niedziela, 6 lutego 2011

To skandal!

To skandal! - ogłosił mój Tato, gdy ostatnio okazało się, że mój dziadek randkuje już nie z jedną, a z dwiema dziewczynami na raz... Skandal? Jakiż to skandal?! Dziadek mnie niczym nie zszokował, a jedynie wjechał nieco na ambicję.

Jak powinna zareagować wobec takiego faktu dziewczyna taka jak ja?
Umówić się na podwójną randkę?

Wieści takie są dla mnie mobilizujące jak topniejący gwałtownie śnieg za oknem.

Przecież jest oczywistym, jak to, że za tydzień są Walentynki, że wszystko, co najlepsze zawsze dopiero przed nami.

Wobec tego, mogę spokojnie zabrać się za bycie kurą domową w najlepszym wydaniu.

Z kilku dni wolnego zrodziła się niespożyta energia i żądza kulinarnego eksperymentowania. Jak to z żądzą bywa, coś się zrodziło w jej efekcie. A były to placki z tuńczyka oraz pasta jajeczna z groszkiem. A na koniec konfitura mandarynkowa.

Ciekawość pierwszym stopniem do piekła. By nie prowadzić Was do piekielnego przybytku, szybciutko spieszę ugasić ten pożar i podaję przepisy. 

Pasta jajeczna z groszkiem

Przyznaję się bez bicia, że moje ulubione pasty to te na bazie ugotowanych na pół-twardo jaj. Są wyjątkowo leciutkie i puszyste. Lubię je zwłaszcza z rybami. Tym razem miałam jednak apetyt na coś zielonego, w końcu powoli mamy upragnione przedwiośnie. Zdecydowałam się na zielony groszek, za którym przepadam nie tylko dlatego, że przypomina mi Anglię. Lubię jego słodkawy smak. 
Przejdźmy jednak do rzeczy.

składniki:
cztery jaja ugotowane na pół-twardo
puszka groszku
dwie łyżki serka twarożkowego 
dwa małe ząbki czosnku
sól, pieprz i majeranek do smaku

Jak to z pastami, tak i w tym wypadku filozofia ich przyrządzania polega na wrzuceniu wszystkiego do blendera i odczekania paru chwil, aż uzyskamy gładką i puszystą masę. W między czasie można zastanowić się na jaki film pójść do kina. Polecam "Czarnego łabędzia". 
A oto przed nami kanapeczka z niniejszą pastą, tu sowicie obsypana prażonymi pestkami., w towarzystwie "kwaszeniaka". Tak powstaje idealny niedzielny poranek!

By niedziela pozostała tak idealna, jak się zaczęła, na obiad proponuję przepyszne placki z tuńczyka. 

I tutaj w ruch pójdzie blender, pozwólcie zatem, że skupię się na składnikach oraz doznaniach jakie wywołały we  mnie owe smakołyki.

Placki z tuńczyka 
(ok. 6 sztuk)

składniki:
puszka tuńczyka w sosie własnym
dwie średnie marchewki starte na dużych oczkach
dwa grube plastry sera brie (polecam wersję ziołową)
jedno surowe jajo
łyżka mąki
łyżeczka ostrej papryki
sól i pieprz do smaku

Wrzucamy, miksujemy, zastanawiając się, co ma na myśli facet, kiedy mówi "lubię cię".

Pytanie jest trudne, dlatego odpowiedź na nie zajmuje nam również te chwile, podczas których obsmażamy placuszki na rozgrzanym oleju z obu stron po ok. 2-3 min. 



Niestety prawdopodobnie nigdy nie znajdę klucza otwierającego męski umysł. Dlatego wolę zająć się jedzonkiem. Jeden prosty ruch i hop - chrupiący placek masuje moje podniebienie. Na moment świat przestaje istnieć.

Pytanie jednak dręczy, dręczy i dręczy. Czy wiecie ile energii kosztuje takie zastanawianie się? Odpowiedź: sporo. Dlatego trzeba ją uzupełnić. Jako że jest niedziela, najlepszym paliwem będzie słodki deser. Co powiecie na biszkopty albo wafle z słodką konfiturą? Dziewczyny nie martwcie się, nie ma w niej grama cukru. Poza tym, wbrew babskim teoriom spiskowym, faceci lubią krągłości. Muszę w to wierzyć, bo tu i ówdzie krągłości się mnie imają ;-)

Konfitura mandarynkowa

składniki:
cztery soczyste mandarynki
cztery suszone morele 
100 g suszonej żurawiny
cztery suszone śliwki
łyżeczka sproszkowanego imbiru

Wszystkie składniki wrzucamy do rondelka z odrobina wody i gotujemy. Gotujemy dopóki suszone owoce będą bardzo miękkie. Po lekkim wystudzeniu przecieramy lub wrzucamy do... zgadnijcie? Tak, do blendera! 

Na koniec dnia wciąż nie wiem, co znaczy kiedy facet mówi mi, że mnie lubi. Ja jestem w uczuciach stała, konkretna i określona.  
Kocham, na przykład, mój bledner.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?