niedziela, 3 lipca 2011

Czysty przypadek

Podobny system wartości. 
Odmienne temperamenty.
Zasobny portfel i szybki samochód.
Buzujące hormony.
Mieszkanie po sąsiedzku.
Odpowiednie wcięcie w tali.
Zdrowy kolor włosów.

A może przypadek?

Co sprawia, że dwoje nieznanych sobie osób nagle się poznaje i dobiera w parę?
Co decyduje o tym, iż o danym osobniku wybranym spośród tysięcy innych myślimy
"to TEN" ?
By odpowiedzieć sobie na to pytanie, kilka lat temu nie przespałam tuzin nocy i uczęszczałam co wtorek na specjalny fakultet. 
Jednak i bez książkowej wiedzy wiedziałabym, że jest w tym wszystkim jakaś szczypta magii. Mówiąc zaś po ludzku, jak przystało na mój wiek - nie ma przypadków. 

Przypadku zapewne nie ma w tym, że na kolejną randkę umówiłam się z Panem Żołnierzem, a nie z Panem Złota Rączka. Wiem, wiem... Powinnam dać szansę obu. Temu drugiemu chociażby dlatego, by nacieszyć ciało jakimś sensownym (nie, nie miało być seksownym) masażem. Jakże mam dać mu szansę, skoro on najwyraźniej nie chce mnie zobaczyć. Preferuje flirt. Telefoniczny. Albo rzeczywiście jego pracoholizm osiąga apogeum, albo po prostu boi się, że w szarej rzeczywistości romantyczne teksty nie będą wychodzić z jego ust tak gładko i powabnie jak przez aparat telefoniczny. 

Nie czuję większego żalu. Pan Żołnierz w zupełności zaspokoił mój apetyt, mimo że zamiast Piękna woli się do mnie zwracać Wariatka. Hmm... Dobrze, że widzi prawdę o mnie. I pomimo tego nie ucieka. I tak wiem, że dla niego jestem bardziej Piękna, niż Wariatka, bo wykorzystuje każdą wolną chwilę, by na mnie patrzeć. Albo całować.

Właśnie w takiej chwili zadzwonił bezczelnie mój telefon. Była głęboka noc, a my leżeliśmy jak dwa rozpieszczone kocury na moim łóżku rozmawiając o ulubionym smaku lodów. Wtem mój Szefu ( a prywatnie mój przyjaciel, Maurycy) postanowił nam przerwać. Co tu dużo mówić, miał ku temu powody. A w zasadzie jeden - włamanie. Tak, włamanie! Do naszego Sklepiku!
Nie bacząc na wskazówki zegara wskazujące godzinę 1.oo, pospiesznie się ubrałam, nałożyłam błyszczyk na usta (bo o pełnym makijażu nie było mowy) i ruszyłam. Ze mną Pan Żołnierz.

Na miejscu - nie znam się, ale oglądałam parę odcinków "CIA" - standardowo: panowie Policjanci, panowie Ochroniarze. No, Psa Tropiciela brakowało. Stąd, standardowo (?!) czekaliśmy na Psa Tropiciela. Godzinę. Gdy wreszcie się zjawił i jego nos zabrał się do pracy, nic ani nikogo nie wytropił (standardowo?!). Za to nas czekała ciężka praca. Trzeba było  oczyścić i zabezpieczyć teren, mówiąc językiem nie serialowym - wymieść z Sklepiku szkło potłuczonej szyby, lecieć na mroczny kraniec miasta do mieszkania Maurycego po komplet kluczy i zamknąć Sklepik, co zajęło kolejne pół godziny ( bo rzeczy martwe, a zwłaszcza zamki do rolet, mają to do siebie, że lubią się psuć, zacinać, na przykład).

Gdy wreszcie dotarliśmy z powrotem do mojego mieszkania, ponownie padliśmy oboje na łóżko. Tym razem bardziej niż rozpieszczone kocury, przypominaliśmy martwe ryby.

Pozostawało mi jakieś 3 godziny snu do pobudki.

Zamiast wykorzystać je jakoś w miarę produktywnie, dajmy na to, na sen. Wolałam wczuć się w postać z "CIA". Tyle, że zamiast zastanawiać się, kto może być tym paskudnym łobuzem, co wrzucił do Sklepiku płytę chodnikową, wolałam zastanawiać się nad nieprzypadkowością przypadków.

Bo niby czemu akurat tej nocy Pan Żołnierz odwiedził mnie w moim mieście? I niby czemu akurat w czasie włamania Maurycy był hen hen daleko na urlopie? I wreszcie czemu ktoś chciał włamać się do Sklepiku akurat w przede dniu mojego ostatniego dnia pracy na tym miejscu?! Co do ostatniego, to nie ma w tym większego halo. Tego typu akcje  pasują do mojego życia, jak bita śmietana do truskawek.

Być może wszystko to zdarzyło się po to, bym zobaczyła, że wybór Pana Żołnierza nie był zupełnie przypadkowy?
Przecież szukałam prawdziwego mężczyzny (a nie facecika/Pana Zbyszka...). Co jak co, ale zaistniała sytuacja pozwoliła mu się wykazać na tym polu jak żadna inna. Tylko prawdziwy facet potrafi sprawić, że kobieta w tak paskudnej sytuacji jak ta powyższa czuje się jak gwiazda na planie filmu sensacyjnego.
Co ważniejsze - czuje się po prostu bezpieczna.

Nie żal mi zwinnych dłoni Pana Złota Rączka.
Nie wierzę w znajomości telefoniczne. Jeszcze bardziej nie wierzę jednak w czyste przypadki.

Czysty może być barszcz. A przypadek to, jak mawiał pewien człowiek (i do tej pory mawia), to imię Pana Boga.

19 komentarzy:

  1. dobry post :)pisz, pisz, pisz...... pozdawiam sklepik. zeby mu sie oczko wygoiło...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oho, kryminał się zaczyna!
    Pozdrawiam z krainy deszczowców ;))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że decyzja była/jest/będzie właściwa ;) Dobrze wiedzieć, że obok siebie ma się mężczyznę, który w razie czego nie ucieknie z piskiem. Nie lubię być bardziej męska od partnera, na szczęście już nie muszę, ale moje studia obfitują w takich właśnie panów, którzy bez rozsądnej kobiety nie poradzą sobie w życiu ;)

    P.S. Nie wiem czemu, ale uwielbiam kiedy mój L. jedzie na strzelanki ASG i ubiera "mundur".

    OdpowiedzUsuń
  4. Cytuję siebie: "Przypadek to czy przeznaczenie" :D Ja się skłaniam ku przeznaczeniu. Nic się nie dzieje zupełnie przypadkowo. Kiedyś spotykałam się z jednym chłopakiem i on myślał, że to przypadek, więc się rozstaliśmy. Niedokładnie tak prosto, ale tak. Później ja też szalałam za panem, który się miał stać Panem Żołnierzem. Ale jak już się stał, to uciekł. Więcej go nie widziałam. Myślę, że to nie przypadek. Ale ten Pan Żołnierz też coś miał takiego, że zawsze lubił mnie na swój uszczypliwy sposób. A mi się ten sposób bardzo podobał. I teraz go wszędzie szukam, ale nie mogę znaleźć. 'Piękna' jest banalna. Pamiętam, że się zawsze wewnętrznie śmiałam ze słów uwielbienia. Tak bardzo szybko wpada się w rutynę. Chyba nie jestem łatwym elementem ;) Życzę szczęśliwości z Panem Żołnierzem. A ja szukam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Miejmy nadzieję, że nie zostaniesz gwiazdą filmu noir. Kobietą fatalną :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Noł łej, z takiej Bridget Jones jak ja, nie da się zrobić femme fatale ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście, że nie ma przypadków. Gdybyś zapytała, powiedziałabym Ci to od razu, ale... Wtedy nie powstałaby ta świetna notka.:)
    Jung mówił o tzw. koincydencjach czyli zbieżności zdarzeń i ja się z Jungiem mocno w tym temacie zgadzam. Zresztą nie tylko w tym.;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawie się zaczyna ta wasza znajomość:) czekam na kolejną odsłonę:)

    OdpowiedzUsuń
  9. aż zazdroszę ;) troszkę

    OdpowiedzUsuń
  10. przeznaczenie...? no nie wiem . nie jestem do końca do tego przekonana :) bo to by oznaczało, że i tak nie mamy wpływu na to, co się stanie. a nie lubię tak. lubię mieć wszystko pod kontrolą (raczej: starać się mieć pod kontrolą:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze gratulacje wyboru :) po drugie gratulacje takiego Ciacha Żołnierskiego:) Po trzecie nie ma przypadków - ja poznałam mojego Pana Lekarza w dniu swoich imienin po amaretto na niezaplanowanym dodatkowym treningu taneczny,m ... i ha... ;) tez mowił mi Wariatko... teraz mowi mi Moja Wariatko... maló tego .... już jest mi poślubiony ;) pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  12. Opętany techniką Pan Złota Rączka:):):):)I sama widzisz że nie ma tego złego co nie wyszłoby...na zołnierza:):)
    W pary...Musi być magia, seks, fascynacja, wszystkiego po trochu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dokładnie tak jak piszesz, Tamirian :D

    OdpowiedzUsuń
  14. świetnie napisane... ale... brakuje mi wyjaśnienia, dlaczego nie wierzysz w Przypadek... nie musisz... luz... ale nie wmówisz mi, że przewidziałem Twoją wizytę u mnie... nawet do głowy mi nie przyszła taka opcja, bo pojęcia nie miałem o Twoim istnieniu... czyli z mojego punktu widzenia... Przypadek... tak?... Przypadek, w który nie muszę wierzyć, skoro... jest :)))...

    OdpowiedzUsuń
  15. 2 zdania końcowe szalenie mi się podobają:)
    Pozdrawiam Auroro:)

    OdpowiedzUsuń
  16. aaaaa kocham ten Twój styl pisania totalnie! ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. wspaniale się czytało. w trudnych sytuacjach "Panowie Żołnierze" są szczególnie nieocenieni :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Skłoniłaś mnie do refleksji... Jeśli przypadków nie ma to mója podświadomość jest bardzo zmyślna ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. I have read so many content on the topic of the blogger lovers however this article
    is actually a nice article, keep it up.
    Feel free to surf my page flirten lernen

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?