poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Opowieści (prawie) z krypty

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... co to będzie? co to będzie?
To będzie mrożący krew w żyłach wpis na Blogu Czekolady.

Jeśli zastanawiacie się jak to możliwe, by na takim uroczym i słodkim blogu zasiać trochę grozy, odpowiadam Wam, że nie, nie jest to możliwe. Trzeba się stąd przenieść. Gdzie?

 Otóż, zapnijcie pasy, zabieram Was na stary cmentarz. Nie będzie jednak tak straszliwie, jakbyśmy sobie tego życzyli, bo zamiast na skraju sędziwego lasu, znajduje się on w centrum Lesiowa.
Trzymajmy się jednak horrorowego scenariusza.
Była późna noc. I bardzo ciemna . Prawdę powiedziawszy, było ciemno jak w... sami wiecie gdzie. Bo księżyc zakrywały ciężkie burzowe chmury. Pomimo złowróżebnych pomruków nadchodzącej nawałnicy, wyruszyłam w kierunku owego cmentarza. Sama. Nagle, gdy byłam już niemal na miejscu, zatrzymał się obok mnie samochód. Zadrżałam. Samochody zatrzymujące się na pustej ulicy przerażają znacznie bardziej, niż skrawek ogona Potwora z Loch Ness znaleziony o poranku w zlewie.
Uff... Na szczęście to była kumpela.
Tak więc ruszyłyśmy we dwie. W dwójkę nie ma co się bać, nawet gdyby jakiś duch miał wychylić się zza cmentarnego nagrobka. A przecież miałyśmy spotkać niejednego ducha tej nocy... Oj, kiepski byłby ze mnie reżyser filmowy. Zdradzam wszystko, nim dojdziemy do punktu kulminacyjnego. 

Usiadłyśmy na skraju cmentarza. Zapaliłyśmy po papierosie. Gdyby tylko Lesiów był miasteczkiem i miał wieżę zegarową, wybiłaby godzinę 24.oo. Bo oto nastąpiła godzina duchów. Zgodnie z zwyczajem, tuż po nadejściu pory duchów, zjawiły się i one same. 
Nie chcę Was przyprawiać o koszmary senne, ale muszę przyznać, że szkarady były z nich potworne... 

Było ich wielu... duchy naszych byłych. 
Co?! Znów o facetach





Nim niektórzy z Was zaczną mi zwracać z niezadowoleniem wejściówki na dzisiejszy seans ("bo miał być horror, a nie romansidło") pozwólcie mi na krótkie sprostowanie... 
Otóż, nie tylko brak słońca w lipcu sprawił, że moja rzeczywistość zaczęła przypominać horror. Sprawił to również brak osobników płci męskiej oraz nadmiar dupków. I nie mam na myśli tu własnego życia, a to, co słyszę z ust znajomych i czytam na Waszych blogach. 

Tak więc, siedziałyśmy i z krypt naszych pamięci wyciągałyśmy kolejne opowieści. W miarę opowiadania sobie o naszych byłych, zdałyśmy sobie sprawę, że wszystkie te historie brzmią jak scenariusz horroru. Owszem, mogłyby uchodzić za romansidła, melodramty, komedie romantyczne lub erotyki. W żadnym jednak z powyższych raczej nie pojawia się postać... ducha (i nie myślę tu wcale o postaci sympatycznego Caspra...). Tak, tak... W dzisiejszych czasach, facet, bez względu na to, czy nazywa się Pan Zbyszek, Pan Żołnierz, tudzież Pan X, zachowuje się jak duch - nagle, wraz z brzaskiem poranka znika. Dobra, powiecie, to się nazywa one-night-standing. Ale to się zdarzyło mojej kumpeli po tym, jak  jej facet powiedział jej te najważniejsze słowa. Potwór, nie duch. Albo co powiecie na znikającego faceta po tym, gdy dowiedział się, że jego dziewczyna jest w ciąży? Zdarzyło się innej kumpeli. 
A jeszcze innej, tej śmiałej niewieście, która przesiedziała tam na cmentarzu ze mną pół nocy, trafiło się, że jest, co prawda, w związku, ale z duchem właśnie. Bo jak inaczej określić faceta, który, choć jest, to go nie ma... W tym wypadku, wyjazd gdzieś na wakacje w rodzinne strony. A jedyne wieści, jakie od niego otrzymuje, to pojedyncze słowa w smsie. I nie są to słowa pociechy, westchnienia tęsknoty lub czułe słówka. 

"Oglądam" - tak brzmi Jego odpowiedź, gdy Ona pyta, co On porabia, jak się czuje, czy tęskni.
Ogląda... film? Zachód słońca? Z dziewczyną?! A może o g l ą d a jej piersi?

Adrenalina, jak to podczas horroru, rośnie i rośnie.

Kumpela pyta mnie - czy to normalne? Co w tym wypadku począć? 


Nie wiem... Znam się na pieczeniu ciast, nie łapaniu duchów... 
A może winnam zacząć się w tej kwestii edukować? Bo powtarzające się historie o ulotnych facetach, którzy są, po czym nagle ich nie ma, przerażają bardziej, niż opowieści o duchach! A ja nie lubię się bać. W kinie na horrorze mogę zasłonić oczy, a co zrobię w rzeczywistości, gdy facet powie "żegnaj, mała!". Albo po prostu zniknie. Brrr... 
Po ostatniej historii, jaka mi się zdarzyła, a jaką miałam przyjemność tu opisać, powiedziałam sobie "nigdy więcej". Tymczasem, mam wrażenie, że duchów... o, przepraszam, facetów wokół mnie coraz mniej... 




A może to ja jestem duchem? I faceci z krwi i kości mnie nie zauważają?


P.S. W pisaniu powyższego tekstu nie brałam po uwagę dwóch romansów z duchem w roli głównej "P.S. Kocham Cię" oraz "Uwierz w ducha". 










P.P.S. Prawda, że gdyby wszyscy faceci wyglądali jak Patrick Swayze, nie miałabym im za złe, że są duchami?

21 komentarzy:

  1. Zależy jak na to patrzeć. Dla jednych Ty jesteś duchem, inni dla Ciebie.
    Nie siedź więcej na cmentarzu po nocach, bo... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A jednak ducha, wyglądającego jak Patrick Swayze wolałabym "ucieleśnić";)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam tylko jednego ducha przeszłości, z innymi utrzymuję całkiem dobre relacje :)
    Ostatnio znajomi obrali mnie na "ciocię dobrą radę", a ja się na tym znam jak na balecie, czyli wcale. Jedynie co to patrzę z dystansem i jestem optymistyczna, jeśli chodzi o nieznaną przyszłość.
    Takie życie bywa, pokręcone.

    OdpowiedzUsuń
  4. Patrick Swayze ...kochałam w nim każdą zmarszczkę...ba kocham...teraz kocham kazdy jego przezroczysty fragmencik :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobre miejsce sobie znalazłyście na wspominanie o facetach :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyny, tak jak kuchnia i zlewozmywak są idealne do rozmyślań egzystencjalnych, tak stary cmentarz spełnia wszelkie kryteria idealnego miejsca do wspominania byłych ;-) A i zapewniam, w Lesiowie nawet cmentarz po północy to bezpieczne miejsce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Patrick podobał mi się tylko w Dirty Dancing potem wydwał mi się już jakiś taki dziadowaty i nienaturalny, no ale niech mu ziemia lekką będzie.
    Sebastiana tego od 'boso' bym z domu nie wyrzuciła

    OdpowiedzUsuń
  8. kochana przeraziłaś mnie naprawde :D pozwól , że się u Ciebie wynurze :) mianowicie miesiąc temu pomagałąm stylizować modelke w sesji na cmenatrzu o północy! a musisz wiedziec , że był to taki stray irlandzki , celtycki cmentarz.... brrrrrr , ja jestem strasznie bojazliwa , ale czego sie nie robi dla sesji ?? :D no i nie miałam tam być sama więc to mnie trzymało w kupie :D no więc zaczynamy, już jakieś dobre 3 godzinki robiłymsy zdjecia nic sie nie działo, stralaymsy sie nsie stac na grobach, nagrobkach itp. około godziny 3 nad ranem , modelka wpadła na pomysł, że usiądzie na nagrobku! no okej ja troche sie zniesmaczylam, bo to jednak czyjesc miejsce spoczynku i trzeba to uszanowac, ale modelka i fotograf sie uparli:/ wiec okej usiadla na tym nagrobku i jeeeeeeeeeeeeeeeeeeb! aparat przesta dzialac! a dzialal cale 3 godziny bez zarzutu! fotograf zmienial sutawienia , kombinowal przez kwadrans i niiiic , wreszcie ja juz mocno zdygana , krzycze zlaz z tego nagrobka!!! zeskoczyla i aparat zrobil zdjecie... ale modelka chciala mic bardzo to ujecie i zrobila to jeszcze raz! ta sama historia parat sie zacial :/ zraz zbieralsymy manatki i bieglysmy do auta .... eh juz nigdy nie pojde na cmentarz po ciemku ! ty tez nie chodz!!:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś był taki zwyczaj, że ósmoklasiści po balu kończącym naukę w podstawówce szli o północy na cmentarz, by zakopać tarcze szkolne. I my podtrzymując tę tradycję, na cmentarz poszliśmy, ale duchów nie widzieliśmy, za to z cmentarza wyszło nas nieco mniej niż przyszło, bo kilkoro spośród nas połączyło się w pary i tyle ich tego wieczoru widzieliśmy.

    Auroro, Ty chyba moje onetowe "Zapiski grafomanki" czasem odwiedzasz i pod komentarzami podpisujesz się jako "BlogCzekolady".

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadza się, Anette :)
    Sandrulo, aż strach się bać po Twojej historii... słowo czekoladożerczyni, nigdy nie usiądę na żadnym nagrobku!
    Kasiu masz rację, Patrick najapetyczniejszy był, gdy tańczył. Gdy tak sobie go przypominam to mam "hungry eyes" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz fajny styl pisania ;) Z chęcią tu będę zaglądać czasami ;)

    A co do facetów, o przepraszam duchów to... szkoda mówić ;/ Ci prawdziwi są już chyba na wymarciu :(

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny post! mimo autokrytyki, jednak potrafisz stworzyć klimat filmu grozy!!:) facetom-widmo mówimy zdecydowane i stanowcze: NIE!:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Co za klimat, uwielbiam :) jednak trochę mnie zaskoczyłaś, nie spodziewałam się takiej mrożącej krew w żyłach opowieści :)

    OdpowiedzUsuń
  14. W życiu Sol wszyscy faceci byli ulotnymi duchami, póki pewien Włóczykij Alien się nie trafił, a zatem cuda się jednak zdarzają... ;)

    Twój blog nas zauroczył... Będziemy obserwować.
    Pozdrawiamy i do siebie zapraszamy:
    http://turystycznyprzewodnik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. A niech sobie leca i strasza inne dziewczyny ;) gorzej jesli oni wszyscy maja wspolny mianownik - tu powinny rozbrzmiec dzwony/fanfary/klaskony i trzeba zastanowic sie nad tym ;) czyli zmienic cos ;) dla eksperymentu ;) tzn. zmienic klucz dobory tych chlopcow ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ostatnio oglądałam duchy moich byłych... aż krew mrozi się w żyłach, haha :) Pająki są śliczne!

    OdpowiedzUsuń
  17. no rzeczywiście, gdyby te duchy wyglądały jak Patrick Swayze wiele mogłabym im wybaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pająki wyszły spod reki Markizy :D jak wszystkie grafiki na tym blogu :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Tez bym im nie miala za zle, gdyby tak wygladali ;)) Choc ponoc lepszy wrobel w garsci niz... ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. No niezle, rzеczywisсie strona nа której trafilem to na co obеcnie miałem
    chęć

    Here іs my webpage - opowiadania erotyczne

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?