niedziela, 5 czerwca 2011

Śnieżka, czyli w pogoni za...

Królewna śnieżka i siedmiu krasnoludków

Znacie ten tytuł? Słynna (głównie z Disney'owskiej animacji) baśń braci Grimm.
Tak się złożyło, że w okolicach dnia dziecka miałam okazję przypomnieć sobie jej treść , oglądając spektakl w teatrze lalki. Ja, moja Starsza Siostra i grupa 50 puchatych dzieci (czyt. przedszkolaków). 

W trakcie trwania przedstawienia tylko raz zdarzyło się głośne: "psze pani, SIUSIU!!!". To znak, że było naprawdę dobrze zrobione. Zgadzam się i chylę czoło nie tylko przed trupą aktorską, co przed lalkarzami, którzy wykonali kawał świetnej roboty. Mimo to mam jedno małe "ale". Do kogo? Do tego, kto wymyślił, że królewna musi czekać jak ten trup na księcia. Co to za pomysł?
Gdybym tak naiwnie dała temu przesądowi wiarę, prawdopodobnie naprawdę skończyłabym na weselu mojej przyjaciółki przy stoliku oznaczonym "single". W zasadzie to niepotrzebna byłaby żadna tabliczka. Wystarczyłby jeden rzut oka na zmizerowane sylwetki łysiejących kawalerów i skwaszone miny ponurych panien, by wiedzieć o co w tym przedstawieniu chodzi. Gburek pewnie, by również zaszczycił swą obecnością ten stolik.

Widać historia Śnieżki wywarła głęboki wpływ na losy wielu kobiet. Wystarczy spojrzeć na taką Bridgett Jones... Też była obiektem zaczepek i niesubtelnych pytań na rodzinnych przyjęciach, na które zawsze przybywała w towarzystwie... samej siebie. 

Człowiek uczy się na własnych błędach. Spryciarz na cudzych. Być może dlatego, że mam rudawy odcień włosów, zaliczam się do tych drugich. I tak oto postanowiłam nie powtórzyć scenariusza Śnieżki, ni panny Jones. I wzięłam sprawy w swoje ręce.

Spójrzmy. Ok. 200 znajomych na Facebooku. Na telefonie nie mniej numerów kontaktowych. To dość spory wybór. A jednak, po bliższych oględzinach... może jednak lepiej poleżakować jak ta Śnieżka? 



Nie! Nie jestem Śpioszkiem!

Czy istnieje lepsze miejsce na wybór partnera weselnego, niż taneczny parkiet? Przecież ten człowiek ma przetańcować ze mną pół dnia. I całą noc. Otóż to! Jestem genialna! Jak ten Mędrek!
To co, że środek tygodnia?!  Chodźmy na imprezę!  Wesołek byłby ze mnie dumny!
Miał na imię Leszek. Wygląd trochę Kuby Wesołowskiego. Świetnie nam się tańczyło. I tylko tyle. 
Mit mojego geniuszu padł, gdy tydzień po spotkaniu, Leszek zaczął do mnie pisać jak to fajnie, że właśnie się upija z znajomymi na osiedlu. I wydzwaniać zawsze o stałej godzinie: 4 nad ranem.
Apsik! Chyba mam alergię na przypadkowych tancerzy.


Nauczona przykrym doświadczeniem, przejrzałam listę znajomych raz jeszcze. A jednak. Znalazło się parę imion (zastrzegam, że nie było ich siedem..). Wypisałam je na oddzielnych karteczkach i już miałam zamienić się w bęben maszyny losującej i wyciągnąć jeden szczęśliwy numerek, gdy zrozumiałam absurd moich poczynań.

Potem załamałam ręce. 
Wyrzuciłam karteczki do kosza na śmieci.



Przecież to nie błazenada, a wesele. Boże, help me, w końcu wesele to sakrament, więc powinno Ci zależeć!  

Och, jakimż ja Gapciem się okazałam!  
Jak to się stało, że wybrałam się w dalekie poszukiwania, kiedy rozwiązanie czekało tuż za progiem? Czemu tego, co najbliżej tak często się nie zauważa?!  Tym bardziej, gdy to, co blisko jest tym, czego chcemy.

Przyjmijmy, iż jako dziecina nazbyt często nasłuchałam się Królewny Śnieżki. W każdym razie Nieśmiałek nigdy nie był moją postacią. Stąd od razu po oświeceniu, pognałam z zaproszenie do Kumpla. Ten z uśmiechem przystał na tą propozycję. Oby tylko jego szefostwo nie okazało się Złą Czarownicą i dało mu wolne... 


Jeśli reżyserem tej historii byłby Disney, wszystko zakończyłoby się happy-endem. Tymczasem...  czekam (jak ta Śnieżka) do jutra. By ostudzić nerwy, zajadam się lodami (Śnieżki). I być może będę musiała kupić świnkę Wietnamkę i przypiąwszy jej różową kokardę, spacerować z nią wśród weselnych gości. 











8 komentarzy:

  1. Śnieżka nie była aż tak bierna, aby ją unieszkodliwić zła macocha musiała ją otruć:) Bardziej pasywna była Śpiąca Królewna, a na taką to ty nie wyglądasz - powodzenia z tym weselem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że wszystko się powiedzie :)

    A czasem taki Ktoś przychodzi sam z siebie, przez zupełny przypadek. Mi się przypałętał Leszek, i na razie zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja tylko napisze, ze czasami lepiej byc samemu niz w zlym towarzystwie ;)
    (po francusku brzmi to ladniej ;))
    Trzymam kciuki i oczywiscie czekam na cd.
    I jak zwykle sie powtorze : uwielbiam Cie czytac!

    Pozdrawiam i zycze udanego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Lepsze czasami własne towarzystwo - bo dobre i sprawdzone - niż przypadkowe :) co by wstydu nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja przyjaciółka poszła na wesele znajomych sama /była świeżo po rozwodzie/ i tam poznała swojego obecnego męża /drugiego już, hahahah ;)))/ i żyją sobie szczęśliwie! A pamiętam, jak jeszcze niedawno "płakała", że już nigdy nikogo nie pozna, że będzie sama i takie tam bleblanie ;/ A teraz? Zakochana, szczęśliwa, spełniona. A ja? Ja sama :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Całą sobą trzeba się przeciwstawić postawie Śnieżki. Nie wolno czekać, trzeba działać! Jeśli się nie jest obojętnym w kwestiach sercowych i są one naprawdę bliskie twojemu sercu - to szczerze - należy być otwartym dwoma oczami i szukać, domagać, myśleć, działać, pragnąć iii.... nie wahać się odrzucać plewów! :))

    dosłodzę ci teraz fruktozowym lukrem;) - słodko się ciebie czyta!! Mam w tym wilką przyjemność, naprawdę! :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?