała. Obojętnie jak bym ten dzień spędziła, chciałabym tylko jednego uniknąć. Nie ognia piekielnego, a poczucia, ze zapomniałam komuś ważnemu powiedzieć kocham.

Zaraz po tym plasuje się poczucie, że żałuję, że czego nie zrobiłam... Ale to mi chyba nie grozi. Sami wiecie, wariatka jestem i tyle... A może? Przecież jeszcze nie upiekłam tortu Sachera...  I nie urodziłam piątki maluchów... I nigdy nie wykonałam żadnego origami...

Ech, sporo tego.
To dobrze.




Póki co obstaję przy tym, że lubię wycieczki na groby. Ale nie do grobu.

Zadziwiające, jak myślenie o śmierci potęguje chęć życia.

P.S. Wszystkich, którzy oczekiwali patosu, przepraszam za jego brak. Będzie za rok. Jeśli dożyję ;-)






39 komentarzy:

  1. Coby było gdybym umarła? ...nic, zwyczajne nic , świat istniałby dalej.Wbrew pozorom nie jest to smutne. Bo coby było gdyby było odwrotnie ...świata ni ma,a ja bidna sama ...to dopiero byłaby tragedia ;-)Pozdrawiam Cie czekoladowa wariatko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie wykonałaś żadnego origami? Ja to pełno rzeczy z origami przenoszę na szkółki niedzielne np. robiłam kiedyś lampki do przypowieści o 10-ciu pannach ;)

    Uwielbiam moją rodzinę, i patrząc albo słuchając o problemach rodzinnych innych ludzi, moja wydaje się być najnormalniejsza i najbardziej zwyczajna na świecie (chociaż w innym przypadku powiedziałabym, że są zwariowani wszyscy).

    OdpowiedzUsuń
  3. Balatko - niezwykle madrze rzeczesz :))

    Kasiu - juz wiem, co bedziemy robic, jak sie nastepnym razem spotkamy :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Na tym polega życie, że o śmierci zaczniemy myśleć, albo na jej łożu, albo... po zgonie :P

    Swoją drogą Ty i patos? To jak ja i podrywanie koszykarek. N I E W I A R Y G O D N E. Zresztą też kocham bigos, a sztuka zrobienia dobrego bigosu to wbrew pozorom duża sztuka. Jedyny porządny bigos to ten autorstwa mojej mamuśki. Reszta jest milczeniem. Tzn. ja milczę kiedy jem inne bigosy, bo śmiać się nie da.

    Nie powiedziałbym prawdy, gdybym się nie uśmiechnął na myśl, że iksiński umarł w Twoich oczach. Jak to śmiech potrafi łączyć się ze śmiercią? Intrygujące jak cienka linia łączy dramat i komedię.

    "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy"
    A swoją drogą ciekawe jak smakuje bigos z czekoladą. To równie tajemnicze jak ten świętej pamięci pan X.

    OdpowiedzUsuń
  5. kurka, zrobiłaś mi ochotę na torcik Sachera! w ogóle, brak mi u Ciebie zdjęć Twoich słodkości. pichcisz jeszcze, mam nadzieję, Czeko Lady ?
    a co do listka, to wiesz, że przypadkiem? naprawdę :) pora taka, że wystarczy lekki podmuch i wszystko frunie.... jestem niesamowicie naładowana po tym tygodniu, po tym długim weekendzie, taką dobrą, zdrową, pozytywną zadumą.
    ściskam złoto-jesiennie !

    OdpowiedzUsuń
  6. Milosniku Milosci - jakze rozbrajaja mnie Twoje komentarze, umieram ze smiechu :)) hihi Bigos z czekolada? To jak ja na slubnym kobiercu z Panem X. ;-P smierc i smiech - oba wyrazy zaczynaja sie na litere "S"... kurka.. .z tym, ze mam brytyjska klawiature, wiec nie ma sensu tlumaczyc...

    Panno Laskotko - dziekuje za wyrazenie aprobaty, co do ogladania fot kulinarnych, nadal bojuje w kuchni czesto gesto! Obiecuje sie poprawic z kulinariami na blogu! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. hahaha to się uśmiałam :D u mnie 1XI też króluje bigos!(rozgrzanie po cmentarnych spacerach, dziś zresztą i tak wystarczająco ciepłych, musi być). I sama też właśnie tak chciałabym zakończyć swoją ziemską przygodę:D
    Pozdrawiam!:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze, nie wiem czy to przez listopad i jesienną deprechę, ale ja też ostatnio się zastanawiałam nad tym co by było gdybym jutro miała umrzeć.
    I wtedy zdałam sobie sprawę jak nudne i monotonne jest moje życie. Co prawda mam za sobą dopiero 17,5 lat dreptania po ziemi, ale wiem, że mogłabym zrobić o wiele więcej niż dotychczas.
    Takie pytania i ZADUMY (:)) motywują do wzięcia sprawy w swoje ręce i życia tak, jakby jutra miało nie być.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. a wiecie, że dawno dawno temu, z 300 lat do tyłu bigosem zwano posiekane mięso, do tego przyprawione? "Biedniejsza" wersja tej potrawy zawierała kapustę dlatego nazywało się to bigos z kapustą. Dziś brzmi to jak masło maślane, ale tak było! Może za 200 lat przyjmie się bigos z czekoladą? Może będzie się nazywał "CZIGOS" ?:D

    OdpowiedzUsuń
  10. po przeczytaniu pomyślałam: uff, że nie było patosu!
    lubię takie Twoje przemyśliwania :)
    <- czekam na więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. nosz damn, tam, powyżej, przed strzałką był cytat z Ciebie ;p o ożyciu Twego 'love life'!

    OdpowiedzUsuń
  12. Lafle - bigos jakos tak wpisuje sie w cmentarny klimat, czyz nie? ;-) ciesze sie, ze wywolalam usmiech, piszac o smierci :)

    Nika - wszyyyyystko, co najlepsze przed Toba :)) Lap wiatr i do boju :D

    Milosniku Milosci - feee... nie marze o tym czigosie... choc moze jako eksperyment, warto sprobowac ;P

    Okularnico - niestety z lekcji o patosie dostalabym jedynke i to z minusem ;-P

    OdpowiedzUsuń
  13. jakby tak jutro zacząć wąchać kwiatki od spodu? to dziś byłaby dzika noc, hihi:P

    w sumie to lubię to święto:D można powspominać jakieś śmieszne historie z życia zmarłych, tak aby śmierci odebrać właśnie ten cały patos:)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Może znajdę jakieś ciekawe przepisy na jedzenie w wersji origami? Albo lepiej nie, niech jedzenie będzie normalne, a nie papierowe :pp

    Mam wersję wstępną bigosu tzn. kapusty trochę z grzybami w lodówce od mamy. Ona też jest wariatka z tym gotowaniem. Mi daje szlaban na kuchnię, a potem sama narobi tyle rzeczy, że nie ma jak zjeść...

    OdpowiedzUsuń
  15. No popatrz, też dziś pochłonęłam wielgachną michę bigosu, i do teraz nie wiedziałam czemu tyle zeżarłam... :) a to ta zaduma tak na mnie podziałała! Uwielbiam Cie czytać!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  16. O kurde, narobiłas mi apetytu na bigos! Juz wiem, co bede jutro robic : ))

    OdpowiedzUsuń
  17. moja wczorajsza zaduma ograniczyła się do podziwiania oświetlonego cmentarza nocą. no i były jeszcze dociekliwe pytania na temat zakupu "gruntu", pojemności "lokali" oraz liczenie, kto przeżył najwięcej na cmentarzu... ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj, tam patosu u Ciebie nie ma , bo by Ci nie pasował, ale jest zaduma:). Serio, przynajmniej ja ją widzę:)
    I moje myślenie, czy byłyby u mnie świeczki... Choć jedna... I jak szybko zostanę zapomniana... Ech...
    Ale lubię to święto - w końcu 1 listopada to radosna sprawa - w końcu Wszystkich Świętych:)ilu ich tam jest - znani i nie znani, rzucają swoim łaskawym okiem na nas, biednych żuczków...

    OdpowiedzUsuń
  19. Hmmm... piszesz o całym zestawie, czy pączkowo-czekoladowym zestawie mojej biżu z tego zestawu?:D po ciuchy to nie do mnie, ale biżu wykonać mogę:D

    OdpowiedzUsuń
  20. nie u ciebie jednej bigos króluje na W.Ś. u mnie też jest taka tradycja. bigos z odrobiną suszonych śliwek i szklanką czerwonego wina. najlepszy jest na trzeci dzień, jak to bigos :D po takim bigosie masz apetyt na coś słodkiego i tak na zmianę, a i pragnienie jest wzmożone , nie tylko na napoje , ogólnie pragnienie na życie i przyjemności z nim związane :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Po zadumę wybieram się n cmentarz wieczorem, broń Boże w czasie mszy ;) I zgadzam się, że myślenie o śmierci potęguje chęć życia. Przekornie. A w moim życiu, równie przekornie wiele wspaniałych, fajnych, przyjemnych rzeczy ma swój początek właśnie z początkiem listopada. Niezamierzenie bynajmniej.

    OdpowiedzUsuń
  22. U mnie też kiedyś właśnie 1go listopada królowały rodzinne spotkania o dziwno pod znakiem urodzin babci. Skończyło się. Teraz to owszem spotkanie ale nerwowe, pod znakiem podniesionych głosów i pretensji. Masakra.
    Patosu nie oczekiwałam, poczytałam i się usatysfakcjonowałam :) Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie myślę o tym, co by było, gdybym umarła, bo nie lubię kusić losu :D Ale bigos jest i u nas co roku, to chyba tradycja krajowa :D

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Goh. - tak sobie myślę, że razem byśmy urządziły tą dziką pożegnalną bibę ;P

    Kasia - moja Mama podobne dziwy wyczynia ;-P a jedzenie rzeczywiście najlepsze, gdy jest rzeczywiste :D

    Asiek - hehehe bigos symbolem zadumy :D

    Socjo - pochwal się jaki Ci wyszedł ;-P

    Kaś - toż to czysta metafizyka, takie pytania! ;-P

    Ewelajno - dzięki za słowa zadumy, Twój komentarz uzupełnił moje braki w wpisie ;-P

    Di - bigos wzmaga apetyt na słodkie, a rozważania o śmierci na życie, no właśnie tak to jest - jak w kuchni, tak w życiu :))

    Ewa - jeśli początek już jest dobry, to co dopiero będzie pod koniec listopada?! A i po śmierci? Może wtedy dopiero się zacznie najlepsze?? :))

    Wiewiórko - a może wspólne rodzinne jedzenie bigosu by załagodziło sytuację? ;-)

    Kasiu - jestem wielce zdumiona, że to nie tylko moja rodzinna tradycja kulinarna ;-) Ale bardzo mnie to cieszy :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Aurora, chciałabym w to wierzyć :) Lubię Twoje poczucie humoru i dystans do wszystkiego ;)))

    OdpowiedzUsuń
  26. Co by było? Smutno by było, bo nie zobaczyłabym jak dorastają dzieciaczki mojego rodzeństwa...

    OdpowiedzUsuń
  27. We mnie, niestety, czy tego chcę, czy nie, wciąż kołacze się pytanie: co by było gdyby. Jakoś nie umiem o tym nie myśleć... ;)

    pozdrawiam

    Sol

    OdpowiedzUsuń
  28. pięknie potrafisz ubrać myśli w słowa :) cudna jesteś, uwielbiam u CIebie bywać :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ewo - trzymam kciuki, żeby tak było :))

    Anette - taka opcja odpada!

    Sol - to zmykaj lepiej sobie podjeść czekolady, zamiast dumać ;) Buziole!

    Magdo K. - bardzo mi miło i przyjemnie to wiedzieć :))

    OdpowiedzUsuń
  30. Piszesz doskonale. Zabawnie, mądrze, z pomysłem ;)
    Wolę nie myśleć, co by było gdybym miała jutro umrzeć. Prawdopodobnie nie zrobiłabym niczego. Powiedziałabym bliskim, że ich kocham. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie wiem co tam wygrzebałaś na tym cmentarzu ale natychmiast to odnieś! I umyj ręce!
    Najgorsze jest to, że kiedyś nas tez będzie odprowadzać na cmentarz jakiś szeleszczący głośnik, dzieci będą nam rozlewać wosk na pomnik, i raz w roku spokojny sen będą przerywac korowody rodzinne. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie przepraszaj, bo wpis świetny jak zwykle :) Ja jestem z tych osób, które nie lubią tego święta na sztuczność. 'Wypindrowane' paniusie robiące rewię mody z wyprawy na cmentarz i zawody 'który grób będzie miał droższe znicze' (oczywiście nie wszyscy, ale dużo osób tak ma i to przykre). Ja pamiętam zawsze mimo tego, że na cmentarz rzadko chodzę i jestem przynajmniej w zgodzie ze sobą chodząc w czerwonych pumpach. A co do księdza to tak, śpiew jest rozbrajający :P

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja też zawsze idę potem do babci na ciasto. Ale ogólnie na cmentarz, żeby podumać wolę sobie iść sama w normalny dzień, bo tak nie potrafię się skupić, jest cała masa znajomych i to zupełnie inaczej wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  34. niezły cytat mi się przypomniał a propos śmierci. Myślę, że trafny a propos tych aurorowych zadumań:

    "W życiu ludzkim - śmierć to rzecz nie nowa,
    A i samo życie - nic nowego"

    OdpowiedzUsuń
  35. Patosem to u mnie zaleciało we wpisie z 1-ego listopada. Ku temu patosowi się ciagle skłaniam, aż nie kiedy łupnie w kręgosłupie;)
    Dobrze że u ciebie się mogę zdystansować:)

    OdpowiedzUsuń
  36. O jak dobrze że trafiłam tu całkiem przez przypadek! :)) Genialny blog i notki! :)) Z wielką chęcią dodaję do obserwowanych (mam nadzieję, że z wzajemnością,hihi)
    Pozdrowionka! :*

    OdpowiedzUsuń
  37. Przeraża mnie jak ludzie umoralniają swój kręgosłup na 1 listopada. A co po nas zostaje....niestety tylko tyle ile pamiętają inni...I tu kłania się dystans do samych siebie i tego co robimy ...

    OdpowiedzUsuń
  38. No i nie wiem, które posty najpierw czytać - te z teraz czy te z kiedyś? ;) no muszę nadrobić zaległości :).
    Patos patosem. Najważniejsze się znalazło :).

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?