środa, 8 czerwca 2011

Mizerny ogórka los...

Najpierw zadzwoniła do mnie przerażona Mama. 
- Masz jakieś ogórki w lodówce? Do kubła na śmieci z nimi? A i nie jedz też tej papryki, którą Ci dałam.
Potem ostrzegła mnie jeszcze przed sałatą, pomidorami i wszystkim, co pochodzi z Hiszpanii.  Ostatni jej sms dotyczył kiełków. Uff.... dobrze, że zabroniła chrupać tylko warzyw z tego kraju, a nie facetów.
Tak, czy siak, zaniepokoiła mnie. Rozumiem, że ta kobieta przechodzi okres menopauzy, ale żeby burza hormonalna przybrała postać teorii spiskowej przeciwko wytworom ogródkowej gleby?

Zaraz po Mamie były wiadomości w radiu. O dziwo, pani spikerka brzmiała niepokojąco podobnie do Mamy. Hmm... Czyżby światu znudziły się cacyki? A jednak, to o czym teraz tu sobie swobodnie piszę, w rzeczywistości jest sprawą poważną przez duże "P". Niestety. Śmiertelne żniwo zebrała paskudna bakteria. Tylko szkoda, że winą obarcza się właśnie Bogu ducha winne zielone podłużne warzywa, które obecnie budzą większą grozę, niż  filmy z zombie.
Panika.
Bo jakim innym słowem określić sytuację, w której ludzie z półmetrowym wstrętem omijają supermarketowe boksy pełne ogórków. W tym roku nikt nie będzie musiał ich kisić, bo siłaą rzeczy wkrótce same się ukiszą, czekając na litościwe spojrzenie klienta.

Ja tam bardziej, niż ogórkom nie ufam masowym histeriom. Ileż to już razy przechodziliśmy tego typu historie, w efekcie których na moment przestawaliśmy smażyć wołowe steki albo jeść poranną jajecznicę?

Żal mi się zrobiło ogórków.
Ludzie kochają plotkować. Wszyscy jednak równie mocno nienawidzą skutków plotki. Ogórki też wyglądają na smutne.





Co, jak co, ale ja podzielam ich smutek. Moja sytuacja odnośnie poszukiwań partnera weselnego pogorsza się z każdym dniem, niczym serialowy tasiemiec "Klan".  Innymi słowy - zaproszony Kumpel odmówił pójścia w tany. Ktoś wie, co to graduacje? Bo tak właśnie brzmiał jego powód, dla którego nie może mi partnerować.
Panika. Prawdziwa panika!
Bo jak inaczej nazwać stan, w którym wysyłam sms do dalekiego znajomego z Lizbony, by natychmiast wykupił bilet lotniczy do Polski.

I wiecie czego boję się teraz najbardziej? Wcale nie tego, że koniec końców wyląduję na krańcu stołu, z miną typu "tak owszem, mam 25 lat, 200 znajomych na Facebooku i jestem tak cudowna, że nie miałam z kim przyjść na wesele mojej przyjaciółki".
Rzeczywiście lękam się tego, że moja determinacja zaprowadzi mnie ku temu, że zrobię coś naprawdę głupiego. Jeśli już tego nie zrobiłam?

Ech, mizerny mój los...




By poprawić sobie humor, zrobię sobie mizerię!
Potem sprawię sobie maseczkę z ogórków. I orzeźwiającego miodowefo drinka z miętą z zamrożonymi ogórkowymi plastrami, zamiast lodu.

Ech, jak to możliwe, że nikt nie ma wolnej czerwcowej soboty?!
A może obecnie więcej facetów boi się bardziej wesel, niż ogórków?!


21 komentarzy:

  1. myśle, że boją się wesel serio ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie podobnie. ogórka non grata. ale skoro spekulacje tylko się odsunęły, zrobiłam sałatkę, która chodziła mi po głowie od czasu afery. (strwierdzam, że faceci boja się wesel bardziej niż czegokolwiek)...

    OdpowiedzUsuń
  3. Faceci to w ogóle przestraszony gatunek.
    Z całym szacunkiem.
    Lubię mizerię.
    Pod warunkiem, że jest ogórkowa.
    Auroro - skojarzenie palce lizać.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja się nie boję ogórków. ten warzywny sabotaż ukrytej opcji niemieckiej denerwuje mnie tym bardziej, że Niemcy i unijne regulacje niby nas miały chronić przed takimi akcjami, a tu się okazuje że jest zgoła inaczej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecież trzeba coś jeść! A ja nie umiem żyć bez wyżej wymienionych warzyw "kanapkowych".

    Widzisz, a ja mam odwrotną sytuację - musiałabym wybierać, którego kumpla poprosić o pójście na weselę, ale nie sądzę, że byłoby to wesele przyjaciółki.
    Będzie dobrze, nawet jeśli pójdziesz sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ulubiona auroro..
    podejrzewam, że nawet zapewnienia wszystkich w koło, że będziesz się cudownie bawiła sama, nie pomogą... z rezerwową, rezerwą to chyba nie warto iść, ba nawet lepiej nie zapraszać, a najlepiej takowej nie mieć... (zawsze może wpaść pomysł do głowy żeby go/ją zaprosić)
    Mydlić Ci oczu nie będę i powiem brzydko, w czarnej dupce jesteś.. ale nie bez rozwiązania..

    Mimo, że nie piszę za często, jestem u Ciebie prawie codziennie i wiem, pamiętam masz siostrę!! a siostra twa zacna, może ma chłopaka, a on zapewne ma kolegów.. albo przynajmniej jednego... reszty nie muszę pisać.. POWODZENIA!!

    PS: zawsze są jeszcze pokłady przyjaciółek z kolegami :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz, jednak ludzie umierają, więc to nie jest panika bez powodu, ale ja też nie rezygnuję, myję porządnie i tyle, a wiele warzyw będę miała ze swojego ogrodu, więc tym bardziej moge jeść.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam codziennie pałaszuję:)

    OdpowiedzUsuń
  9. a może na fb dać posta-zaproszenie?:)
    szalona jesteś z tymi ogórkami! w sumie, najlepszym rozwiązaniem byłoby mieć własny ogródek warzywny;) ale chyba już musztarda po obiedzie..;]brakuje mi ogórków..bardzo..
    uściski!trzymam kciuki za weselne tańce!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  10. Racja. Już mi się przejadły wszelkie paniki z powodu niemożności jedzenia czegokolwiek. Na coś umrzeć trzeba! A ja lubię ogórki.

    A wesele zacna sprawa. I duchem wspieram, ażeby się spontanicznie okazało, że zabawa przednia. Bez względu na to czy z partnerem zaproszonym, czy jakimś niespodziewanie samotnie siedzącym w drugim kąciku sali ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No to sezon ogórkowy na... weselnych facetów :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Och, dziewczyny, właśnie wróciłam z "Randki w ciemno" - znajomy znajomej, nie wiem czy się zdecyduje na to wesele, bo przechodzi akurat kryzys w pracy (wypalenie zawodowe), ale jest wegetarianinem i ogórki zajada, że aż uszy mu się trzęsą. Facebooka już spamuje weselnymi anonsami... :)) dzięki za wsparcie, jesteście przeprzeprzewspaniałe :D

    OdpowiedzUsuń
  13. a ja zjadłam pomidora na śniadanie...

    OdpowiedzUsuń
  14. dziewczyno, może właśnie na tym weselu masz spotkać swojego rodzynka i dlatego obecne poszukiwania spełzają na niczym, bo los szykuje wielką niespodziankę.
    Z drugiej strony wiem, wiem, strasznie drażnią takie sytuacje.
    Ja nie lubię wesel, ale z ogórkiem małosolnym związałam się na dobre i na złe.

    OdpowiedzUsuń
  15. wegetarianin! toż to skarb!:D

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękny post :) mnie szlag trafia jak na targu pełnym polskich warzyw stare babcie dopytują czy to aby na pewno nie z Hiszpanii.
    A faceci boją się wszystkiego bardziej od kobiet. Wesel, wszelkich zobowiązań, chyba też bardziej niż ogórków. My jesteśmy ogólnie silniejsze psychicznie.
    Pozdrowionka ślę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziewczyny, jeśli tylko (za Waszą namową)przebaluję te weselisko sama i wyjdzie mi to na dobre, a nie daj Boże, spotkam miłość swego życia (oby, Magdo, oby!) to będę Wam dozgonnie wdzięczna :)) pozdrawiam wszystkie Was i wszystkich Was czekoladowo :)

    OdpowiedzUsuń
  18. a ja tam się też ogórków nie boję!

    i nie mam facebooka, bo...
    uważam, że dzięki niemu większość ludzi staje się jeszcze bardziej samotna niż jest.

    u mnie przez chwilę lekka paranoja doprowadziła do tego, że o odstawkę poszły truskawki, ale...
    tylko na parę minut. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wolę mizerię niż histerię.

    Życzę miłego balowania :) I pozdrawiam i dzięki za odwiedziny :)

    http://magiamozaiki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Taki zamrożony ogórkowy plasterek na pewno jest już wolny od wszelkich bakterii i innych paskudztw :D

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?