środa, 18 maja 2011

Uduś go, uduś!!!

Trzynasta kara.

Udusić.

Po co ja, do cholery jasnej, nadal myślę o Panu Zbyszku? Próbowałam sobie wmawiać, że przecież nie myślę o nim, tylko o karze na Pana Zbyszka. Ostatecznie stanęło na tym, że ciśnienie jest niskie i trzeba je sobie jakoś podnieść. A że tak?
Cóż jestem tylko Aurorą...
Przystąpmy zatem do działania.

Nim udusimy, musimy upić. Zarówno siebie jak i ofiarę. Proponuję czerwone półwytrawne wino. A może słodkie? Przecież zemsta z samej nazwy bywa słodka.
Następnie odzieramy lekko ze skóry. Staramy się to robić bezboleśnie.
Ach, czyżbym nie wspomniała wcześniej, że podam Wam dziś świetny przepis na duszony rabarbar? I to o nim mowa. Mam nadzieję, że nikt nie zdążył zadzwonić na policję! Dobry Boże, mowa tu o roślinie! By rozwiać wszelkie wątpliwości podaję listę składników. I opis zbrodni, recepturę, znaczy się! 

Receptura:


składniki:

cztery łodygi rabarbaru
kieliszek wina
dwie łyżki miodu
cztery plastry sera typu camembert
cztery plastry szynki z indyka
dobre masło ( do smażenia)

Krok po kroku:

Obrany ze włóknistej skórki rabarbar wrzucamy na głęboką patelnię. Dodajemy nieco wody (ćwierć szklanki) i  miód. Gdy woda nieco odparuje, wlewamy wino. Proponuję niecałe pół butelki.  Z tym, że tylko kieliszek do potrawy. Reszta dla nas! 
Dusimy. Prawda, że jedno to z ładniejszych słów polskich?

Gdy rabarbar będzie miękki, ale nie rozlatujący się, zabieramy się do drugiej części.
Myślę, że na niewinnym duszeniu winem nie wystarczy poprzestać, by zaznać satysfakcji (podniebienia). Uduszony rabarbar dusimy przez ciasne owinięcie go szynką  By byłoby nieco finezyjnie, proponuję ofiarę (rabarbar!) poddusić zapachem sera pleśniowego. Tak zakneblowaną ofiarę wrzucamy na rozgrzaną patelnię i smażymy (czy to słowo kojarzy wam się bardziej z solarium czy piekłem?) na masełku.

Mmm...
Pychotka.
Mniam.




Nawet jeśli ktoś jest na diecie, to danie wyjątkowo niewinne!
Koneserem nie jestem, ale sądzę, że śmiało można popić chinati, śladem Hanibala Lectera.

No i deser - lody czekoladowe, bo
zemsta musi być naprawdę słodka. Hehehe... 

14 komentarzy:

  1. Czarna Mamba19 maja 2011 08:06

    Muszę kupić rabarbar :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały blog! Chyba zamiast mojej książki będę czytać Twoje posty z poranną kawą. Od razu człowieka obudzą i poprawią humor. Gratuluję fantastycznego stylu! jestem oficjalną fanką!
    Danie brzmi bardzo intrygująco, a do duszenia z jednym kieliszkiem wina, popijając resztę butelki długo nie trzeba mnie zachęcać :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Udusić rabarbar! Tak jest, jestem za:D Właściwie każda forma rabarbarowych "tortur" mi odpowiada. Dowodem jest choćby mój dzisiejszy wpis:D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. oj! pani rysowniczka przeprasza za potraktowanie Pana Rabarbara nożem, a nie uduszenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. duszenie zawsze jakoś omijam, chyba wolę piec :P

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja bym mogła podusić :) uwielbiam rabarbara

    OdpowiedzUsuń
  8. ale masz fajnego bloga ;-D
    takiego rabarbaru jeszcze nie próbowałam. Może czas najwyższy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. pijany rabarbar to jest myśl! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. cudowny blog ♥♥

    zapraszam do mnie:
    http://roxyolsen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. http://sentimentallady.blogspot.com/2011/05/konkurs.html
    zapraszam do udziału w moim konkursie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Panowie to się dłuuuugo myslą w damskich głowach, nawet jak juz wcale nie powinni. Nasze głowy maja po prostu więcej szlaków, scieżek i zawijasów...zanim się z nich wysprząta reszki uczuć to mija sporo czasu, nie da się ich tak zwyczajnie wziąć i udusic jak ów znieczulony winem rabarbar;)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?