piątek, 18 lutego 2011

Coś naprawdę ostrego

Nie wiem, która to z teorii kogoś tam, zdaje się, że moja. W każdym razie brzmi ona - nie ma udanego weekendu bez kebaba. Przychodzi taki dzień, a jest ich trzy do wyboru, który ostatecznie kończy się wędrówką do ulubionego lokalu prowadzonego przez turecką ekipę (oby!!!).
Jako że mamy dziś piątek, pozwólcie że zajmę się właśnie nim. Wraz z każdym piątkiem nadchodzi niepohamowana ochota relaksu. Relaks może przyjąć wieloraką formę. Piątek ma to do siebie, że zazwyczaj idę na łatwiznę, gdyż zblazowane po całym tygodniu ciało i umysł nie mają ochoty na wysiłek. Tak więc zaczyna się od piwa lub - przy odrobinie szczęścia zwanego świeżą gotówką - ginu z tonikiem.
Piwo ma to do siebie, że  jak żaden inny alkohol, wzmaga apetyt. Dodajmy jeszcze do tej układanki szalone tańce hulańce, a wilczy głód murowany.
Kilka dni temu taki post-imrpezowy głód dopadł mnie, gdy wracałam z moim Znajomym z pewnej dzikiej imprezy. Zdaje się, że pojawił się w okolicach czwartej nad ranem. Nie był to jednak jeden z tych standardowych odczuć ssania żołądka. Kryło się za tym coś więcej. Oboje z moim Znajomym mieliśmy ochotę na to samo - coś ostrego. O to też poprosiliśmy grzecznie Pana Sprzedawcę. Pan sprzedawca, jak się miało okazać już wkrótce, do grzecznych chłopców nie należał. Nie dość, że kebaba wypchał kapuchą zamiast mięsiwa, to zrobił nam niemałego psikusa, gdy uczynił nasze kebaby nie tyle ostrymi, co piekielnie palącymi.
Gdy tylko zatopiliśmy nasze zęby w tortillach, nasze usta były bliskie spłonięciu.
Wierzcie mi, jestem ostro-lubną istotą. Do każdej zupy dodaję co najmniej jedną łyżeczkę pieprzu. Jestem też uzależniona od wszelkich pikantnych sosów, takich jak pepper sauce albo tabasco.  Każdą kanapkę okładam cebulą, czosnkiem, a najlepiej świeżym chilli. Ale w tamtym wypadku przeklinałam tego, kto stworzył wszechświat wraz z  tym małym diabelstwem. Naprawdę, jedyne o czym myślałam jedząc tamtego kebaba był numer do straży pożarnej. 

Łzy płynęły obficie, a policzki zaczerwieniły się jakbym nagle zorientowała się, że spaceruję przez miasto bez majtek. A jednak, nie mogłam się powstrzymać od jedzenia. Dziwne? Nader... 

Cóż, czasem człowiek ma ochotę na coś n a p r a w d ę ostrego. I jest to silniejsze od nas samych, od wszelkiej logiki (oraz bólu żołądka). Ale czy człowiek zawsze musi działać logicznie i tak jak powinien? Odpowiedź jest, mam nadzieję, oczywista.
Choćby dla tego małego odkrycia i ukucia nowej teorii warto było powalczyć w (dosłownie) pocie czoła z tamtym kebabem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakowało?