środa, 16 marca 2011

COŚ

Gdybym miała tylu komentatorów i obserwatorów na moim blogu, co w rzeczywistości, byłabym w nich naprawdę zasobna. Nie, żebym narzekała. Po prostu zaobserwowałam, że  ostatnio w moi życiu offline pojawiło się ich znacznie więcej, niż online. Oglądają się za mną, komentują. Chcecie poznać mój sekret?
Ultra wysokie Szpilki? Nowa szminka koloru namiętnych pocałunków? A może rozkloszowana spódniczka w stokrotki? 
Zdziwicie się, ale tym, co przysparza mi nowych komentatorów jest stary dres, mokre plecy i czerwone policzki. Innymi słowy - poranny jogging.
Wystarczy, że człowiek na przedwiośniu wyciągnie z szafy zakurzone adidasy i zacznie biegać nad rzeką. Sensacja gotowa. Cóż, w końcu nie żyję na Manhattanie.

Komentatorami w większości wypadków są seniorzy, którzy dopingują mnie zupełnie tak jakbym była Forrestem Gumpem- "szybciej, szybciej!", "biegnij, biegnij!" - skandują, a mnie tchu brak, by odpowiedzieć cokolwiek.

Mimo wszystko z biegania nie zrezygnuję, choćby i miał za mną podążać orszak gapiów ciekawych, jak to człowiek się poci po pół godzinnym truchcie. 
Bieganie daje mi coś szczególnego. Jest równie przyjemne jak gotowanie (choć o 8 rano trudniej jest się zwlec z łóżka z myślą, że czeka nas wycisk, a nie owsianka z bananami na mleku sojowym). W zasadzie idzie z nim w parze, bo to, co się ugotuje, to się zje. A zgodnie z zasadami biologii później trzeba spalić, bo może się zacząć niebezpiecznie odkładać tu i ówdzie...
Bieganie ma dla mnie jednakże daleko więcej idącą wartość. I choć dzięki niemu nie przybrałam jeszcze rozmiarów hipcia, to głównie zyskuję na nim duchowo. 
Biegnąc, wreszcie doganiam myśli. Jestem sama z sobą. I słyszę siebie. Uwalniam się z negatywnych emocji. A od wczoraj nagromadziło się ich we mnie.

Tym, kto wczoraj pukał do moich drzwi, nie był Pan Zbyszek. Moje samopoczucie spadło z gwałtownością skoczka bungee. Prosto
na
sam

    ó
      ó
        ół. 
To była Pani Sąsiadka. 
... 
Wiedziałam, że mojego samopoczucia nie uratuje już nawet bungee lina.
Pani Sąsiadka to kobieta ledwie kilka lat starsza ode mnie, przekonana o tym, że góruje nade mną tylko dlatego, że gdy ja jeszcze pisałam kolokwia i po jego zaliczeniu piłam wino nad rzeką, ona urodziła i wychowała dziecko. Nie staram się nawet jej udowodnić, że status kobiety nie zależy od pierścionka na serdecznym palcu. Z Panią Sąsiadką lepiej nie zadzierać, toż to dzierżawczyni kluczy na strych, który służy mieszkańcom jako suszarnia na pranie. Hmm... Zastanawiam się czemu, skoro moje pranie schnie na nim już trzeci tydzień. Strych jest duży, wilgotny i chłodny. Co najwyżej, jest doskonałą wylęgarnią grzyba i oślizłych robali. Pani Sąsiadka rzeczywiście miała rację, że to najwyższa pora, by zabrać stamtąd moje pranie. Biedne pranie... Trochę zatęchło od tego czekania na mnie. 
Kurka wodna, czy i mnie czeka taki los od czekania na Pana Zbyszka i wyczekiwania tego, aż COŚ w końcu zrobi


Nigdy nie będę dzieliła losu mojego prania - postanowiłam, gdy na moich ulubionych majtkach przyuważyłam małe czarne kropeczki. A jednak, wstrętny grzyb ma swoje sposoby! 
Bezruch i sromota - to nie mój wybór! Trzeba żyć dalej, obojętnie czy Pan Zbyszek uraczy mój życiorys swoją obecnością. Przecież nie samym Panem Zbyszkiem żyje człowiek. Przede wszystkim żyje z dobrego (!) jedzonka. Poprawę humoru zaczęłam więc od wędrówki do kuchni i chwycenia za nóż. 
Zza okna dopadły mnie rozkosznie ciepłe promienie słońca. Otworzyłam okno, by je wpuścić. Wiosna... Jeden Pan Zbyszek wiosny nie czyni. Czyni ją zapewne posadzenie czegoś zielonego na parapecie kuchennym. A propos sadzenia roślinek, oto, co pojawiło się jeszcze tego samego dnia w moich skromnych progach. 



To nie jest glina. Ani, broń Panie Jedyny!, kompost. Przeciwnie, jest to coś raczej wytrawnego. No właśnie, ale CO ?! To pytanie kieruję do Was, obojętnie czy kucharzenie nie ma przed Wami tajemnic, czy też ma ich za dużo. Czekam na Wasze pomysły. Do wygrania - przepis na to COŚ

P o w o d z e n i a !!! 
 






6 komentarzy:

  1. Kurcze, chyba moja wyobraźnia szwankuje, zabij mnie, ale nie mam bladego pojęcia co to może być:)Wstyd się przyznać, ale naprawdę z niczym jadalnym mi się to nie kojarzy:P Z chęcią więc poczekam na rozwiązanie konkursu:P

    OdpowiedzUsuń
  2. pomyslalabym, ze humus, ale kolor mi nie pasuje. Nie wiem, doprawdy zastrzelilas mnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm, niby jak zakwas, ale chyba za gęsty jakiś ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie pasta z ciecierzycy (hummus) bądź rodzaj pasztetu. :) Albo foie gras

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo ! toż to pasztet :-D konkretnie z wątróbki oraz grzybów (pieczarek)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już sobie wyobrażam, jak rano zakładam dres i idę biegać po mojej mieścince - tego samego dnia została bym uznana za osobę niespełna rozumu. Uroki dziur :)

    OdpowiedzUsuń

Smakowało?