środa, 31 sierpnia 2011

Każdy ma jakiegoś bzika...

Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma… Ja w domu nie mam jednak ani chomika, ani rybek… Właściwie to z zwierząt domowych mam tylko myszkę. I klawiaturę do kompletu. I to mi wystarczy. Dzięki temu zgrabnemu komplecikowi mogę robić to, co sprawia mi tak wielką frajdę jak gotowanie – pisanie bloga. Zapytałby ktoś – i co z tego mam? Z gotowania mam bynajmniej pełny żołądek. A pisanina?  – psu na budę.
Przecież w XXI wieku się ogląda, doznaje… ale – do stu piorunów – kto dziś jeszcze czyta?!

Nie należę do tych, co lubują się w nawracaniu. Dlatego nie będę tłumaczyć, przekonywać, wpajać – jakie to czytanie jest pożyteczne. Nie będę straszyć Słowackim, uwodzić Mickiewiczem, mamić Potterem… Z spokojem stoika oraz tupetem właściwym samej sobie  powiem tylko, że cały  
sens tej zabawy tkwi w … czekoladzie.

Dawno, dawno temu… gdy byłam nieco zakompleksioną i pełną irytująco niepotrzebnych trosk nastolatką ubierająca się w stroje Dzieci Kwiatów, zdarzyło się, że miałam jeden z tych bardzo złych dni, w których młody człowiek sam siebie pyta o sens istnienia, sekret miłości i czy ten chłopak z kucykiem z 3c jest wart grzechu… Czujecie ten egzystencjalny ból? Wierzcie mi, przenikał mnie do szpiku kości i powalił jak zawinięta w rulon gazeta powala muchę w kuchni mojej mamy. W tym dniu mój Młodszy Brat (który ma tendencję do uważania siebie za Starszego Brata) podszedł do mnie, poklepał po ramieniu i podał kubek gorącej czekolady .

By przywrócić człowiekowi radość życia nie trzeba wcale wiele. Drobny gest. 
Kostka czekolady

Ufam, że jednomyślnie zgodzicie się ze mną, jeśli napiszę, że każdy pojedynczy gość na moim blogu znaczy dla mnie mniej więcej tyle, co Niella Lawson wpadająca na podwieczorek. Każdy komentarz zostawiony pod moim wpisem waży dla mnie mniej więcej tyle, co sztabka czekolady (w prawdziwym złotku! A nie zawijana w sreberko…). Nic jednak nie może się równać z tym wspaniałym uczuciem, kiedy dowiaduję się, że moja pisanina poprawiła komuś humor. Wywołała uśmiech, parsknięcie przed monitorem. Niesamowite!

Teraz to ja chichoczę na wspomnienie tamtego smutnego dnia... Jednak miało ono w sobie tą powagę, która przetrwała w zakamarkach mojego umysłu do dziś. I za sprawą tej odrobiny powagi do dziś powtarzam sobie:  fajnie jest czasem komuś podarować kawałek czekolady
(Równocześnie należy dodać, że fajnie jest otrzymać kawałek czekolady. I go zjeść!!! )





I mam nieskromną nadzieję, że przynajmniej w jakimś stopniu robię to, co dla mnie kiedyś zrobił mój Młodszy Brat. Wiem, wiem... Pokojowej  nagrody Nobla nie dostanę. Raczej.

Co tam?! Nie o nagrody chodzi. A raczej o ten rodzaj satysfakcji, jaki towarzyszy gotowaniu czegoś pysznego dla grona znajomych. Kto gotuje, ten wie. A kto nie gotuje, ten pewnie pisze... A kto nie gotuje i nie pisze ten pewnie w inny sposób  podwyższa swój i innych poziom endorfin. Pozostawiam to ostatnie Waszym osobistym skojarzeniom. 


Niech blog będzie z Wami! :-D


Wszystkiego czekoladowego z okazji 
Międzynarodowego Dnia Bloga !



30 komentarzy:

  1. Serdeczne gratulacje z okazji Dnia Bloga :)) Nie wiedzialam, ze takie swieto istnieje ;:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana uwielbiam jak piszesz i nie raz podziwiałam poczucie humoru i dystans do siebie, innymi słowy Mój Ty Kawałku Czekolady pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I niech blog będzie z Tobą!
    I dostajesz ode mnie SZTABKĘ najlepszej czekolady połyskującą złotem!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. smakowało!
    u Ciebie bez " :) :)" obyć się nie może ( ma na myśli :) na twarzy mej po leturze TWEJ), więc nie mam, nie uwodź, nie kuś, że niby inaczej jest! nonono. pewnie że powodujesz :) !
    wszystkiego czekoladowego !

    OdpowiedzUsuń
  5. Piszesz blog tak fajnie lekko że to dla nas jest przyjemnością jego czytanie:)czekolada jest the best

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam serdecznie, miło będzie jeśli zostawisz komentarz, bo dopiero zaczynamy ; > zosandkas.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. To ujmujące, gdy facet wpadnie na taki pomysł (nawet, jeśli to brat), bo zupełnie inaczej odebrany jest taki gest, niż jakby wykonała go kobieta.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pozazdrościć brata :)

    Dziękuję za internetową kostkę czekolady! I jak zawsze pouśmiechałam się do monitora :)
    Gotowanie, pisanie i czytanie to olbrzymia przyjemność!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekolada jest najfajniejszym prezentem.Uwielbiam takie upominki.
    Niech Twój blog świętuje dzisiaj!

    OdpowiedzUsuń
  10. przesyłką wirtualną czekoladkę, choć tyle :)
    a uśmiech pojawia się u mnie zawsze, gdy do Ciebie zajrzę
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. hihihihi ojej...Nie wiedziałam że Dziś mamy Święto ... Kochana to w takim razie już nie walcze z pokusą tylko zaraz wyjmuje Nuttelle z szafki :P:P a co!! Ty to mi ZAWSZE poprawiasz humor ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. wlasnie schupalam kawalek czekolady od Ciebie :) :)

    OdpowiedzUsuń
  13. gdy mamy z moim Marcinku pokręcony dzień, nazywamy sami siebie kapitanem bzikiem. Zyczę Ci samych pokręconych dni. pozytywnie zakreconych...

    OdpowiedzUsuń
  14. Poszłam po tą cholerną czekoladę i zjadłam kawałek czym wywołałam niezłe zamieszanie w domu. Niech już będzie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Narobiłaś mi smaku na czekoladę, nieładnie :/ Zwłaszcza, że już wszystko co miałem to zjadłem. Prawdziwa z Ciebie Czeko Lady. Uwodzi słowem i oddziałuje na fizjologię czytelników. Mimo wszystko zmobilizował mniej Dzień Bloga by i na swoim coś nabazgrać dzięki Twojej informacji, że takowe coś w ogóle istnieje.

    PS. Boleści nastoletnie, nieudane "miłości" wydają nam się śmieszne z perspektywy czasu, ale czy te "dojrzałe" uczucia z późniejszych lat są na pewno dużo więcej warte? Tak na marginesie Twojego "jednego ze złych dni" z przeszłości ;) Wiem, że chodzi o dystans do siebie, ale mimo wszystko zastanawia mnie czy czasem nie jest tak, że mamy skłonność do uważania dawniejszej miłości za gorszą tylko dlatego, że kierowaliśmy się czymś innym :P
    Dobra. Zabieram się do pisania bez czekolady

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiem o tym święcie długo, długo, a jednak jakoś nigdy nie obeszłam go należycie, choć chyba 6 lat już na blogowaniu upłynęło mi (i pewnie niezliczona ilość godzin). Może dlatego, że w sumie to jest troszkę jak z Walentynkami. Ktoś wymyślił taki dzień, a przecież i tak kocha się i pisze cały rok :D

    Wszystkiego Energetycznego! (Ja niestety mogę sobie pozwolić jedynie na kosteczkę czekolady dziennie, a to nie jest ilość do świętowania, niestety :P Zaoferuję więc sobie chociaż wielki kubek nocnej kawy, a co mi tam!)

    OdpowiedzUsuń
  17. właśnie posmakowałam ten kawałek słodkości od ciebie, oblizuję się . zerkam na tabliczkę czekolady z papryczką chili i zostawiam kawałek dla ciebie :D możemy też od czasu do czasu przegryźć kawałkiem śledzia prosto z beczki ,żeby nas nie zemdliło, ale na twoim blogasie śledź w czekoladzie smakuje wybornie :D

    OdpowiedzUsuń
  18. No i znowu o Dniu Bloga dowiaduję się dzień po. Ale ze mnie bloggerka. Z siedmioletnim stażem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Niezawodny brat i miłe wspomnienie :) ostatnio nadużywam środka endorfinogennego, chyba jesień idzie czy co...

    OdpowiedzUsuń
  20. Kurcze. Czyta się Ciebie świetnie! Fajnie, że do mnie wpadłaś, bo odkryłam dzięki temu Twojego bloga =) Będę, więc bacznie obserwować :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja dziś jeszcze czytam :) Z wielką chęcią. Tym bardziej Twojego bloga.
    Brata podsuwającego gorącą czekoladę na poprawę nastroju szczerze zazdraszczam. A wiem, co mówię, bo mówi to jedynaczka, która daaaawno dawno temu powiedziała Mamie, że nie obchodzi ją jak ona to zrobi, ale córcia chce starszego brata! :D
    A u mnie niebawem coś, co Ci podpasuje, podejrzewam ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. no przecież Ty wiesz, że dzień bez CZEKOLADY- z blogiem:) dniem straconym jest dla mnie- a jak nie wiedziałaś to już wiesz;) dzięki, że jesteś:) i polecam się na przyszłość czekoladowo:)

    OdpowiedzUsuń
  23. czekolada jest dla mnie obowiązkowa, gdy czytam twoje posty - jakoś zawsze jest w zasięgu ręki:) a jeśli chodzi o czytanie - to jestem nałogowcem, gdy czekam w kolejce, jadę tramwajem czytam wszystko, choćby skład na opakowaniu jogurtu - byleby było dużo literek:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Fajnie tu u Ciebie:)
    Zdecydowanie, Twój wpis stał się dla mnie dziś naprawdę kostką czekolady, poprawiającą humor:)
    I owszem- nie ma to jak gotowanie, kiedy wiem że innym smakuje to co ugotuję, a pisanie i czytanie -nie umiałabym bez tego żyć:)

    :)

    OdpowiedzUsuń
  25. zrozumiałabym, gdyby mieli siebie nawzajem często, każdy przecież potrzebuje wolności, chwili dla siebie - ale mają się raz w tygodniu, od lat i każdy weekend wygląda tak samo przygnębiająco.

    ja chyba zahaczę o jezioro :)
    miłego dnia Nam obu!

    OdpowiedzUsuń
  26. Uwielbiam twoje wspisy.Jesteś jak czekolada-uzależniasz.:D Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  27. "...przenikał mnie do szpiku kości i powalił jak zawinięta w rulon gazeta powala muchę w kuchni mojej mamy."
    Wiem, że sprawa była poważna ale tu nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem :D
    Fantastyczny blog!

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?