niedziela, 23 października 2011

Jak to się robi w nocy na parkingu

Och. Pewnie, że to się robi ciężko. Bo w nocy zimno i ciemno.
Znacznie przyjemniej byłoby gdzieś, gdzie jest ciepło, miękko i przyjemnie.
W kuchni, chociażby.
Choć ,w gruncie rzeczy, TO zawsze jest nie przyjemne...

Wróćmy jednak do istoty pytania jakie postawiła sobie autorka bloga w tytule, "jak".
A no robi się to tak jak w "M jak miłość". Bynajmniej w przekonaniu Pana X. Wygląda na to, że facet naoglądał się zbyt wielu odcinków naraz. Z całą pewnością mógłby wcielić się w rolę Mareczka, choć jako serialowa ignorantka, muszę wyznać, że nie pamiętam, by Mareczek kiedyś zrobił coś podobnego, czym popisał się Pan X. w nocy na parkingu...

Jeśli Wasza ciekawość rośnie jak ciasto drożdżowe, to niech sobie jeszcze powyrasta. Nim odpowiem na pytanie co zrobił tym razem mój kawaler, cofniemy się  nieco w czasie. 

No to lecimy. Poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, pią... STOP
Czwartek wieczorem. Po pamiętnej parapetówie, na której zdziwiłam się co nie miara  tym, że Pan X. nie lubi czekolady z chilli, ale też i pochopnego (?!) całowania (z udziałem moich ust!) postanowiłam z nim subtelnie o tym porozmawiać. O całowaniu. Tak, owszem, jestem odważna, a nawet zuchwała. 
O jakież było moje zdumienie, kiedy ten sam nieśmiały kawaler zaproponował mi, bym udzieliła mu w tej kwestii kilku lekcji
Certyfikatu mistrza pocałunku nie posiadam, ale... Nie mogłam odmówić. W końcu jestem Panią Nauczycielką. Ba! Udzieliłabym mu tej lekcji od razu, gdyby nie fakt, iż cała rozmowa była toczona na czacie.

Trzeba mi było czekać do piątku. I to aż do godziny 22.00 kiedy to na parkingu pod moim mieszkaniem... Pan X.
...
Nie zrobił nic.
Tak de facto Pan X. zapomniał o umówionej randce.
Dlatego to ja zrobiłam coś  na ciemnym zimnym parkingu.
Co?
To co należało zrobić już dużo wcześniej. Dać kosza. Wiem, że czasy "Beverlly Hills" dawno za nami, ale nie znajduje żadnego innego określenia na to, co oświadczyłam Panu X.

Nie pozostawiłam mu żadnych wątpliwości. To już koniec.

Nim nastąpi koniec tego wpisu, chce wyjaśnić tylko jedną wątpliwość - jakim cudem Pan X. zmaterializował się pod moim mieszkaniem, skoro zapomniał o rzeczonej randce. Lekcji, byłabym zapomniała.

Otóż, gdy uświadomiłam sobie, tamtego wieczoru, że Pan X. nie ma zamiaru uczyć się jaka jest różnica pomiędzy buziakiem a całusem, zrazu napisałam mu co o tej całej znajomości myślę. Rozpoczęliśmy spektakularną kłótnię. Na Facebooku. Pan X. tak bardzo się przejął, że zrazu stwierdził, że przyjeżdża. Rzecz jasna, zabroniłam mu. Rzecz jasna, on przyjechał.

Z przeprosinami. Bez finezji. Bez kwiatów. Brak kwiatów bym mu wybaczyła. Ale gdy stwierdził, że ma dobrą wymówkę usprawiedliwiającą jego zapomnienie, zadrżałam. Gdy stwierdził, że tą wymówką jest to, że dziś ma imieniny i zgrabiał liście, ja uświadomiłam sobie, że wobec tak kiepskiej wymówki ja mam dobrą wymówkę, by zrobić to, do czego zachęcały mnie moje czytelniczki od bardzo dawna dać kosza, powiem to raz jeszcze.

Raz jeszcze powtórzę też, tak jak było na wstępie - nie jest przyjemnie dawać kosza.

Znacznie łatwiej jest w kuchni zjeść ciastko.
Ale z tym ciastkiem trochę jak z Panem X. - jest zbyt małe, by mi wystarczyć. I nie piję tu jedynie do wzrostu Pana X.








45 komentarzy:

  1. Wolę nie wnikać czemu porównałaś małe ciastko do iksa. Skoro nie tylko wzrost, to aż korci zapytać co takiego u iksa miało jeszcze małe rozmiary, ale w sumie skoro on nie potrafił odróżniać buziaka od pocałunku to na głębsze zmierzenie iksa nie było pewnie szans.

    Dawać kosza podobno dziewczyny nie lubią, więc ufam, że to jednak niemiłe natomiast każdy kosz jest jakąś tam lekcją, chociaż na swoich błędach mało kto się uczy.

    Cholera jasna, te Twoje sugestie i dwuznaczności z seksualnością w tle sprawiają, że to tak jakbym oglądał kiepski film Hitchocka. W jego dobrych filmach było trzęsienie ziemi a później napięcie rosło. W Twoim poście było trzęsienie ziemi, ale później napięcie oklapło tak jak zaangażowanie iksa w pocałunki. I znów jego wina!

    Mam nadzieję, że nie smucisz się mocno

    PS. Nie używam emotikonek, żeby podkreślić ironiczny radosną treść komentarza.

    PS. 2 - Nie używam formy "pan" wobec iksa, bo zastanawiam się czy właściwsza nie byłaby "panna".

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow!
    Miłośniku Miłości - Dzięki! To się nazywa obszerny komentarz ! :D
    Panna X. ?

    Świetnie porównałeś napięcie tego "związku" do Hitchocka!
    Panna X. ?
    Ech, już się nie muszę zastanawiać jak go nazywać, bo go już nie ma ;-P
    Pytanie - kto będzie następny?!

    OdpowiedzUsuń
  3. "Pan Y". Od iksa będzie się różnił większą brawurą, krystalicznie zielonymi oczami, miłą dla ucha barwą głosu., zmiennym humorem, nieprzewidywalnością i życiowy, spokojem. Będzie nadużywał autoironii by poskromić pamięć o złych chłopcach i rozbudzić uczucie do tych dobrych dusz.

    No i co najważniejsze: Nie będzie używał emotikonek, żeby trudniej było go poznać jako dobrego kandydata....

    No może czasem użyję emotikonek żeby się uśmiechnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "dziś ma imieniny i zgrabiał liście" haha padłam jak to przeczytałam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie i tak miał za duzo szans...ech,świat staje na głowie ...faceci jak panienki,a kobiety twarde jak skały.Powodzenia kochana! I niechże następny będzie facetem, no chociazby takim do całowania dobrym ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brawo. Nie jest przyjemnie dawać kosza, nawet jeśli facet się najwidoczniej nie stara, ale lepiej zawczasu. Swoją drogą zupełnie nie rozumiem jak można zapomnieć o LEKCJI POCAŁUNKU. Coś z nim jest nie tak.

    P.S. Miłośniku... To jest autoprezentacja? :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Baardzo wysoko podniosłam brwi, kiedy przeczytałam o jego usprawiedliwieniu...
    No, nie jest dobrze dawac, ale jak chłopak, który jest Tobą zainteresowany może zapomnieć, bo mam imieniny... No, jak...??? Nie pojmuję...
    Siły i cierpliwości - Tobie i... sobie:)
    P.S. jeden takie nie używał wielkich liter w sms-ach, kiedy pisał do mnie słowa Ciebie, Tobą, Ty... A poszedł... ty...!

    OdpowiedzUsuń
  8. Panna X bardzo mi pasuje !!! Choć nie wiem czy nie jedna Panna by się nie obraziła...
    Kawał imbecyla chciało by się rzec i ta jego imieninowa szczerość... mi kamień spadł z serca (na nogę oczywiście:), że odważyłaś się na kosza.
    Gratulacje i jeszcze jedno...
    Ja bym się zajęła zagadnieniem "Miłośnik-miłości i jego zielone oczy...".
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję decyzji i cierpliwośći, że tyle wytrzymałaś, bo ja to chyba bym uciekła już dawno :P

    OdpowiedzUsuń
  10. on miał imieniny i nie spędzaliście tego dnia razem? Łeee, na huy Ci taki pan x

    ciao

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam ciekawa czy zdecydujesz się na ten krok. Nie powiem, że mnie to cieszy bo każda z nas (czytających) zapewne chciała aby to był TEN facet. Niestety widać że nie. Wychodzi na to że jeśli od samego początku nie jesteś zauroczona/zachwycona to nie ma co się starać (jeśli sam facet tego nie robi i tak na prawdę nie wiadomo czego chce).

    OdpowiedzUsuń
  12. no i dobrze mu tak:) jakiś taki mało ogarnięty był ten iks:) też się zastanwiam nad Y'kiem:)

    OdpowiedzUsuń
  13. W nocy na prakingu? To ja sobie wyszukałam ten praking, i oto co znalazłam :To be overcome by a sudden feeling of religious joy whilst driving, so intense that you need to pull over and pray. The term can apply to all faiths.
    Zobacz jak literówka wiele o nas mówi:)))))
    Hehe, tyle, że ty kierownicę mocno trzymasz:)))

    OdpowiedzUsuń
  14. oh Lord!:D i dobrze, zbyt różniące się temperamentami osoby nie potrafią rozwijać razem skrzydeł. Coś czuję,że musiałabyś ciągnąć na jednym skrzydle siebie, jego i cały związek:) a to ma być przyjemność!:)
    uściski!trzymaj się Aurorko!
    J

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak się zastanawiam... czy faceci są tak pewni siebie, czy tacy głupi... Bo raz zapomnieć o umówionym spotkaniu, no trudno, ciężko to przełknąć, ale jakoś można wybaczyć, ale drugi raz zapomnieć i gdyby jeszcze (nie daj Boże!) dostał kolejną szansę i powtórzyłoby się to kolejny raz. Niby mu zależało, ale nie przychodził. Nie przyłaził, bo był pewny siebie, że przecież Ty i tak go nie zostawisz, czy nie przyłaził, bo miał sklerozę galopującą?... Hmm... oba przypadki mi się nie podobają, więc dobrze, że dałaś sobie z nim spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Imieniny miał!?..to bym go wyzwała, ukatrupiła a potem zadzwoniła po grabarza, żeby posprzątał szczątki z listowia i nie szczędził wideł.
    Co za wybrakowany chromosom!

    OdpowiedzUsuń
  17. hmmm.. skoro Pan X jest takim zapominalskim Panem to może i lepiej, że ten kosz dostał teraz a nie po lekcjach całowania! Zresztą nie dość, że zapominalski to jeszcze z kompletnym brakiem wyobraźni- ja już myslałam, że musiał ratować z pożaru 10 dzieci, staruszkę i 2 koty albo pomagał w ramach wolontariatu biednym zwierzakom w schronisku i napadła go swora dzikich kojotów, albo co najmniej zadzwonił generał wojsk powietrznych i poprosił go o pomoc w megaważnejitajnej operacji powietrzno-desantowej na wschodzie tym bliższym niż dalszym!...a tutaj co- grabanie liści?imieniny? Po co komu taki świętujący grabarz..

    Auroro jak trafisz na faceta, który na randkę spóźni się z powodów podobnych do wymienionych przeze mnie to bedzie znaczyło, że jest wart przebaczenia! A jak narazie to danie kosza jak najbardziej wskazane! ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oh, smaku mi narobiłaś tytułem Czekolado! Odżyły wspomnienia, kiedy jeszcze nie byłam żoną i trzeba było korzystać z niewielu okazji do uciech jakie dawał bezlitośnie pędzący czas. Parking za osiedlowym sklepikiem późną wieczorową porą... Zjazd do lasu tuż przy przejściu granicznym i patrolujący leśne dukty strażnicy graniczni. Śmiechu była co nie miara, gdy nie mogłam odnaleźć części bielizny, żeby z jaką taką godnością panom służbistom wytłumaczyć co się dzieje... Ale parking przy cmentarzu, bo "tam na pewno nikogo wieczorem nie będzie". Jak wielkie było nasze zdziwienie :P

    A poza tym! Na reszcie! Niech pan X sobie liście grabi i niech mu ręce przy tym na kość marzną! Tobie trzeba kogoś z czekoladowym sercem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Aaaa, teraz już wiem, co czuje przebite znienacka pięścią ciasto drożdżowe ;-)))) To ci historia. Ale na szczęście (tak?) dobiegła końca :-))

    OdpowiedzUsuń
  20. Kurczę, ja to jednak starej daty jestem, bo tak szybko bym nie pogoniła. Może dlatego, że już wyrosłam z parcia na bycie z kimś.

    OdpowiedzUsuń
  21. Haha :D hmmm, ja już chyba gdzieś słyszałam tę historię! I wychodzi na to, że (wybacz określenie) masz większe jaja od Iksa :pp

    Widzę, że masz kolejnego kandydata na miejsce "Pana", ale ja dalej obstaję przy tym, żeby tym razem to był Pan Ukochany! A najlepiej niech się pojawi na naszym spotkaniu blogerów, to wtedy będzie się dało lepiej ocenić :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Popieram Twoją decyzję w 100%. Mam tylko nadzieję, że było mu bardzo głupio i, że przez najbliższy miesiąc będzie chodził z papierową torbą na głowie.
    Życzę Ci też udanego polowania na jego następcę. O ile dobrze zinterpretowałam, to już jeden kandydat się zgłosił :D (Trzymam kciuki)

    OdpowiedzUsuń
  23. mój poziom uwielbienia dla Twojego stylu pisania rośnie z każdą jedną notką:D

    OdpowiedzUsuń
  24. BRAWOOOO!!! :D lepszepyszne ciastko od faceta mez smaku!!

    OdpowiedzUsuń
  25. hahahahhaa no chlopy sa prostolinijne i wcale nie chca sie uczyc na czym polega roznica w tym czy w owym ba im sie nie chce chcec uczyc,szukaj dalej kto szuka tez znajdzie....albo i nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Co za bajerę pocisnął. Dobry agent :-)
    Nie jestem w temacie ale jeśli, miałaś komentarze, żeby powiedzieć mu ostateczne sayonara i sama chciałaś, to mogę tylko napisać, że dobrze zrobiłaś :) Może uda Ci się trafić tym razem na lepszy model Pana X, albo w ogóle Pana Y ;)
    Pamiętam jak przed moim obecnym związkiem dałam kosza, po uszy zakochanemu we mnie facetowi. Mam do dziś wyrzuty, bo generalnie lubiłam go. Z nim rozmawiać, o rzeczach ważnych i mało istotnych. Ale nie moja wina, że nic oprócz koleżeństwa nie mogłam mu oferować, czasem się łudziłam, że może moje serce drgnie. A tu LIPA. Chłopak się tylko jeszcze bardziej we mnie wkręcił... tak konkretnie. Stracił rozum. Do tego stopnia, że przez rok po daniu kosza. Potrafił do mnie dzwonić, albo pisać smsy, gdzieś tak raz na miesiąc, czasem co 3-4... i ciągle twierdził, że nie znajdzie nawet w połowie tak wspaniałej kobiety jaką ja jestem. Nie chciałam go zranić. No ale tak wyszło. Mnie też życie nie oszczędzało.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. poczęstuję się tym ciastkiem i uważać w nocy proszę na wszystko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. imieniny rzecz święta ;)a rytuały(grabienie liści) trzeba pielęgnować - pojęcia nie mam O CO CI CHODZI? :P

    OdpowiedzUsuń
  29. No grabił, grabił, aż sobie nagrabił ;). I dobrze. Pewnie, że nie jest łatwo, ale zawsze można zarzucić włosiem, błysnąć czerwienią szminki i odejść, czując słuszność decyzji ;).
    Gratulacje. Życzę Ci prawdziwego trzęsienia ziemi, a nie jakiegoś marnego tąpnięcia. W uczuciach, oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Uuuu łaaaa.... ja jestem tu pierwszy raz ale widzę, że pan x faktycznie jest malutki rozumkiem i nie winikam czym jeszcze :P A co do dawania kosza - lepiej go dać niż całe życie w nim spędzić :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  31. Zdecydowanie danie kosza jest czasem jedynym wyjściem. Trzymaj się i nie puszczaj (mój wujek dopowiada zawsze: z byle kim i byle gdzie :PPPPPP)

    A Rufus - tak, Rufus jest chomikiem dżungarskim :) Kołowrotek to jego pasja.

    OdpowiedzUsuń
  32. Jeżeli kiedykolwiek postanowisz zrobić z tekstów na tym blogu książkę i ktoś Ci ją wyda, to masz jak w banku, że ją kupię.

    Pozdrawiam

    Sol

    OdpowiedzUsuń
  33. hhaah i bardzo dobrze zrobiłaś :) a ciasto się należało :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ależ dawkowałaś napięcie. Moja ciekawość rosła wraz z każdym słowem:)
    Tak swoją drogą to ten iksiński zasłużył sobie nie tylko na kosza, ale i porządnego kopa.

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie ma się co męczyć i czekać w nieskończoność, jego strata. 10 randek i nic, zapominanie o spotkaniu (!), totalnie idiotyczne "coś", gdyż wymówką tego nazwać nie można.

    Z odpowiednim facetem powinnaś móc zaśpiewać kawałek tekstu mojego ulubionego utworu, pewnej brytyjskiej formacji:
    "When I'm with you
    It seems so easy"

    OdpowiedzUsuń
  36. auć, no ale z drugiej strony się nie dziwię. Jakoś od początku nie polubiłam X...

    OdpowiedzUsuń
  37. Boże ile ten X człowiek ma lat? Nie jeden Twój uczeń jest bardziej rozgarnięty od tego typa... I dobrze mu tak!

    OdpowiedzUsuń
  38. @Żona Męża: jeszcze trochę i będzie musiała rozważyć kandydatuyrę uczniów :) Ale racja, X raczej słaby był.

    OdpowiedzUsuń
  39. Brawo! A wymówka pt. "dziś mam imieniny i zgrabiałem liście" mnie rozwaliła!!! nie mogłam przestać się śmiać :)

    OdpowiedzUsuń
  40. "Piękna" ta wymówka, nie słyszałam chyba lepszej! Też bym nie zwlekała z daniem kosza. :-) Ale kłótnia na Facebook - hm....nie dane mi było dotychczas tego doświadczyć...

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?