poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Bajdurzenie

Podobno życie to nie bajka. Niektóre kobiety twierdzą zaś, że życie przestaje  nią być, gdy się wychodzi za mąż. Niestety, nie jestem w stanie być ani za, ani przeciw, gdyż obecnie - jak doskonale wiecie - jestem na etapie borykania się z znalezieniem, tzw. "chłopaka".
Póki co, wróciłam z wesela kuzynki, borykam się z po-weselnymi zakwasami, lekkim rozstrojem żołądka i myślami na temat wesel... letko nie ma...

Wesele było naprawdę bajkowe. Albo raczej, by nie brzmieć złośliwie, winnam powiedzieć bajeczne! Choć rzeczywiście było jak w bajce. Niewielki kościółek, państwo młodzi wjeżdżający dorożką, wypuszczanie białych gołąbków, trzypiętrowy tort...  

 

Tort...


Skusić się...

                                                               czy nie?
 





W związku z tym, że idąc na to wesele czułam się jak balonik, targały mną te niedorzeczne wątpliwości. Jako że dylemat był istotnie niedorzeczny, zjadłam cały kawał tortu. I lody. Wytańczę to! - zawołałam walecznie w duchu i ruszyłam dzielnie na parkiet. Myśląc o tańcu nie miałam na myśli skakania w powietrzu, śmigania po całej sali, piruetów, a nawet wślizgiwania między czyjeś nogi. Mojego partnera, ma się rozumieć. I to w tańcu i tylko w tańcu, żeby nie było! Tak, mili państwo, miałam do czynienia z ucieleśnieniem Patricka Swayze! Po kilku godzinach bardziej, niż balonik, czułam się jak zużyta dętka od roweru... Padałam z nóg.

Na szczęście mój partner po kilku kolejnych godzinach też ledwo się trzymał na nogach, więc mogliśmy spokojnie wracać do domu.

Pewnie wielu zawiodę, jeśli dodam, że powrót do domu był przed Oczepinami, wobec czego nie złapałam welonu. Niniejszym, Status singielki, w przeciwieństwie do mnie i mego partnera, nie zachwiał się w trakcie wesela, ani po nim. Chwieją się za to moje przekonania na temat samych wesel.

Wesela są super. To nigdy nie ulegało i nie ulegnie wątpliwości, podobnie jak fakt, że skarpetki w groszki są super. Zaczęłam jednak wątpić w wesela. Wątpić w to, że to tylko bajkowa impreza dla bliskich znajomych i dawno nie widzianych członków rodziny.
Zdaje się, że wesele to jednak coś więcej.




I coraz bardziej chcę tego więcej dla siebie.

O! Wzniosłam się na wyżyny, tymczasem zaczęłam od... od tego, że póki co zapominam definicji słowa randka... I jak tu znaleźć na taka randkę chętnego, skoro - jak wieść niesie - panowie panicznie boją się kobiet, które myślą o weselu tak często, jak oni - jak wieść niesie - o seksie.

A może oba przekonania to jedynie bajki?


23 komentarze:

  1. Kobiety też często myślą o seksie :pp Jak facet jest właściwy to nie będzie mu przeszkadzało myślenie czy nawet gadanie o ślubie ;)

    Dostałam kiedyś czekoladowy telegram :D czekolada była pyszna, tylko faceta już nie chciałam i były to rozpaczliwe próby zatrzymania mnie (pierwsza wyglądała nie mniej, nie więcej, jak kosz stu róż).

    OdpowiedzUsuń
  2. Żaden wypuszczony gołąbek nie narobił z niebiesiech na gości? :)))
    No dobra, pobrać się to żaden kłopot. potem trzeba razem być! Więc się nie zamartwiaj, chłopak sam się znajdzie we właściwym czasie i miejscu.
    Swoja droga obrodziło ostatnio w wesela w Twoim otoczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. a więc jednak spuchnięcie nie stanęło na drodze, pięknie! :)
    a wiesz, że ja jeszcze nigdy nie byłam na żadnym weselu? i wszyscy reagują na to straszne zdarzenie wielkim "oooo".... smutne, kurczę...
    liczę na to, że moja prawie trzydziestoletnia siostra poukłada sobie wszystko w tym kierunku ze swoim panem obecnym i to w jakimś niezbyt dalekim czasie, to wreszcie i ja będę miała okazję poczuć się jak dętka rowerowa ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Panno Łaskotko rzeczywiście masz wiele do nadrobienia, czuć się jak dętka - bezcenne, niniejszym jesteś drugą zaproszoną na moje wesele bloggerką ;-)
    Ewo, gołąbki, w przeciwieństwie do mnie, były grzeczne ;-P
    Kasiu, nawet jeśli to akt desperacji z tym telegramem, to w bardzo dobrym guście :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wesele...hihii...wrota w nieznane. Czasem do nieba, a czasem do piekła.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm... to ja już nic nie wiem jak to z tymi weselami jest. To dla ludzi? Dla młodych? Czy w ogóle wszystkim wszystko jedno? Ja to w ogóle swoje przemyślenia mam ale za dużo by pisać. Na dodatek mam swoje wesele i ślub do zorganizowania. I jak tak czytam komentarze różne to nie wiem co i jak zrobić. Katastrofa...

    OdpowiedzUsuń
  7. Chłopak? Randka? A... Kojarzę... ostatni raz w liceum, połowę życia temu. Od tamtej pory nieparzysta jestem. I choć czasem chciałaby dusza do raju, to z drugiej strony - niezależność jest super :-)

    Na weselach byłam trzech. Po jednym na każdą dekadę życia. I na dwóch ostatnich brakowało mi tańczącego partnera, który przy okazji potrafiłby rozruszać taki kij od miotły, jakim jestem. Przy stole przebieram nogami w takt muzyki, na parkiecie zaś stoję jak słup soli. No chyba, że to kaczuchy, kankan lub męska zorba - wtedy na parkiet bez gadania wychodzę.

    OdpowiedzUsuń
  8. kolejna miła impreza:) też bym sobie tak potańczyła do upadłego:))) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, to miałaś prywatny dirty dancing! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. dętka :D ale dobrze , że nikt nie zrobił ciebie w balona i póki co jesteś w dobrej kondycji :) wszyscy myślą o seksie,ale dobrze kiedy w trakcie o miłości też pomyślą , może kobietom zależy na niej bardziej ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba najlepsze akty desperacji jakich doświadczyłam. Oczywiście wtedy byłam zła i trochę było to męczące, bałam się odbierać przesyłki :pp ale z jak już sobie odpuścił to z czasem pamiętam, że kwiaty były piękne, a czekoladki pyszne.

    OdpowiedzUsuń
  12. na wszystko przychodzi odpowiedni czas i miejsce, a przede wszystkim odpowiednia osoba- więc i Ty wczesniej czy później będziesz miała swoje bajkowe wesele :) czego Ci życze z całego serducha ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmmm to zależy, co kto lubi. Lubię wesela, sama także miałam, ale nie mam także nic przeciwko małemu przyjęciu dla najbliższych. To są też czasem trudne kompromisy, mam w otoczeniu przyjaciół przykład, gdzie on woli dużą imprezę, bo to raz w życiu, a ona wolałaby obiad w restauracji dla rodziny i przyjaciół, skromniej.
    Ważne, że się dobrze bawiłaś! I że z przednim tancerzem :).

    OdpowiedzUsuń
  14. a tam czekolejdi, znajdziesz i Ty partnera na swoje wesele, bez obaw. A czy faceci się go boją ? Szukaj takich powyżej 25 lat, Ci chyba pierwsze lęki mają za sobą

    OdpowiedzUsuń
  15. ja już dawno nie byłam na żadnym weselu, ale czym częściej myślę o weselach w ogóle, tym chętniej zorganizowałabym już swoje! tak samo bajkowe i bajeczne :)
    i spokojnie, królewicz przyjedzie, niech tylko odpowiednio przygotuje rumaka i karocę. to Ty musisz być księżniczką :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja Droga, ale cóż to za dezercja przed oczepinami? ;) bajkowy status zależy tylko od nas samych nie można uzależniać go od jakiegoś mężczyzny ;) tak do końca ;) no, będzie jeszcze wybornie ;) ja dawno na żadnym weselu nie byłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja na pewno częściej myślę o seksie niż panowie;))
    Wesela...cóż, na razie nie widac żadnego na horyzoncie, w moim otoczeniu jakoś niemodne. Ludzie lubią się weselić inaczej hmm....

    OdpowiedzUsuń
  18. u Mnie podobnie jak u Magdy- wesela na horyzoncie raczej nie widać.
    wszyscy Moi bliscy wiekiem gonią za karierami i nie w głowie im żeniaczka czy wychodzenie za mąż..
    Masz rację, że wesele to coś więcej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na każdym weselu mam identyczne rozterki... ;)
    Mam nadzieję, że moje życie po ślubie nie będzie gorsze, tylko lepsze, ale tego przewidzieć nie można...
    Pozdrawiam
    Sol

    OdpowiedzUsuń
  20. Może niekoniecznie cały udany...ale przy śniadanku było miło;) dawno nie byłam na weselu i nic się na razie nie zapowiada,abym na takowym zatanczyła...

    OdpowiedzUsuń
  21. zyje zgodnie z angielski powiedzeniem "Life is what you make it"

    OdpowiedzUsuń
  22. Gdybym była psiakiem, to bym nerwowo pomachała ogonem na znak wstydu, że nie odpisywałam na komentarze... poprawię się! Wiedzcie, że każdy komentarz bardzo raduje me serce! :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak pisałam pod poprzednim postem, swego czasu nie myślałam o ślubie. Ale w końcu przyszła kryska na Matyska :P A sumie nawet temat ślubu szybko się pojawiłam, nie pamiętam kto go rozpoczął, ale drugie nie uciekło z krzykiem. Więc chyba to mit :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?