niedziela, 29 maja 2011

Ideał kobiety

Niebieskie duże oczy. Blond czupryna. Zniewalający uśmiech.

Marylin Monroe?

Nie, Marylin nie była piegata.

W takim razie, może Lady Di?

Bliżej, a nawet ciepło. Ależ też pudło.

Ideał kobiety ma lekką nadwagę, mierzy 154 w szpilkach.
I nazywa się Mama. Moja Mama.


Kocham moją Mamę miłością inną, niż wszystkie inne. Słowa "kocham cię" brzmią  może i banalnie (nie aż tak bardzo jak "I love you"), nie zmienia to faktu, że trzeba je powtarzać Mamie, co najmniej, kilka razy na tydzień. Ważniejsze są, niż codzienna dawka zażywanych przez nią witamin i wapnia.

W moim wieku, Mama miała na głowie jednego szkraba, kolejną dwójkę w brzuchu ( w tym JA!)  i jednego w Bożym planie dwuletnim, którego istnienia raczej jeszcze nie przeczuwała (chociaż, kto wie? Nigdy jej o to nie pytałam...). Była tą nową w Lesiowie. Mąż był przy niej obecny na zasadzie noszonego pierścionka na palcu - bo miejsce, w którym zarabiało się na wyżywienie tej gromadki było hen hen daleko. I pomyśleć, że ten cały cyrk Mama do dziś dnia dumnie zwie spełnieniem swych wszystkich marzeń.
W tym samym wieku, gdy Mama spełniała swe obowiązki małżeńskie i rodzicielskie, ja czasem zamartwiam się tym, czy malinowe kolczyki będą pasować do zielonych pumpów. To się dopiero nazywa cyrk, cyrk na kółkach. 

Tato to istny farciarz...
Podobnie jak każdy komu się trafi spotkać moją Mamę. Nie wiem jak ona to robi, ale ludzie po spotkaniu z nią wychodzą naładowani pozytywną energią, jakby właśnie wpadli do basenu pełnego czekolady.

Mama nigdy nie nakładała na swą buzię innego specyfiku, niż krem Nivea (ten najzwyklejszy). Ma nieskazitelną skórę.

Bogini, nie kobieta!

Za co najbardziej kocham i podziwiam moją Mamę? Cóż to za pytanie!!!???
Mama jest.

I jak tu wyrazić to "kocham" w dniu szczególnym, takim jak Dzień Matki? Okej, przyznaję bijąc się w pierś, posłałam jej smsa. Dziś wróciłam do Lesiowa z naręczem pachnących piwonii, opakowaniem kremu Nivea i... no właśnie: co tu upiec?!

Niestety, prócz tego, że moja Mama jest skończonym ideałem, ma też kilka drobnych wad. Na przykład, nie potrafi odpowiedzieć, jakie jest jej ulubione ciacho...

Dobra, do banalnego "kocham cię" nic tak bardzo nie pasuje jak banalny sernik. Z zupełnie już wyświechtanym, w tym rabarbarowym okresie, rabarbarem. Przecież liczy się uczucie, które wkłada się w to, co się mówi oraz piecze.

Celine Dion śpiewa o kochaniu. Ale moje "kocham cię, Mamo" jest jedyne, wyjątkowe, bo... prawdziwe.
A niech sobie sernik piecze Jamie Olivier albo Magda Gessler. Mój będzie jedyny na świecie. Bo robiony z miłości do Mamy.

Nieidealny sernik dla idealnej kobiety

Receptura:

składniki:
150 g płatków kukurydzianych
tabliczka czekolady
3 łyżki masła

450 g twarogu mielonego
galaretka cytrynowa
5-6 łodyg rabarbaru
pół szklanki cukru
3  łyżki żelatyny

Znalazłam w domu zalegające płatki kukurydziane. Idealne na spód do nieidealnego sernika! Zmiażdżyłam i połączyłam z stopioną w rondelku czekoladą. Dodałam roztopione masło. Wyłożyłam na okrągłą foremkę.

Galaretkę rozpuściłam w gorącej wodzie (jakieś 150 ml) i połączyłam z serkiem.

Stało się tradycją, że znęcam się nad rabarbarem.  Toteż go pociachałam na drobne kawałeczki i wrzuciłam do wrzątku. Osłodziłam mu ten ciężki żywot cukrem! Niech ma. Gdy zmiękł całkowicie, nieco przestudziłam i dodałam żelatynę.

Gdy tylko obie warstwy zaczęły z wolna tężeć wylałam na spód.





Sernik miał kształt koła. Ponoć kształt idealny. Szybko ten kształt zmienił, bo ubyło go prawie połowę. Wpasował się w gusta zajadających się nim. Idealnie!



13 komentarzy:

  1. fajny tekst, mama czyta twojego bloga? mam nadzieję że tak, bo na pewno by się ucieszyła takimi ciepłymi słowami:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja mamunia musi być cudną kobietą. To wspaniałe, kiedy dzieci potrafią docenić swą rodzicielkę. Ja moją też darzę niezwykłym uczuciem i podziwem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mama marzy, by czytać mojego bloga! Ale stety/niestety tego nie robi... Rok temu nauczyła się załączać komputer. Była z siebie dumna. Tak dumna, że spoczęła na laurach i do dziś nie poszła o krok dalej... ;-) tym bardziej jest kochana ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. może gdybym miała taka mamę byłby mi dziś znacznie łatwiej w wielu sprawach... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. hmm, ciekawie piszesz... fajny ten sernik, właściwie łatwy, szybki i beztroski. Chyba zrobię, bo ja ostatnio często robię serniki na zimno z galaretkami właśnie, tylko w szklankach, a w końcu czemu nie w foremce???
    Pozdrawiam
    Monika z
    www.bentopopolsku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tego co piszesz, myślę że Twoja mama spełnia swoją rolę znakomicie i można wybaczyć jej brak obycia z komputerem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. pyyycha ten sernik! nawet nie trzeba go piec:) to mi się bardzo podoba:)
    uściski!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mama;) moja też niska 158 cm... i ja jestem taka sama;D
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  9. sernik z rabarbarem :D pyszotny musiał być :D

    OdpowiedzUsuń
  10. kocham twój styl pisania :) przypomina mi troszkę M. Musierowicz.
    pozdrawiam
    Fanka

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawstydzają mnie takie porównania :))
    Chciałam zrobić pewien dopisek - odziedziczyłam wzrost po Mamie :))

    OdpowiedzUsuń
  12. gdybym była Twoją mamą to czytając to płakałabym ze szczęścia, że moja Córka mnie tak kocha :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tym postem Blog Czekolady zapunktował jak talala!
    Mamy Mamy tego samego wzrostu, moja w Twoim wieku też czekała na dwa (w tym mnie) berbecie, nie lubię wyimaginowanych serników Nigelli, a Celine uwielbiam i samo napomknięcie.. no, bla, bla ;) To Mama lubi czy Ty?
    Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?