środa, 6 kwietnia 2011

Skąd wiemy, że to już To

Gdy Wam powiem - przebiśniegi,
powiecie - przedwiośnie.
Gdy Wam powiem - kwitnąca forsycja,
powiecie - wiosna!

Egzamin zaliczony. Piątka z plusem.
Ale co to za sztuka zgadnąć, że mamy wiosnę?! Daje znać o swojej obecności nachalnie niczym akwizytor tanich perfum. Poznać ją głównie po ilości zakochanych par przechadzających się po parku. Wszyscy chodzą uśmiechnięci, jak gdyby Rząd Polski miał skład sympatyczniejszy, niż tania pasztetowa. Ci, którzy są amatorami przechadzek wśród zieleni, a nie mają nikogo do trzymania za ręce, zawsze mogą trzymać smycz na psa. Albo raczej psa na smyczy. Ja nie mam, ani zwierzaka, co warczy, ani takiego, co miauczy. Mam tylko Pana Zbyszka. Co ja piszę?! Jak to go "mam"? Czasem mam jego palec... Ale to nawet nie dłoń. Co tu dużo mówić o całym Panu Zbyszku... Czasem mam wrażenie, że już przynależymy do siebie. Wrażenie bywa bardzo mylne. Szkoda, że Pan Zbyszek nie daje mi tak wyraźnych znaków jak Pani Wiosna. Wiem, wiem, faceci są mało wylewni. Skąd mam jednak wiedzieć, czy z jego strony nasza znajomość wygląda tak samo jak z mojej? Oczywiście, że wygląda inaczej, choćby dlatego, że on jest dużo ode mnie wyższy.
Ale czy jemu również na mnie zależy?
Cholera, już całkiem sporo żyję na tym świecie, a nie potrafię odpowiedzieć sobie na banalne pytanie - 
jakie są oznaki zakochania? 
...
?

No więc wybrałam się do tego parku poprzyglądać się gołąbkom. Tym ludzkim, ma się rozumieć.  By podpatrzeć, w głównej mierze, jak gruchają panowie. Na nos włożyłam duże ciemne okulary, co by nie było widać mojego ostentacyjnego spojrzenia. Jak zaznaczyłam wyżej, nie miałam co ani kogo trzymać za rękę, kupiłam więc loda w rożku. Tym smakowitym sposobem doskonale wtopiłam się w tłum. Ponad połowa z zakochanych spacerowiczów zajadała się zimnymi deserami. Oczywiście nie był to jedyny powód, dlaczego i ja skusiłam się na lody. Generalnie,  należę do tego gatunku ludzi, który, gdy tylko temperatura podniesie się powyżej zera, już tęsknią za zimnem. Za lodami, znaczy się. Dlatego ostatnimi czasy wybieram lody na poobiedni deser, potem na podwieczorek, a i zdarza się, że na kolację. 
Trochę zboczę z tematu, ale muszę powiedzieć coś nie coś o efektach ubocznych takiej diety... No właśnie, dieta! Otóż, efektami ubocznymi zajadania się lodami są... boczki! Niesforne coś, co obrasta kości biodrowe. Rubens by piał z zachwytu, ja, co najwyżej, toleruję. Jako że mamy WIOSNĘ i kilkuwarstwowego odzienia koloru czarnego nie przystoi zakładać, toleruję coraz mniej. 
Dlatego, gdy wróciłam po wyprawie śledczej z parku pełna ciekawych wniosków, postanowiłam sobie dogodzić i przygotowałam Sałatę Wiosenną. Jako że wnioski, do których doszłam nie były koniecznie słodkie wybrałam do niej grejpfruta. A jako że niekoniecznie były też łatwe do przełknięcia, postawiłam na rybę z ościami, czyli makrelę. Oczywiście moje wybory motywowane były też przepisami dietetycznymi (jej, brzmi, jakbym zamieniła się w Gillian McKeith).


Grejpfruty, tak wyczytałam, to taka miotełka dla sadełka. A białko rybie, tak wyczytałam, wspaniale wpływa na metabolizm. Z pozostałymi składnikami nie było większego problemu. 
Pomidory, rzodkiewki, imbir, oliwa z oliwek, ocet balsamiczny, pietruszka, no i SAŁATA, ach sałata, sałata...  - wszystko to brzmi niezwykle świeżo, lekko, wiosennie. Od samego pisania tych nazw, czuję redukcję moich boczków. Może od patrzenia faktycznie się one zmniejszą? Jak myślicie? 



Myślcie sobie, co chcecie, ale fakt, że wszyscy przechodzą na dietę, jest najbardziej (dużo bardziej, niż plaga lodożerców i zakochanych) niezawodnym znakiem, że mamy wiosnę w pełni! Całe to myślenie o tym, że wkrótce trzeba będzie pokazać  się w bikini, przemienia nas w bezwzględnych pochłaniaczy roślin.
A swoją drogą, podobno właśnie też podjęcie wysiłku odchudzania świadczy o stanie zakochania u faceta. Gdzie ja to czytałam... Mniejsza o to, muszę koniecznie dowiedzieć się, czy w menu Pana Zbyszka przeważają warzywa i woda. Najlepiej niegazowana! 


Dieta oznaką zakochania? Bynajmniej mamy już jakiś pewnik. 
Moje własne wnioski wysnute z wnikliwej (na tyle, na ile się dało) obserwacji wcale nie są takie jednoznaczne. Niby każda z par działała podobnie, to znaczy całowała się, tak jakby zaraz miał nastąpić uroczysty Koniec Świata i to był ich ostatni buziak. Ale to właśnie budzi mój niepokój oraz powoduje, że moje wnioski nie są wcale dla mnie takie optymistyczne. Jeśli im bowiem zaufać (podobnie, gdyby zaufać "M jak miłość") to musiałabym z goryczą przyznać, że Pan Zbyszek czuje do mnie tyle sympatii, co do schabowego leżącego przed nim na talerzu. Tak, to oznacza dokładnie to, co myślicie. Ja i Pan Zbyszek prawie się nie całujemy...

Czy to znak, że on we mnie nie jest zakochany?  



Ech, to całe tropienie znaków już mnie zmęczyło... Zamiast iść po kolejną porcję lodów albo zabawę w podglądanie innych, może powinnam spotkać się z Panem Zbyszkiem osobiście i zwyczajnie go zapytać, co czuje?





11 komentarzy:

  1. Rozbroiłaś mnie. Faktem jest, że Panowie to skomplikowane istoty i takiego pana Zbyszka lepiej zapytaj co i jak ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. pytać? nie pytać?..
    może takiego delikwenta to trzeba jakoś delikatnie podejść, tak żeby w ostatecznym rozrachunku sam z siebie wydusił co i jak?? bo tak otwarcie to też źle, jeszcze się Pan Zbyszek wystraszy i ucieknie gdzie pieprz rośnie (jakoś ostatnio "Panowie Zbyszkowie" tak mają) a w razie deklaracji niezgodnej z naszym oczekiwaniem, dalej możemy marzyć i wzdychać i się przyjaźnić..??

    FACET- gatunek wymierający i skomplikowany
    (a może po prostu tak bardzo inny niż my)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pytać czy nie pytać - oto jest pytanie! Dobrze, że mam dzień wolnego to sobie wszystko przemyślę raz jeszcze...

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje boczki też mnie zmusiły do diety :)
    Skutecznej, jak się okazało.
    Znam się dobrze, więc ograniczyłam węglowodany prawie do zera, mogę się obyć bez chleba, makaronu, ryżu - w zasadzie jeśli ma mi to zapewnić ładną figurę przygotowaną do wiosennych ciuszków, to nawet na trzy miesiące!
    A takie sałatki wchłaniam pasjami! Chociaż grejfruta to może trochę później, za dużo cukru :))
    Co do zakochanych - w każdym związku są fazy - raz więcej całowania, innym razem więcej seksu.
    A tak ogólnie - najważniejsze czy czujesz się szczęśliwa, kiedy jest z Tobą ten Zbyszek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie pytać.:)
    Jak się chce pytać, tzn., że nie widać dokładnie.
    A jak nie widać dokładnie, tzn., że się albo jest ślepym, albo sygnały słabe.
    Jak się jest ślepym, to pytanie zwróci uwagę na to, że mamy niesprawny jeden zmysł - jesteśmy felerni.
    Jak sygnały słabe to albo zakochania nie ma, albo jest w fazie wzrostu - zadając pytanie w obu przypadkach ryzykujemy uśmiercenie tego, co jest teraz.
    Czekać.:)
    ;)

    Małe okrągłe boczki są miękkie i słodkie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie pytać:P Albo zapytać tak, żeby Pan Zbyszek nie wiedział, że został o to zapytany:)

    OdpowiedzUsuń
  7. hihi :) ech, dziewczyny, jedno jest pewne, coś wśród gąszczu tych porad zapewne dla siebie (albo raczej dla Pana Zbyszka) znajdę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pytać? Nie pytać? Oto jest pytanie... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. wiadomo zakochany nie je dużo, żyje miłością, coś tam skubnie w locie, listeczek i rosy kropelkę :D
    bywa etap wielkiego żarcia i wielkiego seksu i wtedy chodzi bardziej o seks dla samego seksu :D
    uważaj :)żarłoczność partnera (bywa mało estetyczna) może osłabić zakochanie.
    natomiast wypracowana technika spożywania pokarmu, może partnera jarać..taki banan , soczysta brzoskwinka itp :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga Di, godne zapisu uwagi! :-D banan i brzoskwinka - bardzo dobrana para...

    OdpowiedzUsuń
  11. Odróżniam kochać od zakochać:):):)
    Ja kocham, róznica polega chyba na zrozumieniu potrzeb partnera i dojrzałosci..

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?