wtorek, 22 marca 2011

Kolejny powód, dla którego warto jeść czekoladę

Wtorek. Taki sobie dzień. Zwyczajny, trochę nawet banalny.

Na szczęście, jest czekolada. I to nią się dziś zajmiemy, tak w teorii, jak i w praktyce.
Dlaczego czekolada?
Istnieje tysiące powodów, dla których warto i trzeba pisać o czekoladzie. Jeszcze więcej, jeśli idzie o jej jedzenie. Nic dziwnego, że świat wychodzi  Czekoladożercom na przeciw. I tak oto, niczym pierwsze przebiśniegi na jałowej ziemi, w naszym kraju wyrastają coraz to nowe czekoladziarnie. Czekoladziarnia, słowo, które samo w sobie wywołuje ślinotok. Tym bardziej, jeśli mamy do czynienia z firmą tak dobrą jak Chocolate Company. I teraz dobra nowina! 






Kto choć raz spróbował smaku belgijskiej czekolady, wie o czym mówię, albo raczej o czym teraz myślę. Tak, jej cudowny smak i konsystencja przeistaczają zwykłego człowieka w groźnego czekoladożercę. Może też grozić stałym uzależnieniem. 



W zasięgu mojej myśli i ręki leżą sobie cztery niewinne powody, by zrobić pierwszy krok ku uzależnieniu. Cztery czekoladki prosto z fabryki czekolady, czyli Chocolate Company. Przyjrzyjmy się im uważniej.
Jeśli już się uzależniać, to nie byle wyrobem czekoladopoodbnym. W związku z tym, że wiosna się ociąga i zamiast upragnionych 23 stopnic Celsjusza mamy dziś w moim mieście ledwie 10, proponuję napić się gorącej czekolady. Do wyboru, do koloru! Mogę skusić się na moją ulubioną after eight albo mocną gorzką (klik). Jeśli będzie mi naprawdę zimno, przyrządzę sobie czekoladę z procentami (klik). 
To naprawdę dziecinnie proste. Wystarczy zanurzyć łyżeczkę do gorącego mleka - h o p ! - i gotowe!!! Naprawdę, do uzależnienia jeden krok...
I nawet taki banalny wtorek może zamienić się w Wtorek.

Smak luksusu w ustach wprawia w stan ekstazy całe moje ciało. Mam ochotę na więcej i więcej! Została mi jeszcze jedna porcja hotchocspoon. Czekoladka o smaku cytrynowy (klik). Sami powiedzcie - może być bardziej wiosennego,  niż orzeźwiający smak cytrusów! 
Pomyślmy o niej w sposób luksusowy. Dlaczegóż by nie użyć jej do wyrobu sufleta? 
Jak, pomyślałam, tak zrobiłam :-) 
Dosłownie w ostatniej chwili przypomniało mi się, że - wstyd się przyznać! - sufleta nigdy jeszcze nie robiłam...  Od czego, jednakże, są blogi kulinarne :-) Podpatrzyłam tu i ówdzie, po czym przekonana o czekającym mnie sukcesie, ruszyłam do akcji. 


Połączyłam rozpuszczoną czekoladkę z gęstą śmietaną, dodałam łyżkę mąki, żółtko, puch z ubitych białek (sztuk: dwa) oraz trochę syropu waniliowego. Tyle. Reszta należała do Ewy  (czyli mojego piekarnika, który pamięta Polskę z czasów, których ja nie mogę pamiętać). 
Ewa, biedna staruszka, nie do końca podołała zadaniu. Jej drzwiczki rozpostarły się niczym paszcza bestii, dokładnie w momencie, gdy suflet pięknie wypęczniał. I nadzieja, na udany omlet została pożarta... Albo raczej opadła...
Długo zastanawiałam się, czy publikować tu zdjęcie oklapłego  smakołyku. Na razie pozostawiam Was sam na sam z marzeniami o białym puchu o intensywnie cytrynowym aromacie i słodko-kwaskowatym smaku.


Suflet nie wyszedł...

 Ale na szczęście jest czekolada! 
Co z tego, że mój suflet wyglądał jakby miał depresję. Magia belgijskiej naprawdę działa cuda! Był pyszny!

Gdy tylko będę w stolicy, wybiorę się do Chocolate Company i spróbuje się z ars sufletti zmierzyć raz jeszcze. 










8 komentarzy:

  1. Nie powinnam była klikać w to, w co kliknęłam, nie powinnam...
    Buu

    OdpowiedzUsuń
  2. przyznaj się :) jesteś agentem reklamowym czekolady :D
    a ja lubię tak ;trochę masła, kakao - ucieram i na koniec cukier , mieszam,dodaję migdałowy aromat, względnie wiśnie z nalewki dorzucam. lubię kiedy cukier chrzęści pod zębami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem bezwzględną agentką 007 w sprawach czekolady, bo... ją uwielbiam :D jestem umówiona na rewanż sufletem, więc pozwalam sobie użyć Twojego przepisu, Di :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajowo na tym Twoim blogu;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaluje,ze w moim miescie nie ma Chocolate Company bo robia fantastyczne smakowitosci:))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko nie napisałaś najważniejszego. Określasz coś mianem czekolady, ale nie napisałaś ile zawiera procent kakao. Dobra czekolada, która zawiera na miano czekolady zaczyna się od 70% kakao w górę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra czekolada to tylko i wyłącznie taka, która smakuje jedzącemu :)

      A owszem, prawdziwa czekolada zaczyna się od 70% i taką zazwyczaj wyłącznie jadam.

      Człowiek uczy się na błędach. Hehehe. I na czekoladzie :P

      Usuń

Smakowało?