piątek, 26 sierpnia 2011

Niesmak

Surströmming.
Jeśli po przeczytaniu tego słowa nie otrząsnęliście się z wstrętem, a Wasze twarze nie wykrzywił paskudny grymas odrazy, prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście o tej - nazwijmy to wielkodusznie - potrawie. 
Surstr... pozwólcie, że nie wypowiem tej nazwy do końca, bo samo to wywołuje u mnie odruch wymiotny - to kiszony śledź. Brzmi podejrzanie. Wyglądaj jeszcze gorzej. Jak smakuje? Tego nie wiem i szczerze - nie chcę wiedzieć. Jak pachnie? Nie tylko dlatego, że nie byłam nigdy w Skandynawii, nie wiem. Samo oglądanie tego czegoś na ekranie telewizora wzbudziło we mnie ... NIESMAK



Nie tylko jednak coś tak okrutnie obrzydliwego jak zjełczały śledź, do którego bardziej lgną skandynawskie muchy, niż smakosze, budzi mój niesmak. 

Niesmak może budzić kanapka z szynką konserwową i nutellą (oczywiście jeśli się nie jest w ciąży).
Albo niektóre odcinki "Rozmów w toku". I absolutnie każdy odcinek programu "Trudne sprawy". Jeśli spróbowaliście przełknąć choćby jeden odcinek, wiecie czym jest niesmak.
Ale czy znacie stan jakim jest nie smak?

Wyobraźcie sobie, że jesteście na pustyni. Tam jakaś trawa, tam jakaś fatamorgana obiecująca drzewo figowe, tam jakiś śliniący się niemiłosiernie wielbłąd. W każdym razie, jak pustynia długa i szeroka, ni śladu po jabłkach. Toteż ochota na jabłka nas nie nachodzi.

I tak też jest ze mną. Z tym, że pustynia to Lesiów. A jabłka to faceci

Nie smak, jeszcze bardziej, niż niesmak, dokucza. Domaga się zrobienia czegoś na przekór. Radykalnych działań. W przypadku niesmaku, pichcę w kuchni coś apetycznego albo przełączam "Rozmowy w toku" na ... najlepiej w ogóle wyłączyć telewizor. W przypadku nie smaku, należy postąpić jeszcze radykalniej.


Tak też, zdecydowałam się na jedną szczególną noc opuścić Lesiów i udać się do miasta. Bez większego entuzjazmu, bo jak już zaznaczyłam od jakiś dwóch miesięcy plan działania typu: "ja, szpilki, zimny drink i gorący facet" przestał budzić we mnie entuzjazm.

Z wielką znieczulicą wobec męskiego rodzaju, wybrałam się, a ze mną Starsza Siostra i dwie inne panie, na Ladies Night do pewnego klubu w pewnym mieście.
Plakat głoszący darmowe drinki dla płci pięknej oraz dobiegający z klubu głos Rihanny obiecywał dobrą zabawę. I na obiecankach się skończyło.

Parkiet, jak był pusty, tak był. Nie minęła godzina, a impreza została zamknięta.  I tym podobnie, a nawet gorzej w pozostałych klubach... Tymczasem mój nie smak - czyli brak apetytu na interakcje z płcią przeciwną - zamienił się w niesmak.
Gdzie ci panowie?
Rozumiem, że czwartkowy sierpniowy wieczór to najlepszy czas na picie piwka na daczy z chłopcami (w gwarze mieszkańców USA "guys"), ale żeby aż taka posucha, ba! -  pustynia? Byłam zniesmaczona do reszty!

Jak już wspomniałam, zarówno nie smak jaki niesmak należy przepędzić jak lisa czającego się na gąski. Tamtego wieczoru nie było to trudne. Ladies Night przeniosłyśmy do mieszkania kumpeli, gdzie apetyt powrócił z zdwojoną siłą. A to dlatego, że:
- piłyśmy najprzedniejsze czerwone wino (za jedyne 12 zł!),
- jadłyśmy najprzedniejsze nachosy własnej roboty (zapiekane z żółtym serem, sosem salsa oraz kurczakiem).
A wszystko to odbywało się w najprzedniejszym towarzystwie wspaniałego gentlemana - Jamesa Deana (wiszącego na plakacie, co prawda, to - smutnawa - prawda).

Było pysznie. Tak to już jest, że najlepiej smakuje prawdziwa przyjaźń. Bo syci najskuteczniej!

Nie mam zamiaru robić teraz wykładu, zatytułowanego "solidarność jajników", zatem pozostawiam Was w tym miejscu, mam nadzieję, bez uczucia niesmaku... A jeśli tak, biegnijcie prędko po lody czekoladowe, bo ja nic nie poradzę!

37 komentarzy:

  1. Jak czasem oglądam "Rozmowy w toku" to stwierdzam, że Drzyzga zaczyna przeginać. Niestety.
    No cóż, też się wczoraj boleśnie rozczarowałam brakiem parkietu do potańcowania i nie wiem czy wynika to z dnia tygodnia, z wakacji czy jeszcze z czegoś innego. Ale w Gliwicach są inne fajne miejsca, gdzie można zjeść dobre nachosy i spotkać panów np. piwiarnia Warka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy przypadkiem nie byłyście w klubie "Hemingway"?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, trzeba było pójść do Warki, nie do Hemingway'a - ale zaufałyśmy barmanowi, co obiecywał zbyt wiele jak na nasze oczekiwania ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. W Hemingway'u mają dobrą sałatkę z owocami morza i pyszną kawę, najlepiej na wynos, bo za 4 zł :) Ale drinki droższe niż gdzie indziej. Jest w Gliwicach kilka bardzo uroczych miejsc, i jest kilka "ciekawych" jak np. Hellgate, gdzie mają mnóstwo rodzajów piwa np. Czarny Smok albo Wiśnia w piwie ;) problem jest z miejscem do tańczenia, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesmak odczuwam, że to już koniec tego co piszesz

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, to jak sobie wszystko czasowo poukładasz to organizujemy spotkanie!

    OdpowiedzUsuń
  7. kiszony śledź?? aaaaaaaaa straszne ... james dean potrafi wiele wynagrodzić :D ooooooo tak

    OdpowiedzUsuń
  8. A fe! Ja za śledziem "zwykłym" nie przepadam, a co dopiero za kiszonym. Ja sobie tego nawetnie potrafię wyobrazić, ktos musiał mieć głowe nie od parady, żeby na to wpaść ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie słyszałam o kiszonym śledziu, moja Droga straszny to chyba śledź, ale widać, że dobra zabawa zawsze w doborowym towarzystwie wyjdzie nawet na tonącym Titanicu. Pozazdrościć takich towarzyszek i przyjaźni.
    Pozdrawiam
    Inka

    p.s. muszę się pozbyć teraz z głowy strasznego wyobrażenia o śledziu bo ogólnie bardzo lubię!

    Pa pa

    OdpowiedzUsuń
  10. nie wiem co mnie bardziej wykręciło... śledź, czy ciążowa wersja kanapki z szynką!!! :D Pozdrawiam cieplutko xxx

    OdpowiedzUsuń
  11. ladies night...łojeju...jak ja dawno nie brałam udziału, a szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Miłośniku Miłości, obiecuję więcej (pisaniny) :))

    Sandrulo, Kuchareczko, Inko, Vanillo - (nie)polecam Wam obejrzenie filmu na temat kuchni skandynawskiej produkcji BBC, gdzie prezentowany jest owy "specjał", osobiście jestem śledziową dziewczyną, w tym wypadku, nawet zajadanie się suszonymi świerszczami wydaje się smakowite! Błe!

    Magdo, w takim mam nadzieję, że weźmiesz udział w spotkaniu blogerek (jeśli Bóg da, w tym roku jeszcze!) - to będzie dopiero Ladies Night! :))

    OdpowiedzUsuń
  13. jeszcze tak pomyslowego bloga nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. po takim śledziu to na pewno wielki niesmak pozostaje:) a takie babskie wieczory to uwielbiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  15. jestem dzisiaj tak zniesmaczona, że nawet wypasiona larwa w moich ustach ,nie jest w stanie tego niesmaku przebić. ludzie SOS!

    OdpowiedzUsuń
  16. Droga Di, cóż cię tak zniesmaczyło? Jak cię można od-zniesmaczyć?

    Goh, mam nadzieję, że i Ciebie nie zabraknie na Lejdis Night blogerek! :))

    Bee - miło mi! :)) zaglądaj do czekoladziarni jak najczęściej w takim razie, nie zabraniam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmmm, czasem rzeczywiście lepsza smaczna przyjaźń niż ciężkostrawny facet czy kiszony śledź ( nie wyobrażam sobie jak może on wyglądać, a o smakowaniu tego "wynalazku" nie jestem nawet w stanie sobie pomyśleć...)
    W każdym razie, nawet pustynie mają kres i gdzieś tam jest oaza a w niej same smakołyki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aurora, sprawa ściśle tajna, dotycząca kogoś z kim zjadłam beczkę soli i zdawało się, że znam od najlepszej strony, a tu nagle ZGNIŁE JAJO, ale cóż muszę to przetrawić w samotności i będę czkać przez kilka dni lub miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kanapka z szynką konserwową i nutellą? A może ser pleśniowy z dżemem brzoskwiniowym? Albo... słone talarki maczane w nutelli? Witaj w świecie moich (chciałoby się rzec "wyuzdanych") smaków :D i nie jestem w ciąży! (yy... nie, na pewno nie jestem ;D)

    "działania typu: "ja, szpilki, zimny drink i gorący facet""... ujęłaś istotę:DD

    I też się zastanawiam, gdzie guysi są. Ale po dłuższym zastanowieniu stwierdzam prawdę najwyższą: to ich problem, to oni tracą;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten śledź to coś jak rzymskie garum? Rzymianie to jedli i nacierali tym ciało:) To jest hardcore!

    OdpowiedzUsuń
  21. niesmak vs nie smak- co by tu wybrać? na szczęście nie smak może przeobrazić się w niesmak i wtedy przynajmniej będę wiedziała czego chcę;) super napisane Aurorko (ps.jak by tu krócej zdrobnić twe imię?muszę pomyśleć nad tym..) ;)
    uściski!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  22. Surt... coś tam. Kiszony śledź, Wieli i Miłosierny Boże. Musze do Ciebie zaglądać, najszło mnie na lody czekoladowe:-)

    OdpowiedzUsuń
  23. chyba już bym wolała tego śledzia niż zbezcześcić nutellę szynką :)

    OdpowiedzUsuń
  24. ;) nie znoszę śledzi... ale przyjaźń... to już co innego... to cudowny wymysł ludzkości :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Deva - pięknie piszesz, oby to nie była tylko wstrętna fatamorgana :))

    Di, zgniłe jajo równie nieprzyjemne co kiszony śledź, powodzenia w pozbywaniu się smrodu! :)) Trzymam kciuki za Ciebie! :*

    Lafle, jasne, że guysi tracą hehe :)) Jesz takie "smakołyki"?! - jesteś niesamowita! :D

    Czarny(w)Pieprzu - nic tylko zbudować Rzymianom śledziowy pomnik! hehe ;-P

    Just, Aurorka jest spoko :))

    Czarku - leć po lody czekoladowe i zasiadaj do czytania Bloga Czekolady ;-)

    Kaś, oj, trudno się wybiera pomiędzy złem większym, a jeszcze większym (by nie rzec, śmierdzącym ;-P)

    Mi, na szczęście to na przyjaźni, nie na jedzeniu śledzia świat się opiera :))

    Buziam wszystkich Czekoladożerców mych! :D

    OdpowiedzUsuń
  26. no musisz wiedziec ze babow jest wiecej nich chlopow na tym swiecie ;) ;) ;)dlatego nie ma w czym wybierac hahahha no podniebienia maja rozne smaki ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Oj niesmak czuję zdecydowanie zbyt często szczególnie względem płci przeciwnej i jej zachowań w różnych sytuacjach. A Ladies Night zazdroszczę bo to już niestety nie moja bajka :( buziaki i dobrej nocki.

    OdpowiedzUsuń
  28. Bloguniedzielny - niestety masz rację, takie statystyki...

    Wiewióro - mam nadzieję, że pojawisz się na Ladies Night blogerek, które organizuję jeszcze w tym roku z inną wspaniałą blogerką :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Śledzie lubię, wię może i do tego bym się przekonała? O ile by nie wyglądał zbyt paskudnie.

    OdpowiedzUsuń
  30. Masz rację! Przyjaźń jest najważniejsza. Mój komentarz wczorajszy chyba uciekł. I u mnie też spustoszenie, póki co. Ale trzeba zacząć od wyobraźni... ;) Ciepło pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  31. z tym śledziem nie chciałabym mieć nic wspólnego, ale z Twoim blogiem za to co raz więcej :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. He he miło by było tylko, ze jako aktualnie podwójna nie wiem czy sprostam wymaganiom rozrywkowym koleżanek choć nie powiem potańcować i pożreć to i owo lubie :)

    OdpowiedzUsuń
  33. No tak, skąd ja znam te beznadziejne towarzystwa albo ich brak w klubach.
    Ha, słyszałam o tej imprezie. Ale wiesz co? Po twoim komentarzu na jej temat chyba już nigdy się nie wybiorę;)
    W sumie to cieszcie się, że na szczęście! nie trafiłyście do klubu zatłoczonego całą bandą buraków- jak My w Gdańsku -> klub DD, nie polecam.
    Pozdrowienia ciepłe, ten niesmak Ci minie, ale to musi trochę potrwać (miałam podobny pod koniec lipca, bleaaah).

    OdpowiedzUsuń
  34. Anette - spróbuj i daj znać jak było! Osobiście założę Twój fanklub! :))

    Villane - strzeżmy się uciekających komentarzy, ale nigdy nie przyjaźni, to cudny skarb, jak piszesz :))

    Magdo - i vice versa :))

    Wiewióro - wiem, wiem :)) mam nadzieję, że dasz radę! :D

    Olciku, łączmy się w niesmaku :* i szukajmy nowych smaków (życia!)

    OdpowiedzUsuń
  35. No patrz... taki śledzik a tyle zamieszania

    OdpowiedzUsuń
  36. świetny blog
    zapraszam do mnie na inspiracje

    ladyaprill.blogspot.com

    ORAZ

    styleria.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  37. Auroro :) prawda, że wyglądają apetycznie? A oni wybierają papierowe opakowania.... szaleni! ;p

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?