niedziela, 12 czerwca 2011

Ostatnie pożegnanie

Z radością oznajmiam. że to było najradośniejsze Ostatnie Pożegnanie w jakim miałam radość uczestniczyć. 
Wiem, nieco nadużywam tu słowa radość.
Jak jednak inaczej wyrazić atmosferę, która panowała podczas wczorajszego spotkania? 
A no, przy odrobinie chęci, wyobraźni i aparatu fotograficznego, można to zrobić prezentując fotografię. O, proszę:



Jak widzicie, nadużycie słowa "radość" nie było w tym wypadku wielką przesadą... 

Być może zastanawiacie się, dlaczego ostatnie pożegnanie, miast w czerni i łzach. pławiło się w różu?
Być może, domyślacie się już, że chodziło o bardzo szczególne Ostatnie Pożegnanie, zwane pospolicie  

Podobnie jak za różem, nie przepadam też za gumo-podobnymi bułkami od McDonaldsa. Brad Pitt też nie jest moim ulubieńcem. Ale za jedno jestem wdzięczna Amerykanom - właśnie za wynalezienie i spopularyzowanie Wieczoru Panieńskiego.

Choć, jeśli ma pamięć nie wadzi, zwyczaj tzw. rytuału był znany wcześniej, niż puszka Coca Coli.
Mniejsza o to.

Grunt, że pierwsza z Lesiowianek wychodzi za mąż! I trzeba jej uświadomić, co traci... Hehe...

Rety!

Nim zostanie związana węzłem małżeńskim, postanowiłyśmy ją  na moment uwięzić przy użyciu czegoś innego.

Ach, trudno nam ją oddawać w ręce Pana Męża.


Skoro już ją uwięziłyśmy, to stwierdziłyśmy, że nie zaszkodzi jeszcze trochę pomęczyć. Wszystko jednak dla jej dobra! Było kilka zadań i zagadek, które upewniły nas w przekonaniu, że oddajemy Maję w dobre ręce i żadna z nas, nie będzie musiała interweniować, jak to bywa w (skądinąd) amerykańskich filmach. Mamy tylko cichą nadzieję, że te ręce będą wiedziały jak uwolnić Pannę Młodą z takich kajdanek.Tym bardziej, że nie istnieje do nich kluczyk.


By osobiście upewnić się, że Maja jest gotowa do pełnienia wszystkich obowiązków małżeńskich, upiekłam też specjalną zagadkę, po której odgadnięciu, Maja mogła ją spałaszować. Pod przykryciem czekał na nią specjalny tort.
Maju, co to za kształt? - zapytałam. Maja nie musiała długo myśleć, tylko naprędce zabrała się do jedzenia, bo bita śmietana zaczęła wypływać spod wilgotnego biszkoptu ( uff... gorąca była atmosfera na tym Panieńskim!).

Po tych słodkościach, było jeszcze więcej słodkości :-)

Były i muffinki do schrupania.
Były i lody do lizania.
Były i lizaki do ssania.

Co jeszcze mogą robić panienki na takim przyjęciu?

Oczywiście po takiej dawce słodkości, należy iść w tany i pląsy. Nie, jakoby z lęku przed tym, że za tydzień będzie płacz z powodu nie dopinającego się guzika sukienki weselnej. Głównym powodem był fakt, że nasza ostatnia wspólna impreza odbyła się, gdy miałyśmy jakieś 12 lat, a naszą główna rozrywką na tej imprezie było podpieranie ścian.

Co innego tej nocy!
Ściany aż drżały!


Cóż, w końcu Aniołkami już nie jesteśmy...




Dobrze, że nadszedł poranek, bo lokal by nie wytrzymał...
I moje stopy... I moja głowa...
I... jeszcze jedno! - nie ważne z kim, dlaczego, gdzie i kiedy -
czym prędzej chcę wyjść za mąż! 
Tylko pod warunkiem, że przedtem dziewczyny zorganizują tak cudowny Panieński jak ten dla Mai.

Zaraz, zaraz...
czy ten szampan na wejście rzeczywiście kosztował aż tyyyyyyyyyyyyyle?!?!?!











21 komentarzy:

  1. No, ja też bym chciała męża. I potem śliczne, mądre dzieciaczki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre z was kumpelki. Choć zawsze uważałam, że wieczory panieńskie i kawalerskie dodają ślubowi niepotrzebnego dramatyzmu. Małżeństwo to w końcu nie śmierć, jak się wyszło zawsze można wrócić :).

    OdpowiedzUsuń
  3. ale jestem Sherlock, od razu wiedziałam, ze o takie pożegnanie idzie, jak tylko ten stół zobaczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam wieczory panieńskie:D tyle kobietek i tyle radości w jednym miejscu - to jest to! też kiedyś robiłam ciastka na panieński w tym kształcie co wy tort (były krótsze i dłuższe, białe i z kakao:) - co ciekawe, wszystkie dziewczyny zaczynały je jeść od góry;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że zabawa fantastyczna ;)
    Mój jedyny wieczór panieński na jakim byłam - w gronie rodziny.
    A tort fantastyczny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja się dałam nabrać i przestraszyłam, że o jakimś pożegnaniu tu będzie mowa, a toż to powitanie nowego stanu, który ma szansę trwać nawet dłużej, niż stary, bo żyjemy coraz dłużej wszak.:)
    Wszystkiego najlepszego dla pierwszej Lesiowianki.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha brawo, Kasiu ;-) Dlatego, że Maja wchodzi w nowy super stan (małżeński) stąd pożegnanie nie smutne, a na wesoło (i to jak ho ho)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie imprezki :D
    koleżance skombinowałyśmy tort w kształcie łóżka.
    Pysznie i zabawnie. Brawo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. hahah nie ma sie do czego spieszyc,zdecydowanie lepiej czesciej chodzic na imprezy panienskie ;) ;) ;) dzieki za odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wejdź na stronę http://vsevidno.com/vivusa.html ! Sprawdź swoją datę śmierci !

    OdpowiedzUsuń
  11. Jej! To, że nazwałam post tak a nie inaczej, nie znaczy, że param się zagłębianiem w tak mroczne interesy, jak sprawdzanie daty własnej śmierci...

    OdpowiedzUsuń
  12. ;) no to miałaś widzę świetną zabawę :) ja jestem totalnie nudna i zupełnie mnie takie imprezy nie ruszają... jakoś wolę iść na obiad lub kawę i pogadać sobie z Przyjaciółkami :) kajdanki, rogi i inne gadżety wydają mi się zbędne... wiem, nudna jestem :) ale taka o mnie prawda :)

    P.S. auroro ;) zgadzam się! W lato baaaaaaaaardzo często słyszę właśnie na propozycję kina "szkoda takiej pięknej pogody..." ;) ale kiedy pada deszcz...

    OdpowiedzUsuń
  13. mam zaległości w czytaniu....i myślałam, że to TY ...z Panem Zbyszkiem, taka nagła decyzja i wieczór panieński :D :D co za ulga :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie chcę ani męża, ani dzieci!
    Nie, nie.

    Za to wieczór panieński wezmę chętnie.
    A jakże. ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Hehehe, Słodkosłona, to już wiesz do kogo masz się zgłosić, jeśli chodzi o organizację imprezy ;-)
    Di! Na samą myśl, aż zadrżałam... Oj, to by było - koniec świata :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Chip, chlip - nie miałam wieczoru panieńskiego - chlip, chlip - szkoda, ale nie dało rady :( A co z partnerem na wesele - ruszyło się coś? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ka.wo nie martw się, zawsze można zrobić takie after-panieńskie ;) co do partnera to... ruszyło i to z grubej rury! ;-P nowy wpis już niebawem!

    OdpowiedzUsuń
  18. Auroro ;) bardzo dziękuję za te miłe słowa w komentarzu u mnie! Doceniam je :)

    OdpowiedzUsuń
  19. zazdroszczę bardzo, bo ja ostanio jestem na ciastku z okazji przejścia na emeryturę:)

    OdpowiedzUsuń
  20. spoko blog zapraszam na mojego jest o sztukach walki http://swko.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?