środa, 1 czerwca 2011

Dziecinnie proste

Mniej więcej do ósmego roku życia światem rządzą proste i jasne reguły. Potem zaczynają się schodki. A po osiemnastym roku życia, to nie pomoże już nawet trzymany za ucho pluszowy zając. Miałam kiedyś takiego zielonego zająca z kokardą. Miodzik, zwało mu się. Z czasem Miodzik, wraz z wieloma swoimi przyjaciółmi, trafił na moje prywatne cmentarzysko zabawek. Czy właśnie wtedy przestałam być dzieckiem?

Niektórzy twierdzą, że moment ten nadchodzi z pierwszym zakrztuszeniem się substancjami smolistymi wciągniętymi z wypalanym papierosem ukradzionym z kieszeni dziadka. Inni, że wraz z chwilą wpłynięcia do naszego krwiobiegu sporej dawki alkoholu. Dobrze, że licencji na dorosłość nie dostaje się wraz z wydaniem prawa jazdy, bo bym czekała w nieskończoność ( tak, owszem, należę do tego wybitnego grona, które to zdawało ponad 13 razy i ... nic. A gdyby tak dzieckiem przestawałoby się być w momencie osiągnięcia 1,50 m?! Do dorosłości brakłoby mi dosłownie pół centymetra!!!

Dla mnie osobiście dzieckiem przestajemy być wtedy, gdy zaczynamy sobie komplikować życie.

Dla dzieci "nie" jest nie, a "tak" jest tak. Uwielbiam to!
Warto zachować w sobie dziecko.
Po pierwsze dzieckiem jest być strasznie fajnie. Po drugie dzieckiem jest być strasznie fajnie, a po trzecie, po trzecie... wiecie sami! A jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, to zapewne przyzna mi rację w stwierdzeniu, że, tak de facto, dzieckiem się jest...
na zawsze.
Nie namawiam, Panie chroń mnie! - do pozostawania wielbicielem Hello Kitty do czasów pierwszej zmarszczki.

Dzieci to coś więcej niż rumiane pulchne policzki i kolor różowy. Dzieci to prostota. Dla nich świat jest skomplikowany. Przecież nauka sznurowania buta to nie lada wyczyn. A to tylko jedno z zadań przed jakimi stoją. Mimo tego, one same pozostają proste.

Co innego dorośli.
Dla nich świat jest prosty. Obsługa komputera? Pikuś! Jambo jeta? - damy radę!
Tylko... tylko... oni sami są jacyś tacy skomplikowani.

Jeśli trzech dorosłych ludzi nie potrafi przez pół godziny dojść do konsensusu w sprawie słowa randka, to coś jest nie tak. Randka to spotkanie dwóch zainteresowanych sobą osób. Czyżby? Nie ma tak łatwo. Ostatecznie stanęło na tym, że uzgodniliśmy, iż przynajmniej jednej z tych osób muszą się pocić ręce.
A co jeśli w danym dniu panuje tropikalny upał i krępująca wilgoć na dłoniach jest efektem klimatu, a nie porywów serca?

Ech... Rzeczywiście, lubimy przekombinowywać tak bardzo jak tylko się da...

Dlatego dziś właśnie postanowiłam przygotować do jedzenia coś tak prostego, jak tylko się da.
Czy Wam również galaretka z bitą śmietaną i owocami kojarzy się z słodkim okresem dzieciństwa?I do tego jest tak prosta w przygotowaniu, że uda się nawet temu, komu na słowo "gotowanie" ciarki przebiegają po plecach.

Galaretka Arbuzowa (dziecinnie prosta)





Receptura:

Kawałki arbuza wkładamy do miksera/blendera. Miksuejmy/blenderujemy. Dodajemy rozpuszczoną w gorącej wodzie żelatynę(ok.4-5 łyżek). Odstawiamy w zimne miejsce (lodówka!) do stężenia.

Krótko i łatwo się pisze. Dokładnie tak samo jest z przygotowaniem. Jeszcze łatwiej i szybciej jest tylko z jedzeniem. Naprawdę dziecinnie to proste!

Na koniec mała prośba! Gdy będziecie na galaretkę nakładać bitą śmietanę, a i nie powstrzymacie się od dołożenia kulki lodów waniliowych/czekoladowych, nie myślcie, nie przeliczajcie ile kalorii, nie planujcie ile trzeba będzie biegać, by to spalić. Po prostu zwyczajnie  cieszcie się tym deserem jak dziecko!


22 komentarze:

  1. he, pamiętam swoją pierwszą "dorosłą" rozmowę w moim życiu, którą przeprowadziłam z moją rówieśniczką w wieku 8 lat: "Patrycja, pamiętasz jak miałyśmy 6 lat, jakie wtedy miałyśmy banalne problemy? Teraz to jest inaczej..." :) Niezależenie od wieku, to zdanie jest zawsze prawdziwe, bo po prostu przeszłość jest prosta, jest zamknięta i oczywista, nie można jej zmienić. A teraźniejszość masa możliwości, opcji, dróg do przebycia - tu dzieje się nasze życie, i tu mamy okazję namieszać:) dlatego wszystko komplikujemy: chcemy wybrać najlepsze rozwiązanie...:)

    galaretka super! smakowała by miśkowi, bo on lubi arbuzy:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Studiuję i mieszkam sama, ale i tak ciągle czuję się jak dziecko. Co z tego, że lat 20, w portfelu kilka plastikowych kart do użytku "dla dorosłych" kiedy ja wcale nie jestem dorosła! Czasem mam znów 7 :)

    Ciekawy pomysł z arbuzową galaretką, ale myślę, że i tak moją ulubioną zostanie z malinami i bitą śmietaną :)

    Pozdrawiam,
    siksowna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. mila galaretka, mily opis komplikacji doroslej czesci publicznosci... bo to nie o nas rzecz jasna :D dzieku za wizyte u mnie, pozdrawiam xxx

    OdpowiedzUsuń
  4. dzeicko w nas trzeba pielęgnować i hołubić, dzięki niemu mamy radość uczenia się i poznawania..

    OdpowiedzUsuń
  5. mmmm arbuzowa galareta mniam ! i tak dzieciaki są wspaniałe , mi często zdarza się marzyć o powrocie do łebka:D ehhhh łebkiem być

    OdpowiedzUsuń
  6. ;) bardzo ciekawy tekst ;) zgadzam się z nim! Udanego Dnia Dziecka ;) a przepis na galaretkę brzmi wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po dziś dzień nie czuję się całkiem dorosła... każdy tę dziecięcą cząstkę powinien w sobie pielęgnować :) u Ciebie jak zwykle mądrze ale i zabawnie. Pozdrawiam i zapraszam do siebie na Candy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim zdaniem , dziećmi przestajemy być kiedy.. nie umiemy się śmiać z niczego. : > Świetny wpis , naprawdę !

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiewióro, już biegnę :D Dziewczyny niezwykle mnie cieszy, że - jak to rzekła Chwilka - hołubicie w sobie Dzieciaczka :D Tak trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki Petit Roses, dodam jeszcze - śmiać się z siebie ! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę przyznać, że niezmiernie miło jest czytać Twoje posty. I uśmiechnąć się do samej siebie, kiedy pewnie sytuacje i mnie dotyczą.
    Przy okazji dowiedziałam się, że dzieli nas 15,5cm wzrostu ;).
    I chyba tylko w tej kwestii mogę się czuć dorosła. Ale co tam, prezent na Dzień Dziecka chcę ;).

    A arbuzowa galaretka brzmi pysznie. Zresztą i tak wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  12. 15,5 cm to całkiem fajna liczba :))

    OdpowiedzUsuń
  13. znowu jakaś wielka mądrość ode mnie: bycie dorosłym to zaakceptowanie dziecka, które ciągle jest w nas w środku!

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak sobie myślą, że kiedy jesteś dzieckiem ciągle marzysz by wreszcie stać się dorosłym. Z tego by wynikało, że kiedy nie chcesz być już dorosły to znaczy, że już dzieckiem nie jesteś... Troszkę to pokręcone ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Adnotacja do Twojego komentarza u mnie:

    Auroro :) bardzo mi się podoba to powiedzonko Dziadunia :) i jesteśmy już dwie czekające na przeceny! ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Na samą myśl galaretki arbuzowej, zrobiło mi się pysznie na sercu :)
    Mój smak z dzieciństwa to zdecydowanie kisiel porzeczkowy mojej Babci oraz poziomki! Wszystko co poziomkowe do mnie przemawia ;)

    A co do dzieci w nas, dorosłych...
    Jestem już dużą mamą, dorastającego syna i to on przypomniał i wciąż przypomina mi jak wspaniale jest czasem nie być dorosłym ;))

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  17. galaretka cudna, na pewno zrobię!!! taki powiew lata u Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Adnotacja do Twojego komentarza u mnie:

    Auroro ;) oby następne doświadczenia z blenderem okazały się bardziej efektowne ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. beztrosko i słodko - i tylko tyle czasem potrzeba :) ja nadal jestem dzieckiem, choć niedługo 30stka bede ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam nadmiar arbuza i zrobiłabym galaretkę, ale na jaką ilość arbuza dajesz te 4-5 łyżek żelatyny?

    OdpowiedzUsuń
  21. Jej... kiedyż to było... jeśli mnie ma 25 letnia pamięć nie myli arbuz ważył jakieś 2,5-3 kg :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?