niedziela, 22 maja 2011

Poszukiwany/poszukiwana

Doszły mnie słuchy, że dziś miał być koniec świata. Koniec końców, żaden Armageddon nie nastał. Mimo wszystko, w obliczu zapowiadanej tragedii, postanowiłam zająć się sprawami większej wagi. Żadnych dyrdymałów o bólu zęba , szukaniu przepisu na udany związek, a nawet na bezy.

Może bardziej, niż rzekomy koniec świata, do podjęcia dzisiejszego tematu skłonił mnie zdrowy rozsądek. Owszem, czasem przemawia do mnie zdrowy rozsądek. Dziś przypomniał mi o upływającym terminie. Terminy... Zawsze przyprawiają o gęsią skórkę. Tym bardziej, jeśli chodzi o termin taki jak ten. Mianowicie, zostało mi pięć dni do znalezienia partnera na wesele. Rzecz jasna, za mąż nie wychodzę, toteż męża nie szukam. Już za moment mężatką zostanie droga mi przyjaciółka, jedna z Lesiowianek. Jako że rzecz będzie się działa na Śląsku, mile widziany jest ktoś, kto będzie mi towarzyszył. Tańczenie samemu raczej jest mało wskazane. Tym bardziej, że może się wiązać z nadmierną ilością wypitego alkoholu.

Owszem, należę do osób posiadających w kręgu swych znajomych przedstawicieli płci pięknej i... męskiej. Spora liczba tych drugich albo panicznie boi się słowa "wesele" albo już ma zajęty termin. Albo też są tak zajęci, że ich drugie połówki nie pozwalają na weselne skoki w bok.

Ech, gdyby moim sąsiadem nie był Pan Zbyszek, mogłabym iść popytać po sąsiadach. A tak? Mam zorganizować jakiś kasting? Zarejestrować się na portal "przeznaczeni na wesele.pl"? Dobre sobie...

Żeby poprawić sobie humor, wybrałam się na malutkie zakupy. Z resztą powód jest wielki, bo chodzi również o wyżej wspomnianą imprezę. Znaczy się, nie o samo wesele, co bardziej o... Wieczór Panieński. Wraz z pozostałymi Lesiowinakami ustaliłyśmy, że odpowiednim kolorem będzie ognista czerwień, toteż ruszyłam na poszukiwanie kreacji w tym kolorze.

Nim znalazła coś, co zadowoliłoby moje gusta i w czym nie wyglądałabym jak burak, w moje ręce trafil bardzo czerwony, bardzo soczysty, bardzo apetyczny... arbuz.
Ach, jak on pachniał...



Jak zawsze na polowaniu - najłatwiej z jedzeniem, potem z ciuchami, na samym końcu łup najtrudniej dostępny - faceci. Istny koniec świata!

A może, skoro na poszukiwanie sukienki poświęcam kilka dni żmudnego tułania się od sklepu do sklepu, to samo powinnam zrobić z partnerem? W pobliskim centrum handlowym jest takie stanowisko z telefonami i bardzo miły pan sprzedawca. Oceniam go na jakieś 28 lat. Wiem, na napisaniu tego zdania powinnam poprzestać. 

W moim mieście żyje jakieś 125 tysięcy ludzi, z czego - bądźmy dobrej myśli - połowa to faceci. Czyżbyśmy żyli naprawdę w czasach ostatecznych, żeby tak trudno było znaleźć jednego faceta o umiarkowanych umiejętnościach towarzyskich? I nie wymagam nawet zaangażowania na czas dłuższy, niż dwa dni!






Skoro przebrnęłam już przez poważne dywagacje, możemy zająć się błahostkami.

O, na przykład, przestał mnie boleć ząb! Co prawda nie czuję się mądrzejsza, ale gdybym poszła z kimś na randkę, zawsze mogę pochwalić się zębem mądrości. No, co? Od czegoś trzeba zacząć konwersację. A skoro mogę już chrupać, to mogłabym iść na tą randkę do kina! I chyba nawet ubrałabym tą czerwoną sukienkę, którą znalazłam, bo wyglądam w niej wprost do schrupania!


12 komentarzy:

  1. Świetnie udało Ci się to zdanie "Jak zawsze na polowaniu...". Życiowa prawda. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomyślałam sobie, że może ja bym Ci... jakoś..., ale jedyna znajoma mi, wolna i dostatecznie młoda osoba, mająca czas i ochotę na weselne pląsy, to moja córka - jak się domyślasz nic a nic nie mężczyzna, a nawet nie facet.
    Wysyłam Ci więc dobre fluidy.:)
    Żebyś miała czym przyciągać osobników z kompletem właściwych cech.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. hehe, wypożyczyłabym ci Miśka na to wesele, bo po naszym strasznie polubił takie imprezy, ale śląsk jest dość daleko od nas, a on ma teraz ciągle jakieś egzaminy, sesja i jeszcze egzamin licencjacki, esz! sporo nauki:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki żebyś szybko kogoś znalazła (i żeby świetnie tańczył przede wszystkim!). Znajoma Angielka opowiadała mi, że w jej rodzinie robi się specjalne stoły albo stół dla singli (goście mają miejsca przy konkretnych stołach) i wtedy część sali patrzy z politowaniem na tych, którzy tak jak ona, są po 30-ce i siedzą przy TYM stole. Horror!
    Ale mam ochotę na arbuza... a jeszcze nie jadłam w tym roku (na razie zaczęły się melony z południa Francji, chyba się nimi zadowolę).

    OdpowiedzUsuń
  5. ząb mądrości to świetny temat na randkę:D
    na pewno wyglądasz super w tej sukience! ciekawe kto się załapie na Twojego towarzysza weselnego:)
    uściski!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  6. hyhy, podoba mi się, styl Joanny Chmielewskiej, lekko zgryźliwy, rozbawiłaś mnie na noc. Arbuza jeszcze nie jadłam w tym roku, zawsze odczekuję, bo się boję że te wczesne będą nie dość słodkie i soczyste.
    Co do partnera, życzę Ci szczęścia, pewnie Ci się przyda, bo w dzisiejszych czasach zdolności towarzyskie to nie jest cecha rozwijana, a taniec wymiera, żyje jedynie na ekranie TV.

    P.S. Dzięki za odwiedziny u mnie :)

    Pozdrawiam
    Monika z
    www.bentopopolsku.blogspot.com
    i
    www.efektnimbu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście, arbuziak był jeszcze nie tak słodki jak lubię, melduję, że partnera nadal brak w polu widzenia... Wasze wsparcie, wierzę w to gorąco, sprawi, że nie będę musiała siedzieć przy stoliku dla singli (uchowaj mnie, Panie!) ...

    OdpowiedzUsuń
  8. och, zalecam intensywne badania terenowe i dużo inicjatywy ;) hmm a może stolik dla singli będzie też niezłą opcją ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. nie cierpię wesel, za często jestem na nie wyciągana :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow, its my first time here and i have to say you have a very creative and beautiful blog here. Its so inspiring.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi również się podoba... chyba stane sie stałym czytelnikiem

    OdpowiedzUsuń
  12. Problem mam podobny z weselem, rozwiązania podobnie jak Ty też nie mam :-(

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?