wtorek, 19 lipca 2011

W związku z pewnymi zmianami


Mam nieodparte wrażenie, że z każdym kolejnym rokiem nie tylko moje życie, ale i cały świat pędzi coraz szybciej. Rzeczy się zmieniają, a ja czasem potrzebuję sekundy więcej, by za tymi zmianami nadążyć…
W ostatnim czasie przybrało to wszystko tempa czeskiej komedii.

Pewnego ranka wstałam i z dziwnym spokojem ducha poczęłam odbywać mój codzienny rytuał. Otworzyłam szeroko okno z widokiem na gęsty, nieprzenikniony las. Minuta rozciągania. Szklanka wody. I facebook.

Tam zaś niespodzianka.

Pan Żołnierz wreszcie zmienił status. Z „wolnego” na „w związku”.

Moje serce zamarło.
Po chwili zamarcia nie zaczęło wcale bić jak oszalałe. Oczywiście, przecież nie miało powodów do szaleńczego bicia…
Pan Żołnierz w związku? Kiedy? I z kim?
Z kim?! Bo ze mną raczej nie… A może ja po prostu nie widzę tego cholernego linka?

Moje serce zamarło do wieczora.

O godzinie 18. uświadomiłam sobie, że Pan Żołnierz nie odzywał się od czterech dni, a od tygodnia go nie widziałam. Czy tyle czasu facet potrzebuje, by znaleźć sobie nowy lepszy model?

O godzinie 19. nadal czułam się jak martwa ryba. Uświadomiłam sobie, że przez cały dzień zjadłam tylko kawałek zapiekanki ziemniaczanej. Poczęłam rozpracowywać paczkę herbatników czekoladowych. Potem pochłonęłam też tyle budyniu czekoladowego, ile tylko było w domu.

O godzinie 20. pojęłam, że rozpracowywanie tego, co zaszło nic nie da.

W między czasie zaczęły do mnie napływać gratulacje od naszych wspólnych znajomych, którzy byli przekonani, że taka sama zmiana, co u Pana Żołnierza zaszła też i w moim życiorysie (oraz facebooku)

Nie rozumiałam. I rozumieć nie będę…

O godzinie 21., gdy czekolada wpłynęła znacząco na moje samopoczucie i pracę mojego mózgu, zdecydowałam się na napisanie listu do Pana Żołnierza. Bez owijania w bawełnę. Po prostu uświadomienie mu, że jest gigantycznych i niepojętych rozmiarów dupkiem. Przede wszystkim zaś tego, że przez fakt powyższy ja mam gigantyczną i niepojętych rozmiarów dziurę w sercu




Do godziny 23., kiedy to nacisnęłam „wyślij” miotały mną wątpliwości. A może to jakiś żart? A może on chce mi tylko zrobić na złość, bo nie odzywam się do niego?
Trudno. Czasem moje wyrafinowane poczucie humoru nawala i nie bawią mnie tego typu zagrywki.

Dziwne, ale w tym samym czasie, gdy zamierało moje serce, zamarła też bateria mojego laptopa. Do wymiany. Oprócz lekkiego uszczuplenia zawartości kieszeni, nie ma większego problemu. A co z poturbowanym sercem do wymiany?
Gdzie je oddać do naprawy?

Zastanowię się jutro. Na ten czas wystarczy mi problemów… Ciekawe, czy odpowiedź Pana Żołnierza dostarczy mi kolejnych? Jeśli w ogóle odpisze… Mam nadzieję. Ileż w gruncie rzeczy, można trwać w zamarciu, by nie zamrzeć na wieki wieków?

14 komentarzy:

  1. hmm, jesteś pewna że nie chodziło o ciebie? czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek...!
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego tak denerwuje mnie ten cały FB! Jedna cholerna zmiana w wirtualnym świecie, sprawia że nie wiesz co dzieje się w tym rzeczywistym. Mam jednak wielką nadzieję, że wszystko potoczy się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. jesssu, ja nawet nie zauważam zmian statusu u znajomych na wolny czy zajęty, w ogóle mnie to nie rusza. O tym, co myslę o tej syt napisałam pod wiśniowym wpisem, więc się powtarzać nie będę. Ja tam bym wcale sobie nim dupy, ani głowy nie zawracała, ot co

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, masz pełne prawo mi powiedzieć "A nie mówiłam" i ja się biję w pierś w tym momencie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak znajdziesz komis, daj znać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem dobrze, że napisałaś. Też bym tak zrobiła. Wszystko lepsze od niepewności... głowa do góry! Będzie już tylko ciekawiej :)

    P.S. Auroro :) chyba pominęłaś pewien szczegół mojego tekstu, a mianowicie "ograniczenia finansowe" ;) umarłabym tam chyba ze zgryzoty... ;p a coś prócz zakupowych centrów świata? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. w genialny i najprawdziwszy sposób opisujesz uczucia , prawdziwej kobiety :) sama wszystko to często czułam i czuje :) babki to wariatki ;) trzymaj się wariatko!

    OdpowiedzUsuń
  8. ojoj... niesamowite rzecz piszesz... mam tyko nadzieje ze facet znajdzie wiarygodne i racjnalne wytlumaczenie dla swojego zachowania... ech... trzymam kciuki dla was obu!

    OdpowiedzUsuń
  9. Faceci.. my kobiety za nimi chyba nigdy nie nadążymy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Proponuję oddać serducho do naprawy czasowi. Świetny z niego specjalista - najlepszy jakiego znam.

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja powiem że normalnie nigdy nic nie wiadomo, wszystko się różnie okazuje i zmienia postać rzeczy na zupełnie przeciwkształtną;)

    z mojej prywatnej bajki opowiem, że dawno dawno temu, pewien rycerz tez mi zrobił podobny numer. Ślęczałam na wieży i czekałam i gdybałam i wypatrywałam posłańca z listem (telefonem) od niego. oj, się działo ale po pewnym czasie rycerz obudził się ze snu, chwycił mnie za warkocz i juz od 12 lat nie puszcza. Poznał się na prawdziwej królewnie ;))
    ech...te związki i rozwiązki miłosne. To jest taki dziwny świat,że o matko!

    jakkolwiek nie będzie będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj znam ja to rozpracowywanie z czekoladą, z dużą ilością czekolady, z tonami czekolady wręcz. Tylko kurczę zawsze jakoś było tak, że ciało rosło, a umysł nie stawał się mądrzejszy :D

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?