piątek, 19 sierpnia 2011

Balonik weselny

Nie każę Wam wierzyć w Wielką Stopę. Ani w diety cud. Ani w to, że robiąc zakupy w Tesco staniemy się szczęśliwi jak pan i pani z bilboardu, z którego szczerzą do nas niebezpiecznie białe zęby.

Chcę Was przekonać do tego, że miłość jest.
Tylko jak tego dokonać? Mogłabym trzynasto i pół zgłoskowcem zacząć relacjonować moją ostatnią randkę, tylko że wyszłaby z tego raczej mało strawna fraszka. Albo raczej bajka... W każdym jakiegoś królewicza musiałabym zmyślić, bo żadnej randki nie było w moim życiu od... rety! Naprawdę aż tak długo?!
I jak w takim wypadku mam was przekonać, że miłość jest, skoro samej mi jest trudno w nią uwierzyć?

Na szczęście są dowody na to, że jest

Na przykład, tacy Oni - On, chłopak, który po ukończeniu wieku Chrystusowego, przestał wierzyć w to, że kiedyś zostanie mężem i ojcem. Wybrał karierę wiecznego tułacza w wymiarze krajów starego kontynentu. I Ona. Ta, która pokrzyżowała mu plany. Jego żona. Prawie - bo ślub dopiero (już!) w sobotę. 
Nie muszą się żenić. Chcą
Nie pozostaje mi nic innego, jak uronić łzę i zaklaskać. 

Mogłabym machnąć na to ręką i odrzucić tą historię w niepamięć jak egzemplarz "Faktów i mitów", jest jednak jedno "ale". To historia bliskiej mi osoby, mojej kuzynki. 

A ja jestem elementem tej historii, wchodząc zaś w szczegóły, to jestem jednym z gości na ich weselu. 

To już jutro! Suknia ślubna wisi w szafie, trzypiętrowy tort stoi w chłodni, a cały dom w balonach... A propos balonów... Mam nadzieję, że gdy jutro się tam zjawię, nie wezmą mnie za jeden z balonów. Dobra, dobra, może nie zupełnie wyglądam jak balon. Ale się tak czuję.


Jestem opuchnięta. 
Pewnie to PMS... Albo? Albo prawo ironii losu ileś-tam. W tym wypadku reguła brzmi tak - jeśli uda ci się jedna rzecz, to się nie ciesz jak wiewiórka, której przechodzeń podarował pudełko Ferrero Rocher, bo z całą pewnością nie uda ci się następna. 

Przekładając to zaś na język mojego życia, powiem tak: tym razem udało mi się z partnerem weselnym, ale nie z moimi hormonami... 
Nauczona smutnym doświadczeniem poprzedniego wesela, postanowiłam - pomimo wiernego statusu singielki - pójść z kimś, ażeby nie paść ofiarą poznania na weselu jakiegoś przystojniaka. Nauczona jeszcze smutniejszym doświadczeniem również tego samego wesela, postanowiłam zaprosić kogoś odpowiedniego już miesiąc naprzód. Udało się! 
I gdy już chciałam odetchnąć z ulgą, zdarzyło się, że spojrzałam do lustra... Opuchnięte powieki, mało tego, opuchnięta cała twarz. Brzuch!!! Co robić? 
Dzwonić do Goździkowej?!
Toż to akt czystej desperacji. Może już lepiej zadzwonię do partnera i odwołam nasze przyjście. Toż to akt czystego egoizmu... 
Ostatecznie dzwonię do Starszej Siostry. Wyliczyłyśmy kilka niezawodnych trików  pomagających nie wyglądać jak nadęty do granic możliwości balon, czyli pozbyć się nadmiaru wody z organizmu.
Pić dużo wody, małymi łyczkami, przez cały dzień.
Herbatka z pokrzywy!!!
Ciepła woda z cytryną.
Olej z wiesiołka. 


Lista jest długa, lecz dopiero na jej końcu (znów prawo ironii losu...) znajduje się najcenniejsza recepta. Nie mówcie nikomu, bo to tajemnica, ale tę ostatnią receptę dopisałam ja sama!
Otóż, najlepiej po prostu udawać, że się nie jest opuchniętym. Nie żartuję! Owszem, będę jutro starała się nie pozować do zdjęć na tle balonów, ale najważniejsze to to, że będę się starała czuć dobrze sama z sobą


Poza tym, to nie moja opuchlizna ma być jutro w centrum uwagi, tylko Panna Młoda. Jeszcze bardziej zaś jej wysokość - miłość.

26 komentarzy:

  1. oj tam, opuchlizna! wskakuj w sukienkę, mrugnij do partnera i baw się ładnie :) i oby Miłość rosła, może nawet i puchnąć, ale niech Jej będzie dużo !

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem zdarzają się takie historie miłosne ;)
    No cóż, mogę jedynie życzyć, żeby opuchlizna trochę zeszła i żebyś się świetnie bawiła z partnerem i resztą gości :)
    Strasznie dużo ślubów u Ciebie naokoło, ja jeszcze pewnie poczekam 2-3 lata zanim się zacznie weselne szaleństwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo - puchnąca miłość, to brzmi dość sympatycznie, Panno Łaskotko :)
    Kasiu, a życzę Ci tego, byś na wielu weselach się bawiła, na moim zwłaszcza ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze Cie rozumiem :) Baw się dobrze na weselu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak się przydarzy to chętnie przyjdę ;) tak samo jak na spotkanie blogerek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoja recepta przekonuje mnie najbardziej! wiesz, że wyglądasz tak jak się czujesz , a raczej sobie wmówisz kochana , więc wmawiaj sobie!!!! nie możesz przeciez opuścić TAKIEGO ślubu z CZYSTEJ miłości :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mirrors... Że tak powiem, cieszy mnie, że znasz ten problem :)
    Kasiu, trzymaj mnie za słowo z tym weselem! A co do spotkania bloggerek to jak tylko poznam mój nowy grafik mojej nowej pracy, to ustalam termin i... będzie czad! ;-D

    OdpowiedzUsuń
  8. oj lubie strasznie czytać Twoje zapiski...masz świetny sposób przekazywania tego, co chcesz powiedzieć...i ten dystans do samej siebie- BEZCENNE!! Życzę udanego weselicha i szalonej zabawy ;) a opuchlizną się nie martw...wiem jak to jest, bo moja siostra choruje i często ma takie wahawki z opuchnięciami- ale jak ktoś jest ładnie ubrany, umalowany, czyli ogólnie zadbany, to opuchlizna czy nie i tak ładnie wygląda! A poza tym jakbyś ZA ładnie wyglądała to też niedobrze, bo jak sama napisałaś to święto Panny Młodej i to Ona ma być w centrum uwagi ;)
    Ściskam i jeszcze raz udanej imprezy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Będę trzymać ;) No to czekam na jakieś propozycje, mam nadzieję, że znajdziemy jakiś dogodny termin.

    OdpowiedzUsuń
  10. moja droga, lepiej być nadmuchanym balonem niż kawałkiem sflaczałej gumy. ktoś może docenić piękny balonik , a na sflaczałą gumą popatrzy z politowaniem :D :D

    OdpowiedzUsuń
  11. co do miłości - to zaświadczam że istnieje:) a co do twojej tajemnej recepty - to często ją stosuję w przypadku mniej lub bardziej (nie)udanych eksperymentów fryzjerskich. gdy ludzie widzą że tobie się podoba, to wstrzymują się z krytyką, ale gdy tylko wychylisz się ze swoimi wątpliwościami, będą ci służyć swoimi cennymi radami:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurka, rok temu byłam na weselu ("ślynskim" skądinąd także hiehie) bez partnera i to był ostatni raz. Kuzynka była zła, że jej partner nie tańczy z nią tylko ze mną. Suma summarum żadna z nas dobrze się nie bawiła.

    Co do randek, mam swoją teorię nt.potencji pozaseksualnej współczesnych przedstawicieli płci niepięknej (też subiektywne:D), ale i tak zadziwia mnie to, że swoją ostatnią pamiętam przez mgłę (kopeeee lat). Albo ze mną jest coś nie tak, albo seriale kłamią... a to drugie przecież niemożliwe!:)

    Pozdrawiam! Super post:D

    OdpowiedzUsuń
  13. piszesz, że istnieje? to będę Ci wierzyć na słowo i żyć nadzieją... ;)
    udanej zabawy na weselu!

    OdpowiedzUsuń
  14. Olimpio, dziękuję! Obiecuję, że jak będę wyglądać za ładnie, wezmę ze sobą pompkę do rowera i nadmucham się jeszcze bardziej ;-P
    Di, myślę, że i Tobie powyższy pomysł przypadnie do gustu :))
    Goh, Twoje zapewnienia - bezcenne :))
    Lafle, pisz wiece o tym śloynskim weselichu :D hehehe
    Kaś, dzięki za zaufanie!

    Dziewczyny, daję słowo harcerki (którą jednakże nigdy nie byłam) będę bawić się na całego!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostatnio nie poznaję siebie..jestem strasznie emocjonalna, kiedy tylko usłyszę "piękną historię milosną" łza w oku, aż się kręci...kreatura ze mnie żałosna?
    I takim sposobem Twoje słowa:"To już jutro! Suknia ślubna wisi w szafie, trzypiętrowy tort stoi w chłodni, a cały dom w balonach" TO JEST PIĘKNE!ahhhh, ohhhhh, ehhhhh=)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam nadzieje, że istnieje tylko chyba stoi w korku bo jakoś nie może do mnie dotrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. To może być puchlina głodowa, koniecznie coś zjedz! Najlepiej tort weselny:)

    OdpowiedzUsuń
  18. mnie nie musisz przekonywać ja to wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeszcze trzy lata temu jakby ktoś mi powiedział, że będę mieszkać z facetem, ba że zostanę jakiegoś żoną - parsknęłabym śmiechem z niedowierzaniem. Mój najlepszy przyjaciel również głosił, że facet dla mnie jeszcze się nie urodził. Ale myliliśmy się oboje. Od ponad dwóch lat mieszkam z ukochanym mężczyzną, który od 2 miesięcy jest moim mężem. I nie dlatego bo musieliśmy, bo wypada, ale dlatego że dla tego faceta chciałam zostać żoną :)))

    Więc w kwestii miłości sprawdza się powiedzenie, że nie znasz dnia ani godziny, kiedy Cię dopadnie. To prawda!

    http://ubituibiego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Smakowało! Wyśmienicie!
    Jeszcze tu zajrzę bo mi się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. W piątek również byłam opuchnięta :(
    Szczęścia dla kuzynki, a miłośc tak- też wierzę, że jest:)

    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo fajny blog, zaglądać będę tu często:)
    I bardzo fajny wpis.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. No i jak tam po weselu? Wytańczona?

    OdpowiedzUsuń
  24. A jaj już miałam napsioczyć we wpisie na rozmaite tego typu instytucje - bo też takie wątki ciemniejsze świat mi podsuwa na ten temat a tu proszę. Tak promienny sygnał, jakby z innej czasoprzestrzeni ;)

    Życzę super udanego wesela. Czy to już po?

    OdpowiedzUsuń
  25. Aneto i Anete - już po weselu, wytańczyłam się po wsze czasy, mięśnie narzekają, ale ich nie słucham! Było super!

    Beato i Asiuniu - zaglądajcie jak najczęściej, czynne całą dobę ;-)

    Olciku - łączmy się w opuchnięciu ;-P

    Żono Męża - po samym twym nicku widać, że szczęśliwa jako żona, dzięki !

    Małomówna - mało powiedziałaś, ale jak dobrze :D

    Czarny(w)Pieprzu - posiliłam się tortem, pomógł - opuchnąć jeszcze bardziej ;-P


    Lalabey - korki to w czasach dzisiejszych rzecz powszechna, nie martw się! :)

    Jedyna Singielko - czyżbyś miała lada moment zmienić swoją nazwę i przestać być singielką? Ja myślę, ze takie odczucia jakie masz teraz na dobre wróżą :*

    Dziewczyny, czy któraś wychodzi za mąż? Albo znacie kogoś, kto szuka partnerki weselnej?
    Właśnie wróciłam z wesela i mam chrapkę na więcej... wesel! :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak jest. Pić dużo wody i trochę czerwonej herbaty. Sprawdzone.
    Można też napisać na sobie "wiwat para młoda" i być najfajniejszym balonikiem na imprezie :D.

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?