piątek, 11 lutego 2011

Lejdis Najt

Co zrobić, gdy niespodziewanie u progu naszych włości czekają żądne wrażeń i świeżych ploteczek znajome? 

Głodne znajome, dodajmy gwoli ścisłości. 
Tymczasem lodówka świeci pustkami, jak też ich żołądki.
Co tu robić, przecież nie mam czarodziejskiej różdżki... Chociaż...

Przecież to Lejdis Najt!



Lejdis Najt! - odgrzebuję w pamięci stary, sprawdzony przepis na Lejdis Najt! Brzmi on mniej więcej tak: weź butelczynę wina, korkociąg ( a jeśli go brak, wydłub korek czymkolwiek; polecam wbić korek do środka butelki nożem kuchennym), usmaż tak dużo popcornu, jak tylko się da. Odpal film. Nie byle jaki. Ma być "Lejdis". Of korrrs.

O, jak łatwo, a jakże beztrosko jest być gospodarzem Lejdis Najt!
Komentarze odnośnie filmu, przeplatają się z świeżymi małomiasteczkowymi newsami. 
Rzecz jasna, jest typowanie, która z Lejdisek jest naszym alter ego. Ciekawe, że mojej Starszej Siostrze przypadło w udziale podobieństwo do filmowego Taty Moni. 
Naprawdę nie pytajcie "dlaczego"?!

Lejdis Najt ma to do siebie, że odbywa się bez większego ładu i składu, bez odrobiny logiki. Przecież faceci są tylko na językach, nie obok. Nie trzeba trzymać fasonu. Ale jednego nie mogłam sobie odpuścić. Choćby nie wiem co, musiałam coś ugotować!

Całe szczęście, że poprzedniego dnia kupiłam paczkę prażonych orzeszków ziemnych. I całe szczęście, że tego dnia w Almie były na promocji moje ulubione serki do chleba. Jeszcze tylko szczypta gałki muszkatołowej, trzy łyżki wody. Blend, blend, blend. I oto pyyyyyszna pasta orzeszkowa. Z świeżą pietruszką na wierzchu, oczywiście. Do czego? Do zapiekanych ziemniaczków. Wystarczyło je oprószyć ostrą papryką, ziołami prowansalskimi i polać oliwą z oliwek. Piekarnik wykonał za mnie całą, dodajmy świetną, robociznę! 

(zdjęć brak, jedzonko za szybko zostało poddane procesowi konsumpcji). 

Przy takim apetycznym jedzonku dopiero zaczęły się apetyczne rozmowy! 
A to o tym, że Felicja rusza następnego dnia  w podróż na stopa po Polsce, bo wyczytała, że właśnie w lutym spotka Miłość Swojego Życia. A to o tym, że Ciocia Teli, ma darmowe lekcje łucznictwa, bo dała się pocałować Panu Prowadzącemu. To nic, że ma kucyka i łysinę na czole. Przecież człowiek, a zwłaszcza kobieta powinien całe życie otwierać się na nowe doświadczenia.
Ja ubarwiłam te nowinki opowieściami o naszym sklepowym Panu Dostawcy, który wraz z świeżymi wypiekami, dostarcza wypieków i mi na twarzy, gdy pyta, czy wolę duże, czy małe. Oczywiście, że wolę duże! Bułki, żeby była jasność. Żeby tylko pytał o rozmiar... Interesują go wszelkie moje preferencje. I dekolt. Jego preferencje, albo raczej (nie)pobożne życzenia, są bardzo nudne i podobne do moich. Im większy (czyt. głębszy), tym lepszy. 



Ach, ci faceci. Jak zawsze byli daniem głównym na Lejdis Najt. 
Chrup, chrup.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?