sobota, 23 kwietnia 2011

Zajączek i spółka

Nie trzeba się specjalnie silić, by wymienić kilka symboli Świąt Wielkanocnych. Jeśli chodzi o święta, nie tylko mnie jednej kojarzą się głównie z... jedzeniem. Jajka, mazurki, pieczenie i szynki, paschy, baby, i na zielonym końcu - rzeżucha... Nieco więcej wysiłku wymagało by już od nas wybranie tylko jednego symbolu. 
Tu zacięta walka mogłaby się rozegrać pomiędzy nakrapianym jajem z kurczaczkiem u boku a chlebowym barankiem. 
Jak to zwykle bywa, w sytuacjach gdzie dwóch zajętych jest bójką, wygrywa ten trzeci - czyli zajączek. 
Zajączek? 
- zapyta ktoś, nie bardzo mogąc dopasować go do pozostałych elementów wielkanocnej składanki. 

A mnie, dziewczynie ze Śląska, Wielkanoc kojarzy się właśnie nie z czym innym, jak z zajączkiem. Do dziś dnia nie bardzo potrafię logicznie uzasadnić nazywania Wielkanocy "Zajączkiem". Cóż, Rodzice tak powiedzieli. A były takie czasy, ze to, co Rodzice powiedzieli liczyło się bardziej, niż to, co mówili w telewizji. I tak jak w grudniu czekało się na prezenty od św. Mikołaja, tak na wiosnę w ogródku szukało się prezentów od... zajączka!
Wszystkie te wspomnienia żywo powróciły do mnie, gdy zawitałam ponownie do rodzinnego Lesiowa. Tej wiosny raczej nie będę wchodzić na drzewa, ani zaglądać pod krzaki, by znaleźć czekoladowe łakocie. Mimo wszystko, zajączka poszukam. To znaczy, poszukam odpowiedzi czemu akurat ten uszaty zwierz, a nie inny.
"To proste" - wyśmiała mnie Starsza Siostra, gdy ją zagadnęłam o tą wielce filozoficzną kwestię. "W okresie Wielkanocnym króliki i zające mnożą się na umór. Szarak to taki symbol płodności. Wiesz - płodność to sek... to RADOŚĆ, płodność to nowe życie". 
Fakt, trochę tak jak z tym wielkanocnym kurczaczkiem, co to wychodzi z swojej skorupki, tylko że nieco bardziej zawiłe. Niech jej będzie. Na Bożonarodzeniowym stole mamy mak - symbol płodności. Więc czemu by na wielkanocnym stole miało zabraknąć zajączków? Czekoladowych, rzecz jasna... 




Ruszając z impetem na przedświąteczne zakupy w poszukiwaniu niezbędnych składników do wyrobu wielkanocnych specjałów, czułam się nie inaczej, jakbym w rzeczy samej ruszała na polowanie na zająca. Pobudka wczesnym rankiem. Emocje. Napięcie, czy upoluję łup (czyt.  czy znajdę to czego chcę i potrzebuję). Pół dnia okupionych wędrówką po ulubionych sklepach. Zmęczenie, zwieńczone jednak szczerą radością. A wszystko po to, by już wkrótce z upolowanych składników przygotować prawdziwą ucztę!  


 


A tak swoją drogą, nigdy bym nie pomyślała o zającu jako specjale na talerzu. Zajączek zdecydowanie bardziej kojarzy mi się z czymś, co wyskakuje  z kapelusza magika. O, tak, jak to zrobił wczoraj mój Eks. 
Wyobraźcie sobie, maszeruję sobie w tym bojowym zakupowym nastroju alejkami centrum handlowego, a tu nagle, ni stąd, ni zowąd, na horyzoncie pojawia się mój Eks. Dech zaparło mi w piersi. Przecież nie widziałam go prawie od czterech lat! Stał bokiem, zagadując kogoś z obsługi, więc nie byłam pewna, czy to zmęczone oczy płatają mi figla. Ale przecież miał na sobie ten sam model Niebieskiej Koszuli, co zawsze... To on! Co zrobiłam? Rzuciłam mu się w objęcia? Pokazałam język? Nie chciałam się z nim zobaczyć. Nie bardzo miałam siły i ochotę na zmierzenie się z swym dawno nie widzianym Eks i groźną awanturę. Awantura z Eks? Po czterech latach? Owszem, nie bardzo to uprzejme, ale muszę Wam obwieścić, że mu się należy. Oj, ma on swoje za uszami. Będąc moją pierwszą poważna miłością, zostawił mnie nagle i bez solidniejszych podstaw ku temu. Zniknął jak ten czmychający przed lisem zajączek... 


 Nasza Ostania Randka. Zwyczajne spotkanie w kawiarni. Trochę poważne, ale z chichotem. On obiecywał, że w następny weekend zobaczymy się jak zawsze. On organizuje grilla z kumplami. Pocałowaliśmy się na koniec. Gdybym tylko wiedziała, że to nasz ostatni raz...  Po tamtym spotkaniu nigdy więcej się do mnie nie odezwał. Nie odpisał na żadnego smsa, nawet na głupim Facebooku (w tamtych czasach, to była chyba jeszcze Nasza Klasa). Dziwne? Dla mnie wręcz przerażające.


Teraz, gdy go ponownie zobaczyłam, to ja uciekłam jak ten zajączek. Ukryłam się w najbliższym sklepie. I pomyślałam sobie jedno - dobrze, że z nim nie jestem. Minęło kilka lat, a on nadal chodzi w tej samej cholernej Niebieskiej Koszuli. I to tej samej, w której był ze mną na kilku randkach. Czyżby nadal mu o mnie przypominała? A niech by to! Ja o nim nie mogłam zapomnieć przez jakiś rok. Rok wycięty z życia... Ale ta smutna historia nauczyła mnie czegoś bardzo bardzo bardzo ważnego. Jeśli facet nagle ucieka i chowa się jak zając do swojej nory, to nie znaczy, że mam jak ta Alicja podążać jego tropem. Przeciwnie. 
Kto jak kto, ale to kobieta powinna być tym wiecznie nieuchwytnym celem.


Czy i Wam ta historia czegoś nie przypomina? 

Pan Zbyszek nadal się nie odzywa. Ja, nauczona jednak tamtym niefortunnym rozstaniem, wcale nie zamierzam za nim gonić - wydzwaniać, pisać, błagać, by choć na moment chciał się ze mną spotkać. Jeśli facet zwyczajnie nie chce się ze mną zobaczyć, to nie. Jego strata... 
A tak na marginesie, zając ucieka bo się boi. Mój Eks się bał. Mnie? Przecież, nie gryzę... zbyt mocno. Związku? Uczuć? 
Czy i tego samego boi się Pan Zbyszek?

A czy ja chcę w ogóle faceta, który tak bardzo się tego wszystkiego boi, że zamiast się z tymi lękami zmierzyć, ucieka gdzieś hen hen daleko? 

Pytania mnożą się jak zwykle, niczym te zające na wiosnę.  Nie mam jednak czasu teraz na nie odpowiadać. Wszak, jak te zające, mnożą się też wielkanocne obowiązki. Podlać rzeżuchę, udekorować babę, napisać wpis na blogu, wyjść do lasu,  rozmowy z Mamą, cieszyć się życiem, ugotować jaja, poświęcić jaja, zjeść jaja... Ach, Panie Zbyszku i jak ja niby miałabym tu w ogóle znaleźć czas na gonienie Ciebie... ;-P





9 komentarzy:

  1. o! i takie podejście lubię:)
    pozdrowienia i wesołych Świąt!:)
    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. to się nazywa wielkanocne podejście, również pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aurora, radości, szczęścia, rodzinnej atmosfery i samych dobrych chwil w te świąteczne dni dla Ciebie i najbliżsżych.

    OdpowiedzUsuń
  4. ah, czasem czuję się pomylony, bo mi nijak nie kojarzą się święta z zającem ...

    aczkolwiek ...

    dobrego czasu, i refleksji mimo pełnego brzuszka.


    btw. nie do końca załapałem komentarz 'super' :) bo można go interpretować na wiele sposobów.


    + Big Bang Theory bardzo na plus

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie... Sęk nie w tym, że zając się boi, tylko w tym, czego się boi :) Pamiętam jak dziś: za oknem straszna zawierucha, w przeddzień Wielkanocy. A my z braciszkiem, z nosami przylepionymi do szyby, pytamy z wielką troską rodziców: - Czy zając nie będzie się bał przez taki śnieg przynieść nam prezenty? Radosnych, spokojnych i zdrowych Świąt życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Cie czytac :) A uciekajacych 'zajaczkow' ;) gonic nie warto - nie wiedza co traca! W razie problemow sercowych, zawsze przypomina mi sie pewnien cytat (zapewne z jakiegos filmu ;)) : z facetami jest jak z wyjazdami z autostrady - jesli przegapisz jedno, za niedlugo i tak pojawi sie nastepne ;)

    A co do samej Wielkanocy, to tutaj jest zwyczaj nie tyle prezentow, co szukania czekoladowych jajek na lonie natury wlasnie; domy przystrojone sa slicznymi, kolorowymi wydmuszkami (takie 'drzewka' z galazek, ustrojone wydmuszkami wlasnie) i jest troche mniej jedzenia niz w PL ;)

    Pozdrawiam serdezcnie!
    I Wesolych Swiat zycze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Obejrzałam wczoraj film okolicznościowy pt. Klątwa (jakiegośtam) królika, z Królikołakiem w roli głównej :)
    Życzę dobrego nastroju i wiele radości. I wspaniałej Miłości Niegonionej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moi drodzy, zatem... idę gonić... ale nie zajączka, ni Pana Zbyszka. Pobiegam sobie po lesie, bo Śniadanie Wielkanocne nieźle dało mi popalić ;) a tu jeszcze obiad, deser, podwieczorek...
    P.S. Film o Królikołaku mieści się w czołówce mych ulubionych!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana, piszesz tak, że się oderwać nie mogę. Byli tacy, co twierdzili, że nie o to chodzi, by złapać króliczka (zajączka:D), ale by gonić go. Ale gonić faceta. Ej, chyba nie. Chyba nie tędy droga, dróżka, leśna ścieżka ;). Albo nie ta osoba w roli króliczka występuje, która powinna ;).
    Chyba czekoladowy zajączek lepszy jest jednak :).

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?