czwartek, 30 czerwca 2011

Na dwoje babka wróżyła

Chłopiec albo dziewczynka? 

Takie pytanie od niedawna dręczy kilka bliskich mi kobiet. Tak. W moim otoczeniu jeszcze bardziej, niż dotychczas, zaroiło się od kobiet w ciąży. W miniony weekend wyliczyłam, że w zasadzie zostałam tylko ja... i kuzynka młodsza o 8 lat. Z tym, że ta ma już weselne plany na przyszły rok. 

Jeśli chodzi o powyższy dylemat, ja tam wolę chłopców
Ale i tu tkwi dylemat kolejny. Bo ni z gruszki, ni z pietruszki pojawiło się w moim życiu aż dwóch interesujących przedstawicieli płci męskiej.

I tak oto, doradzając do niedawna  w tak patowej sytuacji mojej przyjaciółce, sama teraz stanęłam przed tym cholernie trudnym wyborem. Co innego, gdy trzeba komuś doradzić. Jestem szybka, skuteczna i czarująca niczym Robert Kubica w formule 1. Co innego, gdy samemu trzeba wybierać... 

Całą sytuacje komplikuje fakt,  że na obu mam smaka...

Cóż nie pozostaje nic innego, jak sporządzić listę za i przeciw obojga osobników. 
Wystarczy kartka papieru, długopis, determinacja i trzeźwy ogląd sytuacji. Co prawda, ten ostatni jest zagłuszany moją niepoprawnie romantyczną i idealistyczną naturą. I alkoholem. Nie jakobym przy tej ciężkiej pracy popijała whisky z lodem. Obu poznałam będąc pod całkiem solidnym wpływem alkoholu. Pierwszego - na Wieczerze Panieńskim Mai. Drugiego na Weselu Mai. Ech... 

Do rzeczy! 

Pan Złota Rączka 
Niestety Wieczór Panieński zakłóciła obecność (przepraszam, Panowie) samców. Jeden z nich uparł się, że koniecznie musi zataczać nazbyt kanciaste kółka wokół moich bioder. To właśnie on - Pan Złota Rączka. 

wiek: 30
zwód: rehabilitant-pracoholik 
wygląd: nie ciacho, ale tez nie bestia
cechy charakterystyczne: pisze do mnie średnio 3 sms dziennie (rano, w południe i wieczorem), zwracając się do mnie Piękna
poczucie humoru: 8/10
pierwsza randka: na zamek MOTOREM!!!
zabłysnął: wchodząc do mojego mieszkania, pierwsze, co zrobił to naprawił od dawna zepsute gniazdko kontaktowe (skąd on, do jasnej cholery, miał w kieszeni klucz?!)
wady: mieszka w dość odległej krainie; ewidentny pracoholizm; z wyglądu dziwnie przypomina mojego Tatę, gdy ten było młody (dość dziwne - umawiać się z własnym Tatą na randki, nie sądzicie?)  
ilość spotkań do tej pory: dwa... cienko...
pierwszy pocałunek: niestety Pan Złota Rączka nie dostąpił tej przyjemności, której dostępują ci, którzy dotrwają do trzeciej randki 
Pan Żołnierz
wiek: 24 (ale sprawia wrażenie dojrzalszego!!!)
zawód: zgadnijcie? Żołnierz! 
wygląd: bardzo smakowite ciacho! 
cechy charakterystyczne: zna na pamięć scenę podnoszenia z Dirty Dancing i uwielbia ją odgrywać :D 
poczucie humoru: 9/10
pierwsza randka: banalne kino... Ale weszłam do niego niesiona po schodkach na jego ramieniu :D
Nawet czerwonego dywanu mi nie brakowało! 
zabłysnął: gdy będąc moim gościem w moim mieszkaniu, na moje jedno zawołanie, że burczy mi w brzuchu, przyrządził smakowite kanapki! I popcorn!
wady: a co, jeśli go znów wyślą do Iraku.... ?!?!
ilość spotkań do tej pory: 5 - wow!
pierwszy pocałunek: tak romantyczny, tak namiętny, jak tylko sobie wyobrażałam (w śmiałych snach)

Lista jakoby podsuwa mi rozwiązanie, że to ten drugi... a co, jeśli nie?
Nadal niezdecydowana i nieprzekonana o wartości słów zapisanych, podjęłam się wyboru wobec kryterium ostatecznego!
Znacie powiedzenie - pokaż mi, co jesz, a powiem ci kim jesteś? W mojej wersji brzmi ono:

powiedz mi, co jesz, a powiem ci, czy zostaniesz moim facetem.

I to ostateczne spojrzenie na menu moich absztyfikantów rozwiało moje wszelkie wątpliwości. Pan Złota Rączka -stety niestety - przegrywa w przedbiegach. Jego dieta - jakaś kanapka na śniadanie, długie nic i coś tam odgrzewanego na kolację - nijak ma się do gustów Pana Żołnierza, który nie obraziłby, gdyby ktoś nazwał go łasuchem (bo nim, bez dwóch zdań, jest!). Dla Pana Żołnierza tabliczka czekolady do porannej kawy nie stanowi problemu. Dzięki temu jego upodobaniu ja też już nie mam problemu. Ufff... Teraz pozostaje mi tylko przybyć na umówioną z nim randkę.
Yyy... I... odwołać randkę z Panem Złota Rączka. 

Cóż, gdy kobieta rodzi naraz dwoje dzieci, nazywamy to zjawisko bliźnięta. Ale gdy kobieta ma naraz dwóch facetów, to się nazywa... nie tyle poliandria, a... bezeceństwo. Mi bardziej pasuje słowo monogamia.
Nie mówmy jednak hop, póki nie przeskoczę. Przecież nadal jestem singielką.

16 komentarzy:

  1. oj nie doradzę, który wydaje się lepszy, bo kiedy pojawia się na horyzoncie żołnierz, jestem bardzo nieobiektywna :) "za mundurem panny sznurem" - ja zdecydowanie byłabym w tym sznurze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha ... no proszę. Osiołkowi w żłoby dano.

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja biorę tego z większym poczuciem humoru :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ masz to rozpisane!

    Gratuluję tego podręcznikowego stylu.

    Kapitalnie się czyta i z miejsca jest w stanie "ułożyć" sobie w głowie tych facetów.

    Który? Jestem pacyfistą leniuchem, więc pewnie żaden by mi nie przypadł do gustu, gdybym Cie miał z nimi swatać...

    ;-)


    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  5. O rany, ciężki masz wybór ;)
    Cieszę się, że nigdy nie miałam takiego problemu i raczej mieć nie będę, bo przyznam szczerze, że L. jest dla mnie idealny i najlepszy.
    Może warto spróbować więcej randek z obydwoma, przecież jesteś singielką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Staro się poczułam - w sensie, że już mnie takie dylematy nie czekają... Ale może to i lepiej ;) Dopisałabym jeszcze, że rehabilitant może zrobic masaż, a żołnież... musztrę ;P Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie Pan Żołnierz wydaje się bardziej interesujący :D

    OdpowiedzUsuń
  8. miło się Ciebie czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. o ja cię!:) czekam na przebieg wypadków.
    ujęła mnie randka - motorem na zamek...kurcze, brzmi jak bajka;)

    ja tez zawsze patrze na oczy (aczkolwiek już wybrałam - błękitne;) Jak podkrążone, znaczy, że problemy z wątroba i golonko na talerzu, czili znaczy się odpada w przedbiegach, bo nie tknie mojej kaszy gryczanej z warzywami;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też czekam, niecierpliwiąc się przy monitorze :)

    OdpowiedzUsuń
  11. hmmm to faktycznie dylemat! ja bym pewnie poleciała za niemundurowym bo akurat mam złe skojarzenia :) a jakiś masażyk czasem by się przydał...

    OdpowiedzUsuń
  12. ;) a ja bym sobie dała czas. Bo kto niby Cię śmie poganiać? :) powoli do przodu. Trzeba poznać ich obu ;) Ale też nie łudzić żadnego, że jest jedynym... bo to nieuczciwe, a my nieuczciwości nie znosimy :)
    No i wybacz, ale Kubica czarujący nie jest... miły i sympatyczny medialnie, ale czarujący??? On biedaczek dość nieatrakcyjny jest... przynajmniej wg mnie :)

    P.S. Auroro ;) czyli im więcej błędów popełniamy tym szybciej stajemy się dorośli? :) Ciekawa teoria...

    OdpowiedzUsuń
  13. Wolna i niepodległa i mądralińska singielka obiecuje dać sobie czas i nie dać się znów wpuścić w maliny :D

    OdpowiedzUsuń
  14. no jestem bardzo ciekawa jak się rozwiąże ta rozgrywka:))) Żołnierz ze znajomością dirty dancing to naprawdę nie lada gratka, ale rehabilitanta nie wyślą na front:)

    OdpowiedzUsuń
  15. za mundurem panny sznurem ;) i za hedonistami kulinarnymi ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. O, chyba mam tytuł na kolejny wpis ;-) dzięki, Magda :*

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?