sobota, 3 września 2011

Schodki do szkoły

Biała koszula. Granatowa spódniczka. Zbyt duży tornister. Ciężko przełknięta ślina, na widok ogromnego budynku, w którym jak w labiryncie pełno jest długich korytarzy, które prowadzą do innych korytarzy, a te do...
                                                      szatni, na przykład.

Szkoła.
Pierwszy dzień w szkole.

Któż by pomyślał, że usłyszę szkolny dzwonek jeszcze raz? Ja na pewno nie...

Tymczasem, stało się. Jestem Panią Nauczycielką.

Nim zacznę stawiać jedyn... jedynie piątki i zastanawiać się czy poranny kaszel to już pylica oraz zwinnie używać wskaźnika, należy nam wrócić do początku tego całego zamieszania. A wcale nie jest nim owy pławiący się w oparach sławy pierwszy dzwonek szkolny. Otóż nim ostatnia sierpniowa kartka z kalendarza odsłoni 1 września, nauczyciel już pracuje w szkole. Jeszcze nikogo nie uczy, ale to go uczą. O celach, planach, dotychczasowych błędach. Rada wydziału. Synonim słowa nuda
Doprawdy, jeśli ktoś myślał, że szczytem nudy są flaki w oleju albo lekcja historii dyktowana z  przestarzałego podręcznika to niech zweryfikuje te poglądy raz jeszcze, uczestnicząc wolontaryjnie w tego typu posiedzeniach.

Żeby nie nudziło się nikomu za bardzo, dziesięciogodzinne obrady kończą się listą zadań praktycznych do wykonania w szkole. Sama lista kończyła się zaś pozycją „malowanie schodów”.
- Ciekawe jak poradzi sobie z tym 60 letnia pani woźna – nie zdążyłam pomyśleć, kiedy zaraz po odczytaniu zadania pojawiło się przy nim moje imię (!!!).

Sądząc, że się przesłyszałam, podeszłam do Pani Balbiny (doprawdy nie wiem kim ona dokładnie jest, ale ma władzę ma…) i zapytałam raz jeszcze. Okazało się, że zamiast ćwiczyć słuch, powinnam raczej zająć się ćwiczeniem trzymania wałka do malowania…


Świetnie. Tym oto kolorowym akcentem zaczęłam mój pierwszy dzień w szkole. W zasadzie mało kolorowym, bo farba była szarawa… 

Zaje-fajnie! – jak mawia kwiat młodzieży polskiej. 



Kolorowo nie przestało być i kolejnego dnia, podczas uroczystej akademii na rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Tak, jak obowiązkowa jest biała koszula, tak obowiązkiem Kolei Polskiej są grube spóźnienia w momentach, w których jest to najmniej wskazane. W momencie rozpoczęcia Akademii, na przykład... Spóźniona, rzecz jasna, zdyszana i czerwona dobiegłam do placu szkolnego. I nie zdążyłam nawet ochłonąć, kiedy wszystkie spojrzenia – rodziców, dzieci i szanownego grona nauczycielskiego – spoczęły na 

mnie. 

Dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że ma miejsce przedstawianie nowych nauczycieli.
Po upływie kolejnej sekundy dotarło też do mnie, że beztrosko machałam do wszystkich trzymając w ręku tanie romansidło* z całującą się parą na okładce, które zmuszona byłam czytać podczas spóźnienia PKP. Mam tylko nadzieję, że nikt nie zdążył odczytać jej tytułu…

Ta sama porywająca powieść towarzyszyła mi dzielnie podczas załatwiania miliona innych papierów potrzebnych do zawodu nauczyciela. Dość się jednak wynudziliście moją pisaniną, a nie chcę by po przeczytaniu tego wpisu, mieliście tak samo zmarnowane miny, co ja po zakończeniu Rady. Nie będę więc o tym pisać… Grunt, że dowiedziałam się, iż jestem niewinna i zdrowa (bynajmniej na ciele). Od narzekań na NFZ i inne instytucje podupadające na zdrowiu są różne fora internetowe (a jest ich nie mało…). 



Nie ma jak początki…
Patrząc na zalęknione, niepewne, nieco zmartwione twarze pierwszoklasistów zastanawiałam się tylko kto tu jest bardziej struchlały – oni czy ja



Po przyjściu do domu zdjęłam ciasną spódnicę, szpilki, żakiet. Czy da się tak samo zdjąć z siebie wszystkie lęki i obawy? Dzięki Bogu, jest czekolada! I weekendy. I przyjaciółki. I Wy!














* Owo tanie romansidło:
a) nie jest harlequinem
b) wcale nie czytałam z musu, a dlatego że LUBIĘ
c) polecam każdej nauczycielce nudzącej się podczas Rady Wydziału

36 komentarzy:

  1. chętnie poczytam o Twoich "szkolnych" historiach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ;) nowa praca, nowe doznania ;) będzie super! Gwarantuję Ci to :) trzymam kciuki!!!

    P.S. Auroro ;) z moich obserwacji wynika, że nie wszystkie wyglądają lepiej niż my kiedy byłyśmy nastolatkami... jednak czasem widuję świetnie ubrane dziewczyny... ale widzisz... trzeba mieć wyczucie ;) a na modzie też się nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Auroro, oulala! Proszę Pani ;) Mam nadzieję, że back to school będzie całkiem ciekawym doświadczeniem :) i treningiem asertywności - trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. 19 lat w jednym domu z nauczycielem. Szczęśliwie tatuś uczy w-fu :) Ale wypełnianie dziennika to była fajna zabawa.
    Przez kilka lat, jak sama dopiero zaczynałam podbijać szkolne korytarze, mama też chwilę była nauczycielką, matmy i plastyki z racji bycia architektem, i dostawałam od jej uczennic dużo "karteczek" (wtedy dzieci zamiast numerem gg, wymieniały się karteczkami z nadrukami).

    No cóż, mam nadzieję, że będzie Ci się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie zabawnie, zobaczysz. Może nawet uznasz to za zabawne dłużej niż ja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hihihi Auroro witam w gronie pedagogcznym...ja wprawdzie nie nauczycielka ino pedagog ( podobno ten typ jest gorszy :P ) i na "wolnym" ;) ale dokładnie rozumiem co przechodzisz...trzymam kciuki za ciebie i dzieciaki;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kaś, sądząc po tym tygodniu, będzie ich wiele i dostarczą nam wszystkim wielu emocji :)) ciekawe czy przeżyję???

    Magdo - dzięki, prócz asertywności przydałaby mi się jeszcze kamizelka kuloodporna ;-P

    Kasia, podziel się ze mną jeszcze swoim doświadczeniem, pliis! :D

    Silko, zabawnie na pewno będzie o tym wszystkim pisać na blogu ;-P :D

    Panti - witaj! Dzięki za kciuki, z ciekawością i radością zauważyłam, że sporo grono blogerów to właśnie nauczyciele :)

    Blog miejscem odreagowania dla nauczycieli i pedagogów? :)) zobaczymy!

    OdpowiedzUsuń
  8. hehe, dobre wejście na akademię, al'a Bridget Jones:))) to lubię:) już jestem ciekawa jakie kolejne szkolne przygody opiszesz:))) pierwszoklasiści na pewno dostarczą ci rozrywki:) powodzenie w nowej roli:))) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. O Mamuńciu...! NA szczęście żyjesz...:), ale tto malowanie schodów... jestem pod wrażeniem...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty to masz przygody! ;) Spóźnianie się środków lokomocji w najmniej oczekiwanych momentach akurat znam, bo też przeżywałam, np. ukochany PKSik w dniu egzaminu. Na szczęście profesor był dla mnie łaskawy. Ale malowanie schodów? o.O Nie sądziłam, że nauczyciele robią takie rzeczy.

    Ja tam jestem pewna, że sobie dasz radę. Z taką wesołą nową panią się nie będą nudzić.

    OdpowiedzUsuń
  11. trzymam kciuki!! Mocno:D:D a tymczasem wracam się cieszyć trzecim m-cem wakacji póki takowy dla mnie istnieje:D:D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Goh, Bridget zmagała się z dwoma nieznośnymi facetami, a ja będę mieć na łowie tuzin maluchów, oj, masz rację, dają popalić... ;-)

    Ewelajno, myślę, że malowanie schodów to jedna z łatwiejszych rzeczy jaką napotkam na nauczycielskiej drodze hihi ;-P

    Czarny(w)Pieprzu - ja bym rzekła - wręcz zuchwała!

    Villane - Ja też nie sądziłam, że zacznę od schodów. Z tego, co pamiętam Harry Potter też zaczyna od schodów (mieszkał pod nimi), więc może będzie lepiej :))

    Lafle - aaaaaaaa, oddawaj mi kawałek miesiąca :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Trzymam kciuki za nową pracę! dużo bym dała,żeby już być na swoim i mieć chociaż trochę poukładane życie
    Drożdżowe z winogronami musiało smakować oryginalnie i pysznie;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kolejne ciekawe doświadczenie życiowe :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Auroro, jako dziecko nauczycielskie (w domu miałam plastyka i matematyka), powiem Ci jedno - to będzie jazda bez trzymanki ;D

    Powodzenia! 3mam kciuki za nowy rozdział w Twoim życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. powodzenia na starcie:) cholernie fajnie czytało się tą notkę:D
    zapraszam na mój biżuteryjny blog;)

    http://natajka89.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Prawdziwie mrożąca krew w żyłach opowieść :D uśmiałam się. Proponuję pomalować schody na kolor czekoladowy lub zapędzić pierwszoklasistów do spontanicznego graffiti ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jak większość jestem niezmiernie ciekawa dalszych perypetii z pierwszoklasistami. Czy jakaś starsza klasa też będzie pod Twoją opieką?

    OdpowiedzUsuń
  19. no pani nauczycielko glowa do gory :) :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Proszę mi tu natychmiast tytuł romansidła. Bo mnie ciekawość zeżre i będziesz mnie miała na sumieniu.
    A jeśli idzie o nauczycielskie kroki - no cóż, nauczyciel może być całkiem przez nich zapomniany, hołubiony w pamięci jak najdroższy skarb, albo przyczynić się do traumatycznych odruchów wymiotnych. niepotrzebne skreślić :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Monisia, dokładnie tak jak piszesz - stabilizacja mile (w końcu!) widziana :))

    Mirrors - CIEKAWE ! :)

    Deva - jako dziecko lubiłam szalone karuzele, a teraz? Się przekonam ;-)

    Natajko - miło mi!

    Turlaczku -dzięki za inspirujący pomysł na dzisiejszą lekcję hehe :))

    ŻonoMęża - tak, starsze dzieciątka też będę męczyć :))

    BloguNiedzielny - póki co, głowa w górze, zobaczymy co powiem za tydzień ;-P

    Kasiu Eire - nie chcę traumy, ani nie chcę Cię mieć na sumieniu - proszę bardzo, tytuł romansidła brzmi - "CEL MATRYMONIALNY" :)

    OdpowiedzUsuń
  22. jesteś porządnie zakręcona :D i to lubie :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Hm...skąd ja to znam...?:P :D witaj szkoło!

    OdpowiedzUsuń
  24. jedno jest pewne.

    Zostałaś zapamiętana;)

    Wszystkiego dobrego dla Ciebie i Twoich dzieci ;D

    OdpowiedzUsuń
  25. haha, to powiem Ci, że lepiej zacząć nie mogłaś ;) teraz już tylko z górki - POWODZENIA :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Sandrulo, czasem mnie przerasta poziom mojego zakręcenia ;-)

    Kaś, czyżbyś była moja koleżanką po fachu? Super! :)

    Magdo, o by to pierwsze wrażenie było dobre! :D

    PorcelanowyBlog - też mam taką cichutką skromniutką nadzieję (choć po dzisiejszym dniu... ufff!!!)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja miałem praktyki w tamtym roku i do szkoły się zniechęciłem.
    Lęków na razie nie da się znieść, choć bardzo byś chciała. Ale kiedyś odpadną od Ciebie.

    Mam nadzieję, że ciasnej spódnicy i szpilek za często nie będziesz zdejmować :D Zawsze to estetycznie fascynujący widok, choć domyślam się, że też "szalenie" wygodny ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. a moja siostra też jest nauczycielką :) i także uczy maluchy :) i nie martw się Aurora dasz radę...nie takie dzieci straszne jak je malują ;))

    OdpowiedzUsuń
  29. MiłośnikuMiłości - pewno nauczycielki nie chodziły tak chętnie w obcisłych spódniczkach i szpilkach, dlatego ci się nie podobało w szkole, hm? ;-P

    Olimpio - trzymam za słowo! :D

    OdpowiedzUsuń
  30. ;) Aurorko jesteś z pewnością najfajniejszą nauczycielką w szkole!:)
    uściski!
    J

    OdpowiedzUsuń
  31. jak Ty potrafisz ludzi rozszyfrować to poezja :P Moje chodziły w wełnianych kubrakach :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Kochana, fajnie piszesz, ale, o jezusie jezusicku - BYNAJMNIEJ! Nie jesteś zdrowa i niewinna BYNAJMNIEJ na ciele, tylko PRZYNAJMNIEJ. A BYNAJMNIEJ nie powinnaś się obrażać za ten komentarz, bo jak już piszesz ciekawie i z poczuciem humoru, to pisz też poprawnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  33. Just - przynajmniej Ty tak uważasz, a to dla mnie ważne :))

    Miłośniku-miłości - niniejszym uważam, że prawisz mi komplementy ;-P ooo, laseczki musiały uczyć w tej szkole ;-P uściski dla Ciebie! :))

    Anonimowy Nauczycielu - oczywiście, że się nie obrażam, a wręcz podziękuję. Kolejny Zonk ;-P Ale przecież nauczyciel też jest ucznie, pozdrawiam, proszę wyłapywać kolejne błędy :))

    OdpowiedzUsuń
  34. ano jakby nie patrzeć to też nauczycielką jestem:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Czego uczysz? Powodzenia życzę i trzymam kciuki! ;)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?