sobota, 19 marca 2011

Słodki towar deficytowy

Czytałam ostatnio, że Polacy zaczynają masowo uciekać za granicę celem kupienia cukru. I kupują go dosłownie całe tony. Powód, cukier staje się w Polsce towarem luksusowym (czyt. drożeje na umór). Już wyobrażam sobie, jak za parę lat szczytem dobrego smaku będzie podarować parze weselnej nie ekskluzywny samochód, ale ciężarówkę (buraków cukrowych.) Nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się, że moją ulubioną czekoladą jest czekolada gorzka. W naszym kraju towarem luksusowym stali się ostatnio także przedstawiciele pewnych grup zawodowych, takich jak: piekarz, rzeźnik oraz krawiec. Stali się luksusem dokładnie w momencie, gdy zaczęło ich brakować. W tym wypadku pracodawcy nawet nie muszą wyruszać w zagraniczne eskapady, by znaleźć kogoś na ich miejsce, bo łasi jakiejkolwiek pracy Chińczycy sami się do nas garną.


Choć wierzę, że na uwędzeniu dobrej wędliny nie zna się nikt lepiej, niż mąż mojej kuzynki, najlepszy chleb wypieka Pan Piekarz z mojego rodzinnego Lesiowa, a i nasz sztandarowy krawiec Pan Zień lubi się z igłą i nitką, próbuję się dystansować do tego chińskiego boomu. Nie będę lamentować, ni targać za włosy. Co innego, jeśli chodzi o inny towar deficytowy, jakim są kawalerowie gotowi do zamążpójścia





Tu już jest o co płakać. 
Faceci chętni do związku to towar luksusowy i to nie tylko w naszym kraju. Nie wspomnę już o tych, co chcą pójść o krok dalej, mianowicie do ołtarza.  Tu trafia się jeden na setkę. Oby! 

Pogoda nie jest dziś odpowiednia, by rozgrzebywać mrowisko i dociekać czemu panowie stronią od przyjemności sprawdzania siebie w (nieco wymagającej wysiłku) roli męża. 


Przeciwnie. Wobec pesymistycznej perspektywy pozostania singielką do końca mych kolorowych dni (ileż można kupować w kółko Macieja książki zatytułowane "Single gotują", tak na marginesie, bardzo dobre książki!), opowiem Wam o takim jednym, co to się zdecydował. Z resztą, co mu się dziwić. Już wkrótce na wieki wieków (czy jakoś tak) posiądzie za żonę jedną z Lesiowianek. Jego wybranką będzie jedna z moich przyjaciółek, tych, z którymi odkrywałam co to literki , a co to cyferki, Cecylia. 
Cecylia i Misiek poznali się na studiach. Wychodzili z sobą razem nie tylko na wspólne imprezy, do kina oraz na cappucino (ulubiony kawowy trunek Cecylii), ale też na ten sam wydział i do tej samej grupy. Widzieli się naprawdę często. Nic dziwnego, że tak do siebie przywykli, iż po zakończeniu tego pięcio-letniego romansu postanowili nie zrywać swej znajomości. Z tym, że tym razem wychodzą razem... za mąż (jeśli wolno mi tak powiedzieć). 



Obwieścili to uroczyście wszystkim Lesiowiankom jakiś miesiąc temu, na spotkaniu u Dify, innej Lesiowianki. 
Wszystkie jesteśmy przeszczęśliwe. Bo wiemy, że Cecylia jest przeszczęśliwa. Poza tym jej mariaż oznacza też, że nadejdzie taki dzień, w którym wszystkie Lesiowianki będą musiały razem wyjść na niegrzeczną imprezę. Wieczór Panieński!  Już zacieram ręce, a idąc rano do pracy ukradkiem i z lekkim pąsem zaglądam przez witrynę sex-shopu.


O, a przed samym weselem trzeba będzie z dziewczynami wyjść na miasto!  Z solidnie naładowanym portfelem. Jak dobrze, że to będzie koniec kwietnia. W sam raz by założyć powabną sukienkę, a i nie tak ciepło, by po pierwszym tańcu ją bezczelnie zapocić. Trzeba będzie też znaleźć kolczyki, do tego odpowiednią szminkę, a i jeszcze partnera! 
Tak ,wszystkie ( bez względu na stan naszego życia sercowego) zostałyśmy zaproszone z Osobą Towarzyszącą. Bardzo dobrze! Przecież  z kimś trzeba spalić te kalorie pochodzące z weselnego tortu, tego, którego przecież "trzeba" skosztować choćby kawałeczek (bo to dla dobra pary weselnej...). Oczywiście mam na myśli wspólny taniec. 
Tylko... Hmm... Z kim pójdę? 
Szybki facebook-owy przegląd i... brak decyzji. Jest czas. 


Nie mam jednak zamiaru, przykładem rodaków łaknących cukru, udać się w poszukiwaniach za granicę.
Wystarczy parę razy wyjść na imprezę i może ktoś się znajdzie. Lekkomyślne podejście? Bynajmniej nie. W taki właśnie sposób ostatnim razem znalazłam weselnego partnera dla mojej Starszej Siostry. Od niemal roku są parą.
Jej! Jeśli to rzeczywiście tak działa, to chyba lepiej się zastanowić z kim będę wywijała do "Szalonej" pamiętnych Boysów! Wybór partnera weselnego to nie kaszka z mlekiem, a raczej robienie sufleta. Co tu zaś dopiero mówić o wyborze partnera na całe życie?! Co najmniej wypiek tortu Sachera ! 
Dziwne, ale przez te wszystkie moje mądralińskie spekulacje przestałam się dziwić facetom. Przecież zdecydować się na kogoś na całe życie to nijak ma się do dylematu, czy na kolację lepszy jest beztłuszczowy jogurt, czy może kawałek pieczonego łososia. 
Rety, to dopiero trzeba być niezłym ryzykantem!



No właśnie, kim trzeba być, by zostać mężem
Jakie kryteria spełniać? Czy rzeczywiście jest to rola tak wymagająca, że doprowadziła do deficytu chętnych się jej podjąć? 
Czy taki potencjalny kandydat musi/powinien posiadać gruby skórzany portfel, złoty zegarek, włochatą klatę, koszulę dobrze upiętą aż po samą szyję i mieć czterdziestkę na karku (albo przynajmniej udawać, że się ją ma, wygłaszając komentarze typu : "kochanie, pogoda dziś w sam raz na małą przechadzkę po ryneczku").
Otóż, zaskoczę Was, co nie miara, ale nic z powyższego. ;-)
Przykład Misia (przyszłego męża Cecyli) i innych znanych mi mężów pokazuje, że mąż to całkiem normalny facet taki jak każdy inny. 
No może z tą różnicą, że zajęty. 
Monogamia. A może to słowo jest sprawcą całego zamieszania?
Hmm... W żadnym (znanymi mi) wypadku Pan Mąż nie nosi obroży oraz smyczy, za którą (bardzo krótko) trzyma go Pani Żona. Na noc (podobno, bo do sypialni nikomu nie zaglądam...) też nie jest zamykany do klatki. 
Dlaczego? Bo kochanie tylko jednej kobiety było ich (Panów Mężów) wolnym wyborem, a nie przymusem. 




Póki co ja nie wychodzę za mąż, a jedynie do sklepu. Taki mój wolny wybór
                                                                                                                                       ( na dziś dzień)




12 komentarzy:

  1. Właśnie, raz się żyje :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Aurora - to prawda. U nas cukier kosztuje 4,50 zł - 5, 50 zł, a w Niemczech nasz cukier kosztuje 2,50. Zadziwiające, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. Auroro, jakże Ty cudnie i z sensem piszesz - wielka to dla mnie przyjemność czytać Taką Literaturę.
    Chcę więcej, toteż ja - nie wychodzę a zostaję.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Auroro droga, u mnie milosciwie nam panujaca od prawie pelnych ;) 25 lat monogamia! Generalnie nie ma sie czego bac i nawet mozna byc szczesliwym :) czego wszystkim serdecznie zycze, niezaleznie od wolnych wyborow :) Cena cukru ciagle ponizej 1 funta ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. piękny to jubileusz, na wagę złota :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj z tym cukrem to niestety prawda... Ech... A co do monogamii.. to ja juz nie wiem.. o dobre, co lepsze, co jest wolnym wyborem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem Ci że jestem zdeklarowanym fanem monogamii, co jak twierdzą moi znajomi jest celowym utrudnianiem sobie życia i pozbawianiem sie rozmaitych przyjemności..
    A Ci co to by chceli sa na pewno...
    moze się tylko nie afiszują?:):)

    OdpowiedzUsuń
  8. chcę częściej takie rzeczy słyszeć, dzięki Tamirianie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dodatkowym utrudnieniem dla kobiety, której nie udało się wyjść za mąż jest, że faceci nadający się i chętni do żeniaczki chcą to zwykle zrobić z kobietą młodszą.

    Nie ukrywam też, że jak taki facet chce mieć jeszcze dzieci, to już w ogóle...

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?