sobota, 16 kwietnia 2011

Do zakochania jeden kęs

Ile dni z rzędu można jeść to samo? Dajmy na to, że takie odgrzewane kotlety. Po trzech dniach trzewia zaczynają się buntować, a za czwartym wchodzą z nami w stan otwartej wojny.

Jedzenie tego samego ani nie jest smaczne, ani zdrowe. A już tym bardziej jest po prostu nudne.
Dlatego, drodzy Czytelnicy, obiecuję niniejszym, że to będzie już naprawdę ostatni post dotyczący Pana Zbyszka. No może nie tak drastycznie... Przyjmijmy, że będzie to ostatni post, w którym będę wałkować temat jego stanu uczuciowego. Wałkować jest lepiej ciasto na makaron. Na pewno daje wymierniejsze efekty. Bo co mi po takim ciągły gdybaniu nad absztyfikantem? Facetem nie jestem i nie wiem jak działa cholernie skomplikowana machina jego umysłu. Po samym napisaniu tego zdania się spociłam. Prędzej rozgryzę mechanizm funkcjonowania akordeonu .... niż to, czy Pan Zbyszek jest we mnie zakochany.

Jedyne, co mogę zrobić to dać sobie spokój. 
Nie tak prędko jednak. 
Hmm...
Mogę go najpierw sprowokować.  Od tak coś (afrodyzjaki!!!) upichcę (włożę w to me wszystkie kulinarne starania!!! Skorzystam z "Dobrej kuchni") naprędce (minimum pół dnia w kuchni).  Wpadając na niego niby przypadkiem (będę wyglądać przez okno, by widzieć kiedy wychodzi) w warzywniaku, zapytam niby od niechcenia, czy by nie wpadł do mnie wieczorem (błagam, błagam, powiedz TAK!!!). Jeśli na tak przygotowaną kolację w ogóle nie zareaguje, to sprawa będzie jasna. Bynajmniej dla mnie. 

Tylko co ja przygotuję... Mam fajną półprzezroczystą koszulinkę i nowe cienie do powiek. A, o przepis chodziło. Trochę się zapędziłam... No więc, od jakiegoś czasu trzymam na półce taką specjalną książkę. Okładka ledwie się różowi, choć sam tytuł wywołuje rumieńce raczej mocniejszego koloru. Kuchnia erotyczna.  Same nazwy dań stymulują. Wyobraźnię, rzecz jasna. Aż trudno się na coś zdecydować... Frywolne śliweczki. A może Uwodzicielskie bulwy? O nie, już wiem - Gejzer namiętności. A do picia koniecznie Herbatka kusząca.
Może po takiej kolacji skończymy jak te marchewki na okładce książki?



Gdyby to jednak tylko o seks chodziło. Być może wtedy sprawy miałyby się znacznie lepiej. Tak, tak, uwieść faceta jest bardzo łatwo.Tym bardziej, gdy ma się przed sobą listę dostępnych w pobliskim warzywniaku afrodyzjaków. Znacznie trudniej jest go oswoić. I zatrzymać przy sobie na dłużej. Tutaj nawet stosy imbiru, chilli, cynamonu, kardamonu, pieprzu i wanilii nie wystarczą.

Obojętnie jakie efekt przyniesie moja kolacja, zamierzam ją zrobić. Bo kocham... gotować.
A czy Pana Zbyszka również? 
???

Hmm... I tu jest pies pogrzebany. A może zamiast układać erotyczne menu powinnam poukładać sobie w mojej głowie? I zamiast wsłuchiwać się w rytm bicia serca Pana Zbyszka, powinnam usłyszeć bicie mojego własnego? Chyba przyszła wreszcie na to pora.

Czytałam kiedyś - nie dam sobie uciąć ręki (bo jak bym bez niej gotowała?!), ale chyba była to "Psychologia miłości" - o efekcie wzajemnego zakochania. Podobno (bo jak tu ufać badaniom i ankietom?!) osoba, w której się zakochaliśmy, na 70% czuje do nas to samo. Innymi słowy - nie ma co się zastanawiać, czy obiekt naszych westchnień odwzajemnia nasze uczucia, bo prawie na pewno tak jest. Optymistyczne! :-)
I po co mi było marnować te ostatnie dwa tygodnie nad dumaniem o uczuciach Pana Zbyszka? Mogłam ten czas i energię wykorzystać na smażenie placuszków z marchewki.

Pięknie. Tylko... Tylko, czy ja się zakochałam w Panu Zbyszku? Jej, to o wiele trudniejsza sprawa, niż dociekanie, czy Pan Zbyszek jest zakochany we mnie. Holender jasny! Kto by pomyślał?!

Robiąc listę zakupów na moją kolację pełną afrodyzjaków, sporządzam też listę wszystkich cech, które lubię w Panu Zbyszku. Czy ja użyłam słowa "lubię"?

Dobra, muszę kończyć tę pisaninę, bo mi zamkną sklep! I muszę się pospieszyć, bo jeszcze pięć minut i pocałuję klamkę.
Pobiegłam  iście olimpijskim tempem. I nie zgadniecie na kogo, cała zdyszana, wpadłam w samych drzwiach. Powoli zaczynam wierzyć, że moje życie to jakiś "Trmuan show" albo - co gorsza - jakaś telenowela. Z puszką śledzi w sosie musztardowym stał Pan Zbyszek. A ja jak ta ryba, milczałam, nie mogąc dobyć głosu. Tylko serce waliło mi jak oszalałe. Biło tak, bo biegłam, czy może na widok Pana Zbyszka? Bo na pewno nie na widok śledzi.

Jeśli w tym momencie łapiecie się za głowę na samą myśl o tym, że kilkanaście kolejnych postów będzie poświęcona postom na temat mego stanu uczuciowego, to Was pozytywnie rozczaruję.

Kropka.

11 komentarzy:

  1. Ja bym chciała, żeby było.
    Takie okołomiłosne klimaty-dylematy nigdy mnie nie nudzą.

    A za kolacją afrodyzjakową jestem całą sobą.
    Znaczy popieram.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację. Najważniejsze to stwierdzić, co się czuje samemu. Albo czujesz coś albo nie. Ale to bicie serca to chyba nie było przypadkiem? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No widzę, że ktoś tu wpadł jak śliwka w kompot :P
    hmmm a czy kompot może być elementem kuchni erotycznej??? zastanawiające... pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się pan Zbyszek nie przejadł. Czekam na dalszy ciąg. Dla mnie ta historia nie przypomina jedzenia kotletów kolejny dzień z rzędu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak szczerze powiedziawszy to mi się Pan Zbyszek też nie przejadł... ;) no bo jak niby? Czy słyszał ktoś kiedyś żeby się komuś przejadły loy czekoladowe?! No właśnie - mission impossible ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. O ile opowiadać będziesz ze szczegółami o afrodyzjakowych rozkoszach podniebienia, to możesz spokoinie zostać przy temacie pana Zbyszka i ja Ci tego za złe mieć nie będę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja tam bardzo chętnie poczytam o dalszych losach pana Zbyszka :) Zje ta kolację, czy nie? ;) Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kuchnia erotyczna! Oj, zapodaj coś, zapodaj, chętnie się dowiem czegoś ciekawego :). A opowiadasz zajmująco, więc nie mam nic przeciwko temu. Ani przeciwko Panu Zbyszkowi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Już dziś w planach Kolacja Erotyczna. A jutro relacja! Z przepisem! Mam nadzieję, że pikantnym ;P

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem Ci, że ja lubię takie opowieści:)))

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?