sobota, 12 marca 2011

Głodnemu chleb na myśli

Ostrzeżenie: to nie jest wpis dla tych, którzy szukają przepisu na chrupiący bochenek. Nie znajdziecie tu ani okruszka.

Ten wpis będzie dla głodnych dalszego ciągu historii o Panu Zbyszku.
Dla nie wtajemniczonych w sprawę, Pan Zbyszek to mój sąsiad spod 13., na punkcie którego mam lekką i bardzo zdrową (jeszcze) obsesję. Zwał, jak zwał. Facet podoba mi się odkąd wyczułam dochodzący z jego mieszkania zapach smakowitego jedzonka. Cóż jestem łasuchem i kocham gotować. Jeszcze bardziej przepadam za przystojnymi facetami. Nic dziwnego, że do Pana Zbyszka ciągnie mnie jak królika do sałaty. Nie dość, że Pan Zbyszek włada przyrządami kuchennymi niczym mistrz szermierki swoją szpadą, to na dokładkę wygląda tak, że gdyby był ciastkiem, to byłby tym z górnej półki, za które i tak każdy zapłaciłby słono, by tylko móc je zjeść.

U Pana Zbyszka, póki co, zabawiłam tylko raz. To był ( z góry przepraszam za dość mdłe określenie) bardzo czarujący wieczór, który zaostrzył mój apetyt na więcej. Otóż, Pan Zbyszek wykonuje dość nietypowy zawód, ale o tym kiedy indziej. Grunt, że - ku mojej ogromnej uciesze - okazało się, iż mieszka sam. To znaczy - bez rybek w akwarium, co więcej, bez żony, a także bez dzieci. Mieszka bez nich wszystkich, bo po prostu ich nie ma. Mówiąc prościej, jest singlem. Tak jak i ja. Czyż to nie cudowne? 
Może moja euforia (by nie powiedzieć ekstaza) jest przedwczesna? Bo, kto wie, może Pan Zbyszek spotyka się z jakąś blondi albo i ognisto-rudą łasiczką?
A nawet jeśli tak, to co? Przecież wagonik zawsze można odczepić. Tak mawiała moja psiapsióła. To były czasy, gdy jeszcze nie była zaręczona. Obecnie przestała się podpisywać pod powyższą deklaracją.

Dlaczego jednak to nie ja miałabym być tą łasiczką u jego boku? 
Przecież jestem życiową szczęściarą!
Musi się udać!
Tylko... Dlaczego on milczy? Dlaczego nie puka do moich drzwi? Dlaczego nie spotykam go przypadkiem, kiedy idę do sklepu po sos sojowy? Dlaczego nie stoi o poranku pod moim oknem z naręczem rzodkiewek? Dlaczego nie wyśle do lokalnej gazety romantycznego ogłoszenia o tym, że najbardziej w świecie uwielbia rogaliki czekoladowe, a najbardziej we wszechświecie ich autorkę. Czyli mnie :-) Bo tym smakołykiem przełamałam pierwsze lody, gdy tamtego dnia postanowiłam odkryć kim jest tajemniczy Pan Zbyszek spod 13. Widać, jeszcze jakieś lodowe kry pływają po tej wodzie, bo nie potrafię odpowiedzieć na te wszystkie "dlaczego?".

Pewnie znacie dobrze ten fizjologiczny stan, gdy raz posmakujecie czegoś naprawdę dobrego, a potem dostęp do tej znakomitości zostanie zablokowany i to na długo. Ten stan to głód. Ale i coś więcej. Apetyt, ochota, pożądanie...


Bardzo się wygłodziłam Pana Zbyszka. Za bardzo.

Dlatego wczoraj wieczorem zrobiłam coś, co zrobiłaby każda z Was na moim miejscu. Przyznam, to dość odważny i ryzykancki krok. Bywam szalona, nic na to nie poradzę. 
Ale zacznijmy od początku.



Tego popołudnia wróciłam z pracy zmęczona jak koń, któremu przez cale życie było bardzo pod górkę. Gdy tylko przebrałam się w dres i zaczęłam wybierać przy jakim serialu najlepiej się zresetuję, moja Starsza Siostra, która nadal utrzymuje, że mieszka ze mną, zmierzyła mnie specyficznym spojrzeniem. Okazało się, że przybywają jej znajome, więc miło by było, bym zaprezentowała się w czymś innym, niż rozciągnięte szare coś i przetłuszczone włosy. Skończyło się na lekkim buncie. Powędrowałam do łazienki się wyszykować, a gdy z niej wróciłam, naszykowany czekał już na mnie drink. Tak, tak. To była babska popijawa. Tak, jak faceci mają swoje nudne spotkania przy oglądaniu mecza, gdzie na każdy gol przypadają trzy (jak nie więcej) piwa, tak babeczki mają swoje spotkania, gdzie na każdego obgadanego faceta przypada jeden owocowy drink Proszę nie mylić owocowego drinka z mlecznym koktajlem. Owocowy znaczy tyle, co: wiśniówka, cytrynówka albo inna wyskokowa -ówka.

To spotkanie było o wiele bardziej dramatyczne, niż mecze polskiej reprezentacji. Dziewczyny wylewały wszystkie swoje żale odnośnie swoich związków i wyrażały się o swoich facetach, tak jak sami faceci wyrażają się o piłkarzu, który miał szansę na bramkę, ale ją zwyczajnie przepuścił. Biedny taki piłkarz... Już mi uszy schną...


Po takim bezpardonowym wręczaniu czerwonych kartek swym facetom, dziewczyny zdecydowały litościwie, że chłopaki wracają do pierwszej ligi jeszcze tego samego wieczora. Najwidoczniej muzyka naprawdę łagodzi obyczaje, bo wszyscy razem już w męsko-żeńskiej drużynie spotkaliśmy się na dance-floorze w jednym z pobliskich klubów. 


Brakowało tylko jego. Pana Zbyszka. Szczerze, nawet nie liczyłam na tak spektakularny cud, by go tam zastać.
Tak więc, po paru salsach wykonanych z zupełnie mnie nie interesującymi osobnikami płci męskiej, narodowości brytyjskiej, postanowiłam opuścić lokal. Dokładnie w tym samym momencie, nieopodal, drzwi oznaczone 13. otworzyły się. Może i Pan Zbyszek nie lubił typowych dance klubów, za to nocne spacery, owszem. 
Wpadliśmy na siebie nieopodal mieszkania, w raczej mrocznym zaułku. Nasze spojrzenia spotkały się jednak bez większego wysiłku. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Wymieniliśmy informacje kto gdzie leci. A następnie, gdy mijałam go, by przejść dalej, stało się. 
Pocałowałam go. 
Smakował wybornie. 
Pan Zbyszek odwzajemnił pocałunek. 
A następnie zadał mi pytanie: "Dlaczego?"
O ile ja przez cały tydzień zadawałam sobie to właśnie pytanie w odniesieniu do jego osoby, było to ostatnie pytanie jakie mogłabym sobie wyobrazić padające w tym momencie z jego ust. 
Pan Zbyszek jest zabawny.
"Bo miałam na to ochotę" - odpowiedziałam zwyczajnie, gryząc się w język, by nie dodać "głupcze".
I to nie wiesz jeszcze jak wielką ochotę.


Ten nocy poszłam spać już bez tego potwornego głodu Pana Zbyszka.
Ten skromny, a jednak bardzo sycący pocałunek zaspokoił mnie na chwilę. Potem, jakoś nad ranem pojawił się nowy, inny głód.



5 komentarzy:

  1. No, Kochana, gratuluję odwagi!
    Ciekawi mnie teraz, jaki krok w Twoim kierunku zrobi Pan Zbyszek ;) Bo powinien COŚ zrobić!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Ty naprawdę jesteś szalona:P Poza tym z wielką przyjemnością się Ciebie czyta:)

    OdpowiedzUsuń
  3. JEjku :) Bardzo mi się podoba to co piszesz :D Szalona osóbka z Ciebie ale to bardzo dobrze :) Będę odwiedzać częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. I tu mnie masz, nieważne, czy to prawda, czy zręczna konfabulacja, podoba mi się styl i będę zaglądać do Ciebie. A opis robienia chleba mnie w ogóle położył na łopatki, bo ja uwielbiam robić swój chleb. Czy tam jest dokładny przepis? Muszę zajrzeć jeszcze raz. A jak nie ma, to ja poproszę please

    OdpowiedzUsuń
  5. Podpisuję się pod tym, co napisały poprzedniczki, fajny styl i bardzo sympatycznie się czyta. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?