czwartek, 11 sierpnia 2011

Pod górkę


I tak oto, po roku pracy oraz miesiącu oczekiwania, doczekałam się wreszcie. Jestem na urlopie. Na prawdziwym urlopie. W Polsce może znaczyć to jedno – morze albo  góry. Rzut monetą i po sprawie.
                                                 ę
                                              k
                                            r
                                         ó.
                                       g
Potem było już tylko pod
Może dlatego, że wypadło na góry. Nie tam jakieś Tatry, Rysy, a zwyczajne Beskidy. No ale wiadomo, małe jest piękne. Tak ludzie mówią na mój widok. A ja tak stwierdziłam, gdy pierwszy raz przyjechałam do Szczyrku.

Nim jednak zdołałyśmy osiągnąć jakikolwiek szczyt, to nas dosięgnął szczyt absurdu. Wiadomo, życie.
Jak wysoki był ten szczyt? Pewnie na niejedną górkę się wspięliście. Posłuchajcie więc tego i oceńcie sami.

Jak już zdarzyło mi się wspomnieć na początku, rok temu, gdy miałam włosy krótsze o kilka centymetrów, a twarz bez ani jednej zmarszczki (teraz mam pół zmarszczki) wymarzyłam sobie wyjazd gdzieś w  jakieś miejsce, gdzie prócz dobrego kebaba, będę mogła zakosztować ciszy, zielonych łąk oraz babskiego towarzystwa. No, może być ewentualnie jeden sklep z pamiątkami. Musiałam to dodać, bo inaczej wyszłoby na to, że wszystkiego tego dostarcza mi Lesiów. A z Lesiowa właśnie miałam niezmierną ochotę się wyrwać.

Zmontowałam więc ekipę – moja Starsza Siostra, Krecia (nasza psiapsióła jeszcze z czasów Liceum) oraz ja. Siostra wykonała kilka telefonów. Krecia dostała urlop. I tak oto miałyśmy zarezerwowany pokoik w małej drewnianej chatce, gdzieś na uboczu Szczyrku.

Wcale nie gdzieś wysoko, a i tak nie dotarłyśmy wszystkie… Niestety, pech chciał (bo na pewno nie ja chciałam), że Starszą Siostrę musiano zabrać do szpitala. Niby ciąża to nie choroba, ale łatwo nie ma…. Coś jest nie tak. I niech no tylko jej nie wypuszczają dopóki dopóty wszystko nie będzie Ok, bo inaczej ze mną będą mieli do czynienia!

Na szczęście z naszą podróżą wszystko było Ok, dotarłyśmy z Krecią całe, zdrowe i… głodne. I chyba Was nie zadziwię, jeśli powiem, że na obiad zjadłyśmy czekoladowy torcik wedlowski… Pycha. 


Po tak solidnej dawce czekolady trzeba było… dobra, dobra poplotkować trochę, ale zaraz później – wyruszyć w trasę! 



 No  to wyruszyłyśmy, że ho-ho! Obeszłyśmy centrum i uliczki boczne. Tu kupimy Starszej Siostrze drewniane korale, tam mamie oscypka, no i sobie – oj, w tej kwestii wytyczyłyśmy cały długi szlak, a na nim lumpeksy, sklepy z sprzętem sportowym, sklep z drewnianymi akcesoriami kuchennymi, a nawet kino! Czy wiecie, że w Szczyrku jest kino mieszczące się w budynku mniejszym, niż mój dom w Lesiowie?
Dobra, może przesadzam. Nie, nie z tą wielkością, ale z pomysłem chodzenia do kina, zamiast po górach. Hmm… Biorąc pod uwagę to, że prognozy są obiecujące tylko, jeśli chodzi o  obietnice obfitych opadów deszczu, to kino naprawdę wydaje się dobrą opcją.

Nie, jeśli się ma płaszcze przeciwdeszczowe. Co ja gadam (albo raczej piszę) – turystyczne płaszcze przeciwdeszczowe to nic innego jak kilka złączonych z sobą reklamówek. Brakuje tylko na nich napisu 
T e  s c o .

W każdy razie, tamtego pierwszego wieczoru tak się zmęczyłyśmy naszą wędrówką, że pierwszą i ostatnią górka pod jaką weszłyśmy były schody wiodące do naszego pokoju.
Och, kłamczucha mała ze mnie, bo czekało nas jeszcze jedno wstrętne podejście… Wino. A konkretnie, korek. I brak korkociągu. Po jakiejś godzinie i próbowaniu wszystkich noży i jednego długiego i wyjątkowo ostrego widelca dałyśmy jednak za wygraną. Cóż, jutro też jest dzień. A ochota na wino, podobnie jak ochota na cało… całow… znaczy się na całodzienne wędrówki po górach ( w deszczu!) nie mija tak szybko.

Co innego, gdy nagle, podczas całonocnych pogaduch z przyjaciółką uświadamiasz sobie, że już prawie świta, a ty jeszcze nie umyłaś zębów! I nie masz na to w ogóle ochoty.

Uff… Na szczęście, prócz korkociągu, szpilek, soczewek, zapomniałaś też szczoteczki do zębów. Mówi się trudno i … idzie się spać.

A może jednak warto było wybrać się nad morze?




Nie, wchodząc pod górkę spala się więcej kalorii!



21 komentarzy:

  1. fajny urlopik. ja tam dylematu nie mam, bo zdecydowanie bardziej wolę morze. bo w górach wszędzie jest za wysoko:)

    ps. co do wina i braku korkociągu... dziewczyny, najwyraźniej nie chciało wam się pić: w razie braku korkociągu korek wciska się do butelki, a nie próbuje wyciągać widelcem, hihi;) pozdrowienia i powodzenia z korkami!

    OdpowiedzUsuń
  2. Goh, próbowałyśmy, ale nie chciał... uparciuch z tego korka ;-P

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój kumpel kiedyś próbował zaimponować dziewczynie, zaprosił ją do domu, kolacyjka, szmiery bajery, czas na wino, korkociąg mu się złamał, więc stwierdził, że wepchnie korek do środka, udało mu się, ale zrobił to z taką siłą, że wino "wyskoczyło" z butelki i pięknymi cętkami zaakcentowało sufit, ścianę i oblubienicę, że już o kumplu nie wspomnę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, nie lubię czasem mojego routera, kiedy przerywa połączenie przy zapisywaniu komentarza...

    Ja mam dwie miejscówki w górach, nie aż tak daleko od Szczyrku, które mogę odwiedzać kiedy tylko chcę (i w jednej spalamy kalorie wchodząc pod górę, bo jest wysoko, a w drugiej trzeba biegać za żywiołową "dwu i pół latką"). Dlatego mając możliwość wybieram morze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To w końcu urlop, a takie rzeczy się potem miło wspomina.
    Niesamowite, że czasem nawet brak szczoteczki może człowiek przyprawić o uśmiech ;)

    Pozdrawiam kawowo i zapytuję, gdzież to czekoladowa Dama zwiała z mojego bloga? :P

    OdpowiedzUsuń
  6. O, góry!!! Ja to już od kilku lat w Bieszczady się wybieram i wybrać się nie mogę... ;( A co do wina, to wypiłyście w końcu to wino czy nie??

    OdpowiedzUsuń
  7. Nad morzem pogoda listopadowa, więc żałować nie ma czego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przynajmniej się nie nudziłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ostatnio pokochałam góry latem. za naszym morzem jakoś nie przepadam :)
    kiedyś z psiapsiółą też miałyśmy problem z otworzeniem wina, więc coby ta straszna sytuacja się już nie przytrafiała, przestawiłyśmy się na martini z soczkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. my tz ja i kumpele ,rano w jakiejś jaskini czyściłyśmy zęby palcem posypanym uprzednio solą :D :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Haha, a więc korek od wina nie tylko mnie wprawia w zakłopotanie :D super, jak widzę, zdania podzielone, co do wyboru miejsca urlopowego... Bieszczady też kocham :))
    Okej, melduję, że wróciłam i zabieram się do nadrabiania zaległości - to jest - czytania Waszych blogów !!! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. A Twoje komentarze, wierz lub nie, uskrzydlają mnie praktycznie za każdym razem i dają wiarę ( jakże jej dużo dziś wszędzie!), że wciąż jednak ma to wszystko jakiś sens i że moje uzewnętrznienia jednak spotykają się z aprobatą.....dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  13. Po raz kolejny mi przypomniałaś, jak lubię tu być. Czytać i oglądać. I czasem śmiać się do monitora. Albo raczej do Ciebie.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. No wlasnie - pod gore spala sie wiecej kalorii! :D
    Braku korkociagu nie zazdroszcze - baaardzo frustrujace; ale jak widac i tak sobie poradzilyscie ;)

    Pozdrawiam!
    I milej niedzieli zycze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Łaskotko i Holgo - vice versa :) Bea, Tobie również życzę słodkiego długiego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. no bo tak, na kazdy urlop nalezy jeszcze zapakowac jakas alternatywe na wszelki wypadek, no bo i w wyrku tez mozna speczic" milo "czas jak sie ma z kim w takich przydadkach to i pomysl sie znajdzie jak odkorkowac butelke bez korkociagu ;) ;) ;) dziekuje za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń
  17. Pana i Pannę, gwoli ścisłości... ;)
    Dzięki za komentarz...

    OdpowiedzUsuń
  18. oczywiście doskonały wybór na wakacje ;))

    OdpowiedzUsuń
  19. ja sie juz bez korkociagu nigdzie nie ruszam, bo zawsze okazuje się być artykułem pierwszej potrzeby;)
    Jak się Ciebie czyta, to słowa "kobiety górą!" zyskują nowy sens;)


    Metafora ducha na cmentarzysku miłości bardzo udana!

    aaa!..no i spóźnione 100 lat! z okazji ćwiartki. Pozwól, że wypiję dziś ćwiartkę wina za twoją pomyślność na wszelkich płaszczyznach

    OdpowiedzUsuń
  20. Gór piękne. A jak się zmęczycie wspinaczką to z toreb-płaszczy możecie sobie zrobić lotnie i frunąc ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. O. Byłaś w moich rodzinnych stronach :) ja natomiast ruszyłam w przeciwnym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?