sobota, 9 lipca 2011

Nieznośna lekkość bytu

Urlop to piękna sprawa. Przez tydzień. Potem zaczyna się ból głowy i nieuzasadnione nerwobóle.
To nie moje widzi-mi-sie – tak wyglądają wyniki badań statystycznych prowadzonych rok rocznie na Polakach.
U mnie jest jeszcze gorzej.

W związku z powziętym na życzenie zwolnieniem z pracy, mam urlop. Od tygodnia tkwię w Lesiowie. Pierwszego dnia zachwycało mnie niemal wszystko. Las ciągnący się za domem, uginające się pod ciężarem owoców wiśnie, świeże powietrze, plewienie grządek, a nawet – o, zgrozo – bez przerwy zanikające połączenie z Internetem. Cisza…  
Czas

Niestety, z czasem fala mojego ekstatycznego uniesienia o
                                                                    padła 
 jak wyciągnięty zbyt wcześnie z piekarnika suflet. Nie rozpakowałam jeszcze dobrze moich walizek, kiedy już miałam ochotę załadować je z powrotem i wyjechać, ba! - uciekać gdzieś daleko.

Cóż, tak to bywa, gdy ma się zbyt wygórowane oczekiwania… Nie chciałam dwóch, ani nawet trzech muskularnych niewolników (jeden to wachlowania mnie gigantycznym liściem bananowca, drugi do nucenia piosenek z "Amelii", trzeci… do oglądania jego torsu…). Chciałam jedynie mieć czas wyłącznie dla siebie. Och, jakaż ja byłam naiwna, sądząc, że Lesiów to bezludna wyspa…

Jeśli przez ostatni rok nie znalazłam ani dnia dla siebie i przemyślenia planu na życie, to mój dom rodzinny jest na szarym 
                                                                                                                                                       końcu czarnej listy miejsc, w którym tej sztuki można dokonać. 

                    ó                                                      o
                   óó                                                     o
Jeśli nie góóóra naczyń do zmywania, to stosy prania, jeśli nie sąsiadka w gościnie, to sąsiad pożyczyć soli. I tak to się kręci. A ja w tym wszystkim jak chomik w kołowrotku. Ładny mi urlop.

Najzabawniejsze zaś w tym wszystkim jest to, że nim zdążyłam określić swój plan na przyszłość i poszukać pracy, ona sama wepchała mi się do rąk. Któregoś popołudnia zadzwoniła Kumpela. Potem ja zadzwoniłam do Dyrekcji. Nazajutrz to już Dyrekcja zadzwoniła do mnie. Z bardzo dobrymi wieściami. Tak oto od września zostanę Panią Nauczycielką w prywatnej renomowanej szkole. O, w ten sposób mam kolejne zajęcie podczas urlopu. Oglądanie podręczników, wymyślanie metod aktywizacyjnych i odmawianie różańców, by nie trafić na trójkę dzieci z ADHD w jednej klasie.    

Prócz tego, że przez to całe marudzenie zyskałabym tytuł wszech-Polki, to nie zauważyłam, że dzięki temu będę mogła mieć naprawdę urlop. Plan na przyszłość? Jest! Więc czym tu się martwić? Może naprawdę powinnam poszukać jakiś muskularnych niewolników?

Stanowcze „nie”! Skoro przysługują mi aż dwa miesiące laby, wolę sama siebie mianować niewolniczką kuchni! W końcu nic tak nie męczy na urlopie, jak nic-nie-robienie! W taki razie, nic tu po mnie, lecę robić obiad! Zapiekankę rybną z szpiankiem. 




I w zasadzie o tym miał być ten cały wpis… Osz, kurka…

21 komentarzy:

  1. Zapiekana ryba ze szpinakiem wygląda pięknie mmm, sama bym zjadła. Tak to jest, że myślimy, że wiemy co dla nas najlepsze, a później przychodzi rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja obecnie już po jednym dniu odczuwam przemęczenie. Choć z kolei jak z dala jestem za długo, to za rodzinką tęsknię. Ale jakoś tak w domu nic się nie chce. Tyle bym chciała uczynić, ale nie chce mi się:) Porażka. Pojechałabym gdzieś hen, hen. Bez planu. Bez bagażu. Od lat kilku o tym marzę i jeszcze nie spróbowałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ryba i szpinak, uwielbiam!
    Tak to jest, że człowiek zamiast na urlopie odpoczywać myśli o wszystkim o czym nie powinien. Mój tato jest nauczycielem, więc się przyzwyczaił, że ma dużo czasu, ale mama na urlopach przeżywa koszmar. Ludzie się strasznie zestresowani!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale tu pyszności się ukazały... mm ^^ od razu robię się głodna ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Za dużo myślisz...;) A taka praca zostania panią nauczycielką - ale od W-F-u to mi się marzy..., bo przecież te wakacje... Mogłabym zmywać nawet góóóry naczyń i wiśnie zrywać i plewić(trochę...), aby tylko mieć świadomość, że poza tym plewieniem naprawdę nic ni muszę... w czasie tych wakacji ma się rozumieć:)
    Pozdrawiam Cię gorąco, Auroro!

    OdpowiedzUsuń
  6. hehe, faktycznie, nic-nierobienie to ciężka robota, a i plecy bolą od leżenie plackiem (tak około 3 dnia) :) gratulacje z okazji otrzymania nowej pracy! życzę ci samych grzecznych i mądrych dzieci w klasie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. haha:D zapiekanka rybna ze szpinakiem!! wygląda świetnie, mam nadzieję na publikację przepisu;)
    kochana Auroro, módl się módl, ja miałam w tym roku w jednej klasie 2 adhd-owców i też było baarrrrrdzo ehh..ciężko..skutecznie mnie wykończyli! ale może Ty będziesz silniejsza, ja jestem za miękka..;)
    uściski!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  8. urlopiki są fajne i czasem fajnie jest się tak zmęczyć. ale zmęczyć pozytywnie. tylko i wyłącznie ;)

    na zdjęciu pyszności widzę, a szpinak... mmm, to już w ogóle szczyt wszystkiego! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Auroro, ja w kwestii formalnej - otóż dementuję zawarty w tytule przekaz, jakoby lekkość bytu była nieznośna - ona nie tylko jest wyjątkowo łatwo znośna, z uwagi na swoją niewielką wagę, ale wręcz jak piórko!
    To napisałam lekka ja.:)

    Obyś cudze dzieci uczył - to ponoć jedno z najcięższych przekleństw.
    Kolejne nadużycie.
    Da się, a nawet może sprawiać satysfakcję, której Ci niniejszym życzę z całego serca na tej nowej drodze życia.:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dopiero drugi tydzień jest właściwym tygodniem urlopu. Przez pierwszy człowiek lata kompletnie skołowany. Do wypoczynku trzeba się przyzwyczaić ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tam lubie swoje nicnierobienie. A bedzie jeszcze lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. A, dziękuję bardzo ^^ :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja od strony kulinarnej- zapiekanka wygląda niezwykle apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ale Ci się wszystko udaje:))

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapiekanka wygląda smakowicie - poproszę o więcej szczegółów. A wracając do "nicnierobienia" -pamiętam jak jako dziecko jeździliśmy na Mazury pod namioty, totalna głusza, cisza i przyroda, do najbliższego sklepu 50 km, zero TiVi, High-Fi,Wi-Fi i tym podobnych. Ale powiem Ci, że to był prawdziwy wypoczynek, nigdy potem nie udało mi się już tak odpocząć i wyciszyć.
    Gratuluję nowej pracy i powodzenia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  16. Gratuluję Ci bardzo :) mam nadzieję, że praca okaże się ciekawa i dająca spełnienie :) masz problem z głowy i dużo wolnego :) także super układ! Korzystaj :)
    Połączenie ryby ze szpinakiem... mniam :) szczególnie łososia! Polecam!

    P.S. Auroro :) o Super Mi to będzie można mówić jeśli któryś z Czytelników lub Czytelniczek wypróbuje mój przepis i będzie zadowolony :) opisanie to dopiero połowa drogi do bycia Super ;P ale dziękuję! Bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  17. ale mi się tu dobrze czyta... będę zaglądać:-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja na szczescie problemow z wakacjami nie mam, ale tak to bywa, ze najczesciej jest odwrotnie niz bysmy chcieli :)A zapiekanka swietnie wyglada!

    OdpowiedzUsuń
  19. Fiu, fiu! pani nauczycielka- nie zazdroszczę:)
    ps: w domu rodzinnym ciężko się zbiera myśli- wiem coś o tym

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?