piątek, 5 sierpnia 2011

Moje życie od kuchni

Znacie to uczucie, kiedy w późnych godzinach nocnych wszyscy goście odjeżdżają, a wy zostajecie

sami

W sumie to nie do końca, bo jest z wami góra brudnych naczyń. Otóż jest to wspaniały czas. Ten moment.
Sokrates dreptał ścieżkami Aten, zadając sobie i innym niewygodne pytania egzystencjalne. Ja zamiast dreptaniem zajmę się zmywaniem i spróbuję zrobić to samo, co wielki myśliciel. Przecież 25. lat to już taki odcinek czasu, który zmusza do pewnych  głębszych przemyśleń. Minęło ćwierć wieku od dnia moich narodzin, a ja jak ten niestrudzony Indiana Jones wciąż  czegoś cennego szukam. A to Sensu Życia. A to tego jedynego... najdoskonalszego przepisu na ciasto czekoladowe. I - nie wiem czy nie bardziej - przepisu na udany związek. Tego jedynego faceta. O, przepraszam, już się poprawiam, bo znów polecą na mnie gromy - Mężczyzny.
Stojąc nad zlewozmywakiem, nucąc pod nosem piosenki Abby, dla odegnania mrocznych myśli, przypominam sobie różne momenty...Słodkie, pikantne, te udane i nie udane... Rzecz jasna, nie myślę o moim pierwszym  pocałunku. Tylko o moich pierwszych krokach w kuchni.

Sekrety, sekrety, sekrety... Taki duży, taki mały - każdy kucharz ma swoje tajemne receptury, których  po prostu nie może zdradzić. A ja Wam zdradzę 7 moich kulinarnych tajemnic. Taki prezent. A to dlatego, że sama dostałam ostatnio trzy kolejne prezenty. Wyróżnienie One Lovely Blog Award od wspaniałych blogerek: Vanille, Ka.wo oraz Kasi Eire




1. Miłość do kucharzenia przelała na mnie moja Babcia Eryka. Taka sobie wiejska Nigella. Już świętej pamięci, nie tylko w mojej pamięci, na zawsze, jako niezrównana sobie specjalistka od pączków i pierogów... a i bez.  
2.Największą miłością obdarzam... popcorn. Rumieniąc się trochę, wyznać muszę, że naprawdę mogę go jeść w każdych ilościach. A tak jak niegdyś witano gości chlebem i solą, tak ja dziś odwiedzającym mnie znajomym zawsze na przystawkę podaję świeżo uprażony ( na patelni, nie w mikroweli) popcorn.
3. Moi goście bardziej niż popcorn, miłością wielką obdarzają robioną przeze mnie pizzę. Jak wieść niesie, pizza to moja specjalność. Robiona na chrupiącym drożdżowym cieście, z dużą ilością warzyw i jeszcze większą ilością sera. Garfield byłby ze mnie dumny.
4. Choć ukończyłam studia humanistyczne, nie gastronomiczne, od dnia zakończenia mojej edukacji, dyplom magisterski dziwnym trafem trafił na kuchenną półkę z przyprawami. Trochę się ubrudził. Ale jak mu tam dobrze, to co ja poradzę...
5. Najdziwniejsza rzecz jaką jadłam to... chciałam napisać ślimaki, ale kto w dzisiejszych czasach uważa jedzenie ślimaków za szczyt ekscentryczności?! To już rzeczywiście lepiej napisać o jedzonej w dzieciństwie trawie moczonej z paluszkami w wodzie z basenu... Czy ja to naprawdę napisałam?!
6. Mój pierwszy pocałunek... oż, kurka wodna i znów to samo... cała ja...
Miało być kulinarnie... I będzie. Zdradzę Wam coś w sekrecie, ale ciiii!!! Mój ulubiony smak to... wcale nie czekoladowy, tylko przenikliwie ostry smak chilli. 
7. "Na oko" - tak brzmi największy sekret mojej kuchni. Mam kilka książek kucharskich. Uwielbiam przeglądać blogi kulinarne i wszelkie programy, gdzie coś się pichci. Wszystko to jednak służy mi głównie jako inspiracja. Nie stosuję wag, miar... Stąd, gdy ktoś pyta mnie o przepis na moje ciasto, głęboko wzdycham, namyślam się chwile i coś tam ostatecznie bełkoczę. Ale czy to ten przepis? Czy rzeczywiście użyłam tyle mąki? Dobry Bóg raczy wiedzieć...

Och, już późno... Czyżby aż tyle było do zmywania? Chyba jednak więcej do przemyślenia... Zdaje się, że kuchnia to najlepsze miejsce na rozmyślanie o życiu. Przecież w kuchni tak jak w życiu, czasem coś się upiecze, innym razem coś sknocimy... W każdym razie, by dojść do czegoś trzeba się nieźle ubrudzić, a przede wszystkim próbować, próbować, próbować. Do skutku. Zwłaszcza zaś próbować wszystkich smaków jakie istnieją.

 
Każdy jest kucharzem własnego życia...




Oj, chyba powinnam zmienić kuchnię na sypialnię, a zlewozmywak na łóżko, bo zdaje się coś pokręciłam w staropolskim przysłowiu... 


29 komentarzy:

  1. "Na oko" to najlepszy przepis, wiem mniej więcej ile czego :) Uwielbiam próbować nowe rzeczy, poznawać nowe smaki. I zastanawiam się, jaki jest mój ulubiony. Chilli raczej nie, prędzej curry, ale chyba zostanę przy czekoladzie. Moja pizza też została okrzyknięta "mistrzowską" i spodobałaby się Magdzie Gessler, bo nie zapada się do środka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak już Gesslerowej by się spodobała, to musi być serio dobra! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam zmywarkę... I kiedy ja mam sobie o życiu pomyśleć? ;)
    Moja Ciocia gotuje na oko i jak mi ostatnio dyktowała przepisy, to nabierała mąkę na szpachelkę i mówiła: mąki biorę tyle. A ja na moje oko notowałam proporcje :)
    Też lubię gotować na oko - to znaczy, że dobrze się czuję w danej dziedzinie kulinarnej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Święte słowa. Próbować, próbować, próbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. pieknie to napisałaś ! też wpieprzałam trawe :P i chciałabym być Twoim gościem i napchać się popcornu i pizzy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj ja popcornu nienawidzę. Miałam kiedyś po nim spore.. problemy :-) i strasznie się przewrażliwiłam.
    Poza tym chcę Ci powiedzieć, że jestem zakochana w Tobie i Twoim sposobie pisania :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak sobie myślę, zaproszę Was wszystkie moje czytelniczki i nakarmię a to popciem, a to pizzą, a to ciastem czekoladowym i razem sobie poplotkujemy ;-) na tematy egzystencjalne i inne ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Punkt siódmy odnosi się do mnie :)
    Pozdrawiam
    Monika
    www.bentopopolsku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. to ja jestem inna, bo wolę słodycz.
    wiesz.. te nasze babcie to były wspaniałe kobiety!

    OdpowiedzUsuń
  10. Pomysł z zaproszeniem nas wszystkich jest całkiem niezły :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na oko to wiesz, chłop umarł ;D ale to dobra zasada. Też czasem stosuję. Oprócz klasycznych potraw, których chcę się nauczyć od podstaw.
    A ja to pierwszy pocałunek wspominam raczej średniawo. Lepszy był pierwszy z obecnym mężczyzną ;).
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem za spotkaniem bloggerek :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Swoją pasję do pieczenia,przede wszystkim domowych ciast,również odziedziczyłam po Babci;)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Ach, tylko czekałam aż ktoś napisze o "chłopie, co na oko umarł" hahaha, padło na Ciebie, Turlaczku :-)
    Myślę, że wiele z nas, tak jak i Ty, Monisiu, odziedziczyło pasję pieczenia i pichcenia po Babci, to cieszy :))
    Ooo, fajno, że więcej blogerek jest za spotkaniem! :-D

    OdpowiedzUsuń
  15. punkt siódmy to także moja ulubiona doboru proporcji w kuchni, dlatego tak kiepsko mi idzie z wypiekami, bo tam proporcje SĄ ważne:))) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. głębsze przemyślenia w kuchni są bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jedyny sam się przyplątał 25 lat temu, zmywarkę też mam od dawna, a jednak wciąż rozmyślam o życiu...Nie chcę Was straszyć, ale to się nigdy nie kończy ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Beatta, raczej mnie pocieszasz, zwłaszcza wizją zmywarki ... :-P aaa te namyślanie w kuchni, owszem, Kaś, bezcenne :) Ciekawe o czym Wy rozmyślacie, moje Czytelniczki, co Goh?

    OdpowiedzUsuń
  19. Gratulacje nagrody :)
    I fakt.
    Każdy sobie może ugotować to, co lubi i tak jak lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  20. No, widzę, że wiele wspólnego mamy ze sobą ;) Pasja gotowania, pichcenia, pieczenia, jedzenia, smakowania ;) Kuchnia to moje ulubione miejsce w domu, mogłabym tu spać ;)))
    Jeżeli chodzi o mnie to ja również wolę rozmyślania przy zlewie niż na wygodnej kanapie, a zmywarki pewnie nigdy nie kupię, bo dlaczego odbierać sobie przyjemność mycia naczyń ;/
    Spotkanie bloggerek przy pizzy i popciu /hahahaha, fajne określenie/ to świetny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  21. Hey=)
    Uwielbiam, uwielbiam, UWIELBIAM Cię czytać. Masz taką magiczną moc w slowach, która mega pozytywnie mnie nastraja=)

    OdpowiedzUsuń
  22. ;) kochana, toż to wspaniały tekst :) bardzo mi się spodobał ;) i o babci... i to o kucharzu życia :) masz rację :) Ja jestem starsza od Ciebie o niewiele, ale powiem Ci.. że szukanie siebie potrafi trwać... i trwać... i trwać ;) u mnie wciąż!

    P.S. Auroro ;) zgoda ;) liczenie bramek mniej frustruje niż liczenie kalorii ;) niezłe! Jednak taka świadomość.... brr... obie przerażają!
    A film bardzo Ci polecam :) zaskoczył mnie, ale o tym napiszę innym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kapitalny!!! Tekst, blog... krótko mówiąc rozkosznie tu u Ciebie:)))

    OdpowiedzUsuń
  24. Ladybird oraz Singielko, cieszy mnie Wasza obecność tutaj :) lubię słowa, czekoladki oraz moich czytelników :-)
    Mała Mi, nie pozostaje mi nic innego jak uzbroić się w cierpliwość :)) a niech trwa ;-)

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja stać przy garach nie lubię. No, może troszkę, gdy mam wolne, ale i tak wybieram wtedy łatwe i szybkie w przyrządzeniu dania, bo na gotowanie szkoda mi czasu.

    Co do punktu siódmego, to na oko to chłop umarł, jak mówi porzekadło. Muszę mieć wszystko dokładnie odmierzone. Oczywiście, czasem zmieniam proporcje, gdy na przykład okaże się, że coś jest za rzadkie/gęste, czegoś jest za dużo/mało itp., ale na starcie wagę/objętość muszę mieć podaną co do grama/mililitra.

    (zapiskigrafomanki.blog.onet.pl)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie znałam tego porzekadła o "chłopie co na oko umarł" ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. moim specjałem także jest pizza :)) z tą różnicą, że jest ona jedną z niewielu rzeczy, które potrafię stworzyć ;) bo tak naprawdę świat kuchni poznaję dopiero teraz. Też skończyłam 'po części' studia humanistyczne...no i też lubię Abbe :)
    aaa zapomniałam też mam 25 lat :) no i cóż mi pozostało jak napisanie, że nie...nie lubię popcornu heh ;)

    Bardzo przyjemny i ciekawy blog..pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  28. Olimpio oraz Anetto witam i zapraszam, gdy tylko będziecie miały ochotę na kawałek słodkiej czekoaldy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  29. pomogę Ci pozmywać ;) cook your life - wiadomo, że nie do końca czekolada, bo Twój blog jest w sumie bardzo chili ;)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?