piątek, 13 maja 2011

Trefna 13

Ileż ja nerwów zjadłam dziś na śniadanie, gdy chcąc opublikować świeżutkiego posta, co by moi czytelnicy nie pozostawali głodni, odkryłam, że blogger dotknęła jakaś niemoc. Zeżarło też mojego posta, który dojrzewał sobie spokojnie przez noc.
O, taka sobie awaria.

Piątek 13. Żadne halo, że awarie mają miejsce.

Dobra, koniec z bajdurzeniem.
Nie wierzę w horoskopy, śmiało przechodzę pod opartymi o ścianę drabinami, a gdy napotykam na swej drodze czarnego kota, z czułością wołam "kici, kici".


Trzynastka to liczba jak każda inna. Hm. Tyle, że ostatnio okazała się dla mnie pechowa. Ale czy to dlatego z Panem Zbyszkiem mi nie wyszło, że mieszka pod numerem 13? Miast obarczać tym Bogu ducha winną cyfrę, stańmy  twarzą w twarz z prawdą. To nie zabobony, a ludzka niedojrzałość zawiniła. Żaden tam wpływ księżyca... A szkoda, liczyłam na dreszczyk emocji.

Może zafunduję sobie ten dreszczyk oglądając jakiś horror? 
O, na przykład, "Piątek 13". Niby w takim kinie nie gustuję, ale moje czytelniczki uświadomiły mi, że takie produkcje świetnie działają na wyobraźnię, jeśli brak pomysłu, jak by tu się zemścić na niecnym absztyfikancie. 


Już miałam uderzać w klawiaturę, by wypisać 13 kar na Pana Zbyszka, gdy sobie uświadomiłam bezowocność takiego postępowania. 

Nie lepiej by było ten czas spożytkować na samą siebie? O, na przykład, mogę wypisać 13 powodów, dla których warto nie być z Panem Zbyszkiem. Albo 13 pomysłów na nadchodzące dwa wolne dni. 

Z resztą, po co ja miałabym mścić się na Panu Zbyszku? Odpowiednią i zarazem największą karą, jaka go spotka jest to, że nigdy już mnie więcej nie zobaczy. I, o proszę, sam sobie tę karę zgotował.

Tymczasem ja idę sobie zrobić Krwawą Meri (nie mylić z Krwawą Mery). Sok pomidorowy, łyżka tabasco, trochę pietruszki na wierzch i gotowe! 

Sącząc mojego czerwonego drinka, myślę sobie: a może to nie pech, a łut szczęścia, że mi nie wyszło z Panem Zbyszkiem? Kto wie?
Może trzynastka to liczba nie taka jak wszystkie inne, a moja szczęśliwa?




12 komentarzy:

  1. Aurora, akurat ta książka Julii nie prowokuje do wyzwań - przepisy raczej podstawowe, żadnych ambitniejszych. Ale jest kilka prostych rzeczy, które chciałabym zrobić - krem angielski, czekoladową ganache itd. Zobaczymy jak to będzie, na razie w lodówce czeka rabarbar, a kot też wymaga sporo zajęcia i opieki (jak oddadzą mi moje posty sama zobaczysz dlaczego).

    A posta Ci oddadzą, spokojne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc jakoś nie wieże tak bardzo w tą pechową 13 lub też szczęśliwą.
    O tak! Jestem ciekawa ty 13 powodów dla których warto nie być z Panem Zbyszkiem. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. fajne, lekkie pióro:) czyta się z uśmiechem na ustach:)

    OdpowiedzUsuń
  4. na upartego, zawsze znajdzie się coś, na podstawie czego piątek 13 uzna się za pechowy :) a krwawa meri bardzo mi się podoba!

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie... Ja się urodziłem trzynastego. A teraz jestem już starym dziadkiem i wciąż nie mam pewności, czy to było dla mnie szczęście, czy... kurna... pech?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też nie wierzę w horoskopy, ale uczę się je odczytywać, bo uważam, że są całkiem niezłymi mapami, które, gdyby się je lepiej rozumiało, mogłyby pomóc człowiekowi przemieszczać się przez życie.
    Takie rzeczy jak 13 czy czarne koty w ogóle mnie nie ruszają, aczkolwiek w coś takiego jak szczęście/towarzysząca człowiekowi dobra energia wierzę i chciałabym umieć je zaklinać.:)

    A jasne, że to dobrze, że Ci, Aurorko, nie wyszło z Panem Zbyszkiem, bo dzięki temu, koło Ciebie zwolniło się miejsce dla znacznie ciekawszego Pana X...:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie również nie przeszkadzają czarne koty, do każdego kotka zwracam się podobnie "o kotek! choć kici kici" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lekka dajesz mi powera :-) ach, już nie mogę się doczekać Pana X !
    Michale, 13 dzień to wspaniały dzień na narodziny! Nie ma lepszego!
    Cieszy mnie, że inni lubią też czarne miauczące stwory. I cieszy mnie, że wywołuję uśmiech mych czytelniczek/ów :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie zdecydowanie gorszy był czwartek dwunastego

    OdpowiedzUsuń
  10. no ładnie ten blogger namieszał, ponoć do poniedziałku mają wrócić komentarze z usuniętych postów:) niestety mało wiadomo o wersjach roboczych naszych postów... pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. No prosze, awaria w piatek 13-go ;))

    A 13 powodow dla ktorych nie warto byc z panem Z. to swietny pomysl :)
    I poza tym nie zapominaj, ze jesli cos w zyciu nas omija, to byc moze dlatego, ze czeka na nas wlasnie cos innego? (lepszego mam nadzieje ;)).
    Tak czy inaczej, nie warto sobie psuc tym nerwow i krwi, a w zamian przygotowac sobie faktycznie jakis krwisty napoj ;)

    Pozdrawiam serdecznie!
    I milej niedzieli zycze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. fakt, ostatnio jakaś awaria nawiedziła blogspota. krwawa meri, hah, tak czy siak kojarzy mi się z moją okropną wychowawczynią marią, na którą wszyscy mówią krwawa mery XD
    rzeczywiscie, ksieżyc byłby chyba najlepszym miejscem w jakim chciałabym się teraz znaleźć, nie licząc pustyni w ameryce ;)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?