wtorek, 10 maja 2011

Bez bez i bzu ani rusz

Cierpię...
Nie cierpię facetów.

Nie mogę się nadziwić, że wypowiadam te słowa... Cóż, Pan Zbyszek skutecznie pomógł mi się przełamać do ich wypowiedzenia.
Bo generalnie jest tak, że ja uwielbiam facetów. Żeby nie przywarło do mnie znamię nimfomanki, spieszę napisać, że lubię ich tak, jak się lubi pewien odcień zieleni albo biedronki albo kłębiaste chmury na niebie. Tak po prostu.

Z resztą, jak tu nie lubić facetów, jak ma się w domu trzech wspaniałych okazów, w tym dwóch braci i Tato na dokładkę.

Przepadam zwłaszcza za moim Młodszym Bratem (jak tak o nim piszę, brzmi, jakby chłopak ledwo zaczął raczkować, ale to już raczej kawaler na wydaniu, właśnie broni licencjata). Dlatego postanowiłam z okazji jego urodzin sprawić mu prezent. Młodszy Brat lubi książki (ba! jest istnym bibliofilem!) oraz słodkie i puszyste ciasta. O, mniej więcej takie: 



Puszysty biszkopt z  słodkim sosem ananasowym, puszysta bita śmietana przykryta słodką i lekko chrupiącą bezową pierzynką. Na bezie zaś, wiórki gorzkiej czekolady, rzecz jasna. 

A, byłabym jeszcze zapomniała o kwiatku
Wiem, wiem, wiem... Facet nie lubi dostawać kwiatków, a co najwyżej kwiatkiem lubi nazywać kobietę. Cóż ja jednak poradzę na to, że właśnie w najlepsze kwitnie bez?! Pachnie oszałamiająco, odurzająco...
Dostał więc brat ciacho z bezą wraz z naręczem bzu. Dostał ode mnie. Dostał i od Buni. Koniec końców, wszystkie (bzy, nie bezy!!!) ja zabrałam do siebie. 


Receptura: 


Biszkopt: 
4 jaja
pół szklanki cukru
dwie łyżki roztopionego masła
szklanka mąki
łyżeczka proszku do pieczenia


Jak wszystkie wiemy biszkopt jest dość wymagającym ciastem. To znaczy, jeśli chcemy by był idealny :-) Puszysty.


Robiłam to ciacho dla brata, nie dla królowej brytyjskiej. Tym bardziej chciałam, by się udał. 
Dekady temu, Bunia rzekła mi tak: utrzyj żółtka z cukrem.  Dodaj masełko. Ubij pianę z białek. Powoli dodawaj żółtka z masełkiem. Powoli!!! Następnie przesiewaj mąkę. Nie przestawaj ubijać. I się nie spiesz! Jak Bunia przykazała, tak zrobiłam. 


Zrobiłam dwa krągłe biszkopty. 
Jeden na spód, drugi na wierzch. Wierzchnia warstwa dodatkowo miała być uwieńczona bezą. Toteż przed włożeniem do piekarnika zrobiłam bezę.


Beza:
4 białka
szklanka cukru pudru
dwie łyżki mąki ziemniaczanej 


Ubijamy białka na sztywno. Następnie powoli przesiewamy mąkę oraz cukier puder. Masę wykładamy na biszkopcie. 


Moja Bunia była mistrzynią bez. Ja jestem na razie na przedbiegach. Ale powiem nieskromnie, że wyszła całkiem przyzwoita. 


Oba biszkopty pieczemy ok. 30-40 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.


Pozostała już tylko łatwizna, czyli masa ananasowa i bita śmietana. O tej drugiej nie napiszę nic, prócz tego, że jest pyszna. Jeśli zaś mowa o kwestii ananasa, to połówkę miksujemy na mus, podgrzewamy, dodajemy dwie, trzy łyżki cukru oraz łyżkę mąki ziemniaczanej. Drugą połówkę kroimy na małe kawałki. 


Po ostudzeniu biszkopta, smarujemy go masą ananasową, nastepnie kładziemy tyle puszystej śmietany ile tylko się da, wieńczymy biszkoptem z bezą. 

Nie pozostaje nic innego jak zjeść ze smakiem!
Ach... i jeszcze zmywanie. Na szczęście jest Brat. 
I jak tu nie lubić facetów?! ...

17 komentarzy:

  1. Ja tez mam młodszego brata :) i lubię go żywić, docenia i chwali :) i uwielbiam facetów... na nich patrzeć jak pracują im mięśnie, jak przytulają silnie i delikatnie jednocześnie. Ale skomplikowane to twory trudne do zrozumienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niebiańskie ciasto. Czy Brat też wniebowzięty? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zgłaszał reklamacji prezentu ;-) powiem więcej - sam pochłonął pół ciasta ;-P

    OdpowiedzUsuń
  4. zapowiada się świetnie:) i ta ananasowa pierzynka:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czarna Mamba10 maja 2011 14:07

    Burczy mi w brzuszku teraz po przeczytaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z naciskiem na ZJEŚĆ! Aaale mi apetytu narobiłaś na te słodkości... Zapisuję sobie i może w weekend zrobię ;) Nie jestem w "te klocki" zbyt dobra,może tragedii nie będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym być Twoją siostrą.... tyle że strasznie bym przytyła :D

    OdpowiedzUsuń
  8. trzeba, trzeba ;) trzeba też mi upiec takie ciasto, ale to dopiero jak zrobi mi się zapasowe miejsce na zbędne sadełko, czyli po jakiś 2 miesiącach ciągłego biegania i liczenia kalori... :D pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciasto wygląda fantastycznie :)

    A bzy kwitną przepięknie teraz :)))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mniam... aż mi ślinka cieknie ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Prezent musiał się podobać - pycha :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja tam bym do gatunku facetów nie mieszała braci.
    Bracia są bezpłciowi - vide nie są facetami, to znaczy są, ale nie w TEN sposób.
    Ale to tylko moje prywatne zdanie, żeby nie było.;)
    Lubię to ciasto.:)

    OdpowiedzUsuń
  13. facetów nie da się nie lubić, bez nich świat byłby nudny (mam taki okaz w domu- jak go nie ma to jakoś cicho i o 60 % mniej radośnie).
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Brak bzu w wazonie i brak jego zapachu moga mi wynagrodzic tylko piwonie; kocham wiosne :)
    (facetow z resta tez, nie tylko do zmywania ;)).
    A ciasto brzmi naprawde pysznie! Dawno juz nic nie robilam z beza...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Aurora dziękuję bardzo za pierwszy komentarz:) nie masz pojęcia jak się cieszę że ktoś mnie odwiedził.
    Gorąco pozdrawiam i zachwycam się twoim blogiem:)
    będę odwiedzać i się inspirować:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ho ho, myślę, że sama królowa nie pogardziłaby Twoim deserem :) pyszności! Ciekawy opis rytuału powstawania p u s z y s t e g o :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?