niedziela, 26 czerwca 2011

I żyli długo i szczęśliwie...

Jeśli zastanawiacie się, gdzie, do jasnej cholery, podziewałam się przez ten cały czas, to odpowiem Wam, że: 

1) Nie byłam na indyjskim weselu - które to trwa około tygodnia,
2) Nie leczyłam tygodniowego kaca, po przejściach na śląskim weselu, w którym to miałam przyjemność uczestniczyć,
3) Nie wyszłam za mąż.

Co prawda, poznałam Kogoś. I maczał on paluchy w tej przydługawej pisarskiej przerwie, ale to chyba dobrze świadczy? Jeśli już blog leży odłogiem, to to musi być materiał nie tylko na jedną randkę. Oj, zapewniam Was, że co najmniej na trzy... nie, cztery.... nie, na sto pięćdziesiąt!!!

Co przed nami, to przed nami. Tymczasem Maja i Norbert już po. Nie, nie po weselu. Po Nocy Poślubnej. Fakt, po Weselu też. Wiem, że zabrzmi to mało wiarygodnie i banalnie, ale było wspaniale! Naprawdę wspaniale. I tu również stoi za tym kilka ważkich powodów przemawiających za ową pompatyczną wspaniałością. Powody wcale nie wyszukane. Tym lepiej. 
Wesele jest wtedy wspaniałe, kiedy pobierają się dwie bardzo chcące tego faktu osoby. Wynikiem takiego doboru jest nie znikający promienny i szczery uśmiech na twarzach obu gołąbków. Nie rzadko wiąże się to również z tym, że Para Młoda więcej się całuje (i to nie tylko na zawołanie wodzireja), niż pije. 

Co uczyniło to wesele tak wyjątkowym, to również zaproszone Lesiowianki. Nie licząc tego, że raz po raz spłynęła po ich oku łezka żalu za Mają, to dzięki temu, że znamy się tyle już lat, bawiłyśmy się tak, jak nigdy dotąd na żadnej imprezie! Wiecie jak to jest, kiedy razem się bawiło lalkami, zaliczało pały z matematyki i wytykało pierwsze pryszcze. Przed takimi osobami nie wstyd zrobić z siebie błazna, A to liczy się na weselnej zabawie najbardziej. 

Nie będę Was zanudzać "ochami" i "achami" nad weselnym czteropiętrowym kremowym tortem, który był... OCH, ale pyszny... 
No i rolady, kluski śląskie, modra kapusta... 

Nie będę też opisywać wszystkich szczegółów zabaw, jakie tam miały miejsce, wszak nie chcę sprawić, by ktoś z moich czytelników miał być kiedyś zaproszony na takie wesele i nie pójdzie ze strachu, po tym, co tu wyczytał.

Wiem, że będziecie kiwać znacząco głowami, ale jednym, jeśli nie najważniejszym, powodem wspaniałości wesela Mai i Norberta, był fakt, że byłam na nim sama. Nie siedziałam przy stoliku dla znudzonych albo pijanych singli. A visa vi Pary Młodej. Pod koniec miałam opuchnięte nogi z tańczenia. I chcę Wam zakomunikować, że nie wykonałam ani jednego tańca z babcią (Hurra! To chyba pierwszy raz!!!) , a z bardzo (znów zabrzmi to mdląco banalnie) bardzo przystojnym przystojniakiem.

Palce Boży? Nie wiem, w każdym razie dziękuję temu piekarzowi, który upiekł bułkę, przez którą wypadł ząb mojego niedoszłego partnera weselnego.

Co będzie dalej?  
Czy będą żyli długo i szczęśliwie



Jako że życie to nie bajka, ręczę, że będzie nawet lepiej, niż nudne "długo i szczęśliwie".

Co do mnie, to póki co, wystarczyłoby mi "szczęśliwie". 

P.S. Ale to nie ja złapałam welon, a ... jedna z Lesiowianek! Difa! Już się cieszę... na Wieczór Panieński! 

18 komentarzy:

  1. widzisz, a nie mówiłam, że na dobre ci to wyjdzie? cieszę się że tak się miło wszystko ułożyło!:))) czekam na kolejne smaczki o panu Przystojniaku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! I mimo że zaglądam tu od niedawna i nie znam wszystkich treści to po przeczytaniu tego posta pojawił się na mojej twarzy szczery uśmiech. Trzymam kciuki za SZCZĘŚLIWIE!

    OdpowiedzUsuń
  3. ja wiedziałam, że tak będzie! :) tym bardziej się cieszę i spluwam na szczęście:P :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I tak trzymać!
    Ty Przystojniaka, a my - kciuki.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak się cieszę:))))
    Nie chcę z siebie robić zadufanej wróżki, ale ja to kurcze przeczuwałam, widziałam za ciebie;) To wisiało w powietrzu jak barwna tęcza:))
    Wiesz co to - 'serendypność'. Ja myślę, że wielu ludzi nie umie zaufać naturalnej kolei losu, coś im sie wydaje, że musi być tak, a nie inaczej, a tu trzeba się łagodnie poddać życiu. Czyż płatki kwiatów nie sypią się w dół jak trzeba?:)

    OdpowiedzUsuń
  6. a mnie się wydaje, ba! jestem pewna, że to właśnie palec Boży spowodował, iż Twój niedoszły partner weselny został w zabawny sposób pozbawiony zęba i miast spędzać czas w objęciach tanecznych starego znajomego miałaś okazję na zapoznanie przystojnego nieznajomego!:)
    pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że się tak dobrze bawiłaś :) Czasem trzeba przyjąć los, jaki się nam dzieje.
    Trzymam kciuki za nowego znajomego!

    OdpowiedzUsuń
  8. super, że się dobrze bawiłaś! powodzenia z przystojnym przystojniakiem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bo najlepsze okazje same przyłażą, jak się za nimi nie goni.

    OdpowiedzUsuń
  10. ;) no i świetnie :) szczęście dopada nas w najmniej oczekiwanym momencie :) a miłość, kiedy właśnie jej nie szukamy...

    Życzę Wam wielu randek :)

    P.S. Auroro ;) zgadzam się z Tobą w kwestii zdjęć w "Kac Vegas II" :) warto się spieszyć powoli ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. ach... nic nie powiem by nie zapeszyć...
    a młodej parze wszystkiego co najpiękniejsze!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. No i fajnie :) A tak się zapierałaś :))
    Ciesz się życiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czyli nie taki diabeł straszny, ani utrata zęba, ani partnera (na wesele oczywiście ;) - cieszę się ogromnie i czekam na dalsze relacje z twojego "szczęśliwie" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Strasznie dużo wykrzykników:):):)
    Ale dobra, nie wnikam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. No to Difie nie pozostaje nic innego jak poddać się i starać o to by książę z bajki jej się oświadczył ;))) LOL

    OdpowiedzUsuń
  16. Post jak zwykle rozbrajający ;-) Ząb? Przez bułkę? To chyba dobrze wypieczona była :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapowiada się baaardzo interesująco ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Haha! A ja tak czułam, że ktoś taki tam będzie :P

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?